Ukochane maszynki do grania - Amiga 500 - Fulko de Lorche - 14 października 2011

Ukochane maszynki do grania - Amiga 500

Kraków, dnia 17 sierpnia 1992 roku, godz. 15.00. Jeden z nielicznych sklepów komputerowych w Nowej Hucie.  Wewnątrz Fulko z wielką paką pod pachą i ciocią u boku stoi przy kasie. Ciocia, która jest jednocześnie jego chrzestną pełni kluczową rolę w tym miejscu i czasie. Wasz mistrz pióra kupuje bowiem nowy komputer a ciocia jest jedyną osobą, która może mu to umożliwić. Dlaczego? Zaraz się dowiecie. Oddajmy głos sprzedawcy.

- Proszę o państwa zaświadczenia o zarobkach. Taaa.... Ołłłkej, czyli Pan kupuje, a Pani żyruje panu zakup sprzętu, tak?
- Tak.
- W porządku. Bierze pan zatem Amigę 500 na raty. Kredyt roczny, 12 rat. Proszę, oto bloczek do przelewów pocztowych. No cóż, to by było na tyle. Gratuluję udanego zakupu. Proszę, oto Pana komputer.
Fulko z radością patrzy na wielkie pudło z Amisią w środku. Uszczęśliwiony wychodzi z cgrzestną ze sklepu.
- Wielkie dzięki ciociu za pomoc. Nie martw się ratami, ja wszystko spłacę.
Dwa miesiące później Fulko dostaje bilet do wojska i wyjeżdza do Grudziądza. Raty przechodzą na ciocię.

Posiadanie 16-bitowca, a zwłaszcza Amigi 500 dwie dekady temu było naturalne dla każdego gracza. Jeśli myślało się głównie o graniu, to „przyjaciółka” była naturalnym wyborem, bowiem przebijała możliwościami konkurencję bez mydła. Zresztą wtedy mówiło się powszechnie, że Pecet to jest do pracy, Atari ST do muzyki, a Amiga 500 do grafiki i gier. Czy to była prawda, czy nieprawda faktem jest, że wśród graczy i producentów gier Amisia była najpopularniejsza.

Dwie rzeczy charakterystyczne dla Amigi 500 - słynna animowana piłka oraz Workbench - system umożliwiający multitasking. Nie wiecie, co to znaczy? Uuuuu....

W Amidze 500 Fulko zakochał się mając jeszcze C-64, gdy spacerując po giełdzie w Karliku z zazdrością ziorał na puszczane przez szczęśliwych posiadaczy Amisi dema - głównie animowaną piłkę albo zimowego bałwanka (zimowego bałwanka - dobre. A bałwanek może być niezimowy?). Szczególnie to drugie demo było zajebiste - śniegowy człowiek stał sobie na mrozie, wkoło padały płatki śniegu, a w tle przygrywała kojąca muzyczka. Grafika i muzyka tego dema przebijały wszystko, na co było stać komputery 8-bitowe. Zresztą jak się dysponuje dwukrotnie większą rozdziałką i ilością kolorów to nie trzeba specjalisty by stwierdzić, że to po prostu nie ta liga.  Kiedy więc finanse Fulko osiągnęły odpowiedni poziom, wybór hardware'u mógł być jeden. 

Praca z Amigą 500 dla byłego posiadacza 8-bitowych Atari i Commodore oznaczała spory przeskok jakościowy i pod względem przyjemności z obsługi. Sprzęcik nie dość, że ładny, estetycznie wykonany (choć dość duży), funkcjonalny (klawiatura z wydzielonymi klawiszami kierunkowymi i numerycznymi, wbudowana stacja dysków), to jeszcze przyjazny dla usera. Jeśli Fulko potrzebował systemu operacyjnego, wrzucał dyskietkę z Kickstartem,  jeśli chciał sobie pograć, wsadzał dyskietkę z grą. Gry się same wczytywały, nic nie trzeba było wpisywać.

Mimo, iż "zestaw podstawowy", kupiony przez Fulko miał wszystko co trzeba, by go od razu uruchomić, konieczne były dodatkowe zakupy. Rzeczą absolutnie niezbędną było kupno dodatkowej półmegowej kości pamięci, montowanej pod spodem komputera. Bez tego nie dało się uruchomić większości gier. Trzeba było też zaopatrzyć się w modulator TV, no chyba że stać było kogoś na monitor (np. kolorowego Commodore 1084S).  Co do stacji dysków to, jak Fulko wyżej wspomniał Amisia miała już wbudowaną - na dyskietki 3 1/2". Te Amigowskie, podebrane z Peceta miały pojemność 720 kB, co początkowo wydawało się Fulko dużo. Kiedy jednak pojawiły się gry pokroju Space Ace 2 (12 dyskietek), wasz ulubiony felietonista zmienił zdanie. Dziś już nawet nie pamięta, ile miał pudeł z dyskietkami....

Mimo, iż do Amigi 500 była dołączana standardowo myszka, nadal podstawowym urządzeniem peryferyjnym pozostawał joystick.

Na początku lat 90-tych praktycznie każda gra wydawana na rynku miała swoją Amigową wersję. Większość z softu trafiała oczywiście do Polski, choć nie w oficjalnym, tylko pirackim obiegu. Fulko pamięta dobrze tamten dziwny okres. Ustawa miała być tuż tuż, zaczęły powstawać nawet pojedyncze sklepy oferujące oryginały, a jednocześnie można było kupić całkiem oficjalnie nagrane dyskietki ze scrackowanymi nowościami i wydrukowanymi  na drukarkach instrukcjami. Biznes się nieźle kręcił, bo "studia komputerowe" i księgarnie techniczne oferowały ceny o wiele niższe niż sklepy z oryginalnymi grami, gdzie pojedynczy tytuł rzadko kosztował mniej niż dwie stówki.

Okres spędzony z grami na Amigę 500 wasz protagonista wspomina z dużą przyjemnością. To wtedy powstawały produkcje, w których któreś tam kontynuacje gramy dzisiaj na Pecetach i konsolach. Faktem jest, że Amisia doskonale obsługiwała dwa wymiary. Strzelaniny, platformówki, wyścigi, strategie, a nawet przeżywające wtedy prawdziwy boom przygodówki w wersji na "przyjaciółkę" zawsze prezentowały się najlepiej. Ale czas niestety biegnie nieubłaganie. 

Amigę 500 Fulko miał 2 lata. Sprzedał ją nie bez żalu zresztą kiedy okazało się, że programiści przerzucili się głównie na kości AGA i pecetowe VGA i SVGA.  Blaszak kosztował 20 Fulkowych wypłat, więc nawet na niego wasz bard nie spojrzał, ale taka Amiga 1200 - mniam, mniam...  Fulko więc sprężył się, kasę przygotował, termin zakupu ustalił... i wtedy wpadł mu w ręce jeden z numerów Bajtka. To, co tam przeczytał i ujrzał, zmieniło jego życie na zawsze. I Amigi 1200 nie kupił, a właściwie kupił, tylko nie do końca, czyli tak naprawdę... ale o tym w następnej części.

BTW A tak przy okazji Fulko chce was poinformować, szanowni gracze, że cioci wszystkie pieniądze oddał. Żebyście nie myśleli, że żyd jakiś jest czy co...

 

Poniżej Fulko prezentuje swoją listę przebojów na Amigę 500. To w te gry ciupał, przy nich zarywał noce, szlifował umiejętności, stawał się maszyną do growego zabijania. Wasz mistrz pióra ma nadzieję, że zgadzacie się z jego typami:

Cannon Fodder – zręcznościówka z elementami taktyki. Dowodząc mini-oddziałem maleńkich żołnierzyków przechodzisz kolejne plansze likwidując równie maleńkich nieprzyjaciół, a ponadto kasujesz sprzęt zmechanizowany, wysadzasz budynki itd. Fajnym pomysłem jest niezwykle sugestywny kopiec z mogiłami twoich żołnierzy, których utraciłeś w walce. Druga część gry też jest fajna, choć to w sumie kalka jedynki. Podobna gra warta polecenia: Syndicate.

Space Crusade – chyba najbardziej klimatyczna strategia turowa na Amigę. Kosmiczni marines, labirynty statków i baz, żywi i mechaniczni wrogowie, wielkie giwery - oto tylko część atrakcji. Najważniejszy jednak po prostu świetny klimat. tego tytułu. Fulko pamięta, jak kończył nieraz głupawo ruch przy zakręcie i w następnej turze dostawał serię w klatę właśnie zza tego węgła. Przyszli fani UFO: Enemy Unknown musieli kochać ten tytuł. Podobne gry warte polecenia: Space Hulk, Laser Squad, Sabre Team.

SWIV – amigowa klasyka w dziedzinie scrollowanych strzelanin. Graficznie wyśmienita, dająca możliwość sterowania dwoma różniącymi się pojazdami: terenowym jeepem i śmigłowcem. W singlu zabawa jest na piątkę, w kooperacji z kumplem na jednym ekranie – na szóstkę!  Eeech... na takie tytuły traciło się kiedyś kieszonkowe w salonach gier.  Podobne gry warte polecenia: Battle Squadron,  Walker, Alcatraz, Wings, Silk Worm, Wings of Fury, Flying Shark, Ikari Warriors.

Desert Strike: Return to the Gulf – czyli bojowy Apache w akcji. W odróżnieniu od SWIV-a i innych strzelanin, tutaj po pierwsze: latasz we wszystkich kierunkach, po drugie:  masz określone cele do wykonania, a po trzecie: amunicji i paliwa jest jak na lekarstwo. Dlatego wciąż musisz kombinować, planować, dokonywać wyborów… i to jest piękne. Fulko ma dodatkowy sentyment do tego tytułu, bo był to jego pierwszy oryginał na Amigę 500 (nie kupił, wygrał w konkursie w Gamblerze). Podobna gra warta polecenia: Jungle Strike (kontynuacja).

Sensible Soccer – patrząc na screen możecie pomyśleć, że to jakaś prostacka, prymitywna piłka nożna. Nic bardziej mylnego! Lamer tutaj nie przeżyje ani minuty w konfrontacji z profesjonalistą. Stylów gry w Sensible Soccer jest po prostu zatrzęsienie, a to, co niektórzy kolesie prezentują, zrywa kaski z głów. Fulko  przekonał się o tym boleśnie na Mistrzostwach Polski w Chełmnie, gdzie został sponiewierany, choć sam wcześniej uważał się za mistrza. Ale pewnie jeszcze dzisiaj, gdyby trochę potrenował, to by wam napukał… Podobne gry warte polecenia: Manchester United Europe, Kick Off 1- 3.

Indiana Jones and the Last Crusade – Amiga to nie tylko zręcznościówki, ale także przygodówki. A „Ostatnia Krucjata” należy do najfajniejszych. Nieco toporny interfejs (takie wtedy były) nie wpływa na radochę z gry, a Indy z gry jest równie zabawny, co z filmu. Humor, panie, humor to tutaj podstawa. Gra jest dość wierna filmowemu pierwowzorowi, co rzecz jasna nie znaczy, że znajomość obrazu z Fordem pomoże wam w rozwiązaniu wszystkich zagadek. Podobne gry warte polecenia: Indiana Jones and the Fate of Atlantis, Curse of Enchantia, serie Kings Quest, Space Quest, Police Quest, Leisure Suit Larry.

North & South – wojna secesyjna pokazana z humorem. Dowodzisz wojskami Północy lub Południa, a zadanie masz proste – wygrać wojnę. Na mapie głównej przesuwasz swe armie, a na mapie taktycznej dowodzisz poszczególnymi jednostkami. Do tego dochodzą sekwencje zręcznościowe (bieg po kasę po dachu pociągu, zdobywanie fortu przeciwnika) i zdarzenia losowe w czasie walk (np. atak Indian). Gdyby nie inne źrodła, człek po sesyjce w North & South pomyślałby, że wojna to naprawdę fajna rzecz. Podobne gry warte polecenia: Defender of the Crown, Lost Patrol.

The Settlers – Fulko nie wie czy wy wiecie, ale ta słynna Pecetowa seria miała swe początki właśnie na Amisi. To tutaj po raz pierwszy można było zająć się problemami średniowiecznych osadników, budowaniem ich sadyb i warsztatów rzemieślniczych, eksploracją terenu, produkcją dóbr i żywności, a także walką z najeźdźcą. A wszystko to w  pięknej bajkowej oprawie. Ze względu na piękną grafikę warto było choćby zagrać. Podobne gry warte polecenia: Mega lo Mania, PowerMonger, Populous 1 i 2.

Golden Axe – starzy bywalcy fliperów doskonale pamiętają tą kultową chodzoną naparzankę. Szczątkowa fabuła (choć zawsze coś), trzy typy wojowników (barbarzyńca, karzeł i amazonka), wiele typów wrogów, czary, mikstury uzdrawiające, ratowanie niewinnych, możliwość dosiadania wielkich skorpionów itd. itp. Niby to tylko chodzienie w prawo, walka, leki i czary, ale ten klimat… Bajka! Podobne gry warte polecenia: Street Fighter 1 i 2, Mortal Kombat 1 i 2.

Another World – Trudno uwierzyć, że ta piękna gra mieści się na dwóch dyskietkach. Niesamowite, wektorowe lokacje świata wymyślonego przez Delphine Software w swoim czasie zachwycały architekturą i barwą. Sama gra jest zręcznościową przygodówką, w której próbujesz wydostać się z obcego świata. Poszukując drogi wyjścia przechodzisz kolejne lokacje, walczysz ze strażnikami, ratujesz więźniów itd. Aż dziw bierze, że żaden filmowiec nie zainteresował się tym tytułem. Podobne gry warte polecenia: Flashback.

SimCity – pierwszy kontakt z SimCity Fulko miał już na C-64, ale dopiero dopieszczona graficznie wersja na Amigę pozwalała na serio wczuć się w rolę burmistrza i budowniczego miasta. Trudno uznać, czy wiedza nabyta na studiach ekonomicznych przydaje się w grze lub na odwrót, ale jedno jest pewne: rozgrywką rządzą na tyle proste zasady, by móc się doskonale bawić. A jak już zbudujesz wielką metropolię i poczujesz się bezpiecznie, zawsze możesz utrudnić sobie życie nasyłając na siebie tornado, pożar albo Godzillę.

Thunderhawk AH-73M – właśnie ten symulator (choć symulator to chyba za wiele powiedziane) helikoptera bojowego należy do ulubionych tytułów latających Fulko. Dlaczego? Ano ze względu na klimatyczne intro, ciekawe dynamiczne misje i super płynną trójwymiarową (!) animację. To ostanie osiągnięto dzięki niezbyt szczegółowej, wektorowej grafice, ale lepsze to niż dopieszczony graficznie slajd-show.  Podobne gry warte polecenia: Epic, Red Baron, M1 Tank Platoon, Team Yankee, Pacific Islands.

Lemmings – gryzonie lemingi istnieją naprawdę! Może nie mają niebieskich czuprynek, ale ponoć podobnie, jak ich komputerowe odpowiedniki popełniają zbiorowe harakiri.  Jeśli w naturze nie możemy temu zaradzić, to w grze – i owszem. Dzięki pakietowi komend i olejowi w czaszce kierujesz tak bezmózgimi istotami, by omijały pułapki i dotarły bezpiecznie do wyjścia. Lemmings to tytuł, który dorobił się wielu części, wersji (w tym fajowej wersji bożonarodzeniowej, choć tylko na PC) i mission pack-ów. Ale idea i miód pozostały wieczne i niezmienne.

Sid Meier’s Pirates! – Fulko uwielbia gry o morskich zbójach, grał zresztą w wiele z nich (proszę poczytać jego trzyczęściowy cykl na GOL-ach - 1, 2, 3). Król jest jednak tylko jeden, a jest nim gra Sida Meiera. Nie ma to jak grasowanie po karaibskich wodach, łupienie i zatapianie wrogich bander, szukanie zakopanych skarbów, zapowiadane i niezapowiadane wizyty w portach, wycieranie boków w knajpach, podrywanie córek gubernatorów, ratowanie zaginionych członków rodziny itd. Mnóstwo, oj mnóstwo tego! Mnóstwo z powyższych patentów pojawiało się w różnych późniejszych grach o morskich zbójach, ale to Pirates! byli pierwsi. Niezwykły klimat tej gry nie zestarzał się kompletnie i nawet dzisiaj można zagrać w nią z przyjemnością. Pirates! to po prostu jedna z najlepszych gier w historii.

Shadow of the Beast – za takie zręcznościówki wszyscy kochali Amigę. Mocno platformówkowy charakter, „gotycki” klimat, walka różnymi broniami, używanie różnych przedmiotów i uzdrawiajek, a na dokładkę ciekawe acz niezbyt skomplikowane zagadki. Shadow of the Beast był robiony z myślą o Amisi, dlatego oszałamiał świetną oprawą audio-wideo. Popularność tego tytułu zaowocowała dwoma kolejnymi, równie mocnymi odsłonami. Podobne gry warte polecenia: Gods, First Samurai, Second Samurai.

Soccer Kid – nie tylko "poważne", ale również „lightowe” platformówki były wizytówką Amigi 500. Nie ma co ukrywać: mimo teoretycznie młodszego targetu grali w nie absolutnie wszyscy. Soccer Kid to jedna z najfajniejszych, najbardziej oryginalnych gierek. Chodzisz piłkarzykiem, nawalasz futbolówką w nieprzyjaciół, zbierasz kawałki Pucharu Świata oraz karty zawodników itd. Kolorowa, wesoła, ciekawa i wcale niełatwa, czyli taka, jakich mnóstwo na „przyjaciółkę”. Podobne gry warte polecenia: Zool 1 i 2, Disney’s Aladdin, The Lion King, Rick Dangerous 1 i 2, SuperfrogJames Pond 1-3.

Pinball Dreams – automaty z łapkami pojawiały się już na komputerach 8-bitowych, ale dopiero w Pinball Dream kulka w końcu zaczęła zachowywać się podobnie, jak jej realny odpowiednik. Płynna animacja, ciekawe tematycznie stoły, fajowe bonusy nabijające punkty i możliwość grania w cztery osoby sprawiły, że, oprócz zasłużonego sukcesu, gra zapoczątkowała popularność i wylew w następnych latach masy ciekawych pinballi. Podobne gra warta polecenia: Pinball Fantasies.

Space Ace 2: Borf's Revenge – ta gra graficznie nawet dzisiaj wygląda imponująco. Nic dziwnego, że na Amidze zżerała aż 5 dyskietek. Jest to w zasadzie kosmiczny film animowany z sekwencjami QTE, choć nikt tego jeszcze wtedy tak nie nazywał. W przeciwieństwie do dzisiejszych produkcji, na ekranie wcale nie wyświetlały się podpowiedzi, co i jak wcisnąć. Z tego powodu gra była niezwykle trudna, bo ginęło się na okrągło i co rusz witał Fulko napis „game over”. Niewielu też śmiałków miało na tyle cierpliwości, by ten tytuł rozgryźć i przejść do końca. Ale ze względu na samą oprawę zagrać warto.  Podobne gry warte polecenia: Space Ace, Dragon’s Lair 1 i 2.

Gobliiins – humor, humor i jeszcze raz humor – to dewiza tego tytułu. Trójka sympatycznych goblinów wędruje przez otaczających ich świat, ale niestety – co rusz napotykają na trudności utrudniające im dalszą wędrówkę. By je pokonać muszą współpracować, bowiem każdy z nich ma inne umiejętności. Gobliiins to gra logiczna, więc większość z was już pewnie dawno wyszła, ale uwierzcie – warto było zagrać! To nie tylko Fulko zdanie - pozycja ta zyskała swego czasu ogromną popularność i doczekała się dwóch kolejnych części. Podobne gry warte polecenia: Creatures, The Lost Vikings.

Street Rod – trudno uwierzyć, że tą grę zrobiła polska firma (Karen). Bo oddać klimat znane z choćby takich filmów jak  „Grease” mogą teoretycznie tylko Amerykanie. Nieważne. Ważne, że ścigasz się starymi błyszczącymi autami z lat 60-tych i wcześniejszych, wygrywasz kasę, kupujesz i ulepszasz swoje fury, znowu się ścigasz itd. Niby standardzik, ale klimat rodem z lat rock-and-rolla zabija. Silniki ryczą, kultowe kostki bujają się na lusterku, a cwaniaki tylko czekają, by ich pokonać na szosie. Jeśli kumałeś klimat pierwszego Street Roda, zaliczyłeś też pewnie jego kontynuację. Podobne gry warte polecenia: Jaguar XJ220, Lotus Esprit Turbo Challenge, Lotus III, Nigel Mansell's World Championship, Vroom, serie Out Run, Test Drive.

 

O ukochanych maszynkach do grania waszego mistrza pióra możecie poczytać w artykułach:

Ukochane maszynki do grania - Commodore 64
Ukochane maszynki do grania - Atari 800XL
Ukochane maszynki do grania - Commodore Plus/4

Fulko de Lorche
14 października 2011 - 08:26

Uważasz, że z komputerów 16-bitowych najlepszy był:

Pecet 5,6 %

Amiga 500 72,2 %

Atari 520ST 5,1 %

Wszystkie do dupy. Miałem wtedy coś innego. 3,2 %

Skąd mam wiedzieć?! Nie było mnie jeszcze wtedy na świecie. 13,9 %

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
16.10.2011 08:42
bigP
12
Legionista

A gdzie Amiga 600 ?

16.10.2011 09:42
😈
odpowiedz
Mark24
11
Legend

ja chyba w okolicach 1992 kupiłem pierwszego PC-ta. Pamiętam cenę - prawie 5mln złotych :) No ale wtedy każdy był milionerem. Parametry też pamiętam do dzisiaj: AT 8MHz (z turbo włączanym przyciskiem 12MHz), 512kB RAMu (Gates twierdził, że więcej nikt nie będzie potrzebował), stacka dyskietek 1.2MB, karta graficzna Hercules oraz beżowy (kto pamięta tamte czasy to wie o co mi chodzi) monitor.
Okropieństwo generalnie - z zazdrością patrzyłem na to co oferuje AMIGA. No ale po roku namówiłem rodziców na upgrade - nowy monitor i karta graficzna VGA. Role się odwróciły :)
Potem dokupiłem HDD - 20GB (bo niektóre gry nie chciały działać z dyskietek).
Potem znów kolejne upgrady: 386DX kupione specjalnie dla Doom-a, 486, dalej już nie pamiętam bo historia modernizacji trwa do dzisiaj ;)

16.10.2011 09:48
👍
odpowiedz
Matt
198
I Am The Night

Amiga 500 Appreciation Club

/sign

16.10.2011 10:01
odpowiedz
poltar
137
Generał

Mark24 - dyskiem 20GB wtedy dysponowalo byc moze wojsko, a i to nie na pewno :) Ty mogles miec co najwyzej 20MB .

Co do listy przebojow na (takze moja) A500 to zdecydowanie brak mi tu Dune 2. Przy zadnej kolejnej strategii nie bawilem sie tak dobrze.

Jakis rok temu odkurzylem sprzet by powspominac stare przeboje (odpalanie na emulatorze to nie to) i doszedlem do wniosku ze lepiej zeby sentyment pozostal sentymentem. Jak to mowia - nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki - a starych drzew lepiej nie przesadzac.. Amisia wrocila wiec na swoje miejsce w szafie.

16.10.2011 12:00
odpowiedz
CrossFire12
57
Pretorianin

aż łza się w oku kręci :(

16.10.2011 12:48
odpowiedz
niko_b
40
Generał

Wszyscy starsi gracze tak zachwalają te Amigi i w ogóle.... Ja tego nigdy nie zrozumiem. Artykuł świetny

17.10.2011 17:44
odpowiedz
Blazkowicz
34
Chorąży

przy Cannon Fodder jest screenshot z dwójki zamiast z jedynki

17.10.2011 18:41
odpowiedz
Patsy
28
Chorąży

zawsze czytam twoje artykuly bo sa ciekawe. Jednak jak jeszcze raz przeczytam " wasz mistrz piora, wasz fulko, wasz pratagonista " to chyba kompletnie zeswiruje.

17.10.2011 19:06
odpowiedz
Matt
198
I Am The Night

Wszyscy starsi gracze tak zachwalają te Amigi i w ogóle.... Ja tego nigdy nie zrozumiem.

Zrozumiesz, jak za 10 lat, przy okazji GTA VII, jakis małolat powie, ze nie ma pojecia co ludzie mogli kiedys widziec w takim zabytku jak GTA IV.

17.10.2011 19:27
odpowiedz
Mark24
11
Legend

Poltar - święta racja co do dysku :)

17.10.2011 19:29
😃
odpowiedz
Taikun44
14
Legend

Ahhh Amiga 500, moja druga (po Famiconie) maszynka do grania w życiu

Moonstone bijaczys !!!!!!!

17.10.2011 19:32
odpowiedz
Promyk
116
nikczemny

A moja Amisia umarła dawno temu...

Jedynym mankamentem tego sprzętu były... beznadziejne nośniki danych... dyskietki umierały same. czyściły się i ogólnie były fuj.

Ale fakt... takich emocji jak przy tym sprzęcie... nie miałem już nigdy później... a jak cała banda dzieciaków ze szkoły się u mnie zbierała, żeby pomęczyć trochę Joy'e przy MK2... to se ne vrati...

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze