Oczekując Diablo III #2 – Book of Cain czyli recenzja twórczości wujka Deckarda - Aver - 23 kwietnia 2012

Oczekując Diablo III #2 – Book of Cain, czyli recenzja twórczości wujka Deckarda

Czy klimat Diablo III dorówna pierwszym dwóch częściom? Czy każdy szanujący się fan Diablo powinien zapoznać się z Book of Cain? No i co z… fabułą? Takie pytania gnębiły mnie jakiś czas temu. Aż w końcu otrzymałem od losu dostęp do bety, a od Amazona wspomnianą książkę… Witajcie w drugiej i ostatniej części felietonu poświęconego nadchodzącej grze Blizzarda.

Zapoznaj się z tym, co zawarłem na tych stronach. Niniejszym  teraz przekazuję Tobie całą pracę mojego życia. Nie jest mi dane wiedzieć, co w tych zapiskach jest ważne, a co zbyteczne. Jest to kompendium wiedzy zgromadzonej przez setki lat przez poszukiwaczy przygód, znawców tajemnych sztuk, mędrców Horadrimów oraz szaleńców. W środku znajdziesz informacje, które pomogą Ci w stawieniu czoła zbliżającym się nieubłaganie mrocznym czasom. - Deckard Cain

 

„Wysłuchaj i bądź świadkiem zawartych w tej księdze prawd, bowiem są one ostatnią spuścizną Horadrimów” – tak rozpoczyna się Book of Cain, czyli wydana przez firmę Blizzard w grudniu zeszłego roku… No właśnie, tutaj pojawia się problem. Gdy zabierałem się do pisania tego tekstu, zastanawiałem się, czym właściwie jest ta mająca 150 stron książka. O wiele łatwiej powiedzieć, czym nie jest. Nie jest to powieść, ale określenie jej jako zbiór opowiadań także jest mylne. Nie ma cech poradnika do gry ani pełnoprawnego, pozbawionego tekstu i wydanego na kredowym papierze artbooka. Nie jest wymagana do gry w Diablo III, a jednak kto po nią sięgnie odniesie wrażenie, że została ona żywcem wyciągnięta ze świata Sanktuarium. Chyba najlepiej określić ją jako rozwinięcie zarysu historii, który dawno temu stanowił nieodłączną część każdej szanującej się instrukcji do gry i – przynajmniej w grach Blizzarda – posiadała wiele klimatycznych ilustracji, tak jak to było choćby z instrukcją do Diablo I sprzed 15 lat.

Book of Cain nie streszcza jednak wydarzeń, jakie mają miejsce w trzeciej części trylogii. Oficjalnie jest to zapis wiedzy i doświadczeń życiowych, jaką przygotowujący się na śmierć Deckard Cain pozostawia swojej wychowance Leah, którą poznajemy w gospodzie w New Tristram. Jest to więc na poły list, na poły dziennik, a po części także testament. Cel powstania księgi jest jednak o wiele bardziej pragmatyczny i konkretny: jak podczas zeszłorocznego BlizzConu ujął to Chris Metzen, współzałożyciel Blizzarda i jeden z głównych twórców uniwersów do gier firmy z Irvine, ma ona za zadanie uporządkować historię świata serii Diablo. Tylko tyle i aż tyle. Jak konkretnie wywiązuje się z tej misji i czy jej się to udaje? Czy jest warta swojej ceny (28 euro wraz z przesyłką w księgarni Amazon.it, na Amazon.co.uk nakład został wyczerpany jakiś czas temu)? Postaram się odpowiedzieć na te pytania omawiając zarówno treść książki, jak i jej sposób wydania, nie ujawniając zarazem zbyt wielu z zawartych w niej informacji.

„W miarę jak pogłoski o przerażających wydarzeniach w Tristram zataczały coraz szersze kręgi, najemnicy i poszukiwacze przygód z całego świata zaczęli przybywać do miasteczka, aby spróbować swych sił i szczęścia w labiryncie rozciągającym się pod katedrą. 

Początek "Book of Cain" wraz z ilustracją Alana Lee

 

Zawartość Book of Cain

„Zanim nastał początek, istniała tylko otchłań. Pustka. Bez ciała. Bez skały. Bez powietrza. Bez ciepła. Bez światła. Bez ciemności. Nic, poza jedną, doskonałą perłą”. Świt świata, o jakim mówi pierwszy rozdział, pomimo dosyć błogiego początku od razu wprowadza nas w kwintesencję całej serii – konflikt dobra ze złem, czyli dwóch przeciwstawnych sobie sił, które zrodziły się ze wspomnianej doskonałej perły. Na początku książki zgłębiamy się w proces stworzenia uniwersum Diablo, po raz pierwszy pojawia się na kartach historii uniwersum Diablo archanioł Tyrael, dowiadujemy się o powstaniu Kamienia Świata oraz o buncie anioła Inariusa i demonicy Lilith, który dał początek światu Sanktuarium.

Kolejne rozdziały poświęcone są prezentacji obu stron Odwiecznego Konfliktu. Poznajemy każdego z Większych i Mniejszych Złych: Diablo – „źródło wszelkiego strachu ukrytego w śmiertelnych umysłach, koszmar, który budzi nas zalanych potem”; Baala – Pana Zniszczenia; Mefisto – Pana Nienawiści, a także znanych z Diablo II Duriela i Andariel oraz mających pojawić się w trzeciej części Azmodana, Pana Grzechu, i Beliala, Pana Kłamstw. Natura każdego z demonów jest opisana z naukową dokładnością godną mędrca Caina, który nie stroni od dodania (stylizowanych) odręcznych glos, jak chociażby gdy pisze o Azmodanie: „Jesteśmy rasą radości i życia w społeczności, która jest naznaczona i kuszona przez grzech. Niewielu jest ludzi, którzy decydują się na popełnienie grzechu; jest on siecią, do której jesteśmy zaciągani”

W kolejnym rozdziale poznajemy dotychczas mało znany (czytaj: obecny w grach) element świata Diablo: stronnictwo Wysokich Niebios i reprezentujących je aniołów. Przedstawieni w nim członkowie anielskiej Rady Angiris są znakomicie zilustrowani. Każdy z nich – od potężnego Imperiusa, przez podziwiającego ludzi Tyraela, pełną harmonii Auriel, widzącego przyszłość Itheraela, aż do tajemniczego i chwilami przerażającego Malthaela – posiada własną wyjątkową osobowość oraz przekonania. Nie są zawsze ze sobą zgodni: Auriel musi często godzić ze sobą Imperiusa, którego „legendarna odwaga naznaczona jest głęboką skazą pychy”, z Tyraelem, postrzeganym jako renegata, jako że zdarzyło mu się „działać przeciwko rozkazom członków Rady, aby stanąć po naszej [ludzi] stronie”. Tylko dodaje to smaczku fabule nadchodzącej części serii. Ta część Book of Cain kończy się prezentacją niektórych z niebiańskich lokacji, jak na przykład znanej z Diablo II Fortecy Pandemonium.

Szkic do postaci Itheraela

Najciekawszą częścią książki jest bez wątpienia historia świata Sanktuarium. Na 70 stronach poznajemy losy anioła Inariusa i demonicy Lilith, którzy zmęczeni nieustannym konfliktem ukryli Kamień Świata przed obiema walczącymi stronami i stworzyli wokół niego znany z gier świat. Następnie poznajemy ich dzieci – Nefalemów, o których Cain pisze: „Zjednoczenie anioła i demona dało początek nowej istocie. My jesteśmy tymi dziećmi. My jesteśmy Nefalemami. Na wpół anioły, na wpół demony, a jednak całkowicie inni. Z racji naszego pochodzenia, kochali nas. Z racji naszej odmienności, bali się nas. W tej niestabilnej równowadze między miłością i strachem należy szukać więzów łączących nas z naszymi rodzicami”. Są to półbogowie i półludzie, którzy z upływem wieków zapomnieli o swoim boskim pochodzeniu. Długo by streszczać resztę tego znakomicie napisanego rozdziału. Kolejne strony zajmuje opis odkrycia Sanktuarium, do czego przyczyniły się mroczne praktyki klanu magów Vizjerei, a także streszczenie znanej z trylogii Richarda Knaaka Wojny Grzechu, wojen Vizjerei z klanami Enneadów i Ammuitów (Wojny Klanów Magów) oraz związana z nimi historii losów braci Horazona i Bartuca. W końcu dowiadujemy się o knowaniach Azmodana i Beliala, mających na celu wypędzenie wielkiej trójki Większych Złych i uwięzienie ich w kamieniach dusz.

Po tym wstępie do uniwersum Diablo, autor Book od Cain przechodzi do uporządkowania wydarzeń z poprzednich dwóch części cyklu, czyli „historii najnowszej” Sanktuarium. Jest ona znana z fabuły poprzednich dwóch odsłon gry, co jednak nie zmienia faktu, że przypomnienie sobie własnych heroicznych czynów (a jak!) z lat młodości jest nad wyraz przyjemne. Jest to naprawdę znakomicie opowiedziana część książki…

„W tamtych posępnych, pozbawionych litości czasach wielu z mieszkańców miasteczka gromadziło się wieczorami w Tawernie Wschodzącego Słońca, poszukując ukojenia we wzajemnym towarzystwie, a także w uspokajającym działaniu warzonego w Tristram piwa”.

W końcu, ostatnią cześć książki stanowi opis ziem, z których pochodzą bohaterowie trzeciej odsłony serii. Warto dodać, że przy lekturze całej książki bardzo pomocna jest mapa, umieszczona w kopercie zamkniętej pieczęcią Horadrimów.

 

Wrażenia z lektury

Book of Cain przeczytałem w około 2 i pół godziny, szczególnie się nie śpiesząc. Pomimo że nie jest to książka zasługująca na otrzymanie jakiejkolwiek literackiej nagrody (z wyjątkiem tej za dbałość wydania, ale o tym za chwilę), spotkanie z nią pozostawia niezatarte wrażenia.

„Okres mojego uwięzienia przypomina mi się w zimne, wilgotne noce, kiedy zadane rany krzyczą pośród wspomnień mojej męki. Myśl o nich jest niczym wspominanie niespokojnych snów, w których jeden koszmar poprzedzał kolejne. Wówczas sny wydają się mieć sens, ale potem, gdy rozmyśla się nad nimi w świetle dnia, to wrażenie rozpływa się i znika. Jedyne co pozostaje to przerażające obrazy oraz chore przeczucie, które nachodzi mnie z dnia na dzień, jakby zdarzyło się coś bardzo złego. Doprawdy cienka jest w nas bariera chroniąca nas przed wspomnieniem cierpienia. Gdybym był w stanie w pełni świadomie przypomnieć sobie to, przez co musiałem wówczas przejść, a także jak bardzo wtedy cierpiałem, wątpie, czy byłbym na tyle zdrowy na umyśle, aby napisać tę księgę” – Deckard Cain o okresie swojego uwięzienia w Tristram.

Z puntku widzenia opowiedzianej w niej historii literacka spuścizna Deckarda Caina czyni grę w Diablo III o wiele ciekawszą, nadaje jej pewną (ograniczoną) głębię: nie biegamy już po jakimś miasteczku, ale po Tristram, położonym na wschód od królestwa Westmarch i na południe od Khanduras, w którym zakon Horadrimów miał przed wiekami swoją ostatnią siedzibę; Deckard Cain nie jest gościem od identyfikowania przedmiotów, ale ostatnim z Horadrimów, mędrcem, który spotkał archanioła Tyraela i miał okazję z nim rozmawiać. Nie oznacza to zarazem, że książka odkrywa przed nami wszelkie tajemnice. Wprost przeciwnie. O ile nie mówi nam nic o fabule Diablo III (o której zresztą sam Cain nic nie może wiedzieć), pozwalając snuć na ten temat wiele ciekawych teorii, o tyle czasami (np. w przypadku historii o Wojnie Grzechu) rozbudza pragnienie lepszego poznania historii świata Sanktuarium. Innymi słowy, nieustannie balansuje na granicy oferowania wielu sugestii i pomijania wielu faktów. Niektórzy mogą w tym widzieć odzwierciedlenie wiedzy Caina. Dla mnie jest to natomiast dobry marketingowy trik, zachęcający do zakupienia gry i innych książek osadzonych w tym uniwersum (najnowsza z nich – Diablo: The Order, będzie miała premierę w dniu ukazania się Diablo III).

Mam mieszane uczucia co do opowiedzianej w Book of Cain historii powstania świata. Jak dla mnie ma ona zbyt wiele nawiązań do innych tego rodzaju historii Blizzarda: smoki z WoW-a, tajemnicza boska rasa niczym Xel’Naga ze Starcrafta… Ale na szczęście są także perełki, nawiązujące do klasyków literatury: ukryty świat Sanktuarium niczym Gondolin w Silmarillionie, wygląd aniołów zbliżony do Nazguli Tolkiena, opis historii rodziny Leorica – pełen dramatyzmu niczym w najlepszych tragediach Szekspira. Nie obeszło się też bez nawiązań do tradycji chrześcijańskiej, jak chociażby tych dotyczących dzieci ludzi i aniołów – rasy gigantów Nefilimów – znanych z Księgi Rodzaju. Nie jest ich jednak zbyt wiele.

Językowo rzecz ujmując, Book of Cain to popis świetnej angielszczyzny. Wyszukane słownictwo, styl zbliżony do dziennika starego mędrca, który co chwila powraca do jakichś tematów lub zwraca się bezpośrednio do „kochanej Leah”, w końcu bardzo „gotycko” brzmiące opisy i sformułowania czynią z tej 150-stronicowej pozycji prawdziwą ucztę dla miłośników języka angielskiego i serii Diablo.

W końcu parę słów o aspekcie artystycznym. Jednym słowem jest to majstersztyk. Book of Cain wydano na matowym papierze kredowym. Strony są stylizowane na karty starej kroniki – pożółkłe, pełne plam, odbijające rysunki na przeciwnych stronach, z pobrudzonymi rogami i licznymi zgięciami. Zastosowana czcionka nie odzwierciedla może charakteru pisma Caina, ale przynajmniej nie utrudnia czytania i dosyć dobrze wkomponowuje się w całokształt tekstu. No i te szkice i rysunki… przygotowało je łącznie 12 artystów, w tym Alan Lee oraz John Howe (znani z ilustracji do Władcy Pierścieni), ale przede wszystkim Mark Gibbons (pracował nad oprawą graficzną Warhammer Fantasy Battles i 40000, obecnie pracownik Blizzarda) i Jean-Baptiste Monge. Można się w obrazki wpatrywać wiele razy i za każdym razem cieszyć oczy jakością ich wykonania oraz ich „diablowatością”…

Szkice do "Book of Cain"

Na uwagę zasługuje także okładka. Twarda, solidna, bogata w wytłoczenia (oblicze Diablo na pierwszej stronie, symbol Horadrimów na ostatniej) i pozbawiona jakichkolwiek napisów (jedynie na grzbiecie), ze stronami posiadającymi poszarpane brzegi, okładka Book of Cain jest jedyna w swoim rodzaju. Dzięki niej, biorąc tę książkę do ręki ma się wrażenie, że jest ona czymś bardzo wyjątkowym. A jeżeli zakupicie ją i za wiele lat dostrzegą ją na półce wasze wnuki, stanie się tak między innymi dzięki dobremu, solidnemu składowi i łamaniu.

Czy warto zakupić Book of Cain? Jeżeli uwielbiałeś zaczytywać się w historie opisane w starych instrukcjach, lubisz uniwersum Diablo (nie chodzi tu tylko o gry), a także – tak jak ja – darzysz szczególnym uczuciem czarno-białe ilustracje i rysunki z gier RPG (komputerowych i fabularnych), to przy korzystnej cenie (najtaniej jest chyba w niemieckim Amazonie – niecałe 22 euro) – jak najbardziej! Ale uwaga – jeżeli niezbyt dobrze radzisz sobie z językiem angielskim, zastanów się dwa razy nad jej zakupem, chyba że chcesz podszlifować język Albionu. Book of Cain zawiera bowiem wiele smaczków językowych i jest przede wszystkim książką do czytania – chwilami bardzo dobrą, czasami niepozbawioną błędów i mniej ciekawych, opisanych niedbale momentów, jednak w połączeniu z zawartymi w niej ilustracjami stanowiącą bardzo dobre wprowadzenie do świata i historii, która rozpocznie się oficjalnie 15 maja.

„…Wówczas, gdy nastanie Kres Dni, Mądrość zostanie utracona

A Sprawiedliwość spadnie na świat ludzi.

Odwaga przemieni się w Gniew –

I cała Nadzieja zostanie zduszona przez Rozpacz.

Śmierć rozpostrze nad wszystkim swe skrzydła –

a Przeznaczenie na wieki rozpadnie się w pył.”



Aver
23 kwietnia 2012 - 14:05

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
30.04.2012 15:09
odpowiedz
zanonimizowany822463
13
Centurion

@Patsy Fajnie, że jest na Allegro, ale na amazon.de wychodzi taniej nawet po doliczeniu przesyłki :) Swoją drogą, 184 strony... no cóż, moja ma 150 stron. Może Deckard coś dopisał w międzyczasie... :D :D

30.04.2012 16:30
Ryslaw
odpowiedz
Ryslaw
163
Patrycjusz

Book of Cain popisem świetnej angielszczyzny? Na miły Bóg! To, że autorzy używają dużej liczby mniej znanych przymiotników, nie świadczy o jakości języka. Fakt, że w porównaniu do większości grafomańskich wykwitów twórczości wydawanych na podstawie gier, Księga Caina wygląda znośnie, ale do "popisu świetnej angielszczyzny" to jej daleko.

30.04.2012 18:13
odpowiedz
zanonimizowany822463
13
Centurion

@Ryslaw Ależ Ryslawie, toż przecież Book of Cain nie jest ni Tolkienem ni Chestertonem - to wszem i wobec wiadomo. Jakość języka zależy w równej mierze od słownictwa, co od składni, spójności, poprawności, rejestru i ogólego wrażenia czytelnika. W Book of Cain - z wyjątkiem paru fragmentów - wszystko pod tym względem trzyma się kupy, więc jest to świetny popis angielszczyzny. A to, że nie jest to arcydzieło literackie, no to raczej oczywiste. A propos angielszczyzny, kiedy się można od Ciebie spodziewać kolejnego odcinka "Angielskiego dla graczy"? :)

30.04.2012 22:01
Ryslaw
odpowiedz
Ryslaw
163
Patrycjusz

@Aver --> nie wiem kiedy uda mi się nagrać kolejną część. Mam nadzieję, że jakoś niedługo. Niestety (albo stety) mam masę pracy i muszę się na niej skoncentrować teraz.