'Supernatural' plusy i minusy okiem fanki - Impalilly - 10 marca 2014

"Supernatural" plusy i minusy okiem fanki

"Supernatural" opowiada historię braci Winchester, którzy nie do końca z własnej woli skazani zostali na życie łowcy nadprzyrodzonych stworzeń, by chronić świat.

Ten, jak i każdy inny serial, ma swoje mocne i słabe strony. Znajdą się oczywiście zagorzali fani, którzy będą obstawiać przy tym, że jest to produkcja idealna, nieporównywalnie dobra etc. Będąc jedną z fanek postaram się przedstawić jak najbardziej obiektywnie jego wady i zalety. Tekst nie jest pozbawiony spoilerów zdradzających pewne elementy fabuły.

Skoro każdemu najłatwiej przychodzi krytyka, może od tego zacznę.

Pierwszym słabym punktem jest postać Sama Winchestera. Moim zdaniem, jest ona zbyt nastawiona na wszechobecny ból istnienia, wieczne męczeństwo i poświęcenie dla dobra ogółu. Mogę go śmiało porównać do Froda z Trylogii "Władca Pierścieni", który chyba większości widzów grał na nerwach. Sam Winchester jest jednym z bohaterów, których z chęcią poddałoby się ponownej obróbce, zmieniło to i owo, by był do zniesienia. Ile można przecież oglądać ból na jego twarzy (zawsze odgrywany w ten sam sposób, co może prowokować do podważenia umiejętności aktorski Jareda Padaleckiego), słuchać tego, jak bardzo nie chce mu się żyć, czy patrzeć na to, jak znowu odwraca się od brata. Brata, który przecież robi wszystko, dosłownie wszystko, by go chronić, bo to właśnie obiecał ojcu, to właśnie obiecał sobie samemu. Sammy staje się z czasem jego jedyną rodziną, czego młodszy z braci Winchester chyba kompletnie nie rozumie. Można nazwać go egoistą, który w późniejszych sezonach zdaje się robić wszystko, by odciąć się od życia łowcy i bycia Winchesterem.

Drugą słabą stroną jest uśmiercanie tych, których zdążyliśmy pokochać najbardziej.

Najlepszym przykładem jest Bobby Singer, który stał się dla fanów wzorem opiekuńczego, nieszablonowego taty. Po śmierci Johna, ojca Deana i Sama, stał się ich rodziną. To on dbał o to by nie wpadali w kłopoty, to on potrafił przywrócić ich do pionu, kiedy wszystko zaczynało się sypać. On zdawał się znać odpowiedź na wszystkie pytania. Co miałoby zastąpić jego tradycyjne "idjits" czy tak wchodzące fanom w nawyk "balls" za każdym razem, kiedy coś nie szło po jego myśli. Dla każdego był on jednym z symboli tego serialu, osobą, która powinna być w nim przez cały okres jego trwania. Niestety doszło do tego, że Bobby umiera. Tej śmierci nie można wybaczyć scenarzystom. Nie złagodzi to nawet symboliczna scena w której Bobby ostatnim tchem przekazuje ważne informacje braciom, ostatni raz nazywając ich idiotami. Tego wyciskacza łez nikt nie chciał widzieć. Przede wszystkim nikt się go nie spodziewał.

Jo Harvelle – słodka blondynka z pazurem, której nie dało się nie lubić. Jej słabość do Deana, ignorancja w stosunku do zaleceń matki, odwaga. Zdawała się być idealną dziewczyną dla starszego z braci. Potrafiła jednocześnie kokietować i obrażać go tak subtelnie, że nie miał o tym pojęcia. Zawsze uśmiechnięta, radosna. Jedna z najjaśniejszych postaci z serialu, jedna z niewielu, którą fanki Deana akceptowałyby u jego boku. Podobno Dean i Jo nigdy nie mieli być parą, bo byli dla siebie jak rodzeństwo. Scena ich pożegnania była chyba wystarczającym dowodem na to, że darzyli się o wiele silniejszymi uczuciami. Jo w serialu nie pojawiała się często, jednak każdy zdążył się do niej przywiązać. Umiera w męczarniach, zraniona przez ogara piekielnego. Razem z matką postanawiają poświęcić się w imię większego dobra, wysadzając w powietrze budynek, który mieli opuścić bracia Winchester.

Ostatnim słaby punktem serialu są kłótnie pomiędzy braćmi.

Wiadomo, że nie może być zawsze kolorowo i przyjemnie, jednak moim zdaniem scenarzyści przekroczyli pewną granicę. Ukształtowali Sama na tego złego, bo to on zawsze odwraca się od Deana. A ten przecież jak nikt inny potrzebuje jego pomocy. Bez młodszego brata Dean się sypie. Nie jest w stanie ułożyć sobie życia, robi wszystko, by go przywrócić. Sam zdaje się tego nie doceniać. Poza tym scena w której Dean dowiaduje się, że Sam go nie szukał, po tym jak trafił do Czyśćca.. według mnie nie mogli zrobić nic gorszego, bo znienawidziłam go jak jeszcze nigdy. Do tego scena z sezonu 9, w której Sam znowu utwierdza nas w tym, że całkowicie się zagubił, mówiąc Deanowi, że on nie próbowałby go na siłę ratować. Jak dla mnie jest to zdecydowanie zły ruch ze strony scenarzystów.

Czas na dobre strony serialu, a tych mogłabym wymieniać naprawdę wiele.

Po pierwsze świetnie dobrana obsada. Seriale oglądam nałogowo i jeszcze nigdy nie widziałam tak idealnej ekipy aktorskiej. Misha Collins, Jared Padalecki i Jensen Ackles – trio doskonałe. Nie dość, że w serialu są praktycznie rodziną, to poza nim są bardzo dobrymi przyjaciółmi, co udowadniają wspólnymi zdjęciami i zgranym poczuciem humoru podczas zbiorowych wywiadów. Swoją grą aktorską sprawiają, że płaczemy i śmiejemy się razem z nimi. Nie bez powodu dostali w tym roku Kryształową Statuetkę za "Ulubioną męską przyjaźń telewizyjną" na People's Choice Awards. To mówi chyba wszystko.

Fantazja scenarzystów i reżysera. Istna finezja. To, co wyprawia się na planie tego serialu, jest wręcz nie do pojęcia. Ciężko zrozumieć skąd biorą się tak zwariowane pomysły. Pomysły nie z tego świata.

Humor serialu jest powalający. Znajdziemy w nim dobre "suchary", jak i całkiem zabawne żarty sytuacyjne. Z komedii przechodzimy w prawdziwy dreszczowiec, który przyprawia nas o gęsią skórkę.

Cudowne samochody. Nie jest to serial z pokroju tych, w których znajdziemy najnowsze samochody, promowane w nachalny sposób. Tutaj znajdziemy samochody pokroju Chevroleta Impala z 1967 roku, który skradł moje serce i stał się moim marzeniem. To właśnie ten samochód zapoczątkował we mnie miłość do takich perełek.

Mogłabym mówić wiele, ale każdy, kto miał zostać przekonany do oglądania serialu – zacznie oglądać. Ten, który wciąż się zastanawiał prawdopodobnie znalazł odpowiedzi na swoje pytania. Natomiast widzowie tej produkcji z chęcią (mam nadzieję) włączą się do dyskusji i dodadzą swoje przysłowiowe "trzy grosze".Stanowisk wobec tego co napisałam jest tyle ilu jest fanów czy antyfanów, ale jedno jest pewne: serial jest niepowtarzalny i niezwykle pozytywny. Jak każdy ma wady, ale właśnie one kształtują, dodają popularności i charakteru. Dzięki tym wadom i zaletom "Supernatural" jest nie z tego świata.

Impalilly
10 marca 2014 - 14:48

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.03.2014 16:26
sekret_mnicha
191
fsm

GRYOnline.plTeam

Prawda, prawda i jeszcze raz sama prawda (no, prawie). Supernatural bardzo lubię, ale ostatnimi czasy rozbrat (ha) między braćmi strasznie działa mi na nerwy. Ciągle to samo - godzą się, kłócą się, znowu godzą, znowu kłócą. Wspomniane w tekście śmierci mniej mnie bolą, bo tak to już w serialach bywa - ktoś znany i lubiany ginie, bo kontrowersja, szok, "odwaga" scenarzystów. Z plusami się zgadzam, ale generalnie prawdziwa moc to sezony 1-5, potem sinusoida - w ogólnym rozrachunku na plus, ale niestety poniżej możliwości.

10.03.2014 16:43
odpowiedz
StoneSour22
24
Centurion

szczerze to ten serial zakończył się na 4 sezonie od momentu straty duszy Sama serial wolnym tempem schodził na dno i jest na samym dnie obecnie nie śmieszy brak świetnej muzyki rockowej humor występuje sporadycznie a i głównego wątku jako takiego nie ma nic nowego i ciekawego a i tak oglądam z przyzwyczajenia chociaż czasami to dla mnie udręka i nuda i zasypiam a najgorsze to że podpisali bodajże umowę na kolejne 2 czy 3 sezony ...

10.03.2014 17:26
odpowiedz
Kopec23
52
Centurion

Tak jak napisali moi przedmówcy: do czasu zakończenia wątku Apokalipsy serial był świetny, a później niestety bywało różnie (z naciskiem na gorzej), a już najgorszym elementem był sezon poświęcony Lewiatanom.

Również zgodzę się z tym, że im dalej w las tym ścieżka dźwiękowa robi coraz mniejsze wrażenie, w pierwszych sezonach ładnie się to wszystko zgrywało, a teraz jakoś tego brakuje (ot jedyna fajna rockowa wstawka, którą sobie przypominam, to ta z odcinka sprzed dwóch tygodni).

Kwestii braterskich sprzeczek nie będę nawet poruszał, bo już wszystko na ten temat zostało napisane.

Podsumowując serial był rewelacyjny, niestety forma spada i w sumie tak jak napisał StoneSour22, na ten moment oglądam go już chyba tylko z przyzwyczajenia.

10.03.2014 19:01
odpowiedz
ollbrzym
39
Pretorianin

Nie robiłbym problemu z uśmiercania postaci drugoplanowych, może współpraca się nie układała. Pewnie z badań im wyszło, że psychofani by się buntowali, gdyby Dean miał żone i benkartra i Jo sobie żyła, boby też został zastąpiony fajnie przez młodego idiotę.

Dla mnie największym minusem jest główna fabuła, te jazdy z apokalipsą i wojną aniołów często nie trzymające się kupy jakby pisane na żywioł i modyfikowane już w trakcie.
Byłoby idealnie, gdyby były tylko powiązane samymi postaciami luźne sprawy, posuwające fajne życie bohaterów do przodu.