'Wilk z Wall Street' - film na miano nominacji do Oscara? - Impalilly - 5 marca 2014

"Wilk z Wall Street" - film na miano nominacji do Oscara?

"Wilk z Wall Street" stał się fenomenem zanim jeszcze go obejrzeliśmy. Zachwycano się wszystkim, a najbardziej grą aktorską diCaprio. Szczerze? Mam mieszane uczucia i na nominację rzeczywiście zasłużyli tylko aktorzy, a nie sam film.

Masa absurdu, seksu i narkotyków. Nie tego się spodziewałam czytając ogólny opis filmu. Liczyłam na większą zawartość faktów, trochę subtelniejsze ich przedstawienie, podczas gdy skupiono się na wszystkim, co sam biznes otaczało.

http://natemat.pl/


Jordan Belfort po uzyskaniu uprawnień maklera nie dostał szansy na rozwinięcie się w branży przez krach na rynku. Postanawia więc sam spróbować swoich sił. Dowiaduje się o handlowaniu groszowymi akcjami spółek i bierze się za rozwój firmy, w której pracują typowe "nerdy" lub, prościej mówiąc, nieudacznicy życiowi i zawodowi. Otwiera firmę Stratton Oakmont, wciągając w nią poznanego w barze Donniego Azoff, który rzuca swoją pracę po zobaczeniu rachunku na 72 tysiące, które Jordan zarobił w ciągu jednego miesiąca. Stają się wspólnikami w biznesie, a jak się później okazuje, w niezłym przekręcie finansowym.

Ta ich urojona rzeczywistość może wydawać się zabawna, pociągająca, może sprawiać, że po części sami jej pragniemy, jednak we mnie wzbudziła ona pytanie - "kto jest w stanie tak żyć i wciąż być w szczytowej formie?". Nie oszukujmy się, ale główny bohater całymi dniami jedzie na kokainie, tabletkach przeciwbólowych i innych substancjach szkodliwych. Wciąga przed śniadaniem, po śniadaniu, w pracy, po pracy i gdyby to było możliwe, to robiłby to nawet przez sen. Nie zawahał się nawet wziąć tabletek, których data ważności upłynęła w latach osiemdziesiątych. To aż zadziwiające, że każdego dnia jest niczym młody bóg.

Dodajmy do tego wszystkiego niezliczoną ilość pieniędzy, którą przeznaczył na przykład na pięćdziesięciometrowy jacht, który zatonął w absurdalnej scenerii sztormu. Tu też nie zabrakło narkotyków, bo nasz główny bohater kazał po nie iść przyjacielowi, który ryzykował życie. Belfort stwierdził, że trzeźwy nie umrze.

film.onet.pl

Ilość seksu w tym filmie jest odrażająca – jak dla mnie. Nie wiem, może nie jestem wystarczająco tolerancyjna, ale to, co zostało w filmie przedstawione, sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, dlaczego nie był otagowany jako fim erotyczny. Zdrada goni zdradę, Jordan nie jest w stanie być wiernym ani pierwszej, ani drugiej żonie. Zadowala się on "paniami wolnych obyczajów". Pierwsza żona zostawiła go właśnie dlatego, że przyłapała go z inną kobietą – jego przyszłą drugą żoną. Nie wyciągnął z tego nauczki i wciąż dogadzał sobie innymi dziewczynami. Dodajmy do tego orgię w domu, zorganizowaną przez kamerdynera geja, podczas nieobecności małżeństwa. Wszędzie seks i, doprawdy, jest to niesmaczne i z czasem monotonne. Bo seks i narkotyki to to, czego można się spodziewać średnio co pięć minut, podczas tego 3-godzinnego seansu.

Teraz może przyjrzyjmy się aktorom. To oni spisali się na medal. Leonardo diCaprio (Jordan Belfort) – nominacja do Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową. Jonah Hill (Donnie Azoff) – nominacja do Oscara za najlepszą rolę drugoplanową. Żaden z nich go nie dostał, choć obaj zasłużyli. Trzeba jednak zaznaczyć, że mieli naprawdę genialnych konkurentów i ciężko było przewidzieć kto tego Oscara dostanie. Znowu zaczęły się żarty z serii "Not this year Leo". Jonah i Leonardo byli wspaniali, ale nie tylko oni stworzyli film. Cała obsada zasłużyła na wyróżnienie, bo nie jest łatwo zagrać bandę takich świrów. Ilość wcieleń, jakie musiał ukazać Leo grając Belforta, jest nie do zliczenia, a on wydawał się nie mieć z tym najmniejszego problemu. Mam nadzieję, że od teraz widywać będziemy go w najlepszych produkcjach i w przyszłym roku w końcu dzierżyć on będzie w ręce Oscara, na którego zasługuje.

http://collider.com

Ciężko mi jest ocenić film na zasadzie dobry – zły. Nie jest ani dobry, ani zły. Jest po prostu.. inny? Dla mnie trochę przeładowany, mam mieszane uczucia i sama nie wiem, czy mogę go polecić. Chyba jedynie dla osób lubiących takie klimaty, czy dala fanów jednego z dwóch głównych aktorów. Nic więcej mnie nie urzekło.

Impalilly
5 marca 2014 - 14:08

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
06.03.2014 00:12
sparrow_93
sparrow_93
75
Konsul

Imo najbardziej przereklamowany film tamtego roku i bardzo dobrze, że został olany przez akademię.

06.03.2014 00:21
odpowiedz
zanonimizowany933075
0
Centurion

Kobiety się nie znają na filmach.

06.03.2014 01:24
Bart2233
odpowiedz
Bart2233
132
Peaceblaster

Typowy film Scorsese tyle że tym razem głównym bohaterem był dupek którego nie dało się polubić. Z całym szacunkiem dla DiCaprio, ale w tym filmie jego bohater został przedstawiony jako zwyczajny palant którego główny cel to nachapać się i na szprycować.

Co w tym wartego Oscara? Gra aktorska Leo była jak zwykle na poziomie, ale według mnie McConaughey zagrał dużo wiarygodniejszą postać.

06.03.2014 07:25
sapc_io
odpowiedz
sapc_io
67
Pretorianin

jakie ma znaczenie to czy postać gra przez aktora jest wiarygodna lub też nie? Tak przedstawił siebie w książce sam Belfort i same sytuacje w książce są jeszcze bardziej odjechane, przerysowane i niewiarygodne.
Jeśli się tyczy Oscara, to nie mam nic do zarzucenia McConaughey. Schudł, jego postać była kontrowersyjna i sam temat bardzo na czacie i zagrał po prostu bardzo dobrze, ale moim zdaniem Belfort był dużo bardziej złożonym
bohaterem. Dallas Buyers Club ma bardzo prosty scenariusz, w którym jedyną zmianą w bohaterze jest to, że z kompletnego palanta robi się bojownikiem o prawa chorych na Aids (choć na początku chodzi mu i tak zarobienie sałaty).
Moim zdaniem DiCaprio miał dużo cięższą robotę. W filmie jest wiele sekwencji typowo komediowych (physical comedy, slapstick) co nota bene może sprawić, że łatwo jest o popełnienie błędu i sprawienie by bohater stał się tylko zabawny lub nawet pozytywny, a tak nie jest. Takie wrażenie odniosłem jedynie na początku (nie będąc świadomym kim był Belfort).

Porównałbym rolę Leo z Joe pescim w Goodfellas (do pewnego stopnia ofc). Poznajemy losy Tommy'ego od początku, jest wiele zabawnych sytuacji, które sprawiają, że lubimy go, jak i jego przyjaciół. Lecz, w rozrachunku nie traci on tej cechy skurwysyństwa i wiemy, że to co dostał było mu dane i w pełni zasłużone. Nie będę się spierał kto zasługiwał na Oscara, kto zagrał lepiej, bo uważam, że i tak postać Belforta była zbyt kontrowersyjna, ale nie uważam by nie była niezasługująca na Oscara. ;)

06.03.2014 08:28
HubertT
odpowiedz
HubertT
45
Łowca Androidów

Sam już teraz nie wiem, czy warto ten film oglądać czy nie... Już myślałem że to sam wygłup, to przyszedł sapc_io i porównał rolę do Joe Pesci z Goodfellas, filmu bombowego.

06.03.2014 16:24
sapc_io
odpowiedz
sapc_io
67
Pretorianin

Jeśli nie jesteś świadom tego, jak działa wall street od tej trochę innej strony i przeraża Cię częsta nagość, narkotyki, seks, pieniądze, ogólnie rozpustne życie maklerów, to możesz odpuścić.
Ja wiedziałem czego spodziewać się po Scorsese. Fajnie, że powrócił do swego zwyczaju robienia filmu z historią, a nie z głównym naciskiem na fabułę (IMO wychodzi mu to lepiej).
Film jest przede wszystkim śmieszny, a postaci dobrze ze sobą współpracują. I jest dużo bardziej temu dziełu do Goodfellas czy Casino, więc to już powinno dać pewien znak, czego się można spodziewać.

edit. z tym porównaniem bardziej mi o to chodziło, że w Wilku to Belfort gra pierwsze skrzypce jeśli chodzi o rolę psychopaty, bo w narracji bardzo to przypomina to co robił Ray Liotta w GF ;)

06.03.2014 16:28
odpowiedz
Highlighter
8
Pretorianin

Wilk z Wall Street to jak dla mnie takie American Pie 15 lat później.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze