Furia czyli Kompania Braci w czołgu - Tyon - 10 listopada 2014

Furia, czyli Kompania Braci w czołgu

Furia nie jest szczególnie promowanym filmem. Brak reklam telewizyjnych, w internecie spokój, plakaty rozwieszane są bardzo oszczędnie. A szkoda, bo film jest warty uwagi. Nieco lepiej poinformowani są gracze World of Tanks, którego producent - Wargaming sporo zainwestował, zarówno finansowo jak i w promocję Furii. Jest to chyba pierwszy przypadek w historii gdy film jest sponsorowany przez firmę związaną z branżą gier komputerowych, a nie na odwrót. Mam nadzieję, że będzie się tak działo częściej. 

Tytułowa Furia to „imię” czołgu, a dokładniej amerykańskiego Shermana, jednego z najpopularniejszych czołgów II wojny światowej. Furię oraz jej załogę poznajemy po bliżej nieznanej bitwie, podczas której zginął jeden z dotychczasowych członków załogi. Jego miejsce zmuszony jest zająć niedoświadczony szeregowy Norman Ellison, który kontaktów z czołgami do tego czasu nie miał. Szkolony był na maszynistę (nie tego od pociągów, a od pisania), a nie na pomocnika kierowcy.

Załoga Furii walczyła razem, począwszy od walk w Afryce Północnej, przez Normandię, Belgię, Holandię aż po tereny III Rzeszę, w których znajdują się obecnie. Łatwo się więc domyślić, że niechętnie powitano nowego członka załogi, zwłaszcza tak młodego, a którego należało przyjąć do „rodziny”.

Rolę tę odgrywa szerzej nieznany Logan Lerman, który radzi sobie w tej roli, jednak postaci tej brak jest charakteru, co zresztą utrzyma się aż do końca filmu. Reszta załogi prezentuje się jednak o wiele lepiej. Poznamy jeszcze czwórkę czołgistów. Dowódcą jest sierżant Don „Wardaddy" Collier, grany przez Brada Pitta, człowiek, który próbuje zachować człowieczeństwo mimo piętna, które wywarła na nim wojna. Do pozostałych członków załogi należą „Gordo”, Amerykanin meksykańskiego pochodzenia, próbujący przetrwać te straszne czasy za pomocą poczucia humoru i alkoholu, a także „Bible” szukający spokoju w religii, z różnym jednak skutkiem. Ostatnim, jednak najbardziej barwnym członkiem załogi jest „Coon-Ass” grany przez Jona Bernthala, znanego przede wszystkim z serialu The Walking Dead. Trzeba przyznać, że w swoją rolę aktor wczuł się idealnie. Jest to prawdopodobnie najlepsza kreacja aktorska tego filmu. Gra on człowieka całkowicie wyniszczonego przez wojnę. Okrutne sceny jakich doświadczył w przeciągu lat walk tak głęboko wyryły się w jego umyśle, że nie widzi on już innego sposobu życia niż tego przepełnionego okrucieństwem i chęcią zemsty. Takie cechy pojawiają się jednak u wszystkich członków załogi. Wojna wywarła wpływ na nich wszystkich i to w filmie widać. Jedynie najmłodszy członek załogi początkowo wzbrania się przed bezsensownym użyciem siły. Zmuszony jest jednak do zmiany swojego nastawienia. Nie przez swoich kolegów, ale przez rozwój wydarzeń. 

Głównym bohaterem z pewnością nie jest jednak ani sierżant Collier ani Norman. Jest nim niewątpliwie Furia. Czołg nie jest tutaj traktowany jak kolejny członek załogi, do którego zwracają się bohaterowie i są do niego przywiązani emocjonalnie. Furia jest  głównym miejscem akcji, w którym przebywają ze sobą tak różne osobowości, a które zmusza ich do tolerowania siebie nawzajem i współdziałania. Daje im poczucie bezpieczeństwa, nie opiera się jedynie na grubym pancerzu, a na poczuciu braterstwa z pozostałymi członkami załogi. Każdy ma swoje zadanie i stara się je wykonać jak najlepiej, bo wie że od niego zależy życie pozostałych.  

Pomimo silnego akcentu na pokazanie wspólnoty pomiędzy członkami załogi i rozterek moralnych, nadal jest to film akcji. Akcja ta jest prowadzona w bardzo dobry, choć nieco schematyczny sposób. Przez mniej więcej połowę filmu poznajemy historie poszczególnych członków załogi, sytuacje w jakich znaleźli się przez kilka lat walk i wpływ jaki na nich to wywarło. Poznajemy oczywiście także zadanie jakie mają do wykonania. Jak możemy się domyślić nie jest to zadanie banalne. Grupa czołgów złożona początkowo z 4 pojazdów ma za zadanie obronić strategicznie ważne skrzyżowanie przed kontratakiem wojsk niemieckich. Od powodzenia tej misji zależy życie kilku tysięcy żołnierzy. Po drodze, w wyniku starcia z niemieckim Tygrysem siły zostają poważnie uszczuplone i ostatecznie skrzyżowania przychodzi bronić jedynie Furii.

Wracając do pojedynku amerykańskich Shermanów z niemieckim Tygrysem. Na czas kręcenia filmu wypożyczono z muzeum amerykańskich odnowione pojazdy, ale ściągnięto także jedynego na świecie sprawnego Tygrysa. Nie są to generowane komputerowo modele wykorzystywane w innych produkcjach. W walce bierze udział tylko pięć pojazdów, ale jest to walka imponująca i przedstawiona w bardzo realistyczny sposób. Nie chodzi tutaj tylko o sam realizm strzałów, wybuchów i przebić pancerza, ale także o wydawane komendy, czy rodzaje używanej amunicji. Jednak nie tylko w tym aspekcie widać chęć jak najbardziej realistycznego oddania wydarzeń. Język czołgistów jest konkretny, ostry i bohaterowie nie unikają przekleństw. 

W uszkodzonym czołgu załoga Furii zmuszona jest odeprzeć atak mniej więcej 200-300 osobowego oddziału SS. W tym właśnie momencie reżyser uznał, że należy zapracować na miano filmu akcji. Przez mniej więcej 20 minut wystrzały karabinów, dział i granatów praktycznie nie milkną, przerywane są sporadycznie dialogami lub monologami postaci. Walka ta jest po pewnym czasie po prostu nużąca. Ilu żołnierzy wroga może zabić 5-osobowa załoga czołgu? No cóż, trup ściele się gęsto, czasami grupy wrogów same wbiegają wprost na karabiny maszynowe. Takiego rozwoju sytuacji nie powstydziłby się nawet John Rambo. Nie psuje to jednak odbioru filmu jako całości. Pozwala w dogodny sposób rozwiązać pewne wątki lub wyjaśnić konkretne zachowania i sprawy.

Czy poleciłbym ten film? Jak najbardziej. Ukazuje on przede wszystkim okrucieństwo wojny oraz to, jak może ona zmienić człowieka.  Pokazuje również, jak ważne są relację między ludźmi i że w trudnych chwilach można polegać na kompanach. Wszystko to wkomponowane jest w konkretną sytuację, gdzie czołg odgrywa najważniejszą rolę. Jest to pozycja idealna dla fanów filmów wojennych, czołgów i Brada Pitta. Dla każdego innego będzie to po prostu bardzo dobry film, po którym nie będzie miał poczucia wyrzucenia pieniędzy w błoto.  

Tyon
10 listopada 2014 - 20:54

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
13.11.2014 11:36
victripius
89
Joker

Recenzja przekonała mnie, że jednak warto zobaczyć.

13.11.2014 14:53
odpowiedz
Medico della Peste
24
Generał

Jak kto lubi, to można obejrzeć. Dla mnie film z gatunku takich, o których zapomina się zaraz po wyjściu z kina. Wszystko z tego filmu już gdzieś było - w Kompanii Braci, Szeregowcu Ryanie. Nawet konstrukcja fabuły podobna do Ryana. Finałowa walka zupełnie pozbawiona realizmu. Większe wrażenie zrobiło na mnie np. Miasto 44.

13.11.2014 15:24
odpowiedz
secretservice
54
Generał

Dokładnie, poza wszystkim innym wypunktowanym tu i ówdzie, film sprawia wrażenie niczym pocięte i posklejane klatki z recyclingu Kompanii Braci, Szeregowca Ryana, Bękartów Wojny, Walking Dead i już przypadkiem...Czterech Pancernych, tylko całość jakby w krzywym zwierciadle.
Młody w załodze to Upham - też maszynista! To już nie mógł być kucharzem, piekarzem, rzeźnikiem, kierowcą, czy zwykłym trepem? Nie, jak u Spielberga. Bach!- maszynistą. W niezwyciężonym czołgu tli się duch Janka Kosa. Pitt jakby prosto z planu Tarantino. Ludzie jak żywe trupy, albo trupy jak trupy. Scenarzysta tego filmu to null.
Najlepiej zagrało błoto i czołgi, co bynajmniej nie znaczy że nie warto obejrzeć, zgadzam się że film o czołgach, tych za wiele w drogim amerykańskim kinie nie było - jak były niknęły w cieniu Kodżaka.