Halologia #4 - Halo: Ghosts of Onyx czyli książka którą przeczyta jakieś 10 osób w Polsce - AleX One X - 19 sierpnia 2015

Halologia #4 - Halo: Ghosts of Onyx, czyli książka, którą przeczyta jakieś 10 osób w Polsce

Halo jest jedną z tych growych marek, które doczekały się bogatej reprezentacji w literaturze. Niestety z tej obszernej puli przetłumaczonych na nasz język zostało... eee... została aż jedna. Lekturę Halo: Upadek Reach mogę z czystym sumieniem polecić każdemu kto chce zgłębić tajemnice świata znanego dotąd tylko z gier, bo to taka absolutna podstawa do zrozumienia najważniejszych wydarzeń jakie mają miejsce w tym uniwersum. Inaczej jest z napisaną przez tego samego autora (Erica Nylunda) powieścią Ghosts of Onyx. Poza najważniejszym wątkiem fabularnym, który zazębia się z wydarzeniami z Halo 1 i 2, to przede wszystkim wielka gratka dla fanów Halo, którzy dzięki tej książce mogą zajrzeć za kulisy supertajnego programu Spartan III.

Standardowy wstęp fabularny

Program Spartan II stał się sprawą publiczną. W obliczu niebagatelnych sukcesów super żołnierzy stworzonych przez Dr Halsey, nawet pułkownik Ackerson - zatwardziały przeciwnik wcielenia Spartan do armii - musiał przyznać, że są skuteczni. A nawet więcej - zmienić zdanie o 180 stopni i uznać, że ludzkość potrzebuje więcej wojowników w charakterystycznych pancerzach. Dlatego przekonał najważniejsze szychy w ONI do rozpoczęcia programu Spartan III. Celem tej generacji było osiągnięcie porównywalnej do poprzedników skuteczności, jednak przy zdecydowanie mniejszym koszcie. Po zatwierdzeniu całej operacji pozostało ustalić kto podejmie się szkolenia nowych Spartan. Najlepszym kandydatem okazuje się kompan z oddziału Master Chiefa - Kurt.

Na skutek sprawnie przeprowadzonej intrygi członek drużyny Niebieskich zostaje uznany za "zaginionego w akcji", przyjmuje nazwisko Ambrose, oraz rekrutuje pierwszych kandydatów. Projekt jest realizowany na planecie Onyx, gdzie zostają dostarczani rekruci z sierocińców. Trzystu z nich czekają bolesne operacje i mordercze szkolenie. Jednak gdy pierwsze Halo zostaje zniszczone, planeta ujawnia swoje prawdziwe oblicze.

Dzięki zaawansowanym materiałom książka sama śledzi nasze postępy w czytaniu.

Głównie dla fanów

Tytuł tego akapitu zdradza największy problem jaki mam z tą książką. Najlepiej służy ona jako taki "fan service" dla osób zaznajomionych ze światem Halo i chcących dowiedzieć się jak najwięcej o tym uniwersum. Z gier wypada znać Combat Evolved i "dwójkę", a z książek wspomniany Upadek Reach (który, swoją drogą, nie pokrywa się z wydarzeniami Halo: Reach). Głównym daniem "Duchów Onyxa" nie jest fabuła, która na dobre rozkręca się w drugiej połowie książki. Dużo przyjemniejsze jest pierwsze sto stron, na których zaznajamiam się ze sposobami szkolenia młodych rekrutów na Spartan i ogólnie całym zapleczem tego programu. Poznajemy po imieniu kilku osobników z każdej kompanii, które są formowane w sporych odstępach czasu. Śledzimy starania Kurta, by jak najlepiej przygotować ich do czekających zadań i dzielimy z nim ból, gdy protegowani ponoszą porażki. A te, w przypadku samobójczych misji, zdarzają się aż nazbyt często. Dla fanów jest to niezwykła porcja codziennej rutyny małolatów, którzy muszą pewnego dnia dorównać legendom.

Mój ostatni checkpoint przed napisami końcowymi.

Spartanie to nie wszystko

Pojawia się w tej książce kilka znanych postaci. Na Onyx dotrze Dr Halsey, a później drużyna Niebieskich, w aktualnym składzie (bez Master Chiefa). Będziemy świadkami partyzanckich walk z obcymi dronami i próby dotarcia do wielkiej tajemnicy świata Onyx. Gdzieś na drugim planie pojawi się wątek załogi kosmicznej, orbitującej wokół księżyca planety, a nawet spojrzymy na wydarzenia z perspektywy Sprzymierzonych, do czego seria nas już przyzwyczaiła.

Dwie generacje Spartan zjednoczą się we wspólnym wysiłku, a kolejny sekret starożytnej technologii zostanie odkryty. Fabuła jaką przygotował pan Nylund jest ciekawa i fajnie się wpisuje w konwencję całej marki, jednak dość szybko zatęskniłem za pierwszą połową książki, gdzie misternie był budowany istotny fragment słynnego uniwersum.

Końcówka jest dość rychła, ale fajnie tłumaczy dlaczego w oryginalnej trylogii Master Chief musiał mierzyć się z pozaziemskim zagrożeniem samotnie. I nie oczekujcie, że losy drużyny Niebieskich gładko przejdą w to co będzie dane nam poznać w nadchodzącym Halo 5: Guardians, gdzie Fred, Linda i Kelly zaliczą swój growy debiut.

Zachęta wydawcy do zapoznania się z całością.

I ja miałbym czytać po englishu?

Brak polskiego tłumaczenia to z pewnością główny powód dla którego nieliczni sięgną po Ghosts of Onyx. Sam byłem niechętny lekturze w obcym języku, jednak wszystko jest dla ludzi, a niezliczone ilości niespolonizowanych gier jakie zaliczyłem tylko mnie zachęciły do podjęcia wyzwania. Jest taka ciekawa metoda czytania tekstów, w których nie wszystko się rozumie (a to możliwe w książce "science-fiction"). Jeśli tylko zachowuje się tempo czytania i nie rozwodzi nad każdym niejasnym sformułowaniem, dodatkowo stosując praktykę domysłów nad sensem całych zdań, to brnie się przez książkę wyjątkowo gładko. Uciążliwe były tylko fragmenty walki, nie tyle przez niezrozumiałe słownictwo, co sporą dynamikę tych wydarzeń, a to niejako wymusza szybsze czytanie. Jest taki szalony fragment na samym początku książki - jeśli się przez niego przebrnie nie należy się obawiać o resztę.

To w ogóle taka ciekawostka, bo bitwa kompanii Beta nie dzieje się ani na początku, ani na końcu, a jest jedynie niechronologicznie wrzuconym epizodem. Przypomina mi to praktyki charakterystyczne dla gier i filmów, by historię zacząć od mocnego uderzenia. Nie widzę innego powodu, by wciskać taki rozdział tak szybko.

Ghosts of Onyx trochę różni się formatem od innych książek na podstawie gier.

Krótki akapit na koniec

By czerpać przyjemność z lektury Ghosts of Onyx należy spełnić szereg warunków. Trzeba się interesować uniwersum Halo, orientować w nim i najlepiej zapoznać z najbardziej klasycznymi częściami. Wskazana jest też znajomość wątków, których nie poruszały gry, jak kim jest oficer Mendez, albo członkowie oddziału Niebieskich. Paradoksalnie, na nic nie przyda się ogranie Halo: Reach, gdzie niby wcielaliśmy się w Spartanina III. Nie dość, że te wątki się nie łączą, to jeszcze trochę się wykluczają, więc trochę wypada doczytać w internecie.

Książka głównie dla fanów marki. Znających angielski. Co nam daje jakieś dziesięć osób w Polsce.

AleX One X
19 sierpnia 2015 - 12:15
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.08.2015 19:13
ROJO.
😁
ROJO.
143
Magia Kontrastu

Opisy zdjęć po prostu mega! Uczciwie przyznaję, że tylko je przeczytałem, bo Halo nie kręci mnie w ogóle. Lepszych podpisów jednak nie widziałem:)

21.08.2015 12:14
odpowiedz
ww1990ww
76
Konsul

Nazywanie Halo Sci-Fi jest ogromnym nadużyciem. No ale ludzie nazywają Doctor Who Sci-fi czy Star Wars sci-fi to meh niech wam będzie.

Co do samych książek z serii Halo. Z tego co słyszałem książki Nyludna są w porządku Trawiss jak zwykle wyprawiała swoje cuda na kiju a Briar i trylogia Forunerów....... ech nie zaglądajmy tam zgoda? Forunnery bijący się ze Starożytnymi z Stargate o tytuł najgłupszej rasy przodków, Flood jako Abominacja Eldritha oraz sami Forunerzy jako Culture w wersji light. To po prostu za wiele.

21.08.2015 12:47
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Tak tylko napomknę w kontekście książek ze świata Halo i wspomnianej Karen Travesty. Pamiętam, jak kiedyś na którymś zagranicznym forum trafiłem na temat związany z książkami na postawie gier. Kiedy tylko ktoś poruszył kwestię tej... istoty... poczułem się dokładnie, jakbym był na forum o SW. Jak rozumiem, jej modus operandi nie ulega zmianom.

21.08.2015 14:04
odpowiedz
ww1990ww
76
Konsul

@Mephistopheles

Gdy w SW Travis uprawiała wank Mandalorian i inne cuda w Halo jest punkt widzenia się deczko zmienił. A głównym problemem jest jak portretowała Halsey. W grach jest ona geniuszem która owszem nabroiła (projekt Spartan i cały ten jazz) ale była świadoma że jeżeli nie ona to szefostwo ONI znajdzie kogoś innego i mniej.... moralnego? Więc zgodziła się na to żeby szefować całemu projketowi ale traktowała wszytskich Spartana jako swoje dzieci.

U Traviss z kolei? Halsey to Doktor Mengele w spódnicy ONI to Gestapo i parę innych ciekawostek. Co zabawne akurat tutaj to się da jakoś zrozumieć czemu Traviss tak ją przedstawia. Problemem jest to że to KOMPLETNIE zaprzecza wcześniejszym informacją. Ergo Traviss in nutshell.