Horror ma wiele motywów przejawiających się w filmach, książkach i grach. Jednym z popularniejszych jest audycja radiowa, zazwyczaj w okolicach północy, gdzie prowadzący wysłuchuje strasznych historii lub dzieli się wskazówkami ze słuchaczami. Nie spodziewałem się, że przyjdzie mi sprawdzić grę wykorzystującą ten element straszaków. Jednak trafiłem na Killer Frequency i nie mogłem się oprzeć.
Jestem fanem estetyki rodem z horrorów. Dobrze wykorzystana może ona przemienić grę w czyste złoto. Idealnym przykładem tego jest Bloodborne. Tytuł, gdzie formuła souls została połączona w grozą w mistrzowski sposób, co zaowocowało jedną z najlepszych gier w historii. Dlatego też staram się trzymać rękę na pulsie jeśli chodzi o gry z elementami straszaków. Ostatnio wpadło mi w oko Hunt the Night. Czy jest to tytuł na miarę wspomnianej gry From Software?
H.P Lovecraft byłby nieźle zaskoczony tym jak wielką rolę w popkulturze odgrywa jego twórczość. Niewielu autorów może pochwalić się tak wielkim dorobkiem, który zainspirował tak wielu innych twórców. Oczywiście nie wszystko na bazie twórczości Lovecrafta jest dobre. Czasem jednak trafią się prawdziwe perełki. Ciekawe jak będzie w przypadku gry The Shore.
Kilka lat temu narzekałem na sytuację horrorów jako gatunku gier. Nie było za wesoło i wydawało mi się, że epoka straszaków pod YouTube skutecznie zabiła jeden z moich ulubionych gatunków gier. Na szczęście byłem w błędzie i gatunek odżył zarówno dzięki scenie indie jak i większym produkcjom. Doczekaliśmy się sporej ilości portów i remasterów. Nie spodziewałem się, jednak że kiedykolwiek przyjdzie mi zagrać w pewien starszak wydany przez Nintendo na Wii. Jednak jakimś cudem mogłem zagrać w Project Zero: Mask of the Lunar Eclipse na PlayStation 5. Czy ja trafiłem do jakiejś innej rzeczywistości?
Trudno przecenić jak wielki wpływ na horrory miał Slender Man. Ta postać zrewolucjonizowała różne media związane z grozą. W przypadku komputerów i konsol Slender odpowiada za olbrzymi sukces prostych straszaków opartych na schemacie biegaj po mapie i zbieraj coś. Mimo upływu lat ten pomysł jest nadal żywy. Najlepszym dowodem tego jest gra Trenches.
Yomawari to dosyć nietypowa seria horrorów, które łączą unikatową oprawę graficzną z naprawdę mroczną tematyką. Lata temu pojawiły się dwie części tego cyklu. Teraz po 5 latach od premiery części dwa na rynek trafia trzecia odsłona serii. W samą porę na sezon duchów i strachów. Czy Yomawari: Lost in the Dark jest równie interesujące co dwie poprzednie gry?
Witam wszystkich graczy. Czy wciąż ogrywacie ulubione gry? Co do mnie, to nie zwalniam tempa. Po całkiem zaskakującym finale Eden Afterstory w The Eden of Grisaia, pobawiłem się też trochę jedną z lepszych produkcji logicznych dostępnych na PSP pod tytułem Echoshift. To nie wszystko, bo wróciłem również do Higurashi, w którym chcę dokończyć aktualnie ogrywany rozdział. Po za tym, jak zwykle gram w FFXIV.
Żyjemy w niezbyt fajnych czasach. W ostatnich latach nie było zbyt przyjemnie i pogodnie. Teraz też nie jest zbyt dobrze, a nie szykuje się, by sytuacja miała się drastycznie poprawić. W końcu słyszymy o krachu, kryzysie i pogróżkach wojny atomowej, która zmiecie nasz gatunek z powierzchni planety. Dlatego na poprawę humoru mamy gierki. No chyba, że sięgniemy po coś takiego jak S.W.A.N.: Chernobyl Unexplored.
Czasem w pojedynkę można stworzyć coś naprawdę fajnego i pomysłowego. Jest kilka wyśmienitych gier, za które odpowiada tylko jeden deweloper. Oczywiście są też straszne kasztany i potworki, za którymi stoi jeden człowiek. Czy Seduction: A Monk’s Fate będzie należec do tej pierwszej kategorii?
Witajcie gracze. Mam nadzieję, że czujecie się dobrze, bo zdrowie jest najważniejsze, a przy okazji ogrywacie dalej swoje ulubione produkcje. U mnie tym razem na tapecie są: Gdy zapłaczą cykady, RDR2 oraz Wipeout 2048.