SEGA robi nową część znanej zwłaszcza w Japonii serii Yakuza. Fakt ten znany jest już od pewnego czasu i w zasadzie typowego Europejczyka czy Amerykanina zbytnio nie rusza - wszak ci zdecydowanie wolą klimaty GTA. Zakładam, że jest jednak pewien element, będący odstępstwem od tej reguły. Japończycy niesamowitą wręcz uwagę przykładają do kobiet, gejsz itp. jakie pojawią się w grze - właśnie zaprezentowali zwyciężczynie konkursu na "panie" jakie znajdą się w grze.
Panowie z francuskiego studia Eugen Systems rzucili się na bardzo ambitny temat - połączenia cech zarówno strategii czasu rzeczywistego jak i turówek w jeden spójny gameplay. Pozornie zadanie niewykonalne, jak się jednak okazało gracze otrzymali coś bardzo fajnego, czego praktycznie dotychczas nie było. Nowe spojrzenie na realizację gier strategicznych.
W przededniu premiery Assassin's Creed: Revelations w końcu zmobilizowałem się do tego aby zagrać i ukończyć część poprzednią tej serii - czyli Brotherhood. Do tej pory jakoś nie mogłem się do tego zmusić, przede wszystkim dlatego, że Warhammer Online skutecznie wykrada mi kolejne godziny mojego życia, a po drugie cena premierowa wersji na X360 jakoś do mnie nie przemawiała – rozsądek podpowiadał, że kupuje trzeci raz to samo. Podejście takie okazało się błędne, bo Brotherhood wart był tej ceny, a tym bardziej polecam nabyć go w obecnej, czyli coś koło 80-90 złotych (mowa o edycji na klocka). Co więc jest takiego super w tym Creedzie względem dwóch poprzednich?
W czasie właśnie zakończonych targów w Kolonii przedstawiciel Mythica w końcu wyjawił rąbka tajemnicy związanego z dodatkiem do Warhammer Online, w mym prywatnym przekonaniu najlepszej (obok Dark Age of Camelot) gry MMO jeżeli chodzi o masowe potyczki graczy. Zwiększy się maksymalny poziom rangi RvR, dojdzie nowa rasa Skavenów i zapewne kupa pomniejszych pierdołek. Nie to jednak jest istotne. Najważniejsze jest to, że twórcy dali jasny sygnał tego, że w końcu odnaleźli się i obrali jedyną słuszną drogę rozwoju swojego tytułu – walkę RvR.
W końcu udało mi się ukończyć Red Dead Redemption – zdecydowanego „czarnego konia 2010”. Tytuł ten jeszcze na początku tego roku był jedynie nikomu nic nie mówiącą pozycją na liście gier od wieków produkowanych przez Rockstara, by po swojej premierze dosłownie zamieść na rynku i rozkochać w sobie kilka milionów ludzi na świecie. Co złożyło się na tak spektakularny sukces.
Od lat jestem wielkim fanem gier wychodzących spod rąk programistów z firmy Relic i grałem we wszystko co wypuścili od czasów pierwszego Homeworlda. Wyjątku nie stanowi tu druga część cyklu Warhammer 40,000: Dawn of War - skończyłem podstawkę i dodatki niemal jednym tchem. Ponieważ nie jestem alfą i omegą w tematach młotka do tej pory stroniłem od podejmowania tematu recenzji tych gier. Ale co mi tam, DoW2, a w szczególnie ostatnio wydany dodatek Retribution warte są poświęcenia czasu przez każdego fana gier strategicznych. Dlaczego? Zaraz pokrótce wyjaśnię, lecz zanim zacznę zaznaczam, że w plusach i minusach nie rozbijam gry i dodatków na czynniki pierwsze, tylko traktuję jako całość. Dlaczego? Bo: po pierwsze - leń jestem; po drugie - posiadam sklerozę w zaawansowanym stadium i nie pamiętam już wszystkich najdrobniejszych różnic pomiędzy nimi i nie chcę popełnić gafy; po trzecie - Dawn of War II, Chaos Rising i Retribution to w zasadzie jedna spójna opowieść (jak grać, to we wszystko). No lecimy z koksem.
Wiele osób przed kupnem gry, na którą czekali dosłownie lata, tradycyjnie staje przed trudnym wyborem - na którą platformę kupić grę, aby cieszyć się jak najlepszymi detalami graficznymi. Mam nadzieję, że film zamieszczony w tej wiadomości pozwoli Wam podjąć decyzję związaną z The Elder Scrolls V: Skyrim. Autorem tego fajnego porównania jest jeden z użytkowników youtube o ksywce Robbaz.
Pierwszy Wiedźmin, choć okrzyknięty przez wielu rodzimych graczy tytułem wspaniałym i wyjątkowym, dla mnie takim nie był. Owszem gra była dobra, ale problemy z jakimi się borykała, bardzo obniżały ogólną fajność. Przede wszystkim Wiedźmin był wyjątkowo nierówny pod względem przebiegu fabuły i choć jeden poziom zachwycał, kolejny doprowadzał niemal do wymiotów. Kulała też walka, poziom technologiczny na czele z czasem ładowania się poziomów, a także szereg innych, pomniejszych rzeczy. Suma summarum były to górne poziomy stanów średnich, które wybijała ponad przeciętność fabuła trafiająca w gusta Polaków oraz bardzo mroczne i dorosłe podejście do kwestii moralności, seksu i życia. Niedawno ukończyłem część drugą i z przyjemnością muszę stwierdzić, że CD Projekt RED poszedł w dobrą stronę - przygotował grę DUŻO lepszą niż poprzedniczka.
Przyszedł czas na moją ocenę drugiego z czterech dostępnych dodatków fabularnych do Mass Effect 2 o podtytule Kasumi's Stolen Memory. Kolejność mini-recenzji jest celowa bo idziemy od typowego crapu aż po istne śliczności. Widzicie więc już teraz, że ten DLC w skali fajności plasuje się dużo powyżej Firewalkera, ale też sporo poniżej Overlord i Lair of the Shadow Broker. Wyjaśnienie jak zwykle zwięzłe, w podpunktach.
Już niedługo, bo w maju swoją premierę będzie miała pecetowa wersja trzeciej części Fable. Będzie to drugie spotkanie komputerowej braci z tą serią, bo jak wiemy Microsoft zdecydował się nie wydawać poprzedniczki na niczym innym niż konsoli Xbox 360. Niestety nie będzie to spotkanie jakiego oczekują pecetowi fani, bo gra od czasów cz.1 przeszła gruntowne zmiany koncepcyjne - niestety w mym odczuciu nie wyszło jej to na dobre. Już w Fable II na konsoli zmiany względem pierwowzoru były niepokojące, lecz gra nadal dawała radę i pomimo kilku gejowskich aspektów ukończyłem ją z przyjemnością. O Fable III już nie mogę tego powiedzieć. Baaa, dotarcie do napisów końcowych zabrało mi ze 3 miesiące i nie chodzi tu o długość rozgrywki, lecz niechęć z jaką przystępowałem do kolejnych sesji z tym tytułem. Ale przejdźmy do konkretów.
W końcu po niemalże roku od premiery znalazłem czas, chęci, wystarczająco dużo samozaparcia..., generalnie dojrzałem do tego, żeby zmierzyć się z ostatnią iteracją serii Total War poświęconą Napoleonowi. I muszę przyznać, że 30h spędzone na przejściu wyłącznie kampanii dla francuskiego geniusza wojennego było bardzo satysfakcjonujące.
Na rynku non stop pojawia się cała masa średniaków, w większości niestety nie wyróżniających się niczym na tle konkurencji. Co jakiś czas trafiają się jednak tytuły, które należy zdecydowanie wyróżnić i to pomimo tego, że również z pewnych względów zaliczają się do tej grupy gier. Posiadają one bowiem pewne elementy, jakich pozazdrościłaby im niejedna pozycja z półki tzw. hitów. Opisany przeze mnie dzisiaj Enslaved zaliczyłbym właśnie do takich perełek. Z pozoru mamy tu do czynienia z typową nawalanką, nawet dość ubogą w kwestii mechaniki, ale… No właśnie to „ale” diametralnie zmienia postać rzeczy. Ale skończmy z bredzeniem, a przejdźmy to rzeczy:
Skoro sprawę działającej sieci WiFi mam już za sobą, to przyszedł czas na trzy ważne rzeczy, czyli:
W 2000 roku zespół Creative Assembly dokonał przełomu jeżeli chodzi o rynek gier strategicznych. Przełomem tym był Shogun: Total War, czyli gra - jak na owe czasy - zdecydowanie rewolucyjna, genialnie łącząca walkę globalną na mapie kampanii w systemie turowym, z dynamicznym i prześlicznym trybem bitewnym w czasie rzeczywistym. Od tej pory seria Total War towarzyszy nam już nieustannie i co najważniejsze trzyma poziom. Udowadnia to także wydany w 2011 roku Total War: SHOGUN 2. Standardowo nauczony doświadczeniem poczekałem 10 miesięcy, aż deweloperzy połatają co trzeba i wydadzą kilka pakietów DLC, które wzbogacą zabawę i… dosłownie wsiąkłem, aż po 2 tygodniach żona zasugerowała mi bardzo subtelnie, że… bez jaj. Na liczniku mam 66 godzin, kampanie ukończoną na poziomie bardzo trudnym – mogę więc bez wyrzutów sumienia zrecenzować nowego Shoguna.
Długo zabrało mi zebranie się do tego, żeby podsumować ostatni dodatek DLC to Mass Effect 2, ale co ma być to będzie. Od razu na wstępie zaznaczam, że Lair of the Shadow Broker to zdecydowanie najlepsze rozszerzenie jakie wyszło i swoją jakością nie odbiega w żaden sposób od najlepszych misji/questów jakie zaserwowała nam podstawowa gra. Dodam też, że w międzyczasie BioWare ujawniło, że dostaniemy jeszcze jeden addon przed premierą trójki, więc jest na co czekać. Oby był tak dobry jak ten opisywany dzisiaj.