Kolorowo i wtórnie. Recenzja filmu 'Valerian i Miasto Tysiąca Planet' - MaciejWozniak - 5 sierpnia 2017

Kolorowo i wtórnie. Recenzja filmu "Valerian i Miasto Tysiąca Planet"

Luc Besson proponuje kolorową przygodę w klimatach science-fiction, niby pełną atrakcji, ale jednocześnie pozbawioną ducha, który sprawiłby, że fantazyjne światy wykreowane przez Francuza zapadałyby w pamięć.

Początek najnowszego filmu autora takich hitów jak „Leon Zawodowiec”, „Nikita”, czy „Piąty Element” to wielka obietnica – reżyser prezentuje nam rozwój wypraw kosmicznych i cywilizacji w sekwencji, w której widzimy kolejne etapy odkrywania wszechświata, począwszy od schyłku XX wieku, a skończywszy parę stuleci wprzód. Ludzie rozwijają naukę, ale także samych siebie, najpierw ucząc się współpracy między sobą, by następnie poznać i zacząć czerpać wiedzę i doświadczenia od kosmicznych ras i cywilizacji. Tak oto dowiadujemy się, że świat w XXV wieku to już nie tylko ziemia, ale niezliczone cywilizacje wpływające na siebie nawzajem. Besson obiecuje nam, że pokaże nam ten fascynujący przekrój różnorakich światów i już w pierwszych kadrach zapowiada plastyczne rozpasanie, jakie widzieliśmy we wspomnianym „Piątym Elemencie”.

Rzeczywiście, estetyczne ekstrawagancje wynikłe z szalonej wyobraźni Bessona widać tu na każdym kroku – scenografia, efekty specjalne, kostiumy, czy kreacja różnych gatunków obcych skrzą się tysiącem kolorów, grą świateł i mnogością najbardziej wymyślnych kształtów. Jednak czy wizualne eldorado wystarczy, by stworzyć oryginalny i zapadający w pamięć świat? To pytanie nieraz mimowolnie zadamy sobie podczas seansu.

Naszymi przewodnikami po owym świecie są tu tytułowy Valerian, agent federalny tropiący groźne dla kosmicznego porządku zdarzenia oraz jego partnerka Laureline. W kreacji protagonistów odgrywanych przez Carę Delevingne i Dane’a DeHaana widać główny mankament filmu – miałkość bohaterów i brak chemii między nimi. Dotyczy to nie tylko głównych postaci, również drugoplanowych, ale co oczywiste, w przypadku Valeriana i jego partnerki jest to szczególnie dostrzegalne. Zarówno Delevingne jak i DeHaan są bardzo sztywni, swoje kwestie wypowiadają w sposób sztuczny i zupełnie nie czuć między nimi napięcia, a przecież ich relacja ma być motorem napędowym fabuły. Co prawda nieustannie zapewniają nas w dialogach o ogniu uczucia, który raz bucha, raz gaśnie między nimi, ale w obliczu pozbawionego wyrazu zachowania postaci musimy wierzyć im na słowo. Tym samym również odkrywana przez bohaterów afera dotycząca międzyplanetarnej wojny i okrutnej kosmicznej tragedii nie oddziałuje na nas tak mocno, jakby chcieli tego twórcy.

Problem z przygodowym science-fiction Bessona polega na tym, że choć pochłaniamy kolejne sceny akcji, przemierzamy fantastyczne lokacje i poznajemy kolejne coraz bardziej niesamowite postaci z galerii kosmitów, każde kolejne zdarzenie, czy bohater wydają się znajomi, żeby nie powiedzieć wyjęci żywcem z matrycy, która przemieliła ich po wielokroć w wielu tego typu filmach. Cywilizacja kosmicznych poławiaczy pereł żywo przypomina bohaterów „Avatara”, a spiski i intrygi w szeregach ludzkich komandorów i generałów wydają się znajome, zupełnie jakbyśmy je już wcześniej widzieli dawno temu w jakiejś odległej galaktyce. Niestety, wszystkie te elementy nie noszą znamion zabawnych cytatów i gry z widzem, ale wyglądają na toporną próbę stworzenia nowej budowli z cegieł pozbieranych z rozmaitych konstrukcji. Próżno oczekiwać, by w tej sytuacji całość tchnęła świeżością i oryginalnością.

Nie oznacza to wcale, że „Valeriana i Miasta Tysiąca Planet”, nie da się oglądać. Przygody naszych herosów obserwujemy z pewnym zaciekawieniem, zapoznając się z kolejnymi zakątkami wielkiego kosmicznego miasta i jego mieszkańcami, jednak nie znajdziemy wśród nich nikogo, kto zostanie naszym ulubionym bohaterem kina science-fiction, nie usłyszymy cytatu, który zapadnie nam w pamięć. Wszystkie rozwiązania fabularne to typowa droga, jaką przemierzali bohaterowie kina przygodowego po tysiąc razy. Zwroty akcji nie zaskakują, a podniosłe teksty o miłości, czy poświęceniu zalatują banałem. Besson stara się nadać historii oryginalną wymowę, snując w finale refleksje dotyczące wojny, pokoju i harmonijnego rozwoju cywilizacji, ale te usilne starania nie przynoszą żadnego efektu w obliczu szablonowości wszystkiego, co prowadzi do tego w zamierzeniu głębokiego przekazu.

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to film, w którym widać chęć stworzenia nowego i intrygującego świata, jednak zamierzenia te nie mogły zostać zrealizowane z dość wtórną fabułą, nijakimi bohaterami i marnym aktorstwem. Świat Bessona może i prezentuje się ładnie i kolorowo, ale brakuje mu pierwiastka, który nadałby życie tej kreacji. Jest ładną, lecz niestety pustą budowlą, wydmuszką, na którą miło się patrzy, ale o której zapomina się zaraz po wyjściu z kina. Daleko mu tym samym choćby do „Piątego Elementu” sprzed dwóch dekad, który stylistyczne szaleństwo barw skutecznie łączył z pełną energii i niepozbawioną humoru opowieścią. Tymczasem przygody Valeriana nie są ani zabawne, ani emocjonujące, ani nowatorskie. Są ładne, poprawne i kolorowe. Nic ponadto. 

MaciejWozniak
5 sierpnia 2017 - 10:37

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
05.08.2017 14:57
👍
ROJO.
118
Magia Kontrastu

Bardzo podoba mi się twój styl pisania

05.08.2017 15:12
odpowiedz
Raistand
97
Legend

Warto chyba było wspomnieć, że "Świat Bessona" to tak naprawdę świat pokazany w serii komiksów "Valérian et Laureline"autorstwa Pierre’a Christina (scenariusz) i Jean-Claude’a Mézičres’a (rysunki).

http://io9.gizmodo.com/a-guide-to-the-epic-scifi-movie-valerian-and-the-fanta-1789112928

05.08.2017 21:00
odpowiedz
Flyby
160
Outsider

Wybrałbym komiks..

06.08.2017 12:07
odpowiedz
claudespeed18
128
error

Miałem kiedyś jeden komiks, pamiętam, że przygarnęli wtedy takiego 'szczuropieska'. Lata 90te gdy walały się wszędzie komiksy od kolegów kupione lub pożyczone.

06.08.2017 19:51
odpowiedz
Piotrek.K
150
... broken ...

Z Valerianem jest taki problem, ze jakby zakonczyl sie mniej wiecej w polowie to bylo cudownie i bajkowo. Niestety, druga polowa rozczarowuje, a juz ostatnie sceny, gdzie Besson traktuje widzow jak idiotow i bohaterowie MUSZA ze szczegolami opisac jak to bylo (zamiast skrocic dialogi do minimum i pozwolic widzom samemu dojsc do wnioskow albo, lepiej, zostawic nutke tajemnicy) powinny byc kompletnie przemodelowane w jakiejs wersji rezyserskiej.

07.08.2017 00:17
odpowiedz
Cyber Rekin
91
So Fabulous
5.0

Okropnie się na tym filmie męczyłem. Całość mogłaby być połowę krótsza i fabularnie nic by nie straciła. Autor w recenzji napisał chyba wszystko, ale zastanawia mnie jedna rzecz.

Z tego co próbują nam wmówić podczas filmu, Valerian miał być kimś w rodzaju Hana Solo albo Petera Quilla ze Strażników Galaktyki, charyzmatyczny podrywacz "bad boy". Ciekawi mnie jak to się stało, że twórcy popatrzyli na Dane'a DeHaana i stwierdzili "tak, to jest nasz badass łamacz serc!". Zatrudnienie Delevigne mnie już tak nie dziwi, ot typowa ładna buzia bez talentu jakich w kinie nigdy nie brakowało.

Ode mnie Złota Malina dla tej dwójki za najgorszą parę.

07.08.2017 02:10
odpowiedz
A.l.e.X
107
Alekde
4.5

Myślałem że będzie stanowczo lepiej, niestety film trzymają też postacie, a tutaj jest niestety przepaść i to na minus do np. Piątego Elementu gdzie Oldman, Willis, a nawet Jovovich błyszczeli. Szkoda bo z takim budżetem 200+ milionów euro, prawie miliard PLN to można chyba było zrobić coś o czym by się rozmawiało latami. Niestety obecnie Luc Besson to : 3 Days to Kill, Uprowadzona 3, Lucy dopiero jak dochodzi ktoś inny to jest w stanie zrobić coś co ocenie na więcej niż 2-3/10 jak np. Lockout. Swoje najlepsze czasy niestety ma b. dawno za sobą. Ostatni dobry film to Uprowadzona i od 2008 same praktycznie gnioty z małymi wyjątkami.

07.08.2017 06:41
odpowiedz
1 odpowiedź
siara000
55
Siarzewski

Jeszcze mam honor, zeby filmow od zabojadow nie ogladac:/

Film sierpnia moze byc tylko jeden ->
https://www.youtube.com/watch?v=tZlq3KsMxT4

07.08.2017 06:59
Matysiak G
114
bozon Higgsa

Jak nie lubię Francuzów, tak nie odmówię im dobrej kinematografii. Niestety Valerian - z tego co ludzie mówią - się do niej nie zalicza.

07.08.2017 08:02
odpowiedz
3 odpowiedzi
Cziczaki
114
Renifer

Sci-fi, obce rasy, człowiek Valerian, ludzka towarzyszka, francuska produkcja... Kiedyś była jakaś bajka na minimaxie czy zigzapie, to też było inspirowane tym komiksem?
W pułapce czasu to się nazywało.

07.08.2017 08:14
Raistand
97
Legend

Tak.

A nazywało się w oryginale "Valérian et Laureline" tyle, że my mamy zawsze kreatywnych tłumaczy. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=nYcxJ4DcMkw

07.08.2017 09:03
Cziczaki
114
Renifer

Kurde, obejrzałbym.

15.08.2017 07:46
Topov
8
Junior

Cały serial "W pułapce czasu" na dysku Google:

https://drive.google.com/drive/folders/0BwP-KpvokpbAM2g5UTFva3lJRzA

Język: PL

post wyedytowany przez Topov 2017-08-15 07:46:56
07.08.2017 09:06
odpowiedz
el.kocyk
109
Legend

zgadzam sie z opiniami ze film jest slaby a actor odgrywajacy glowna role kompletnie nie pasuje

do tego animacja poczatkowych kilku minut, ogolnie grafika cala koszmarna, mialem wrazenie ze ogladam jakies intro na ps3...

film mocno przewidywalny, moglby byc naprawde o wiele lepszy a tak do 5 element nie ma nawet startu, tam wszystko bylo super (ostatnio ogladalem wiec nie sa to wspominki z mlodosci) a tu raptem kilka scen bylo znosnych a reszta to dno

07.08.2017 11:32
odpowiedz
NewGravedigger
111
spokooj grabarza
6.0

Przesadzacie. Ja byłem zachwycony do mniej więcej połowy filmu. Przedstawienie stacji, potem planety, rynku, multum ras i to nie różniących się wyłącznie kolorem skóry jak w takim Mass Effect - świetne. Niestety w połowie akcja zaczyna dziać się praktycznie w 2 miejscach, a że aktorzy i fabuła są kiepskie to i film od razu spada na dno.

08.08.2017 23:24
odpowiedz
dj_sasek
79
Freelancer
6.5

Sporo rzeczy odnajdywałem w tym filmie zrobionych na podstawie komiksu, co cieszy. Obecna oprawa graficzna pozwoliła stworzyć naprawdę niezapomniane sceny, tym się troszkę jarałem. Ale aktor grający Valeriana mógłby być inny, aktorka grająca Laureline wypadła ok, szkoda, że nie ruda :P. Fabularnie od połowy filmu można było się spodziewać zakończenia, od połowy filmu nie było też takiego efektu wow, który momentami towarzyszył na początku, ogólnie odnosiłem wrażenie, że komiks był bardziej dorosły niż ten film, ale daję mocne 6,5/10 bo nie było momentów w których ziewałem.

08.08.2017 23:44
odpowiedz
Niebieskiej żaby kły
13
Centurion
8.5

Filmem jestem zachwycony, jednak gdybym miał się sugerować tą recenzją, nigdy bym na niego nie poszedł. A warto było pójść.

Generalnie jednak dzięki tej recenzji i komentarzom użytkowników spodziewałem się dzieła co najmniej nieudanego. A wyszedłem z kina bardzo zadowolony, przeciwnie do mojej przedostatniej wizyty, na której oglądałem "Ghost in the Shell"... Gra aktora wcielającego się w Valeriana bardzo przypadła mi do gustu. Nie no, jestem zachwycony! W mojej opinii Dane DeHaan idealnie wpasował się do roli, 5/5. Za to aktorka wcielająca się w rolę Laureline, Cara Delevingne... Miała swoje chwile geniuszu, miała i sceny nieco naciągane, w których wypadła z deka sztucznie. Negatywnie z całego filmu odebrałem jedynie rolę komandora, przerysowana, ale nie groteskowo, na siłę krzycząca całą swą osobą, że to on jest ten zły. Cała reszta była dobra albo bardzo dobra.

Film zleciał mi błyskawicznie, nawet końcówka, tak punktowana przez innych komentujących, nie dłużyła mi się ani nie męczyła. No, może trochę "Titanic" (taniec z kamerą) dał mi się we znaki, reszta była jednak ok. Ludzie, czego wy się spodziewaliście po tym filmie?! Drugiego "Leona Zawodowca"? To film przygodowy i jako taki sprawdził się wyśmienicie, ani przez chwilę się nie nudziłem. Wystarczyło podejść do niego lekko, z przymrużeniem oka... Czekam na wersję dvd, chętnie go sobie odświeżę z rodzinką.

14.08.2017 12:31
odpowiedz
1 odpowiedź
Adamus
196
Gladiator

Film ogląda się całkiem przyjemnie, chociaż rzeczywiście nie jest najwyższych lotów, ale na pewno jest lepszy do VII części Gwiezdnych Wojen.

15.08.2017 07:55
Topov
8
Junior

"M jak miłość" i "Ojciec Mateusz" są lepsze od SW VII...

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze