Geniusz kreacji. Recenzja filmu 'Blade Runner 2049' - MaciejWozniak - 7 października 2017

Geniusz kreacji. Recenzja filmu "Blade Runner 2049"

„Blade Runner 2049” Dennisa Villeneuve’a jest nie tylko godną kontynuacją kultowego filmu Ridleya Scotta, ale stanowi odrębne, wysmakowane wizualnie i satysfakcjonujące dramatycznie dzieło.

Pierwszy „Blade Runner” z 1982 roku to jeden z najsłynniejszych obrazów w karierze Ridleya Scotta, a także Harrisona Forda, który w tamtej przełomowej produkcji science-fiction wcielił się w tytułowego bohatera – Ricka Deckarda. „Blade Runner” sprzed trzydziestu pięciu lat zachwycał stroną formalną, która w tamtych czasach robiła wrażenie posępną atmosferą roztaczaną przez skąpane w mroku i rozświetlone futurystycznymi neonami miasto. Zachwycał też unikalną historią, dla której podstawą stała się proza Philipa K. Dicka, a która stanowiła romans klasycznego kina noir z gatunkiem science-fiction. Romans niezwykle udany, w którym Ford jako protagonista w niczym nie ustępował Humphrey’owi Bogartowi, a fabuła pozostawiała w umyśle widza pytania o naturę człowieka i rozwój cywilizacji. Nic dziwnego, że, gdy świat obiegła wieść o kontynuacji tego dzieła, jedni zareagowali ekscytacją, a inni niepewnością, czy nie czeka nas zbrukanie klasyka.

Wielu odetchnęło z ulgą, gdy okazało się, że za kamerą „Blade Runnera 2049” stanie Dennis Villeneuve znany z mrocznych wystylizowanych thrillerów w rodzaju „Labiryntu”, czy „Sicario”, ale także autor „Nowego początku” – świetnego filmu science-fiction z Amy Adams w roli głównej. Villeneuve nie zawiódł pokładanych w nim nadziei. „Blade Runner 2049” pod względem kreacji obrazu i dźwięku to prawdziwa perła. Z łatwością zanurzamy się w wysmakowanych zdjęciach Rogera Deakinsa raczących nasze oczy grą szarości, brązu, czy granatu. Ujęcia gigantycznych przestrzeni mieszają się z kameralnymi pomieszczeniami, surowy, futurystyczny styl scenografii doskonale portretuje świat przyszłości zdewastowanej przez rozmaite plagi, a zarazem przeżywającej technologiczny rozkwit. Wszystko to uzupełnione posępnymi taktami obezwładniającej muzyki sprawia, że świat, do którego zostajemy zaproszeni, urzeka swoim pięknem, a jednocześnie przeraża namacalną wręcz pustką.

W takiej właśnie pustce poznajemy naszego bohatera granego przez Ryana Goslinga, oficera policji odpowiedzialnego za tropienie niewygodnych dla władz replikantów. Jego życie ogranicza się do zawodowych obowiązków i krótkich chwil wytchnienia w domowym zaciszu, w których jego jedyną towarzyszką jest rozbudowane AI zwane Joi. Bohater podczas jednego ze śledztw trafia jednak na ślad sprawy, która wprowadzi wiele chaosu w jego życie…

Film Villeneuve’a jest obrazem, w przypadku którego lepiej nie mówić za dużo o fabule, by nie pozbawić widza przyjemności odkrywania przedstawionej w nim historii. Pomimo tego wypada stwierdzić, że choć bohater Goslinga początkowo może wydawać się wtórny wobec postaci Harrisona Forda w „Blade Runnerze” Ridleya Scotta, Villeneuve znajduje sposób na ukazanie odrębnego dramatu tej postaci. Tym samym „Blade Runner2049”nie jest tylko prostą kontynuacją pierwowzoru, ale dziełem niezależnym, skupionym nie tyle na dopisywaniu nowego rozdziału do produkcji Scotta, co na prezentacji nowej kreacji i innej historii. To jego wielka siła, bo zamiast wprost „żerować” na oryginale, Villeneuve tworzy coś nowego.

Jednocześnie, ponad trzydzieści pięć lat po tym, jak uczynił to Ridley Scott, kanadyjski reżyser stawia przed widzami podobne pytania. W końcu wypływają one z podobnego futurystycznego świata, choć ten przeszedł pewne przeobrażenia. Człowieczeństwo, życie, ludzkość, szczęście, cierpienie… Refleksje nad tymi fundamentalnymi pojęciami wypływają z historii bohatera Goslinga, historii, która przynosi je pod kryminalno-sensacyjnym sztafażem. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Forda i Ricka Deckarda, ale jednak inaczej… Gosling jest przy tym doskonałym przewodnikiem po chłodnym, momentami zatrważającym świecie przyszłości. Jego nieprzeniknione spojrzenie i wyjątkowo oszczędna mimika idealnie pasują do skomplikowanego charakteru postaci. Dzięki tej stonowanej grze jest to postać pełna tajemniczości, ale zarazem taka, z którą łatwo się zżywamy i chcemy za nią podążać dalej, w głąb nieodgadnionego, szukając odpowiedzi na trudne pytania.

Oszczędny jest zresztą nie tylko sam Gosling. Narracja jest tu nad wyraz spokojna, ujęcia długie, dialogi często skromne. Ale to właśnie dzięki aurze ciszy i ascetyczności „Blade Runner 2049” wywołuje dreszcz emocji i intryguje. Owszem, Villeneuve umieścił w swoim filmie efektowne sceny akcji, ale jego dzieło na pewno nie jest typową hollywoodzką superprodukcją nastawioną na wywoływanie łatwych emocji seriami wybuchów i walk. Celem była wirtuozerska kreacja i zbudowanie świata, który wyda się realny przez swoją tajemniczość. To zamierzenie udało się w pełni zrealizować. „Blade Runner2049”jest nowym rozdziałem historii, którą ponad trzy dekady temu przedstawił Ridley Scott i uzupełnia ją w sposób zadowalający, ale przede wszystkim oferuje nowy dramat podejmujący podobne problemy i nowy świat, w którym na nowo odżywają znane nam akcenty.

Zdarzają się filmy, o których zapominamy minutę po wyjściu z kina. Są też i takie, którymi żyjemy jeszcze długo po zakończeniu seansu. Właśnie tak jest z „Blade Runnerem 2049” . Choć można kręcić nosem na jedno, czy drugie rozwiązanie fabularne, po niemal trzech godzinach tego filmu, trudno nie żyć jeszcze przez jakiś czas jego klimatem. To jest największe dokonanie Dennisa Villeneuva i Ryana Goslinga – stworzenie świata, do którego po prostu trzeba się udać. 

MaciejWozniak
7 października 2017 - 12:32

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
07.10.2017 17:19
GameSkate
51
Pretorianin

Film mi się podobał, ale momentami mogłoby być mniej hollywoodzkich klisz. Gdyby całość trzymała poziom pierwszej połowy filmu to byłoby super.

Jedynie muzyka była wręcz fatalna, Hans Zimmer to najgorszy kompozytor jaki mógł być wybrany do tego filmu.

08.10.2017 09:12
1
odpowiedz
Mutant z Krainy OZ
172
Farben

A wedlug mnie muzyka pasowala idealnie do ciezkiego klimatu i do brudnego swiata, z warstwa wizualna pasuja do siebie jak łapa w rekawice.

08.10.2017 20:01
odpowiedz
sekret_mnicha
177
fsm

Muzyka (Zimmer w końcu nie na autopilocie), montaż, CGI, zdjęcia, atmosfera - 10/10.
Aktorstwo/casting - 9/10
Fabularna podróż i niesione wraz z nią implikacje - 8/10.

W ogólnym rozrachunku - piekielnie satysfakcjonujące kinowe przeżycie do przetrawienia i przeanalizowania.

09.10.2017 01:21
odpowiedz
Darkowski93m
98
Generał

Eh, miałem sobie odpuścić "nowego Łowcę" z braku czasu, ale widzę że wizyta w kinie chyba jednak obowiązkowa^^

09.10.2017 04:47
odpowiedz
Angry Zeus
3
Chorąży

też się wybiorę - zobaczymy co to, ostatniego oglądałem w 2 polowie lat 80.

09.10.2017 09:13
odpowiedz
1 odpowiedź
Falcao_82
94
!AssociazioneCalcioMilan

A ja dzisiaj wieczorkiem Blade Runner 82 w wersji reżyserskiej, a bilecik już kupiony i jutro do kina.

Boję się tylko o muzykę bo Vangelis był po prostu genialny (Rachel's song albo końcowe napisy - magia)

post wyedytowany przez Falcao_82 2017-10-09 09:16:06
09.10.2017 16:10
Blackthorn
96
Senator

Soundtrack jest wręcz świetny. Tak jak zresztą zdjęcia, fabuła, gra aktorska. Nie ma się do czego przyczepić. I tak, jestem ogromnym fanem pierwowzoru, jak i twórczości Vangelisa.

https://www.youtube.com/watch?v=56FabJ2Ol1g

post wyedytowany przez Blackthorn 2017-10-09 16:16:24
09.10.2017 15:34
odpowiedz
A.l.e.X
105
Alekde
9.0

Christopher Nolan i Denis Villeneuve - tak naprawdę przy ich niewielkim dorobku można zobaczyć jak daleko odskoczyli od innych, o dziadku Scott'cie wypadałoby już zapomnieć i życzyć mu odpoczynku, bo strasznie się męczy kręcąc swoje gnioty. BR2049 - dla mocne 9/10 !

post wyedytowany przez A.l.e.X 2017-10-09 15:35:02
09.10.2017 16:05
odpowiedz
Blackthorn
96
Senator

Soundtrack w Blade Runner 2049 oddaje hołd Vangelisowi i szczególnie OST z oryginalnej części. Nie rozumiem jak można narzekać na robotę, którą wykonał właśnie Hans Zimmer przy Blade Runner 2049. Film obejrzałem dwukrotnie.

https://youtu.be/0nUJRjoua4o?list=PLKPTI04Q5voI1kc4XUOBOj5um0Ufgs7lk

post wyedytowany przez Blackthorn 2017-10-09 16:05:49
09.10.2017 17:10
odpowiedz
giermuś1972
73
Ultra_Violence
9.5

Absolutnie mną nowy Blade Runner pozamiatał. Wizualnie i muzycznie - arcydzieło. Fabularnie był naprawdę dobry, a tempo narracji idealnie pasowało do tych spokojnych ujęć (SCENOGRAFIA TO ISTNY KOSMOS, przepraszam za caps, ale inaczej się nie da), a tempo perfekcyjnie mi "siadło" (uwielbiam takie nieśpieszne filmy, trochę jak Kubrick,trochę jak Lynch). O Diunę jestem spokojny.

09.10.2017 18:44
odpowiedz
Bullzeye_NEO
146
1977

to akurat racja, ze do muzyki nie ma o co sie przyczepic

17.10.2017 21:09
odpowiedz
eJay
164
Quaritch

Jak to dobrze, że Scott trzymał łapy z dala od reżyserii. Wspaniały, technicznie doskonały, angażujący, wzruszający (i miejscami gwarantujący dawkę humoru) kawał kina. Są oczywiście rysy na tym diamencie (pojawiają się zwłaszcza po pojmaniu Deckarda), ale zalety są po prostu wielkie. Dobry powrót do tego uniwersum, do tego z sensowną fabułą i wątkami, które mnie autentycznie wciągnęły. Mimo prostoty fabularnej (Gosling jeździ i przepytuje), znalazło się jedno megazaskoczenie.

Ulubiona scena? Wszystko to, co dzieje się na złomowisku. Cała sceneria jest po prostu zajebista, że zamarzył mi się kinowy Fallout.

Graty dla całej obsady, również Amy de Armas za udźwignięcie fajnej, wbrew pozorom wymagającej roli seksownego hologramu. BTW. scena miłosna była ekstra, perełka jeśli chodzi o kino s-f!

9/10

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze