W co gracie w weekend? #273: Przygotowania do meczu lacrosse'a w Muv-Luv i mecz życia w Uncharted 2 - squaresofter - 26 października 2018

W co gracie w weekend? #273: Przygotowania do meczu lacrosse'a w Muv-Luv i mecz życia w Uncharted 2

Po pięciu i pół roku zakończyłem definitywnie swoją przygodę z Uncharted 3. Przez ten okres czasu ukończyłem pięciokrotnie kampanię dla jednego gracza a przez ostanie pół roku intensywnie ograłem praktycznie wszystkie tryby przeznaczone dla wielu graczy przygotowane przez autorów tej przygodowej gry akcji. Zdobyłem w nim wszystkie 105 trofeów, więc śmiało mogę stwierdzić, że skończyła się dla mnie pewna epoka.

Życie toczy się jednak dalej i grać w coś trzeba. Bardzo chciałbym napisać o tym, co teraz ogrywam, ale jest to niemożliwe, bo wyjeżdżam w ten weekend do Warszawy, więc napiszę w dużym skrócie o raptem o dwóch produkcjach, w które może uda mi się zagrać, jak znajdę na nie chwilę czasu. 

Dajcie znać w komentarzach w co teraz gracie?


Muv-Luv

Informacje

Platforma: PS VITA

Producent: Age

Data wydania: 8 czerwaca 2018r.

Gatunek: Visual novel

Ciężko byłoby mi zabrać ze sobą do innego miasta komputer, monitor, dwie konsole stacjonarne i telewizor, więc muszę się zadowolić VITą a na niej wciąż ogrywam od czasu do czasu Muv-Luv. Zależy mi na zobaczeniu zakończenia Meiyi a mecz lacrosse'a, do którego obecnie się przygotowuje razem z bohaterkami tej japońskiej visual noveli to pierwszy moment, gdy możemy zobaczyć jakieś zakończenia w grze. 

Muv-Luv Extra, którym zajmuję się od przeszło czterech miesięcy, z większmi lub z mniejszymi przerwami, posiada dwa zakończenia podstawowe oraz pięć głównych związanych z poszczególnymi bohaterkami. Na razie widziałem dwa takie zakończenia, więc jeszcze sporo zabawy przede mną.

Granie drugi raz w Muv-Luv i dokonywanie w nim zupełnie innych wyborów niz wcześniej nie zmienia praktycznie nic w samym scenariuszu tej szkolnej historii miłosnej, ale że minęło trochę czasu odkąd ją ostatnio przeszedłem, to nie czuję znużenia i dalej bawi mnie, gdy Meiya przecina bramkę drewnianym kijem od lacrosse'a zamiast strzelić gola a malutka Tama łapie za piersi koleżankę, bo przypominają jej piłki.

Ja tu jestem tylko trenerem, którego nikt nie słucha i mogę jedynie z politowaniem obserwować wyczyny sportowe idiotek, które chcą wygrać mecz z drużyną przeciwną a zapominają o podstawach tej niszowej dyscypliny sportowej, która jak na gry z gatunku visual novel przystało, jest tutaj opisana w najdrobniejszych szczegółach. 

Jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że grając w Muv-Luv pierwszy raz zawsze zachowywałem stan gry w momencie, w którym przed graczem jest stawiany jakiś wybór. Dzięki temu wiem mniej więcej, ile jeszcze zostało mi gry do końca a po owym meczu jedyne co pozostaje czytelnikowi, to zobaczyć skutki decyzji podejmowanych w trakcie rozgrywki. 

Nie wiem czy zobaczę kolejene zakończenie Muv-Luv w ten weekend, ale biorę ze sobą konsolę z grą tak na wszelki wypadek, bo nieraz uruchamiałem obie, czekając na kolejne mecze w Uncharted 2 i jestem już w takim punkcie fabuły, że tak w zasadzie, to pozostaje mi postawić jedynie kropkę nad i, żeby zobaczyć trzecie zakończenie. Ono będzie przynajmniej czymś się różnić od poprzednich.


Uncharted 2: Among Thieves 

Informacje

Platforma: PS3

Producent: Naughty Dog

Data wydania: 16 października 2009r.

Gatunek: Przygodowa gra akcji

Nie miałem zamiaru pisać nic o Uncharted 2 w dzisiejszym odcinku W co gracie w weekend?

Nie byłbym jednak sobą, gdybym stracił tą niepowtarzalną okazję, aby podzielić się z Wami wrażeniami z najlepszego meczu, jaki rozegrałem w tej amerykańskiej produkcji i chyba pierwszy raz w życiu zgodziłbym się z tymi wszystkim dziesiątkami wystawianymi mroźnej wyprawie Nathana Drake'a. 

Co prawda maksymalne noty dla Uncharted 2 wynikały z kapitalnej grafiki, którą miało naprawdę niewiele gier w 2009r. oraz z faktu, że dynamika wydarzeń zaprezentowanych w tej trzeciosobowej grze akcji przypominała najlepsze wyczyny Indiany Jones'a, ale to drobne szczegóły, więc nie zaprzątajmy sobie nimi teraz głów.

Przejdźmy do meritum. Zanim rozegrałem mecz życia w Uncharted 2 rozegrałem inną partię, w której byłem najlepszy na placu boju. Nie wiem jednak, ile w tym wszystkim było moich umiejętności a ile przypadku, gdyż w życiu nie widziałem takich opóźnień w tym tytule. Zazwyczaj komunikat o tym, że jakiś gracz pokonał innego pojawia się w dolnym lewym rogu ekranu natychmiast. W tym zaś spotkaniu pojawiał się on nawet z dziesięciosekundowym lub nawet i większym opóźnieniem. Mógłbym porównać te niesprzyjające warunki do meczu piłkarskiego rozgrywanego w ciężkich strugach deszczu. Choć piłkarze są profesjonalistami i muszą rozgrywac mecze w ekstremalnych warunkach, to przecież nikt z nich nie zaprezentuje swojego talentu piłkarskiego grając w błocie.

W normalnych warunkach ciułam powoli punkty za pokonywanie bardziej doświadczonych graczy i tak też było tym razem w meczu rozgrywanym na mapie nazwanej Zaginionym Miastem. Lubię tą miejscówkę i zawsze staram się dotrzeć jak najszybciej do znajdującego się pod mostem granatnika. Dwie snajperki zostawiam graczom z sokolim wzrokiem, z rzadka sięgając po dodatkowe granaty i karabin M4, który zapewnia znacznie lepszą celność od AK-47, którym dysponujemy na starcie. Ze strzelb nie korzystam praktycznie nigdy i zupełnie nie wiem, gdzie na tej mapie jest RPG-7.

O zwycięstwie w meczu często decyduje kontrola nad tymi broniami a w tym szczególnym dla mnie spotkaniu od samego początku wiedziałem, że w nim przgramy. Gdy ja i inny gracz z mojego zespołu mieliśmy 3 punkty na naszym koncie, nasi przeciwnicy mieli ich już ponad 10. Pozostało tylko odliczać czas do naszej porażki. Zanim to się jednak stało zostałem sam na placu boju. Wszyscy członkowie mojej drużyny opuścili mecz, nie chcąc zaznać goryczy kolejnej porażki. Jeden gracz ze strony przeciwnej też opuścił mecz. Widocznie nie czułby się usatysfakcjonowany po wzięciu udziału w czterosobowym gwałcie nad jednym słabeuszem. 

Ja, choć wiedziałem, że zostanę zaraz zmasakrowany przez trzech lepszych graczy, nie chciałem za nic w świecie wyjść z tego meczu, bo szkoda było mi jednego uciułanego punktu. Uważam, że żadna porażka nie przynosi większego wstydu niż zwykłe tchórzostwo.

Czekając na kaźń, która miała zaraz nastąpić powiedziałem sobie w duchu, że nie przegram tego meczu zanim nie zdobędę w nim choćby jednego kolejnego punktu. Wiedziałem, że otwarta gra z trzema przeciwnikami naraz nie skończyłaby się dla mnie dobrze, bo mogłem obserwować tylko ten wycinek mapy, który mam przed oczyma. Natomiast moi rywale mogli mnie zajść z każdej z trzech stron. Postanowiłem walczyć o kolejne punkty w dwóch miejsach odrodzenia na przeciwległych punktach mapy, bo można tam wejść tylko z jednej strony. 

Ciułałem powoli kolejne punkty, ginąc raz za razem, ale gdy udało mi się załatwić wszystkich rywali z drużyny przeciwnej w ciągu zaledwie kilku sekund, przerywając passę zabójstw jednego z nich byłem wniebowzięty. Od tamtej chwili robiłem co mogłem, żeby nie sprzedać tanio swojej skóry. Raz nawet udało mi się zdobyć granatnik i moi przeicnicy latali po ścianach.

Mecz skończył się oczywiście moją nieuchronną porażką, ale zakończyłem go z 16 punktami na koncie a całe spotkanie przegrałem 18 do 25 i zostałem nawet pochwalony za swoją nieustępliwość przez bardziej doświadczonego rywala. Byłem najlepszy i przez chwilę poczułem to wszystko, za co pokochałem kiedyś zmagania z innymi graczami w pierwszej odsłonie Gears of War. Cóż mogę dodać? Wolę przegrać po walce niż pierwszy opuścić tonący statek.


I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć swój wpis. Życzę wszystkim udanego weekendu, oczywiście nie tylko przy grach. 

squaresofter
26 października 2018 - 09:53

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.10.2018 13:25
2
solitary_sly
11
Chorąży

Czy zaskoczę wszystkich, jeśli napiszę że wciąż gram w Yakuza 0;P?

Ponad 60 godzin na liczniku. Podsumujmy:

+ główna oś fabularna: po prostu mistrzostwo świata, a na razie jeszcze nie ukończyłem nawet 7-ego rozdziału;
+ walki: jeszcze mi się nie znudziły, wciąż nie wykupiłem wszystkich umiejętności (na tym etapie są drogie jak cholera);
+ minigry: podobają mi się wszystkie, no może poza łowieniem ryb; można tańczyć, śpiewać, grać w japońskie szachy, uprawiać hazard (połowę czasu przepierdzieliłem w kasynie na pokerze i blackjacku), obstawiać walki panienek, prowadzić swój klub nocny... Kilotona zawartości!
+ zadania poboczne: bo nie wszystkie polegają na obijaniu pysków;

- niekiedy przeciągnięte dialogi: przykładowo muszę szybko gdzieś wyjść, a załącza się kombo FILMIK => DIALOG => FILMIK => DIALOG, a wszystko trwa jak u Kojimy ~40 minut...

"Zerówka" to póki co wyśmienita gra i to jej zamierzam poświęcić kolejne tygodnie.

26.10.2018 13:46
2
odpowiedz
adam11$13
64
Phantom Thief

No nie oszukujmy się - w ten weekend chyba nie da się inaczej : D Znaczy może i się da, ale wręcz nie wypada ;)

26.10.2018 13:50
1
odpowiedz
drenz
54
Generał

Będę kończył Duke Nukem Forever, bo dawno nie grałem w niezobowiązującą rozwałkę, która nie jest niszową grą indie i Duke spisuje się całkiem przyzwoicie. Poza jazdą monster truckiem i nudnym początkiem jest to całkiem fajna gra. A jeśli będzie trochę więcej czasu to powrócę do Anvil of Dawn, które to przerwałem swego czasu na rzecz Bard's Tale IV.

26.10.2018 23:44
1
odpowiedz
Yuri Lowell
13
Brave Vesperia

Właśnie ukończyłem Utawarerumono: Mask of Deception (PS4) zajęło mi to koło 65h. Na początku dużo śmiechu bo nasz bohater nie jest typem pracowitego "japończyka" ale im dalej tym gra z lekkiej staje się coraz bardziej poważna. Finał mnie zaskoczył, gardło mi ścisnęło i takie właśnie gry lubię najbardziej. Ode mnie gra dostaje 10, przede wszystkim za ciekawą i wciągającą historię, przyjemny system walki i muzykę. Na pewno jest coś, do czego możnaby się "przyczepić" ale przecież nie o to chodzi. Po zakończeniu historii można dalej powalczyć i "dopieścić" naszych pupili.
A teraz czas na kontynuację, Mask of The Truth!

https://www.youtube.com/watch?v=edYmQ0dtPjo

27.10.2018 01:07
1
odpowiedz
SpecShadow
62
Silence of the LAMs

Nie wiem czy jest jakaś inna gra niż VtM Bloodlines do które podchodził bym tak wiele razy.
Gra dobra ale wrócić trudno z jakiegoś powodu. Potem przychodzi nowy patch od Wesp5 do tej gry albo inna gra zabiera moją uwagę. I tak od lat..

27.10.2018 10:11
1
odpowiedz
Czarny Wilk
69
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Red Dead Redemption II kończy się instalować :)

27.10.2018 13:02
👍
odpowiedz
kęsik
84
Legend

Pillars of Eternity II, 47h. No niestety ale w natłoku innych gier i braku czasu spadł priorytet grania w to. Przechodzę dodatek, który wydaje się całkiem spoko, nowe lokacje, trochę inne niż w podstawce, jakaś tajemnicza historia. Patrzenie się w promienie słoneczne, bieganie dookoła mapy i szukanie duszków i smok. Jest ok.

Dragon Quest XI, 40h. Kurde, Mam przepisać to co tydzień temu? Nadal nie wiem. Gameplayowo, mechanicznie, systemowo, audio-wizualnie wszystko jest bardzo dobre. Ale na litość boską, po 40 godzinach grania fabuła nawet nie drgnęła z miejsca. Nadal ja nic nie wiem, o co tu chodzi i czemu mnie nie kochają. Co ja im matki pozabijałem czy co? Latam po tym świecie szukając tych smoczych kul ale to nie jest tak interesujące jak mogłoby się wydawać. Tym bardziej, że nie zawsze kryje się za tym jakaś fabuła. Fabularne wątki w poszczególnych regionach może i są spoko ale one nic nie wnoszą. A w niektórych miejscach to nawet ich nie ma albo są króciutkie. Boje się, ze będzie tak że fabuły zero a potem nagle będzie wielka fabularna ekspozycja i gra się skończy. Niektóre postaci z drużyny wydają się być strasznie słabo napisane, bez żadnego większego sensownego backgroundu. I też specjalnie niczego nie wnoszą. Kasyno dramat, spodziewałem się jakichś kosmosów a tam były kosmosy ale jakieś dziwne. Slot Machine taki że nie wiadomo o co chodzi i co się dzieję. Poker na 10 gier nawet dwóch par nie miałem. Dziękuję, do widzenia. No tak po tych prawie 40 godzinach nie znalazłem w tej grze tego czegoś, tego specjalnego czegoś co jest w stanie odróżnić grę bardzo dobrą od świetnej. Tego co odróżnia gry 8,5/10 od 9/10.

Darksiders Warmastered Edition, 7h. No panie, tutaj to od razu czuć to coś. To jest gra na 9 bez gadania. Przed premierą trójki uznałem że wypada trochę sobie odświeżyć poprzedniczki. Tym bardziej, że w jedynkę grałem poprzednio z 6 lat temu. Kurde, jaka ta gra jest dobra. Dzisiaj już takich gier action-adventure nie robią. Gra szybka, względnie nie długa, żadnych zapychaczy i zbędnej zawartości. Rachu, ciachu i po strachu. To mi zdominowało tydzień, jeżeli mogła ta gra zepchnąć DQXI na dalszy plan to z tego można parę wniosków wyciągnąć.

post wyedytowany przez kęsik 2018-10-27 13:15:05
28.10.2018 14:13
1
odpowiedz
1 odpowiedź
squaresofter
12
W co gracie w weekend?

gameplay.pl

@solitary
Mnie nie zaskoczysz. Sam zamierzam wziąć się za Yakuzę 0 po skończeniu Dragon Questa XI na amen i pewnie będę pisał o niej przez kilka miesięcy we w co gracie.

29.10.2018 14:42
solitary_sly
11
Chorąży

W natłoku dzisiejszych hektarowych sandboksów, Yakuza 0 jawi się jak jakaś klaustrofobiczna gra... Dwie mapy na krzyż (no dobra, na upartego trzy), masa budynków do których nie wejdziesz za Chiny, czy tam Japonię ludową... Już nie wspomnę o niewidzialnych ścianach, o tym że z samochodów są tylko taksówki, no i generalnie nie można robić rozpierduchy jak w takim np. Just Cause.

Ale już mogę powiedzieć, że Yakuza 0 to gra wybitna. Każdy rozdział daje chrapkę na następny. Każde osiągnięcie w tej grze motywuje do dalszej rozgrywki. Każdy cios spadający na przeciwnika niekiedy wręcz CZUĆ. A scenariusz to najzwyczajniej w świecie historia dwóch "psów" światka przestępczego. Psów skopanych, pobitych i porzuconych... I strasznie przez to agresywnych...

Bierz i wsiąkaj w ten świat razem ze mną:D

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze