Wrażenia z gry Red Dead Redemption 2 - perfekcyjny otwarty świat i wadliwa rozgrywka - DM - 3 listopada 2018

Wrażenia z gry Red Dead Redemption 2 - perfekcyjny otwarty świat i wadliwa rozgrywka

Przygotujcie swe widły i pochodnie, albowiem będę narzekać na Red Dead Redemption 2! Narzekać pośród zachwytów oczywiście, bo wiadomo było, że twórcy serii GTA poniżej swoich standardów nie zejdą. Taka renoma ma jednak swoją cenę. Raz, że moje oczekiwania były odrobinę wyższe, to jeszcze przy tak ogromnej ilości zawartych detali i aktywności, łatwo jest się pogubić i przestać skupiać na tym, co naprawdę jest ważne. Coś takiego przytrafiło się chyba podczas długich prac nad Red Dead Redemption 2.


Nie chcę jednak wałkować tematu fatalnie zaprojektowanego sterowania czy strzelania, o czym sporo już w sieci napisano. Wyjdę za to na wielkiego marudę, bo najbardziej w nowym “Redzie” rozczarował mnie taki chłodny, rzemieślniczy profesjonalizm - bez jakiegoś odważnego, artystycznego sznytu, takiej wisienki na torcie. Widać to najbardziej w przerywnikach filmowych, którym generalnie nic nie można zarzucić, ale jakoś kompletnie nie zapadają w pamięć. Twórcy jakby wzorowali się na filmach Clinta Eastwooda, w których zdjęcia pokazują wszystko jak należy, ale i tak są tylko oprawą dla świetnych dialogów i rewelacyjnych kreacji aktorskich - no i trwają raptem dwie godziny.

Cut-scenki w grze są dobre, poprawne, ale sceny nie zapadają zbytnio w pamięć - przynajmniej w pierwszych rozdziałach.


Przy 60 godzinach fabuły warto jednak co jakiś czas zachwycić gracza czymś większym, niż jądrami konia w zimie i rosnącą brodą. W grze komputerowej trudno też o aktorstwo na poziomie filmów Eastwooda. Widzimy tylko wirtualne, uproszczone modele twarzy, dlatego taki styl przez całą grę średnio się sprawdza. Od samego początku brakowało mi jakieś kreatywnej zabawy szerokimi i wąskimi kadrami czy głębią ostrości, co świetnie wyszło w Kingdom Come: Deliverance. “Leniwą” kamerę można było jeszcze uratować pomysłową synchronizacją z wpadającą w ucho ścieżką dźwiękową, ale soundtrack Red Dead Redemption 2 to moim zdaniem kolejne rozczarowanie.


Muzyka, tak samo jak praca kamery, jest klimatyczna, dobrze ilustruje wydarzenia, ale ponownie - za bardzo się nie wyróżnia, w przeciwieństwie do takiego Far Cry’a 5. Po chwili gdy milknie już nie pamiętam melodii, nie mam ochoty jej słuchać poza grą. Nie łudziłem się, że usłyszę podobnie epicki soundtrack, jak od Ennio Morricone, ale przechodząc przez nieco nudny prolog liczyłem po cichu, że z głośników poleci nagle Wanted Dead or Alive grupy Bon Jovi, albo coś w stylu Blaze of Glory, że wszystko będzie świetnie zmontowane i zsynchronizowane z każdą obserwowaną sceną i czynnością, tak jak to jest w Bękartach wojny, kiedy zaczyna się kawałek Davida Bowie. To co zrobiono w RDR2 to oczywiście też jest jakiś świadomy wybór stylistyczny, ale nie do końca mi odpowiada.

Podporządkowany wyłącznie fabule prolog nie jest zbyt spektakularny - cały czas błądzimy we mgle.


Mocno wyczekiwałem takiego efektu “Łał!”, szukałem kawałka artystycznej magii błyszczącej nad tą rzemieślniczą poprawnością podczas żółwiego tempa przedzierania się przez śnieg w prologu i pomimo trwającego wieki obracania się przy strzelaniu (bo na dopracowanie tak ważnego elementu w grze o rewolwerowcach jakby zabrakło czasu). Zamiast tego twórcy skupili się  na żółtych plamach na śniegu pod miejscem “parkowania” koni, wodzie gromadzącej się w zagłębieniach w błocie po śladzie kopyt i setkach innych podobnych detali, które razem dają najlepiej wykreowany, najbardziej naturalny, “żyjący” wirtualny świat.

Mechanika strzelania mogłaby być lepsza. Trudno tu poczuć jedność z bronią i jej moc.


Nie da się zaprzeczyć, że w kreacji tego świata Rockstar absolutnie zmiótł konkurencję. W żadnej innej grze nie ma takiej immersji, takiej frajdy nie tylko z uczestniczenia w misjach czy losowych wydarzeniach, ale i z samej obserwacji tego, co się dzieje. Gra jest niesamowita w tym, jak pokazuje mieszkańców żyjących własnym życiem, jak naturalnie zmienia się ich los czy rozpoczyna cały łańcuch różnych wydarzeń od jednego przypadkowego kroku czy gestu. Rysą na tym perfekcyjnym projekcie jest choćby system honoru naszego bohatera, który działa tak, jakby stworzono go do gier Ubisoftu, a nie świata w Red Dead 2.

Trudno powiedzieć, dlaczego w ogóle zdecydowano się na mechanikę rosnącego na plus honoru przy dobrych uczynkach i malejącego przy wszelkich zbrodniach i występkach, skoro ma on jedynie jakieś mało odczuwalne znaczenie podczas swobodnego poruszania się w otwartym świecie, a w misjach fabularnych zderza się ze absurdalną ścianą braku spójności.

Pomóc kobiecie, czy nie pomóc? Pomogę, ale później chorowitego, biednego cherlawego ogrodnika przetrzepię, bo spóźnia się z oddaniem paru dolców... - logika honoru w RDR2.


Gra daje mi możliwość pomocy komuś lub nie, mogę darować życie jakiemuś biedakowi po spektakularnej pogoni, budować swój honor jako “dobry bandyta” Morgan, tylko po co? Za chwilę przecież w misji fabularnej muszę jechać odzyskać dług od biednego, schorowanego cherlaka i jeszcze sponiewierać go po obejściu na oczach żony i dziecka. Poczułem się naprawdę podle. Cała moja duma z rosnącego honoru i bycia “dobrym” dla innych runęła w jednej sekundzie. Co stało na przeszkodzie, by dać opcję “pójdź mu na rękę i wyłóż za niego tę garść dolarów ze swoich kilkuset”?


Oprócz honoru jeszcze gorzej wypada mechanika ścigania nas za zbrodnie. Nasz odludny Dziki Zachód bywa zatłoczony jak Times Square w godzinach szczytu i nie dość, że co chwila mijamy jeźdźca czy powóz na szlaku, to jeszcze każdy nasz występek obserwowany jest przez jakiegoś świadka, który pojawia się niczym Filip z konopii nawet na pustkowiach. Można jeszcze znieść, że na miejsce zbrodni w sekundę przybywają łowcy przeprowadzający śledztwo, ale fakt, że czwórka stróżów prawa po wykryciu nas momentalnie klonuje się do piętnastu jest już trochę zbyt absurdalny. W jednej chwili burzy to immersję i wyrzuca na śmietnik setki detali, które ją budowały, którym poświęcono przecież tak wiele wysiłku.

Na Dzikim Zachodzie w RDR 2 bywa trochę tłoczno. Gdziekolwiek coś zrobimy, zawsze ktoś coś usłyszy i zauważy.


Red Dead Redemption 2 wydaje mi się grą, w której mechaniki rozgrywki i otwarty świat opracowywały chyba dwa różne zespoły w kompletnej izolacji od siebie. Coś jak dwie nitki autostrady budowane od przeciwnych końców, które nie spotkały się tam gdzie miały, a brakujący łącznik dorobiono na siłę jakimś pozbrukiem. Nie ważne jak mocno oczaruje mnie gra, i tak wydarzy się coś, co sprowadzi mnie skutecznie na ziemię, jak choćby przypadkowe szturchnięcie przechodnia, które w 1899 roku najwyraźniej było powodem do zarządzenia obławy szeryfów federalnych i łowców głów.

Zamiast stworzyć od podstaw mechanikę strzelania z realną ilością przeciwników i na tym dopiero zbudować cały świat gry, Red Dead Redemption 2 wydaje się przede wszystkim sandboksowym światem NPC-ów z tymi wszystkimi najdrobniejszymi detalami, do którego wrzucono bohatera - rewolwerowca z jego historią.

Uroki sterowania. Jeśli ktoś leży na łóżku, zabranie czegoś ze skrzyni obok wymaga znalezienia tego jedynego miejsca, gdzie gra uwzględni jej zawartość, a nie interakcje z postacią.

Wszystko to oczywiście i tak składa się na jedną z najlepszych gier tej generacji, bo nawet przy tych wadach, Red Dead Redemption 2 wciąż pokazuje więcej zalet. Trudno znaleźć w grach równie dojrzałą, ciekawą historię i bohaterów oraz tak niesamowicie wykreowany świat. Mam wrażenie, że to zbyt wolne tempo rozwoju fabuły i wynikająca z tego ciekawość do niespiesznego badania różnych mechanik w otwartym świecie sprawiły, że tych kilka niedociągnięć trochę za bardzo rzuca się w oczy.

To są jednak tylko odczucia po kilku początkowych rozdziałach. Nie próbuję jeszcze oceniać gry czy stawiać jakichś ostatecznych wniosków. Cały czas mam ochotę zwiedzać i pochłaniać świat Red Dead Redemption 2, brać udział w świetnie skrojonych misjach fabularnych. Wszystko może jeszcze się zmienić. Może zaskoczy mnie jakaś scena swoimi zdjęciami i muzyką? Może historia i jej zakończenie wynagrodzi klonujących się łowców i drażliwych na szturchnięcia przechodniów? Red Dead Redemption 2 to perfekcyjny otwarty świat i nie do końca doskonała rozgrywka, ale czy ukochanej osobie też nie wybacza się jej humorów i fochów? Wracam na Dziki Zachód chłonąć, co dalej wydarzy się gdzieś na szlaku i w historii o gangu Dutcha Van Der Linde.



A o to drugi głos o pierwszych wrażeniach z tych samych rozdziałów - Red Dead Redemption 2 według Czarnego Wilka:

Czarny Wilk na prerii

Jak na otrzymane oceny i ogólną podjarkę całego świata, Red Dead Redemption II robi stosunkowo skromne pierwsze wrażenie – początkowe godziny bronią się klimatem i w zasadzie tylko klimatem. Fabuła nigdzie się nie spieszy i mimo w teorii dramatycznej sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie, spokojnie poznaje nas z członkami gangu, misje miast zachwycać ciekawymi pomysłami, po kolei zaznajamiają nas z różnymi mechanikami, a i powolność głównego bohatera daje się we znaki.

Im dalej jednak w prerię, tym gra zyskuje. O ile tempo rozwoju fabuły długo pozostaje niskie, a i z powolnością Arthura trzeba się pogodzić, tak każda kolejna godzina spędzona w wykreowanym przez Rockstara świecie coraz bardziej nim zachwyca. I nie chodzi tylko o momentami absurdalne przywiązanie do detali, dzięki któremu jesteśmy w stanie dostrzec ptaki polujące na węże i zające, końskie cohones zmieniające rozmiar pod wpływem temperatury czy kałuże w sposób realistyczny zbierające się w bruzdach w czasie deszczu i następnie stopniowo wysychające, gdy jest sucho.

Te detale są niesamowite – ale to tylko detale, zachwycające, lecz same w sobie nie mogące udźwignąć gry. Znacznie większe wrażenie robi na mnie kunszt, z jakim ten wirtualny świat powiązano z rozgrywką, unikając pułapek i uproszczeń trapiących współczesne otwarte światy. Nie ma tu durnych znaczników pojawiających się, gdy tylko znajdziemy się w pobliżu jakiegoś interesującego punktu, które zabijałyby wszelką radość z samodzielnej eksploracji i odkrywania niezwykłych sekretów świata (a tych jest zatrzęsienie). Szybka podróż została na tyle ograniczona, że w większości przypadków faktycznie regularnie podróżujemy po świecie, natrafiając w nim na odciągające nas z głównego szlaku przygody, zamiast teleportować się od jednego punktu zainteresowania do kolejnego.

I wreszcie, mimo ton aktywności i zadań pobocznych, jakimś cudem wszystko to pozostaje podporządkowane narracji głównego wątku – nie gubimy się w wydarzeniach, nie zastanawiamy, co w danej chwili dzieje się w fabule, nie zapominamy, kto jest kim, bo przez kilka godzin ganialiśmy za królikami zamiast pomagać Dutchowi w rabunku. Zgraja doskonale nakreślonych członków gangu Dutcha dba o to, byśmy o nich szybko nie zapomnieli, nawet jeśli wątek główny sam w sobie początkowo jest dość spokojny. Red Dead Redemption skutecznie łączy angażującą fabułę z immersyjnym otwartym światem, który na dodatek nie traktuje gracza jak idiotę i zachęca go do prawdziwej eksploracji, a nie zaliczania znaczników.

Nigdy nie jedz żółtego śniegu - który w RDR2 pojawia się pod miejscem "parkowania" koni.

Na razie mam za sobą niecałe trzydzieści godzin zabawy i jestem grą oczarowany, choć mimo wszystko nie nazwałbym jej na pewno perfekcyjną. O ile sterowanie, za które RDR2 obrywa chyba najczęściej, specjalnie mi nie przeszkadza i szybko się do niego przyzwyczaiłem, tak po takim czasie zabawy chciałbym jednak, by fabuła zaczęła jednak w końcu do czegoś zmierzać – na razie wątek główny oferuje klimat, ciekawe relacje i odrobinę humoru, ale za to brakuje w nim emocji. Grze zdarzają się także drobne błędy techniczne, czasem jakiś zaawansowany system źle zadziała albo system kolizji sprawi, że przenikniemy przez głaz – w takim projekcie nie da się czegoś takiego uniknąć całkiem, ale liczę jednak, że Rockstar nie spocznie na laurach i w kolejnych patchach choć trochę zredukuje liczbę takich sytuacji.

DM
3 listopada 2018 - 23:29

Komentarze Czytelników (38)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
04.11.2018 14:36
NewGravedigger
119
spokooj grabarza

BRAWO!

Mam dokładnie identyczne odczucia. Super szczegółowy świat powoduje opad szczęki. Jednak tej szczegółowości miejscami brakuje i nie sposób nie odczuć, że mogli sobie pewne elementy jednak odpuścić i skupić się na czymś innym vide mycie 4 różnymi przyciskami czy robienie amunicji po jednej sztuce.

Ja na ten moment nie spotkałem się z czymś takim aby postać nie chciała ze mną rozmawiać bo jestem za zły/dobry. A w sumie tego oczekiwałem. Sprawia to, że o ile na początku grałem jako ten dobry to teraz mam w nosie już pokazujący się od czasdu do czasu wskaźnik honoru. Bo i po co? Dla achivmentu?

Spotykane postacie poboczne oszczędzam tylko i wyłącznie z tego powodu, że ciekawy jestem jaka będzie ich późniejsza dola. Grają kiedyś na PC będę mordował na prawo i lewo.

Sama gra zresztą też nie zachęca do trzymania się jednego schematu gry. Jak autor słusznie zauważył co z tego, że w jednym miejscu dam dolara ślepemu, skoro w następnej misji wymorduję pół miasteczka.

Podobnie jest z osiągnięciami. Jak mam niby być dobrą osobą skoro mam osiągnięcie za zabicie kogoś toporkiem z 25 m albo za napad w każdym mieście.

04.11.2018 15:11
odpowiedz
Misiaty
133
Śmierdzący Tchórz

No i zgoda. Aczkolwiek byłbym bardziej surowy ;)

04.11.2018 15:30
👍
odpowiedz
9 odpowiedzi
Ogame_fan
95
RED

Nie da się zaprzeczyć, że w kreacji tego świata Rockstar absolutnie zmiótł konkurencję. W żadnej innej grze nie ma takiej immersji, takiej frajdy nie tylko z uczestniczenia w misjach czy losowych wydarzeniach, ale i z samej obserwacji tego, co się dzieje.

Popieram. Po RDR2 każda gra z otwartym światem ma przechlapane.

04.11.2018 16:15
odpowiedz
1 odpowiedź
Trzynaście;
86
Trzynastka

Skoro RDR2 gra generacji, to na poprzedniej wygrało.. GTA IV
Tyle, że ani GTA IV ani potem GTA V nie zostało gra roku.
GTA V dostało baty od Tlou, a GTA IV przegrało chyba z Falloutem czy MGSIV
Ich gry mają z góry 97-98 meta, delikatna przesada ;)

Ja jestem w 3 rozdziale i w życiu bym tej gry gra generacji nie nazwał.
Mechanika rozgrywki nie powala, fabuła nie powala. Jedyne co jest The best to interaktywność świata i przywiązanie do detali.
Tyle, że to jest akurat najmniej wazne.
Ta gra nie daje jakiejś specjalnej frajdy z grania w nią, za dużo jest jazdy na koniu jeździ się świetnie ale szybko się to nudzi), strzelanie jest kiepskie, interfejs jest kiepski.
Gdyby jeszcze fabuła potrafiła wciągnąć.. A tak za bardzo nie jest, co prawda wypada o wiele lepiej niż w grach Ubi, ale GTA Vice City to nie jest (pierwszy lepszy przykład)
Ścieżka dźwiękowa jest okej i tylko okej, odgłosy natury itp. są świetne, ale jeżeli chodzi o samą muzykę to nic nie zapada w pamięć
Far Cry 5 mimo, że jest o wiele gorsza gra, ost miał wyborne tak btw

Jeżeli bierzemy pod uwagę sam świat gry to jest 10/10, rozgrywka 7/10
Wychodzi z tego 8,5
Tyle bym dał tej grze na chwilę obecna

04.11.2018 16:26
odpowiedz
jonash01
6
Centurion

Dużo tu prawdy. Gra jest absolutnie fantastyczna, najlepszy wirtualny otwarty świat w historii, ale nie ustrzegła się od problemów i wad w rozgrywce.

04.11.2018 16:35
1
odpowiedz
8 odpowiedzi
Yarpen z Morii
24
Gotowy na RDR2

To świetna gra ale zupełnie nie rozumiem orgazmów UViego w recenzji, po przeczytaniu recenzji spodziewałem się jakiegoś świętego gralla gamingu. Nie ukrywam zawiodłem się. Szczerze mówiąc z każdą minutą gry słabiej. Do tego stopnia że powoli mi się odechciewa grać a jestem dopiero w 4 rozdziale. Mam nadzieję, że chociaż fabularnie w końcu mnie chwyci za jaja bo w tej chwili to jest schemat:

1. Jedziemy i zakładamy obóz
2. Mamy 2-3 zadania do wyboru w których różni bohaterowie mają swoje pomysły na zarobienie kasy.
3. Coś się nie udaje.
4. Wyrzynamy całe miasto.
5. Szukamy nowego obozu.
6. Powtórz 1-5.

Trafiają się też zadania przy których łapie facepalma widząc głupotę bohaterów.

spoiler start

Na przykład zadanie ustawienia się z O'driscolami. Oczywisty przekręt i wciąganie w pułapkę. Arthur nawet to sugeruje i co słyszy od Dutcha?
- No pewnie tak ale musimy spróbować.
LOL?
i co się okazuje? No to była pułapka.
Zadanie następne - Greyowie których przez ostatnie 5h okradalismy i robiliśmy w wała na każdym możliwym kroku zaprasza nas do miasta na spotkanie. No kurla co się może nie udać? XDDD Efekt? No pułapka, jeden z naszych ludzi ginie, wybijamy całe miasto.

spoiler stop

No nie mogłem ukryć zażenowania przechodząc tę misję.

Dodam problemy ze sterowaniem, to że gra często zmienia mi broń bo tak - dzisiaj po wzięciu zadania okazało się, że gra wybrała mi jakiś losowy karabin i do tego zmieniła jeden rewolwer na inny niż ten który sobie wcześniej założyłem. Czemu? Nie wiem. Zahaczanie przechodnia a nawet psa jadąc na koniu - ściga nas pół stanu i próbuje zabić, problemy z przyklejaniem się do ścian w trakcie strzelanin, toporność sterowania. W tej chwili jest to dla mnie gra na 8.5/10 szczerze mówiąc i jeśli dalej nie jest lepiej i zakończenie mnie nie wgniecie w fotel to pewnie spadnie niżej.

post wyedytowany przez Yarpen z Morii 2018-11-04 16:46:09
04.11.2018 18:43
odpowiedz
1 odpowiedź
Crod4312
86
Generał

Tak czytam te komentarze i czytam i widzę, że po pierwszym spuście teraz nadchodzi chłodna głowa. Z tego co widzę gra ma sporo upierdliwych mechanik, które na początku może są fajne, ale na dłuższą metę przeszkadzają. A już na takim KDC:D się przejechałem i utopiłem kasę. Tak samo masę pierdół, które zalewały gameplay i zamiast grać trzeba było się myć i spać... Poczekamy zobaczymy bo np. na takim GTA V fabularnie strasznie się zawiodłem i o ile świat, jego budowa jest świetna, tak historia tam opowiedziana jest dla mnie strasznie słaba. Czyli na spokojnie mogę poczekać z RDR2 i się nie śpieszyć do tej gry (może co nieco poprawią).

04.11.2018 19:53
odpowiedz
futureman16
27
Generał

Najbardziej szczególny otwarty świat w historii gier i tylko dobra rozgrywka (grywalnosc) z potknieciami cały rdr2.

04.11.2018 20:27
odpowiedz
MANOLITO
163
Legend

najlepsi to są ci "świadkowie" jeśli komuś to nie psuje klimatu to ja kłaniam się w pas, ja rozumiem, że to jest gta w świecie westernu, no ale litości po wieśku oczekiwałem, że twórcy będą traktować graczy bardziej poważnie, a nie będą dawać im to samo, tyle, że z innymi skórkami.

04.11.2018 20:39
odpowiedz
1 odpowiedź
raziel88ck
132
Reaver is the Key!

Sterowanie na PC byłoby zdecydowanie lepsze. Pad jest ograniczonym kontrolerem w przeciwieństwie do klawiatury i myszki.

04.11.2018 21:00
odpowiedz
DM
146
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Mechaniki dotyczące realizmu nie przeszkadzają, bo gra nie wymusza korzystania z nich, nie karze jeśli czegoś nie robimy. Wkurzają źle zbalansowane mechaniki, jak obławy za szturchanie przechodniów czy donosiciele o wszystkim, co zrobimy na szlaku.

W praktyce działa to tak samo, jak armia zwierząt i sekciarzy atakujących nas podczas jakiejkolwiek próby zwiedzania terenu w Far Cry 5 i domyślam się, że zrobiono je celowo, żeby nie było za mało akcji, ale kompletnie to się kłóci z całą resztą koncepcji tej powolnej rozgrywki i wkurza tak samo, jak w Far Cry'u

05.11.2018 07:15
1
odpowiedz
Misiaty
133
Śmierdzący Tchórz

Ja się poddałem. Czekam na patcha który naprawi wadliwe sterowanie i uczyni rozgrywkę bardziej dynamiczna.

W nocy odpaliłem Zelde i nie wiem po co się męczyć w RDR skoro są inne, znacznie lepsze gry.

05.11.2018 08:28
😍
odpowiedz
4 odpowiedzi
Ogame_fan
95
RED

Ostatni akt skończony, zostały jeszcze całkiem spore epilogi. Jaka to była genialna przygoda.
Arthur z miejsca wskakuje na top10 moich ulubionych głównych bohaterów gier.

Z każdym aktem jest lepiej i lepiej. Jest może garstka niedoróbek ale gra to dla mnie najlepszy open world tej generacji. Dostałem więcej niż się spodziewałem.
Mam nadzieję że na tym jak świetny świat zbudował R* inne studia będą się uczyć jak ożywić swoje sandboxy.

10/10!

Przeszło 100 godzin i pewnie jeszcze z 20 conajmniej wpadnie na epilogi i resztę zadań.

post wyedytowany przez Ogame_fan 2018-11-05 09:01:01
11.11.2018 18:30
odpowiedz
A.l.e.X
116
Alekde

Jak ja lubię czytać wypociny + najlepiej ocenę przed skończeniem gry, a nie warto trzymać się zasady skończę = ocenię ? RDR2 jest taką przepaścią dla innych gier że nawet w zestawieniu z Wiedźminem III trzymając się sprawiedliwej i obiektywnej skali to jeśli dla RDR2 wystawia się np. ocenę 10/10 to Wiedźmin III to gra maksymalnie na 5/10, a Odyssey na 4/10. Taki jest m.więcej całościowy nokaut RDR2 dla konkurencji. Generalnie RDR2 nie ma z czym zestawić. Grę oczywiście skończyłem, przyszedł do mnie poradnik Prime w wersji kolekcjonerskiej i jak go pobieżnie przejrzałem to wiem że co najmniej 50% gry nie widziałem.

Narzekanie na RDR2 to czysta hipokryzja chyba że to pierwsza i jedyna gra w jaką się grało w życiu, w tej grze wszystko jest dopieszczone do granic możliwości, a jeśli są jakieś drobne błędy to warto je odnieść do skali produktu, dla innych ta skala jest nawet nie do ogarnięcia. Nie będę wystawiał laurki dla R* bo to R* ale obiektywnie mogę napisać że nie ma niczego innego na rynku i raczej długo nie będzie co mogłoby w ogóle stać obok jako odnośnik. Czy będzie to CP2077 - chciałbym, ale bardzo wątpię.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze