AMEN: The Awakening - Gra która nigdy nie istniała. - Goozys - 20 grudnia 2011

AMEN: The Awakening - Gra, która nigdy nie istniała.

Wymowna twarz, prawda? Bishop Six we własnej osobie...

Czy zdarzyło Wam się kiedyś czekać z wypiekami na twarzy na jakąś grę, a jedyną rzeczą jaką otrzymaliście, była informacja o zaprzestaniu prac nad nią? Na pewno. Z planów wydawniczych  większych i mniejszych deweloperów znikały (i nadal znikają) tytuły, które w swoim czasie mogły zrewolucjonizować rynek gier komputerowych. Gry ambitne, wymagające, złożone, skomplikowane, intrygujące, kontrowersyjne i Bóg jeden wie jakie jeszcze. Gdyby spróbować utworzyć listę z takimi tytułami, okazałoby się, że jest ona całkiem długa. Osobiście czekałem długimi latami na pewien tytuł, choć bardziej pasowałoby tu stwierdzenie, iż żyłem złudzeniami. O grze, której historię opisuję niżej, dowiedziałem się w chwili, gdy studio deweloperskie odpowiedzialne za jej tworzenie postanowiło ów gry nigdy nie ukończyć. Przeczytałem na ten temat sporo informacji prasowych i wywiadów z programistami mając nadzieję, że któregoś dnia tytuł ujrzy światło dzienne. Musiałbym być głupcem, by nadal tak uważać, niemniej jednak warto powspominać. Przed Wami jedna z najbardziej oczekiwanych gier końca lat ’90 - AMEN: The Awakening.

Wszytko zaczęło się w Wigilię roku 2032. W jednej chwili, zanim ktokolwiek mógł się przygotować i zareagować, mordercze szaleństwo obudziło się w jednej trzeciej ludności świata. W wyniku zaistniałego chaosu nastąpiły katastrofy lotnicze, spłonęły miasta, zginęły miliony ludzi. Były to najgorsze godziny dla ludzkości. W zastraszającym tempie zło rozprzestrzeniło się nad większą częścią globu. Nieoficjalnie mówiono, że ludzie doświadczyli „Przebudzenia”.

Aby zapobiec postępującemu szaleństwu, Europejska Organizacja Oporu zdecydowała się na utworzenie w Europie zachodniej tzw. bezpiecznej strefy, w której mogły znaleźć schronienie osoby nie wykazujące objawów szału. Jednocześnie wielu „nawiedzonych” rozpoczęło inwazję na Amerykę północną, przejmując lub niszcząc kluczowe punkty militarne i rządowe.

Tak miało wyglądać tło fabularne dla gry. Gracz miał kierować poczynaniami komandosa SAS, znanego jako Bishop Six, którego żona i córka zginęły z rąk szaleńców. Miał on dołączyć do grupy uderzeniowej, celem powstrzymania marszu „nawiedzonych”, panującego chaosu oraz odkrycia przyczyny ludzkiego zdziczenia. Mało oryginalnie? Być może, jednak wyjątkowości grze miały zagwarantować jej mechanika oraz wszelkie inne smaczki, wpływające korzystnie na odbiór przez gracza. W założeniach programistów nie miała to być klasyczna strzelanka FPS, a epicka opowieść o przyszłości. Cavedog Entertainment zaimplementowało w grze wiele nowatorskich rozwiązań, które miały zagwarantować im sukces. Genialne połączenie przeróżnych styli charakterystycznych dla gier akcji i skradanek, poparte niebanalnymi zagadkami. Miała to być pierwsza gra akcji 3D z silnymi elementami RPG i gry przygodowej. Gracz miał zanurzyć się w wiarygodny i bogaty w szczegóły świat, dając się całkowicie pochłonąć epickiej opowieści. Miał odczuć na własnej skórze, iż uczestniczy w wydarzeniach, gdy w wigilijną noc 4 miliardy ludzi zamienia się w morderczych szaleńców, a światem rządzi anarchia.

Na potrzeby gry programiści z Cavedog Entertainment stworzyli zaawansowany silnik graficzny o dźwięcznej nazwie Amengine. Według zapewnień miał on zaoferować sporą liczbę efektów graficznych, które w tamtym czasie stanowiły swoistą rzadkość. Nie będę opisywał szczegółowo wszystkiego, to nie jest recenzja, nadmienię jedynie o wsparciu dla zaokrąglonych płaszczyzn, pełnej animacji szkieletowej, zaawansowanych efektach pogodowych (deszcz, śnieg) czy też efektach odbić lustrzanych. Zrzuty z gry w galerii poniżej są nad wyraz wymowne.

Co do całokształtu gry, miałem już za sobą sesję w pierwszą odsłonę Half-Life i nie ukrywam, że przed AMEN: The Awakening stało nie lada wyzwanie. Wierzyłem jednak, że będzie wstanie mu sprostać. Niestety dzień 6 stycznia 2000 roku stał się dniem „Przebudzenia” dla wszystkich graczy. Cavedog Entertainment zadecydowało o zaprzestaniu prac nad grą. Projekt padł ofiarą zbyt ambitnej wizji, której nie byli w stanie sprostać programiści, a proces tworzenia pochłaniał wówczas za dużo inwestowanych w niego pieniędzy. Także samo Cavedog nie było w dobrej sytuacji finansowej. Total Annihilation mimo iż było krokiem na przód wśród gier RTS, zostało chłodno przyjęte przez krytyków, natomiast sequel Total Annihilation Kingdoms, które de facto nie było sequelem, skończyło marnie w koszach z przecenionymi grami. Znaczne wydatki pochłonęły także inne projekty, które nigdy nie zostały ukończone. Mowa tu o takich tytułach jak Elysium czy też Good and Evil. W roku 2000 gdy został anulowany AMEN: The Awakening, tytuł ukończony był w 50%, a jedyne co po nim zostało to zrzuty ekranowe, grafiki koncepcyjne, trailer i dwa utwory ze ścieżki dźwiękowej.

Niedługo po publikacji oficjalnego stanowiska w sprawie anulowania AMEN: The Awakening, studio Cavedog zostało zamknięte na dobre. Zawieszono wszystkie trwające produkcje, anulowano wszystkie projekty, zwolniono pracowników. Część z nich przeszła do Humongous Entertainment. Dobrą wiadomością dla tych, którzy nadal mieli nadzieję na ujrzenie AMEN: The Awakening był fakt, iż główny projektant, Greg MacMartin, zachował prawa do marki. Wiadomo o tym było jeszcze w okresie gdy pracował nad Homeworld 2, który miał premierę w roku 2003. Dziś mamy rok 2011, a w kwestii przygód Bishopa Six raczej nic już się nie zmieni. A szkoda...

Goozys
20 grudnia 2011 - 10:22

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.12.2011 13:03
raziel88ck
😒
raziel88ck
149
Reaver is the Key!

Intersujące. Nie miałem pojęcia o tej nigdy niewydanej produkcji. Po zapoznaniu się z informacjami na jej temat, stwierdzam, że kusząco to wygląda na papierku oraz podanych przez Ciebie zrzutach.

Tak już bywa, że ambitne produkcje mają pod górkę.

Spójrzmy nieco pod innym kątem na obecne gry. Takie serie jak Call of Duty czy Assassin's Creed (o tasiemcach EA szkoda gadać) wychodzą systematycznie co roku, sprzedając się oczywiście znakomicie, nawet jeśli od lat wychodzi to samo, ale w nieco innej panierce. Zaś na inne gry jak Half-Life, czekamy latami, broda rośnie, włosy siwieją, a o kontynuacji wielce wyczekiwanych przygód nie ma ani widu, ani słychu... Przykre.

20.12.2011 17:47
Goozys[DEA]
odpowiedz
Goozys[DEA]
137
Legend

Nie tyle ambitne produkcje maja pod górkę, co programiści za często stawiają przed sobą cele nie do osiągnięcia. Tak było właśnie w przypadku Cavedog. Pomysłów mieli od groma, większość z nich już zaimplementowanych w kod gry, a jeszcze więcej tylko na papierze. I tu zrodził się problem. Oczekiwanie na kontynuacje, to już zupełnie inna para kaloszy.