Bohaterowie z gier to sknery - Brucevsky - 14 marca 2012

Bohaterowie z gier to sknery

Jak można ratować świat, walczyć ze złem, realizować niezwykle trudną misję i być przy tym sknerą, której żal wykorzystać znalezione po drodze przedmioty? Ano można. Wystarczy, że taki bohater trafi na gracza, któremu żal ich używać. Na przykład na mnie.

Przyznaję, że jestem sknerą w grach. Zbieram te wszystkie przydatne przedmioty, które mają mi ułatwić rozgrywkę i magazynuję je na potem. Oszczędzam amunicję w potężnych broniach, bo przecież na pewno przydadzą się za kilkadziesiąt minut na jakiś zmasowany atak potężnych przeciwników albo gigantycznego bossa. W połowie przypadków mam rację, ale są też momenty, gdy widzę napisy końcowe i uświadamiam sobie, że ten karabin laserowy, potężny miecz, napój dający czasową nieśmiertelność skończyły w moim plecaku nieużywane. I po co?

Ostatnio Dante z Devil May Cry miał okazję skorzystać na moim skąpstwie. Finałowy boss okazał się twardzielem, który ma długi pasek życia i mocne ataki. Do tego nie mogłem korzystać ze swojej ulubionej, długo wzmacnianej wcześniej broni, bo „tylko mieczem go zaszlachtujesz”. Sytuacja byłaby patowa, gdyby nie fakt, że Dante w kieszeniach nazbierał gwiazdki, które odnawiały jego pasek „Devil Trigger”. A dzięki niemu mógł zmieniać się w nietykalnego, potężnego herosa, któremu jeszcze odnawia się zdrowie. I tym sposobem, wielki, przepakowany szef z końca gry trafił na przeszkodę nie do przeskoczenia, a Dante wreszcie opróżnił swoje kieszenie.

To był jednak jeden z wyjątków, bo normalnie tak dobrze nie jest. Często przedmioty idą na zmarnowanie. Inna sprawa, że często takie skąpstwo prowadzi też do niezamierzonej sytuacji, gdy finał gry robi się zbyt prosty, bo posiadamy za dużo przedmiotów wsparcia, które nie pozwalają bossowi nawet stanąć do równej walki. I kończy się to wszystko jakoś tak bez fajerwerków i bez oczekiwanego wyzwania.

Źródło: visualwalkthroughs.com

Muszę przyznać, że bardzo mądrze rozwiązali to twórcy Splinter Cell, w którym na każdą misję mamy pewien przydział dodatkowych gadżetów i praktycznie nie mamy możliwości go nie wykorzystać. Oczywiście możemy, ale tylko narażamy się przy tym na częstsze porażki lub sami utrudniamy sobie pokonywanie niektórych przeszkód. To jednak też wyjątkowy tytuł, bo akurat w przygodach Sama Fishera dość łatwo przewidzieć, czy dana sytuacja jest na tyle niebezpieczna, że wymaga dodatkowych środków.

W Resident Evil 3 tak łatwo już na przykład nie ma. Mamy granatnik i magnuma z ograniczoną ilością amunicji, ale nie wiemy, czy te dwa pająki to już odpowiedni moment na ich użycie, czy nie? Czy to stado zombiaków lepiej rozwalić z pistoletu i z ryzykiem ugryzienia, czy może na spokojnie z granatnika?  A  jak za rogiem jest osiemdziesiąt pięć Hunterów? A jak tylko czeka tam na mnie Nemesis z ośmioma dobermanami? A jak mi znowu GraveDigger wyskoczy? I tak do końca gry dowiozłem sobie magnuma i granatnik z dużą ilością amunicji i potem w kilkanaście sekund rozstrzelałem nimi finałowego bossa bez specjalnej trudności.

A wy jak gracie? Oszczędzacie gdzie się da te wszystkie dobrodziejstwa, czy nie żałujecie sobie? Może pochwalicie się „wpadkami”, czyli jakich fajnych broni i  przedmiotów nie wykorzystaliście w konkretnych grach? Skorzystają na tym pewnie wszyscy ci, którzy zabawę z nimi mają jeszcze przed sobą.

Brucevsky
14 marca 2012 - 19:15

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.03.2012 20:51
Cayack
😊
Cayack
57
Gospodarz Przystani

Mass Effect 3 i 771425 kredytów na koncie na koniec gry. Byłoby o 100tys więcej, gdybym nie kupił sobie dwóch unikalnych zbroi, których i tak nie używałem, bo w nieco zmodyfikowanej standardowej Shepard wyglądał lepiej ;) Przynajmniej jest za to osiągnięcie.

Za to w Deus Ex: Human Revolution faktycznie zostawiałem sobie co potężniejsze środki zagłady na specjalne okazje (czyt. kilku bossów), przez co pojedynki z nimi były prostsze. No ale hej, może tędy droga?

A więc owszem, także ulegam temu mechanizmowi :)

14.03.2012 20:54
odpowiedz
zanonimizowany23874
136
Legend

KAZDY kto gral w RPGi (a szczegolnie jRPGi) zna syndrom "potionka". Przechodzisz tego samego bossfighta po raz 10ty nie uzywajac potionka bo moze pozniej sie przyda. A jak przychodzi co do czego ostatni boss to wielka pipa i konczysz gre majac 99 (czy 999) potionow. A to wina tego, ze raz na te kilka(nascie) jRPGow zdarzal sie jeden, w ktorym koniecznie trzeba bylo oszczedzac poty na ostatnia walke. I czlek nabiera zlych przyzwyczajen.

14.03.2012 21:12
Rewo
odpowiedz
Rewo
97
Generał

Chomikuję zawsze i wszędzie, praktycznie wszystko co mi w łapy wpadnie. I tak jak napisał autor, poczucie niewykorzystania cennych przedmiotów i względnie zbyt prosty finał faktycznie często są nader frustrujące. Pamiętam ostatnią sekwencję z New Vegas, gdzie praktycznie do wszystkich strzelałem jak opętany rakietami czy z miniguna, a bossa dosłownie zasypałem materiałami wybuchowymi. A z iloma eliksirami i olejami wiedźmina kończyłem to aż szkoda gadać.

14.03.2012 21:13
odpowiedz
would
32
Pretorianin

Mam to samo. Też zwykle kończe grę z zapasem najlepszych przedmiotów. Wyjątkiem były tylko takie gry jak Borderlands, gdzie nie da się zużyć amunicji.

Najbardziej żałuje tego w Max Payne 2, bo tam przez zabiegi fabularne tracimy cały ekwipunek - cały super sprzet poszedł z dymem bez wystrzelenia;p

14.03.2012 21:23
Pichtowy
odpowiedz
Pichtowy
87
Senator

Ja podchodze do tego inaczej. Po prostu gram tak jak lubię np gdzie sie da wybieram karabiny wyborowe i snajperski styl walki, a nawet jak się trafia jakaś armata typu bfg albo rocket launcher to i tak nie pasuje do mojego stylu gry wiec nie odczuwam że cos się marnuje choć może byłoby łatwiej. Dopóki starcza na wrogów to co lubię to nie zmieniam, chyba że na siłę szukam odrobiny odmiany.
Co do super broni to mam taki przykładzik:
w Gran Turismo 5 jest uber samochód: Red Bull X - osiągami zawstydza wszystko inne co jest w tej grze, jest szybki łatwy w prowadzeniu, prawie nim nie jeżdżę bo to tak jakby grac na god mode.

14.03.2012 21:35
EspenLund
odpowiedz
EspenLund
112
Legend

Równiez mam syndrom chomika. Zawsze zostawiam sobie świetne napoje na później, noszę mnóstwo niepotrzebnych gratów w ekwipunku i przeszukuję każdą skrzynkę. W grach jak gothic, gdzie mamy nieograniczony ekwipunek to jeszcze da się z tym żyć (:D) ale w takim na przykład dragon age nosiłem dużo niepotrzebnych rzeczy, które "na pewno się kiedyś przydadzą"

14.03.2012 21:42
😃
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Tak samo jest u mnie :/ Jednak czasami sobie przypominam o tym, że to gra i za przeproszeniem po gó**o mi
na później te wszystkie bronie i/lub gadżety, no i wtedy zaczyna się jazda :D

14.03.2012 23:48
maciek16180
odpowiedz
maciek16180
54
Konsul

Mam tak samo jak autor. Na koniec zostaje zwykle masa przedmiotów, które mogłyby ułatwić rozgrywkę w jej wcześniejszej fazie, ale się zmarnowały. Przykłady: wszystkie FF, gdzie pod koniec kasy i megapotionów jest od cholery przez co ostatni boss to bułka z masłem, Wiedźminy, w których nigdy nie używałem zbyt dużo olejów i miktur, Gothiki i tony potężnych zwojów przy zakończeniu gry. Staram się zawsze ten nadmiar wykorzystywać, kiedy widzę, że koniec jest bliski, ale rzadko udaje się wszystko idealnie obliczyć.

15.03.2012 10:40
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
72
Silence of the LAMs

Gry od Looking Glass Studios... obecnie przechodzę Thief 2: Metal Age i jest tu trochę inaczej. Można wykorzystywać swoje przedmioty w przypadku, gdy nie chce nam się tak studiować trasy strażników czy czekać aż przejdą ale jak pisałem - cierpliwy nie użyje nic. Potem na liczniku mam jakieś 1h45min czasu misji przeciętnie :]
Część przedmiotów leży odłogiem np. napoje uzdrawiające, szybkości czy niewidzialności ale najwięcej mam zwykłych strzał... które niczemu nie służą.

Gram jeszcze w serię Ultima, odnoga zwaną Underworld. Gromadzę sporo napojów, zwojów i różdżek i ich nie używam bo... nie wiem do czego służą. Identyfikować można tylko przez skilla Lore, który nie zawsze działa nawet jak jest nauczony do maksymalnej liczby 30. Identyfikacja u NPC droga w cholerę. Niby można zidentyfikować a potem wczytać grę ale przedmioty wyglądają tak samo, dodać do tego bałagan w ekwipunku który i tak jest pryszczem w porównaniu z koszmarem z Ultima V, VI i VIII, i mamy obraz trudności.

Także Fallout New Vegas w trybie HardCore który wbrew swojej nazwie nie utrudnia właściwie nic. Żarcia jest sporo, woda też niespecjalnie stanowi problem. Byłem u końcówki gry ale przez to, że grałem w każde dodatki (dopiero co kupiłem, chciałem się nacieszyć) miałem zarówno maksymalny poziom 50 (brak mi było motywacji w tym momencie) jak i masakryczny burdel z przedmiotami. Dodałem sobie moda z domkiem dla gracza i tych gratów miałem na tony, chyba z 15 minut przeznaczałem przy każdym graniu na porządkowanie.

15.03.2012 15:27
Matekso
odpowiedz
Matekso
96
Generał

- a często gęsto bywa tak, że odkładamy specjalne bądź unikalne przedmioty na coś co będzie przełomowe w akcji, a często jest tak, że z reguły się na tym spalimy bo takich momentów grach nie jest nam wcale uświadczyć za wiele i ultra zbroja, mikstura ma taki sam efekt jak zardzewiły rupieć

15.03.2012 19:01
Harry M
odpowiedz
Harry M
134
Master czaszka

Jakbym czytał samego siebie ;). Zawsze w każdej grze biorę i przechowuje te rzeczy, bo a to mi się podobają, a to żal użyć, a to na kiedyś ;) A jak jest limit towarów to kombinuje co wywalić i mi żal i taszczę to do bazy, żeby przechować.

17.03.2012 20:25
Quattromaniaq
😃
odpowiedz
Quattromaniaq
21
Centurion

Oj zbieram, zbieram, taki Zbieracz ze mnie, a co do Zbieraczy, to w ME2 z Kaina strzeliłem tylko raz... na koniec, a co!

17.03.2012 20:37
$ebs Master
odpowiedz
$ebs Master
108
Profesor Oak

SpecShadow --> po prostu w Thiefach miksturki uzdrawiajace czy zwykle strzaly sa wykorzystywane glownie po bledach gracza. Cala gre da sie przejsc (i sprawia to najwiecej feajdy) gdy nie mamy zadnych kantaktow fizycznych z przeciwnikami :)

Pamietam super bron z Fallouta 3, wyrzutnia ktora wystrzeliwala chyba 6 atomowek na raz :D Nie uzylem jej przez cala gre bo mi bylo szkoda wiec juz na samym koncu, gdy nie bylo juz nic do zrobienia wystrzelilem je w jakies male miasteczko :)

17.03.2012 21:44
Mac94
odpowiedz
Mac94
87
Inner Peace

Ja mam trochę inaczej. Magazynuje wszystko, ale po to żeby później sprzedać i móc kupić najlepszy sprzęt. Zawsze staram dążyć do max damage/destruction. Niestety w niektórych grach udawało mi się to zrobić za szybko.. Skyrim, Fable, Two Worlds.. Lubię kiedy jest balans, że rozwalam wszystkich, ale dzięki temu, że dobrze poznałem mechanikę gry, a nie że przez ileś tam poziomów męczyłem zabijają gobliny i zbierając każdą monetę, żeby dostać tą wymarzoną zbroję w której nikt mi nic nie może zrobić.

W Gothic to jest dobrze w miarę rozwiązane. Na początku walka z orkiem to pewna śmierć, pod koniec możemy wyrznąć całą wioskę. Jednak finałowa walka z fanatykami śniącego jest przysadzista, zdecydowanie powinni być słabsi.

17.03.2012 21:53
niko_b
odpowiedz
niko_b
40
Generał

Ooo widzę, że nie jestem samotny w tym "chomikowaniu". Wystarczy spojrzeć na crpgi, np. w takim Torchlight czy Diablo zawsze w skrzyni masa potionów i przedmiotów. Albo chociażby Mafia II, wolałem całą grę przejść na pistolecie niż tracić cenne naboje z karabinów, bo przecież "przydadzą się później".

17.03.2012 22:35
Stra Moldas
odpowiedz
Stra Moldas
94
Wujek Samo Stra

Mam to samo. Szkoda mi wydawać na ulepszenia, na nowe bronie, na gadżety... "Ciągnę" na zwykłych pistoletach itp. , a potem koniec. :) Fajnym wyjątkiem jest podany przez autora Splinter Cell, tam akurat potrzebna jest dobra ocena sytuacji i wykorzystania w odpowiedni sposób przedmiotów. Podobnie w serii SWAT.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze