Rzecz Kultowa #3 - Aliens vs Predator 2 - Yoghurt - 11 grudnia 2012

Rzecz Kultowa #3 - Aliens vs Predator 2

Yoghurt ocenia: Aliens vs Predator 2
90

 Ta cholerna rura, w którą władowałem pół magazynka z karabinu pulsacyjnego do dziś śni mi się po nocach. Przez pół godziny krążyłem po kolonii LV-1201, napotykając ślady walki, wypalone kwasem dziury w ścianach i obdarte ze skóry ciała, powieszone głową w dół. Do tego ten przeklęty wykrywacz ruchu uruchamiał się przy najmniejszym nawet drganiu powietrza, wywołanym trzepotem skrzydeł jakiegoś małego owada i pikał jak oszalały, gdy w okolicy wiatr poruszał oberwanym kablem. Aż w końcu, gdy uruchomiłem zapasowy generator, przywracający zasilanie w bazie, z sufitu spadła rura o obłym kształcie, a ja nacisnąłem spust i zmarnowałem bez sensu amunicję. Nic do tej pory nawet mnie nie zaatakowało, a ja jak jakiś dzieciak dałem się nabrać na prostą sztuczkę twórców. I jeszcze kilkukrotnie udało się im zrobić mnie w konia.

Gdy wracam po latach do Aliens vs Predator 2, wiem, że ta rura na mnie spadnie – to przecież zwykły skrypt. Wiem już, że w jednym, konkretnym miejscu obcy wyskoczy z wentylacji. Wiem też, że podczas karkołomnej ucieczki przed Pretorianinem spokojnie starczy mi czasu na przecięcie kłódki blokującej drogę ucieczki. Wiem również, że pani sierżant, której podążyłem na ratunek, nie skończy zbyt dobrze. A mimo to wciąż gra potrafi trzymać mnie w napięciu jak mało który tytuł. Nie zauważam niedoborów warstwy graficznej starego już tytułu. Nie przeszkadzają mi przestarzałe rozwiązania, od których dawno zdążyłem się odzwyczaić, rozpieszczany przez nowe produkcje. Za każdym razem na nowo muszę sobie przypominać o istnieniu apteczek, sprawdzać w opcjach rozbudowaną (jak na dzisiejsze czasy) klawiszologię i podążać do celu samemu, be prowadzących mnie za rączkę znaczników, wskazujących kierunek marszu. W ogóle nie odczuwam wiekowości AvP2, choć przecież widać ją na każdym kroku. I to chyba najlepiej świadczy o umiejętnościach developerów z Monolith, którzy stworzyli jeden z najlepszych i najbardziej klimatycznych FPSów w historii gier video.

Nienawidzę cię, ty ruro!

Być może przemawia przeze mnie fanboy uniwersum Obcego, który pochłonął większość mediów związanych ze światem fallicznych robali o makabrycznym cyklu rozrodczym i kosmicznych łowców czeszących się w zakładzie fryzjerskim na Jamajce, od książek i filmów (we wszystkich stu osiemdziesięciu pięciu wersjach reżyserskich, operatorskich, scenariuszowych i nawet tę jedną, którą po godzinach nakręcił facet roznoszący bajgle na planie), poprzez komiksy, kończąc na kompendiach wiedzy. Być może moja niepoprawna miłość do rzeczywistości wykreowanej przez Scotta, Camerona, McTiernana i studio Dark Horse powoduje, że na AvP2 patrzę przez różowe okulary. Jednak nawet ktoś, kto ma więcej obiektywizmu ode mnie, nie może się nie zgodzić, gdy zaczyna się wymieniać zalety tej produkcji. A kilka się znajdzie.

Trzy kampanie, trzy doznania, setki sposobów na stracenie życia

Po pierwsze – trzy kampanie. A każda na tyle zróżnicowana w podejściu do rozgrywki, że można by spokojnie wydać trzy diametralnie odmienne gry i nikt by się nie obraził. Jest klasyczny FPS ze sporą dawką horroru, gdy wcielamy się w Kolonialnego Marine i z pomocą dobrze znanych fanom uniwersum broni staramy się po prostu przeżyć wraz z towarzyszami niedoli na niezbyt przyjemnej planecie. Jest też quasi-skradankowy, nastawiony w dużej mierze na walkę wręcz Predator, który stara się uratować swych pobratymców, zebrać trofea i okryć się chwałą, do dyspozycji mając system maskujący, trzy różne tryby widzenia, auto-namierzanie i kilka zaawansowanych technologicznie cacek służących do pozbawiania życia. No i jest też wreszcie Obcy, którego rozwój śledzimy z perspektywy pierwszej osoby. Z początku szukamy odpowiedniej ofiary dla pajęczakowatego facehuggera, którego jedynym celem w życiu jest „zapłodnienie” nosiciela. Potem osobiście przegryzamy się niedojrzałym, wężopodobnym  Chestbursterem przez klatkę piersiową nieszczęśnika i szukamy dostatecznej ilości pożywienia, by móc przekształcić się w pełnoprawnego, dorosłego Obcego. A wtedy zabawa zaczyna się na całego – łazimy po ścianach i sufitach (co słabsi mogą dostać choroby lokomocyjnej przez prędkość, z jaką porusza się Robal i dezorientujące zmiany położenia w przestrzeni), czaimy się w mroku, by unikać bezpośredniego starcia (w końcu nasz biedny Penisogłowy dysponuje jedynie pazurami, ogonem i zębami, a ludzie i Łowcy potężną bronią zasięgową)oraz  siejemy zamęt w szeregach przeciwników szybkimi atakami dosłownie znikąd. Radochy we wszystkich trzech kampaniach jest co nie miara, a co więcej, wszystkie są połączone w logiczny i zgrabny sposób jednym wątkiem fabularnym, co dostarcza jeszcze więcej przyjemności z rozgrywki, gdy wcielając się w Obcego dowiadujemy się, jak odłączono zasilanie w kampanii kosmicznego Marine, a jako Predator widzimy poprzedniego animowanego przez nas bohatera, który przypadkiem pomaga nam wydostać się z niewoli. Mało który tytuł na rynku może poszczycić się tak ściśle zazębiającym się scenariuszem z trzech różnych perspektyw, i za to scriptwriterom należą się gromkie brawa.

Po drugie – oprawa. Być może dziś grafika AvP2 nie robi na nikim wrażenia, ale w roku 2001 gra świateł, efekty latarki czy noktowizora, trzy odmienne tryby widzenia Predatora czy takie niby nic nie znaczące detale jak mrugające postacie podczas przerywników były szczytem technologicznego postępu. Na szczęście udźwiękowienie nie podlega aż takiemu procesowi starzenia jak warstwa wizualna i do dziś potrafi zachwycić. Karabin pulsacyjny, Smartgun czy działko plazmowe brzmią tak, jak powinny, pikanie wykrywacza ruchu doprowadza do szewskiej pasji (czyli działa, jak należy), wiatr złowieszczo huczy w głośnikach, a skrzeki i piski obcych nawet najtwardszych graczy potrafią poderwać z krzesła. Do tego dochodzi oszczędny soundtrack, zagrzewający do walki lub wzmagający atmosferę zaszczucia w odpowiednich momentach. Jedyne, do czego można się przyczepić, to dość niemrawa gra aktorska niektórych postaci, ale to mało znaczący detal w takim natłoku dobroci.

Po trzecie i chyba najważniejsze – wspomniany już wielokrotnie klimat, który jest tak gęsty, ze da się go ciąć nie nożem, a wręcz tasakiem. Do dziś trudno mi wymienić tytuły, które dorastały by do pięt AvP2 w kwestii kreowania atmosfery – Silent Hill to zupełnie inny rodzaj horroru, Dead Space momentami zbliża się do poprzeczki wyznaczonej przez twórców z Monolith, gdzieś tam z tyłu stara się dogonić rywali komputerowa adaptacja The Thing...

A AvP2, mimo upływu lat i mimo ogrania wielu chwytów wykorzystywanych w horrorach, wciąż potrafi sprawić, że gracz wsiąka w wykreowane na ekranie wydarzenia i daje się wystraszyć. Chapeu bas, panie i panowie twórcy, chapeu bas.


 

Yoghurt
11 grudnia 2012 - 14:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
11.12.2012 15:27
phase83
59
Pretorianin

Potwierdzam! Stare AvP potrafiły straszyć. Szczególnie pierwsza część! :) Z nowszych tytułów takie emocje potrafił wywołać we mnie STALKER... Każda część.

11.12.2012 16:50
odpowiedz
Mephistopheles
151
Legend

Do dziś nie jestem w stanie rozstrzygnąć, który FPS jest moim ulubionym - Half-Life czy AvP2. Próby rozstrzygnięcia tego sporu poprzez porównanie ilości przejść każdej z tych gier, okazały się niezbyt satysfakcjonujące. Po kilkunastu razach przy obydwu produkcjach po prostu zgubiłem rachubę.

Minęło już ponad 10 lat i wciąż nie wyszło nic lepszego. Bo na pewno "lepszym" nie można nazwać tego niedawnego wypierdka od Rebellionu.

I tak, też pamiętam RURĘ.

11.12.2012 18:06
odpowiedz
Scott P.
82
Generał

A ja grałem w AvP2 pół roku temu i nie pamiętam rury. O czym to świadczy, że kampania Kolonialnego Marine jest najsłabsza, na tle pozostałych. Zupełnie nie zapadła mi w pamięci i przeleciałem przez nią jak burza. Może winę za to ponosi to, że częściej walczymy z ludźmi obdarzonymi kiepską (jak na Monolith) inteligencją niż z Obcymi. A jak przychodzi do walki z nimi to też nie jest zbyt wymagająca, bo mamy dość dużo śmiercionośnej broni i robimy z Obcych miazgę jak wieżyczki z wersji reżyserskiej Alians. Gdyby nie ta kampania też uznałbym AvP2 za grę kultową, a tak tym tytułem muszą zadowolić się inne gry ze stajni Monolith.

11.12.2012 18:59
odpowiedz
Mephistopheles
151
Legend

O czym to świadczy, że kampania Kolonialnego Marine jest najsłabsza, na tle pozostałych.
Nie. To świadczy dokładnie o tym, że nie zapamiętałeś rury w kampanii Marine'a. Chyba, że w kampaniach Xenomorpha i Preda byłyby rury, które byś zapamiętał - wtedy to stwierdzenie miałoby jakiś sens.

częściej walczymy z ludźmi obdarzonymi kiepską (jak na Monolith) inteligencją niż z Obcymi.
Z ludźmi walczy się w jednej misji. Jeden nie stanowi raczej większości z siedmiu.

11.12.2012 19:37
odpowiedz
Chudy The Barbarian
89
Legend

Mi tam w AvP2 chyba najbardziej się podobały przedstawione po kolei wszystkie stadia rozwoju Aliena (zwłaszcza ostatnie stadium, jak się było w końcu dorosłym Dronem i można było wreszcie odgryzać łby żeby podładować HP, chociaż do dziś pamiętam wygryzanie się Chestbusterem 'na powierzchnię' :D) i gadżety Predatora, zwłaszcza że w dwójce można było se spokojnie podładować energię i pobawić się z przeciwnikami. Jakiś czas temu przechodziłem podstawkę razem z Primal Huntem i kampania Mariana nie wystraszyła mnie aż tak bardzo jak ludzie mówili (poza paroma tanimi chwytami), ale chyba niedługo sobie odświeżę pamięć, bo trudno o drugiego tak zróżnicowanego gameplayowo FPSa.

11.12.2012 19:40
odpowiedz
.:Jj:.
95
      DIES IRAE      

Średnio co pół roku przechodzę AvP2 wraz z dodatkiem Primal Hunt. Następna kolejka gdzieś w styczniu.

Jedna z najlepszych gier jakiekolwiek powstały. Do dziś klimat jest niesamowity, po grzebaniu w ustawieniach i przełączeniu na normalną rozdzielczość hd + wgraniu lepszych tekstur gra wygląda bardzo bardzo! Kto nie grał niech się wstydzi.

Czekam aż wydadzą ładną wersję digital. Może na GoGu?

11.12.2012 20:49
odpowiedz
Yoghurt
55
Legend

Dżej dżej -> Chodziły słuchy, że ma być na Steamie jakaś paczka z klasykami z Monolithu (Shogo, Blood, AvP2), ale na razie news ten krazy w sferze plotek. Natomiast różne perełki udało się puścić na GoGu a potem, dzięki greenlightowi, na Steamie (ostatnio petycja, by udostepnić na valvowskiej platformie Silent Storma zebrała sporo chętnych). Takze nie traćmy nadziei.

Mef -> Niedawno Patrick Klepek i Drew Scanlon zrobili z okazji Halloween retrospektywę z AvP 1 i 2 na GiantBomb. W momencie, gdy pojawiła się RURA, wywiązał się niniejszy dialog (panowie ostatnim razem odpalali tytułł ów pewnie w dniu premiery):
- That's the moment. That's it. Now I remember.
- That's brilliant. Just... brilliant.

Niesamowite, ze można nie pamiętać rury. Rura stała się po AvP2 własnie synonimem takiego małego, malutkiego momentu w grze, który pamiętają wszyscy.

11.12.2012 21:14
odpowiedz
NewGravedigger
107
spokooj grabarza

ja szczerze mówiąc pamiętam z kampanii człowieka z AVP2 tylko pierwsze drzwi (których za cholerę nie potrafiłem otworzyć), windę i ucieczkę z gniazda. Żadnej rury nie pamiętam.

Z kolei dla mnie najtrudniejszą częścią była finałowa walka będąc obcym. Naprawdę musiałem się nakombinować, żeby pokonać tych gości.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze