Recenzja BioShock: Infinite - kandydat na najbardziej przecenioną grę roku? - sathorn - 2 kwietnia 2013

Recenzja BioShock: Infinite - kandydat na najbardziej przecenioną grę roku?

sathorn ocenia: BioShock Infinite
80

Czekałem na BioShock: Infinite długo, ooooj dłuuuugo. Pierwszy raz zobaczyłem tę produkcję podczas Gamescomu 2010, czyli prawie trzy lata temu. Wszedłem cichaczem na jakiś zamknięty pokaz, chociaż wpuszczono mnie na stoisko 2K Games, żebym poszedł zobaczyć Cywilizację V. Pracowałem wtedy w jednej z tych małych stronek, których jest pełno w sieci, a których nikt nie czyta. Na Gamescom pojechałem za własne pieniądze i spałem w samochdzie. Było warto. Zobaczyłem grę, która zapowidała się na następczynię godną arcydzieła, za jakie uważałem pierwszego BioShocka.

Po przygodach w podniebnym mieście muszę przyznać, że bawiłem się dobrze, momentami nawet świetnie. Aż i tylko, bo do gry z 2007 roku nowa produkcja 2K Games moim zdaniem nie ma startu i w żadnym wypadku nie zasługuje na oceny, jakimi obdarowują ją recenzenci. Pierwszy BioShock był przeżyciem i arcydziełem. BioShock: Infinite to „tylko” bardzo dobra gra.

Zacznijmy od tego, że pierwsze godziny w Columbii mnie urzekły. Nowy, niesamowity świat, który miałem zamiar odkrywać przez kolejne godziny był fantastyczny w swojej przesadzie, a pietyzm z jakim go wykonano wypalał oczy. Widoczki rodem ze starych amerykańskich plakatów, przedstawiających idyllę na ziemi, malowniczość budynków sunących przez chmury. Przy czym wyraźnie czuć, że Columbia jest żywym miastem, nie dogorywającym truchłem, jak Rapture. Przy okazji fajnie pokazano, jak ludzie potrafią żyć w „przegiętym”, czyli zupełnie innym od naszego społeczeństwie, nie widząc w tym nic nadzwyczajnego.

Strasznie sposobał mi się system jazdy przy użyciu haka, na podniebnych „torach”, czyli sky-line. Nie dość, że świetnie to wygląda, to w dodatku owe szyny urozmaicają walkę. W pewien sposób nadają nowy wymiar. Kolejną miłą nowością jest odejście od możliwości noszenia przy sobie całego arsenału – dwie bronie to maksimum, jakie uniesie Booker DeWitt. Nie spodobał mi się natomiast nowy, hybrydowy system punktów życia (regenerująca się tarcza + zwykłe zdrowie).

Nieźle wygląda współpraca z Elizabeth. Rzuca nam amunicję, apteczki i „manę”, a później dochodzi jeszcze jedna umiejętność, której nie zdradzę, bo jest związana z fabułą. Jej postać w ogóle świeci w BioShocku: Infinite jak brylant w koronie. Szczególnie urzekła mnie sytuacja, w której weszliśmy do szatni strażników miejskich, a ona... zatkała nos i zrobiła zdegustowaną minę.

Po paru godzinach sądziłem, że BioShock: Infinite to murowany kandydat na grę roku. Pierwsze rozczarowanie przeżyłem, podczas spotkania z Handymanem.

Pamiętacie nasze starcia z Big Daddym w BioShocku? Napięcie, jakie budowano przed pierwszą konfrontacją? Liczenie aminucji i apteczek przed walką, szacowanie swoich szans? Pamiętacie specyficzną mieszankę szacunku i trwogi, jaką czuliście przed Tatuśkiem? Handyman budzi wyłącznie śmiech, a później zirytowanie. Po raz pierwszy widzimy go na targu dla miejscowej ludności, gdzie pokazuje się go jako atrakcję cyrkową. Hybryda maszyny i głowieka głosem przygłupa wyje, zasłaniając się przed światłem aparatu fotograficznego. Podczas walk z nim co jakiś czas krzyczy na nas owym głosem opóźnionego dziecka i robi małpie akcje, uderzając na oślep, walcąc w ziemię i machając łapskami. Warto przy tym zauważyć, że prawie niemożliwym jest unikanie jego ataków, chyba że wykorzystamy otoczenie i słabiutkie AI przeciwnika. To żadna frajda robić „okrążenia” po okolicy. Dodam jeszcze, że od czasu do czasu owy wielkolud zablokuje się na jakiejś śmiesznej przeszkodzie. Mi się na przykład zdarzyło, że szedł prosto na mnie, ale drogę tarasowała mu latarnia, mająca jakieś 10cm grubości. On na mnie szedł, a ja strzelałem, aż padł. Podobnie wyglądają walki z drugim rodzajem „dużych” przeciwników, robotami strzelającymi z miniguna. Biegamy w kółko.

Pozostali przeciwnicy są... poprawni. Ot, co jakiś czas pojawia się nowy rodzaj żołdaka – najpierw dostają broń palną, potem karabiny, strzelby, granatniki, wyrzutnie rakiet i tak dalej. Spoko. Tragedia jednak dzieje się podczas ostatnich dwóch godzin, gdzie prawie każdy przeciwnik jest „dopakowaną wersją” samego siebie – tzn. ma jakąś zbroję i trzeba w niego władować dziesięć strzałów z shotguna z odległości dwóch kroków, żeby w końcu przestał wstawać. Prowadzi to do tak absurdalnych sytuacji, że przestajemy korzystać z wyrzutni rakiet przy specjalnych okazjach, tylko używamy wyłącznie jej, zamiennie z granatnikiem. W sytuacjach kryzysowego braku amunicji znajdujemy strzelbę i usadawiamy się na jakimś rogu. Czekamy, aż pojawi się przeciwnik, strzelamy parę razy i przeładowujemy, rażąc go w „międzyczasie” prądem (który zadaje małe obrażenia, ale ogłusza na chwilę). Aha, pamiętacie zabawy z plazmidami, których cały przekrój wykorzystywaliśmy w BioShocku? Zapomnijcie o tym – tutaj będziecie używać dwóch przez większość gry, dopóki nie dostaniecie takiego, który będzie odpychał wrogów. Wtedy zaczniecie ich zrzucać masowo z krawędzi. W końcu miasto lata.

Aha, pamiętacie przekrój ciekawych postaci, które pojawiły się w BioShocku z 2007 roku? Genialne i przejmujące audiologi? Zapomnijcie o tym w BioShocku: Infinite. Interesujący są wyłącznie główny bohater, Booker DeWitt i Elizabeth, jego dama w opresji. Wątek ich łączący jest świetny, chociaż bardzo późno się pojawia. Pozostałym postaciom poświęcono mało uwagi, albo tak je spłycono, że na dobrą sprawę niewiele się o nich dowiadujemy. Zresztą, postaci poza głównymi bohaterami jest bardzo mało. Jest opętany jakimiś wizjami prorok-burmistrz miasta, bezwzględna rewolucjonistka, emerytowany zwariowany generał i kapitalista, który myśli, że może mieć wszystko. Na papierze brzmi to super, ale uwierzcie mi, że rysy psychologiczne owych postaci strześciłem w pełni powyżej. Brakuje tej głębi, którą pokochałem w starym BioShocku. Nowa gra jest o wiele bardziej liniowa w sensie poznawania historii (zresztą, projektowania poziomów również). Wspomniałem już o tym, że słynny strażnik Elizabeth, niejaki Songbird pojawia się może trzy razy, a jego wątku w ogóle nie ruszono? Jest i już.

Mam też parę zarzutów odnośnie głównej linii fabularnej. W pewnym momencie zaczyna się dziać science-fiction na miarę końców Fahrennheita i to zupełnie bez przygotowania gracza. BAM, RÓWNOLEGŁE WSZECHŚWIATY, ALTERNETYWNA RZECZYWISTOŚĆ, TELEPORTUJĄCE SIĘ POSTACI, DUCHY! Serio, duchy. Jakaś latająca wiedźma, która przyzwywa nieumarłych żołnierzy. Na sam koniec z powodów wytłumaczonych zupełnie „po łebkach” Elizabeth staje się czymś w rodzaju Doktora Manhattana ze Strażników, nabywa mądrość wszechświata, przestaje widzieć czasoprzestrzeń liniowo czy co tam jeszcze. To już po duchach.

Po obejrzeniu napisów końcowych byłem wściekły za to, jak zepsuto grę po świetnej pierwszej połowie. W tej chwili, już po przemyśleniu wszystkich wątków stwierdzam, że nie było tak źle. Fabuła na papierze jest niezła, po prostu przedstawiono ją nienajlepiej, wprowadzając chaos, niezrozumienie i niedosyt. Przydało by się poruszyć kilka wątków, a inne rozkręcić, bo więcej o historii dowiedziałem się z doczytywania na forach, już po przejściu gry.

Nie wiem, skąd tak absurdalnie wysokie oceny dla BioShocka. To niezła gra, niepozbawiona dobrych pomysłów, z całkiem strawnym wątkiem głównym, ale średnia w okolicach 95% na Metacritic, to nieporozumienie.

Plusy:

Elizabeth, jako postać i towarzyszka w rozgrywce;

Wygląd i koncepcja Columbii na początku robą duże wrażenie;

Sky-line;

Fabuła dobra, ale...

Minusy:

Mogła by być przedstawiona lepiej;

Im dalej w las, tym mechanika bardziej nuży. Końcówka to już flaki z olejem;

Przeciwnicy, a w szczególności irytujący Handyman;

Jeżeli podoba Ci się mój materiał to będę Ci wdzięczny, jeżeli polubisz mój fanpage na Facebooku, może nawet zasubskrybujesz mój prywatny profil, albo zafolołujesz mnie na Twitterze. Wrzucam tam sporo rzeczy, które nie pojawiają się na Gameplay'u. Reaktywowałem też niedawno swojego prywatnego bloga.

sathorn
2 kwietnia 2013 - 16:36

Komentarze Czytelników (22)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.04.2013 19:36
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

Uno.
Wydaje mi sie sathorn, ze powinienes na samym poczatku poinformowac o bardzo mocnym spojlerowaniu.

Due.
Nie pojmuje fenomenu serii BioShock. W chwili obecnej gram w pierwsza czesc i mam za soba prawie osiem godzin meczarni, bedac w polowie gry. Infinite mam na liscie zyczen, jednak mam obawy, iz druga czesc mnie odrzuci "na kilometr" i zwiedzanie latajacego miasta sobie odpuszcze.

02.04.2013 20:03
odpowiedz
GameSkate
53
Pretorianin

Dla mnie Infinite jest dużo lepsze od swoich poprzedników. Głównie przez to, że historia jest bardziej osobista i jest to chyba jeden z naprawdę rzadkich przypadków, gdzie fabuła gry może spokojnie konkurować z np. filmami.
Dziwi mnie też, że narzekasz na "paranormalne" momenty skoro jedynka miała wiele podobnych - mutagenna substancja dająca paranormalne zdolności pozyskiwana ze ślimaków żyjących na dnie oceanu i która później jest poddawana recyklingowi przez małe dziewczynki o świecących oczach zbierające ową substancję z trupów.
To wszystko brzmi absurdalnie, ale działa.

A co do ciekawych postaci - pominąłeś zupełnie Lutece'ów.

Dla mnie to kandydat na najlepszą grę ever.
O, właśnie tak. Solidny gameplay, poruszająca historia, świetne postacie i ich dubbing, GENIALNY design miasta (jak dla mnie przebija Rapture), zgrabne połączenie poprzednich Bioshocków (tu mała ciekawostka - w pierwszym Bioshocku są nawiązania do Infinite).
Z niecierpliwością czekam na kontynuację albo fabularne DLC (dla tej gry zrobię wyjątek).

EDIT: Contributor - dwójkę możesz spokojnie ominąć, zwłaszcza jeśli nie podchodziła Ci zbytnio jedynka.
Sam Infinite na szczęście nie wymaga znajomości poprzedniczek.

02.04.2013 20:12
DM
odpowiedz
DM
157
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Ooo... ledwo co pisałem o niezależnych recenzjach na blogach w wątku tvgry i wywołałem wilka z lasu :)
Sathorn też trafił w 10 z oceną ;)

To tylko utwierdza w przekonaniu, że mniej wymagających graczy omamiła skomplikowana i dająca pole do interpretacji fabuła - nie było to trudne przy innych, do bólu takich samych od lat grach...

gameskate - w BS1 nie bylo takiego dysonansu - były mutagenne rzeczy i plasmidy i wszystko z tym się łączyło... spirytualny duch z zaświatów pasuje do BS jak czekolada do ogórka...

Lutecowie zostali spłyceni bardzo... marginalne audiobooki z nimi w porównaniu np z zakreśleniem postaci dr Tanenbaum...

Może infinie powiela koncepcje Mafii2...? Za pół roku się okaże, że fabuły było 3 razy tyle ale wywalono to do DLC...

02.04.2013 20:36
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

GameSkate
"(tu mała ciekawostka - w pierwszym Bioshocku są nawiązania do Infinite)."

Mozesz to rozwinac w spojlerze? Z checia sie dowiem czegos na ten temat :)

02.04.2013 21:20
odpowiedz
zanonimizowany777435
34
Senator

Najpierw piszesz, że Rzuca nam amunicję, apteczki i „manę”, a później dochodzi jeszcze jedna umiejętność, której nie zdradzę, bo jest związana z fabułą ,a potem walisz spoilery rozbijające elementy fabuły na czynniki pierwsze. No zdecyduj się i ogarnij ten element, bo wielu, którzy nie grali w bioshocka może mieć to za złe, że nawet nie wspominasz o spoilerach w tekście.

Piszesz o monotonii, a jak przedstawiał się pierwszy bioshock ? Dokładnie tak samo. Używanie na zmianę incinirate i electro shocka przeplatane z obecnie ulepszoną giwerą. Powiesz mi, że plazmidy były ciekawsze ? Może wspomnisz o bezużytecznych pszczołach, czy sobowtórze odwracających uwagę wrogów.... na 3 sekundy. Podobnie ma się sytuacja z enrage, cyclone trap, sonic boom, czy hipnotize big daddy, gdzie tatuś po zahipnotyzowaniu gdzieś gubił siostrzyczkę. Też używało się "wygodnych" plazmidów. W dalszej części gry powielały się schematy w walce, ale pisanie o schematyczności w grze, w której cała filozofia polega na zmienianiu rąk z "mocy" na spluwy jest trochę chybione.

Na jakim poziomie trudności grałeś ? Ja na hard/ obecnie 1999 i muszę się sporo napocić, żeby bossów pokonywać, a w sumie nie zrozumiałem, co ci się w tym handymanie nie podoba. Zarówno w Bioshocku 1 jak i 2 przy racjonalnym dysponowaniu kamerą, adamem i ammo Big Daddy'ego pokonywało się cholernie szybko. To właśnie większy zawód odczułem podczas pierwszego starcia z tatuśkiem. Ruszał się jak mucha w smole, a ja trzaskałem mu serię w twarz. Handymana nie da się praktycznie zatrzymać, a w serducho trafić mu cholernie ciężko. Bugów z nim związanych nie odczułem, odczułem natomiast braki w portfelu podczas zgonów. To dodatkowy atut infinite - śmierć cokolwiek znaczy. W bioshocku po prostu wychodziliśmy z kapsuły i dobijaliśmy wrogów, nigga pliz.

Argument o zwykłych przeciwnikach z za dużą ilością zdrowia trafny. Zgadzam się, tu wyszło pójście na skróty, ale nieprawdą jest, że później nie można się obejść bez granatnika/wyrzutni. Jakoś mi nie przypadły do gustu te bronie i sobie poradziłem alternatywnymi środkami.

IMO Lutece i Elizabeth i De Witt spokojnie wystarczają w zestawieniu z Ryanem, Tanenbaum, czy Fontainem. Zwłaszcza, że w poprzednich częściach bohater nasz był niemową. Syndrom Gordona Freemana. Voksofony opowiadają za mało konkretów fabularnych, bardziej przedstawiają sprawy błahe, ale charakterystyczne dla Columbii. Ja akurat nie miałem tego za złe, słuchałem z jednakowym zaciekawieniem, choć muszę przyznać, że tematy nagrań w poprzednich częściach były lepsze.

To tylko utwierdza w przekonaniu, że mniej wymagających graczy omamiła skomplikowana i dająca pole do interpretacji fabuła - nie było to trudne przy innych, do bólu takich samych od lat grach...

Chyba raczej odrzuciła rozleniwionych graczy, którzy przechodzili grę po łebkach i którym nie chciało się połączyć co prawda skomplikowanych, ale jednak układających się w logiczną całość elementów układanki.

gameskate - w BS1 nie bylo takiego dysonansu - były mutagenne rzeczy i plazmidy i wszystko z tym się łączyło... spirytualny duch z zaświatów pasuje do BS jak czekolada do ogórka...

Ty to jeden z tych, dla których 'bio' w nazwie znaczy woda ? Tak się składa, że do bioshocka może pasować wszystko, bo jak udowodnił Infinite nie ma przepisu na tą grę, ani jednoznacznie określonego uniwersum.

Lutecowie zostali spłyceni bardzo... marginalne audiobooki z nimi w porównaniu np z zakreśleniem postaci dr Tanenbaum...

Tanenbaum ma w pierwszym bioshocku ile ? 3, 4 kwestie ? Reszta to audiobooki. W dwójce jest podobnie. I jakoś mimo wszystko syndrom syna marnotrawnego/florence nightingale wydaje mi się bardzo oklepany.

Może infinie powiela koncepcje Mafii2...? Za pół roku się okaże, że fabuły było 3 razy tyle ale wywalono to do DLC.

Mafia II w odrożnieniu do Infinite była historią niekompletną, żywcem wycinano elementy gry, co było widać podczas rozgrywki. W infinite tego nie doświadczamy i sam się zastanawiam, co mogą wnieść wszystkie DLC. Jedynie "skoki w bok" pokroju Missing Link w Deus Exie.

02.04.2013 23:10
odpowiedz
GameSkate
53
Pretorianin

Contributor:

spoiler start


http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=He84jP5Nuqk#t=50s
Koło 50 sekundy w tle słychać "ćwierkanie" Songbirda. Zauważ też, że jest to w momencie, gdy splicer z maską ptaka gra na pianinie. Może to tylko przypadek (tylko po co wtedy dawać w tle jakieś dźwięki?), albo Ken Levine miał już w głowie ogólny zarys fabuły Infinite.
Chociaż swoją drogą patrząc po trailerach Infinite masa rzeczy została wycięta/zmieniona. Naprawdę, mogliby już ogłosić jakieś DLC.

spoiler stop

Może infinie powiela koncepcje Mafii2...? Za pół roku się okaże, że fabuły było 3 razy tyle ale wywalono to do DLC...
Jak ktoś już wyżej napisał - fabuła Infinite stanowi zamkniętą całość, chociaż jest tu jeszcze miejsce na sporo rzeczy np. DLC w rzeczywistości gdzie

spoiler start

Booker umarł jako męczennik Vox Populi

spoiler stop


albo krótki fragment z bitwą pod Wounded Knee.

03.04.2013 13:11
odpowiedz
Kąsacz
17
Pretorianin

Ja w takim razie muszę przejść Bioshocka 1 i dokończyć bioshocka 2 bo jestem bardzo zadowolony z BI :) dla mnie solidna 9

03.04.2013 13:55
ookie
odpowiedz
ookie
112
Generał

Na hard spokojnie można sobie poradzić używając wyłącznie rewolweru i snajperki (oczywiście w pełni ulepszonych) + pułapek vigoru elektryczności - to zatrzymuje wrogów na tyle długo, że spokojnie można ich wykończyć strzałami w głowę. Natomiast na kolesi z rakietnicami warto używać vigoru "return to sender" :) Co do walk z handymanami, z tego co pamiętam to w miejscach starć z nimi zawsze są skyline / haki, przy odpowiednim odpowiednim ich wykorzystaniu i doborze stroju (autor w tekście nie wspomniał o tym udogodnieniu) są faktycznie bardzo łatwym przeciwnikiem.

03.04.2013 14:40
odpowiedz
zanonimizowany847542
23
Generał

GameSkate
Ja tam kolo 50 sekundy nic nie slysze. W grze takze nic mi sie o uszy nie obilo, a gralem, majac zalozone sluchawki. Ale nieistotne.

Tak na marginesie, skonczylem wlasnie czesc pierwsza. Myslalem, ze bedac po osmiu godzinach grania w piatym rozdziale, jeszcze troche grania zostalo, a tu nastal koniec szybciej niz sie spodziewalem. Niecale dziesiec godzin gry i to bardzo nuzacej... Zabieram sie za czesc druga.

03.04.2013 15:05
Stalin_SAN
odpowiedz
Stalin_SAN
56
Valve Software

Autorze, mam cholernie podobne zdanie do ciebie, jestem przeogromnym fanem pierwszej i drugiej części, dla mnie pierwszy Bioshock to arcydzieło i gra na 10 bez dwóch zdań, Bioshock infinite także pierwszy raz zobaczyłem na trailerze z gamescomu 2010 (co prawda w domu,ale .. ;) i od tamtej pory byłem strasznie napalony na tą grę, tak więc już po premierze wysokie oceny mnie nie dziwiły do póki sam nie zagrałem, bo niestety podchodziłem do tej gry jako murowanego kandydata do gry na 10, a otrzymałem coś co zasługuje na ocenę w granicy 8-9, myślę że wszystkie twoje zarzuty są słuszne, choć w moim przypadku ta gra mogła się nie spodobać dla tego że nie specjalnie lubię aż tak kolorowe klimaty, wystarczy spojrzeć na 3 moje najlubieńsze gry: HL2, Bioshock, STALKER, mrocznie? Jak cholera. Nowy Bioshock nie wpisuje się w to trio zdecydowanie, to nie znaczy że to jest zła gra, bo uważam że na jakąś tam 9 zasługuje, ja jednak liczę że jeszcze czymś mnie Columbia zaskoczy, nie ukończyłem jeszcze gry, ale nie wiem co musiałaby jeszcze zrobić aby mnie do siebie przekonać do tego stopnia żebym jej dał 10.

03.04.2013 15:35
A.l.e.X
odpowiedz
A.l.e.X
126
Alekde

Dla mnie ocena gry to suma zbioru, wideo, audio + grywalność więc jeśli za wideo dałbym 10, za audio 10, a za gameplay 9 to i tak wychodzi mi albo 9+, albo 10-, i bardziej jestem skłonny wystawić ocenę pierwszą. Z drugiej strony 10 to ocena prawie dla gry idealnej, a poza Skyrim od 10 lat nie znam innej która by na równą 10 zasługiwała, blisko tej oceny są Halo 3, Halo 4, Halo Reach, BioShock i HL2. Mimo tego i tak te blisko w odniesieniu do Skyrim to droga dla tych produkcji nie do przebycia. Więc 9+ moim zdaniem za całokształt należy się jak nic.

Oczywiście jest cała masa gier które zasługują na mocne 9, a ich lista zaczyna się na Batman AA/AC, a kończy się na Heavy Rain. Pomiędzy mamy też Fallout New Vegas, Oblivion oraz nawet FarCry III który w ostatnim roku był jedną z najciekawszych produkcji.

03.04.2013 16:38
odpowiedz
zanonimizowany337424
31
Pretorianin

@A.l.e.X - 10 za wideo? Prehistoryczny silnik, powtarzające się koncepcje i jednolite krajobrazy?

Kilka dobrych designów to nie wszystko przecież... 10 za audio? A co w tym audio tak powala?

03.04.2013 17:39
DM
😈
odpowiedz
DM
157
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Ale pitolenie z tym ćwierkaniem... :)
niektórym naprawde się Infinite już rzucił w niepokojących dawkach do głowy...

To na pewno Levin z teraźniejszości przeszedł do równoległego wszechświata gdzie jeszcze jest tworzony BS1 i cichaczem wkleił tam ćwierkanie songbirda by jeszcze zamotać mózgi analizujących fabułe Infinite w roku 2013... :))))

03.04.2013 19:41
odpowiedz
zanonimizowany879063
36
Konsul

Wymęczyłem się przy B:I jak diabli, piękny świat, ale nuda, nuda, nuda... Olbrzymi plus dla autora za odwagę, za to cenię sobie Gameplay, że można spotkać recenzje, które nie są tylko nędznym kopiuj-wklej z innych serwisów.

03.04.2013 19:58
Hellmaker
odpowiedz
Hellmaker
209
Legend

Jaki znowu spirytualny duch z jakich znowu zaświatów?

spoiler start


Te "duchy" są z innej rzeczywistości, a nie z zaświatów, a "wskrzeszani" żołnierze, to są żołnierze przyzywani z innej rzeczywistości - takiej w której jeszcze żyją.
W aktualnej może i są martwi, ale w innej nie - i stamtąd się biorą.

spoiler stop

Ta gra jest o wieloświatach i światach równoległych. Rozumiem, że automatycznie przypisuje się do wytłumaczenia to co znane z innych gier, ale tu to działa inaczej :P

03.04.2013 20:07
DM
odpowiedz
DM
157
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

he he, czyli:

spoiler start

żona camstocka w innym świecie to fruwająca wiedźma...? :)))

spoiler stop

cała ta teoria o wieloświatach zabija niestety fabułe gry, bo:

spoiler start

skoro jest tyle wieloświatów, to żadne działania gracza nie mają sensu - i tak istnieje świat gdzie jego życie toczy się lepszym torem i takie - gdzie gorszym - więc po co działać w naszym świecie...?

spoiler stop


Wg mnie twórcom za bardzo pomieszało się kontinuum czasowe ze światami równoległymi i za bardzo połynęli - albo, jak już wcześniej pisałem - zrobili to z premedytacją...

03.04.2013 21:55
odpowiedz
zanonimizowany337424
31
Pretorianin

@DM - +1 :)

03.04.2013 22:46
Hellmaker
odpowiedz
Hellmaker
209
Legend

DM ---> Jakbyś uważał co się mówi do Ciebie w grze, to może byś zrozumiał. Nie mam ochoty tłumaczyć. Co do drugiego spoilera też nie rozumiesz dlaczego te działania miały sens.

Tak nawiasem pisząc i teoria wieloświatów i światów równoległych dopuszcza różnice czasowe pomiędzy światami/rzeczywistościami.

03.04.2013 23:10
DM
odpowiedz
DM
157
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

Nie masz ochoty bo byś nie wytłumaczył... fabuła jest fajnie zakręcona tylko z wierzchu, tak jak spojrzy na nią wiekszość graczy - jak zaczniesz analizować wszystko w głąb, o wiele bardziej analitycznie pod kątem sensu to wychodzą dziury niestety...

04.04.2013 18:30
odpowiedz
zanonimizowany489780
88
Generał

Podobne od autora recenzji oceniam grę na maksimum 8pkt.

PS Ktoś wcześniej za oprawę audio dał 10 i 10;) Zabawne - gra owszem pod względem estetycznym może się podobać, ale technologia szwankuje - np. kwadratowe (niemalże) koła w grze z 2013 roku?1

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze