Growy Azyl #1. Marny Gracza Los czyli wszystko to co w grach denerwuje! - Dragon - 10 listopada 2013

Growy Azyl #1. Marny Gracza Los, czyli wszystko to, co w grach denerwuje!

Ludzie i ludziska. Proszę ja Was bardzo, abyście nie odwracali wzroku. Na suficie nie ma nic ciekawego. Nie chowajcie się, nie ma sensu. I nie wskazujcie paluchami ani łokciami jeden na drugiego, to nie przystoi doświadczonym graczom. Przyznajcie się proszę, że Wy również poddajecie się czasem emocjom, zwłaszcza takim, po których wasz dobry humor nagle gdzieś ulatuje. Proszę, spójrzcie mi prosto w tekściora i żalcie się jak na spowiedzi. Weźcie to odważnie na klatę, bo właśnie zamierzam Wam przypomnieć najgorsze chwile z grami komputerowymi! Muahahaha! :D

1.

Jestem taki jak Wy, moi drodzy. Jestem człowiekiem i miłośnikier gier. Wiem, co was denerwuje, bo mnie denerwuje to samo. Na przykład w RPG'ach irytuje mnie pewna istota, która w nich bywa nader często! Mr. Respawn! Ale ten zły respawn, chory, zniekształcony! Mściwy i okrutny łowca naszych bluzgów i krzyków...

Ach, powiadam Wam, nie ma to jak wesoła eksploracja lokacji w grze. Las. Drzewka, krzaczki, trawka, kwiatki, ścieżka... dreptamy sobie, dreptamy. Aż tu nagle ni z gruchy, ni z pietruchy... BUM! Wściekłe wrzaski. Bitewna muzyka. Gromada bandytów zaatakowała. Sześciu chłopa, rosłych niczym dęby w owym lesie. A nasz heros samojeden bronić się musi. Eee tam, sześciu ludków. Da radę. No to z glana w łby! I jeden leży... haha! Aż tu nagle z drugiej strony, druga banda lezie. Szkieletów dla odmiany. I siedmiu ich człapie i klekocze, żeby nie było za łatwo. Nooo... z dwunastoma wrogami nie ma co tańcować. A więc w nogi. Heros nasz bohaterski jest, ale tyłek skopany w niczym mu się nie przyda. Ale jak tu uciekać, gdy jakaś hałastra dziesięciu goblinów blokuje Ci drogę? A jeszcze z oddali stado Trolli się zbliża!

W tej sytuacji otoczony zewsząd przez wrogów, nasz heros może tylko rzucić broń, upaść na kolana i zakrzyknąć z całych sił: "WHAT THE HELL YOU DOING, RESPAWN?!!"

Ten w czerwieni to nasz heros. Tak wygląda źle wyregulowany respawn ;)

2.

Insza sytuacja, co doprowadza niewinnego gracza do białej gorączki, ma sedno w ustawieniach sterowania. Nie, klawiatura nie jest winna, ona jest tylko nośnikiem złych wrażeń. Otóż dajmy na to w grach akcji przyjęło się, że mamy standardowe sterowanie we wszystkich produkcjach, z małymi wyjątkami dotyczącymi osobliwych czynności charakterystycznych dla danej produkcji. Epickie nerwy zaczynają się wtedy, gdy ta sprawdzona dobra klawiszologia jest nieźle pomieszana albo przekombinowana... domyślnie.

Przypuśćmy, że chcecie otworzyć drzwi. Twórcy wymyślili sobie, że klawiszem odpowiadającym za tę czynność będzie... pff... "F4", a nie klawisz "E" jak głosi tradycja! Albo "Spacja", jeżeli postać jest pozbawiona możliwości skoku.

Są dwa budynki. Pomiędzy nimi jest rozpięta lina, którą postać ma się przedostać z jednego dachu na drugi. Klikacie w "Spację" – postać łapie się liny. Klikacie "W" – postać porusza się po niej, dążąc do jej końca. Logika mówi, że aby puścić linę, można spokojnie jeszcze raz kliknąć "Spację". I klikajcie sobie do usr... śmierci!! Twórcom zachciało się, by puszczanie liny było uruchamiane klawiszem "B"! Aaaargh! Pół godziny zmarnowane na wydedukowanie, jak puścić się liny! Oczywiście, można sprawdzić w opcjach. A co jeśli, zwyczajnie zapomniano o tym ruchu?!

Czasem człowieka krew zalewa wtedy, gdy okazuje się, że sterowanie jest w porządku, a zawodzi kamera. FPS. Kryjemy się za osłoną, przed gęstym ostrzałem wroga. Kamera patrzy w prawą stronę, a my chcemy ubić snajpera z lewej strony. A obiektyw nijak nie chce się ustawić! Sorry, monitory są płaskie i nie otaczają głowy dookoła!

Konfiguracja konfiguracji nierówna... a z liny zejść trzeba.

3.

Teoretycznie gramy po to, aby doznać jakichś emocji. Rozerwać się. Przeżyć niezapomnianą przygodę... a często robimy to samo przez pierdyliard godzin, a rozgrywka nie wnosi nic ciekawego od początku do końca gry. Teoretycznie powinniśmy ziewać i przecierać klejące się oczy, a często bywa tak, że w gniewie ciskamy myszką, chrachamy na ekran, bo nic nie jest w stanie zrekompensować nam straconego czasu i przeżytej nudy!

Łazimy w te i wewte po tych samych nudnych jaskiniach. Tłuczemy po łbach trylionowe rzesze sklonowanych oponentów. Przez całą grę skaczemy po tych samych dachach, wspinamy się po tych samych ścianach i zbieramy tysiące tych samych świecidełek... ups, zaczynam przynudzać...

Z przerażającymi siłami nudy od wieków walczą m.in. gry z gatunku Hack'n'Slash...

4.

Nie wiem, jak wy, ale ja bardzo cenię sobie automatyczne zapisywanie stanu gry. Bo nie muszę przechodzić do menu opcji, aby zrobić "sejwa". Ani nawet nie muszę fatygować własnego palucha, by kliknąć "F5", czy tam inne "F". Ale gdy jest autozapis zazwyczaj nie ma możliwości innego zapisu. I problem jest wtedy, gdy mamy źle rozłożone checkpointy.

Stoisz na wieży. Masz niezły widok na rozpościerające się przed tobą poniżej miasteczko. Tam, 145 678 metrów i 964 wrogów dalej jest taka przepaść, którą trzeba naprawdę zręcznie przeskoczyć. Dopiero za nią jest kolejny checkpoint. Ciekawym, kto z was pobił rekord w powtarzaniu liniowej rozgrywki z winy źle ustawionego checka...

W ten sposób rodzą się hardkorowcy...

O! Gdzieś tam widziałem Checkpoint... daleko, daleko! Miasto Boomtown z gry Damnation.

5.

Są gry w których wszystko na pierwszy rzut oka, jest ok. Respawn kuli się ze strachu przed łatkami i patchami, więc wykonuje swe obowiązki należycie i sumiennie. Idealnie ustawione sterowanie powoduje, że gra niemal przechodzi się sama. Zero nudy. Akcja za akcją. Lokacja za lokacją. Boss za bossem. Żeby wszystkim było wygodnie, jest możliwość autozapisu i zapisu ręcznego. Nic, tylko siąść, wciągnąć się na całego i chłonąć fabułę. Możemy wsłuchać się w dialogi. Jeżeli są po polsku, to git. Jeżeli po angielsku, też git... jeżeli ten język nie jest wam obcy. A jeśli słabo ogarniacie angola, warto robić to, co robi większość gromaniaków. Angielski dubbing, polskie napisy. I tu jest pies pogrzebany! Śmierdzi na milę rozkładem! Złym rozkładem liter w słowach, gramatyczną zgnilizną i ortograficznym trupem!

Nje hcę, nic muwić ale taka konstynstencja liter^ufek:dyzortgrafji , i błęduff składńowyh- oraz blaku polski liter cy tesz wogu.le blakach literw slowch (nieco pże szkadajom ( w zrzumienju =i "winterpe towanu fabuy:+.

6.

A na koniec wisieńka na torcie. Nieodłączny element niemal każdej gry. Coś, co sprawia, że chcemy rzucać boczkiem, schabem i inną wędliną na prawo i lewo. Pragniemy odnaleźć oazę spokoju, a trafiamy do piekła złości, gdzie krew gotuje się i pieni, mięśnie zrywają się z kości, gałki oczne wpadają w trans oczopląsu, z jamy ustnej wypływa wodospad bliżej nie zidentyfikowanej cieczy, a dłonie rwą włosy w samym epicentrum wszystkich złych bodźców!

Biada wam, gracze, jeżeli nie możecie ukończyć gry nie z braku waszych umiejętności, nie z powodu braku chęci ujrzenia finału, nie z powodu wyjątkowo paskudnego żartu producentów... a z powodu błędu w kodzie programu! Biada wam, powiadam! Szczerze wspóczuję wszystkim, jeżeli podczas rozgrywki wyskoczy wam BlueScreen! Albo pojawi się ciemny ekran, choć muzyka i efekty dźwiękowe wciąż szaleją w najlepsze! Albo gdy zapiszecie grę w miejscu występowania crasha, np. blokującego ruch waszej postaci! Albo gdy wpadniecie w dziurę w teksturze i wyfruniecie poza mapę! Albo gdy wyciągacie broń, a tam jeno ręka. Albo gdy otwieracie ekwipunek po 23 godzinach grania, a tam pustka! Albo nagle wyczyściło wszystkie wasze sejwy, a nowego zapisu zrobić nie można! Albo gdy wchodzicie do komnaty, gdzie powinien być ostatni boss i nikogo nie ma! Albo gdy nie załącza się cutscenka, a powinna! Albo... albo... alboooo! Stop! Wdech, wydech... głębszy wdech! I wydech. Dobrze, już dobrze... spokojnie :).

Świat w grze, to tylko przykrywka. Poza nim mamy prawdziwe alternatywne utopie...

I co taka grobowa cisza, hę? Nikt z was nic nie powie? Chociaż w komentarzach coś skrobnijcie :). Ja ze swej strony chciałem jeszcze dodać, że właściwie nie ma gracza, który by nie napotkał wszystkich tych okropieństw wyżej wymienionych. Każdy na nie reaguje na swój sposób. Ten tekst miał sprawiać wrażenie z leksza humorystyczne, choć w niektórych ekstremalnych wypadkach może niewiele odbiegać od rzeczywistości :). I pomimo tych wszystkich wad, problemów, glitchy, crashy itd., pamiętajcie... gry są piękne. Gry komputerowe to przede wszystkim emocje, radość, satysfakcja i zabawa.

Jeszcze raz... GRY SĄ PIĘKNE! :D

Dragon pozdrawia :).



Następny Odcinek:

Growy Azyl #2. Sceny Wyryte W Pamięci


Dragon
10 listopada 2013 - 10:01

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
10.11.2013 14:15
Amazing_Maurice
Amazing_Maurice
86
Pretorianin

Poruszyłeś fajny temat, przytoczyłeś fajne przykłady, ale osobiście forma do mnie średnio trafia.
Z wymienionych przez Ciebie generatorów czystej agresji mnie ruszałby chyba tylko ten niefortunny spawn lub błędy w grze. Do checkpointów trzeba się przyzwyczaić, opcje w grze sobie poustawiać, a kiepskich polonizacji jest, z tego co zdążyłem zauważyć, coraz mniej. Nuda w grze to rzecz mocno subiektywna, ale czy wywołująca agresję? Ja osobiście dorzuciłbym jeszcze jeden punkt: grę da się pchnąć do przodu tylko w taki sposób, jaki sobie twórcy wymyślili. Z reguły jest to normalne rozwiązanie, ale bywają momenty, że sposób ten jest tak debilny, nielogiczny i irytujący, że trzeba naprawdę bujnej wyobraźni, żeby dojść do tego jak twórcy wpadli na taki pomysł.

12.11.2013 14:16
Ndwz
odpowiedz
Ndwz
11
Legionista

Bardziej od złego spawnu przeciwników, wkurza zły respawn w grach multiplayer, gdzie np. respimy się w obozie wroga :)