'Chce się żyć'? - nie bardzo - Dudek - 27 listopada 2014

"Chce się żyć"? - nie bardzo

Nie oglądam polskich filmów - zwłaszcza nowych. Jak głosi klasyk: "nuda... Nic się nie dzieje, proszę pana...". Zauważyłem jednak pewien tytuł, który został obsypany całą stertą nagród i nawet znajomi się całkiem pozytywnie o nim wypowiadali. Wszystko wskazywało na to, że "Chce się żyć" jest wart obejrzenia. Niestety, nic bardziej mylnego.

Film opowiada prawdziwą historię Mateusza Rosińskiego, cierpiącego na porażenie mózgowe. Wszysy myślą, że jest niekumatą roślinką ale po 26 latach okazuje się, że jednak kontaktuje. Generalnie to cała historia, tylko że rozwleczona do niemal dwóch godzin.

To wątpliwie wybitne dzieło wywołało u mnie całą gamę emocji - nudę, senność, zniesmaczenie. O tych dwóch pierwszych nie zamierzam się rozpisywać bo nie ma tu nic do powiedzenia - po prostu dłużyzna. Chciałbym jednak rozwinąć to zniesmaczenie bo albo z przesłaniem coś jest nie tak lub ja po prostu czegoś nie załapałem. Po kolei.

Jest gość z porażeniem i wszyscy myślą, że nie myśli. My jednak jako widzowie mamy dostęp do jego monologów. Szkoda tylko, że nie ma w nich nic ciekawego. Myśli tego człowieka ograniczają się do podstawowych spostrzeżeń i cycków. Od czasu do czasu wspomni jeszcze, że jest mu źle. W końcu dochodzi do przełomu - otoczenie orientuje się, że ten oto człowiek coś rozumie! I nic się nie zmienia. Nasz bohater pozostaje równie prymitywny jak był. Co w tym motywującego? Zrozumiałbym gdyby zaczął się jakoś rozwijać intelektualnie, korzystając z możliwości komunikacji. Pomyślałem sobie - może w filmie tego nie pokazali. Poszukiwania w internecie nie wykazały jednak nic takiego.

Jest taki film - "Cyrk motyli". Warto oglądnąć bo ma bardzo ważne przesłanie. Są tam dwa cyrki. Jeden szary, a drugi kolorowy. Główny bohater, pozbawiony rąk i nóg, jest na początku w tym szarym gdzie ludzie gapią się na jego braki. Traktują go jak jakiś wyjątkowo dziwny okaz wynaturzenia. Gdy trafia do kolorowego cyrku, jego braki schodzą na drugi plan, a ważne staje się to co potrafi.

"Chce się żyć" to taki szary cyrk. Można popatrzeć na prymitywnego, sparaliżowanego faceta. Przez dwie godziny. Ciśnienie mi się podnosi gdy widzę jak ktoś próbuje porównywać to coś do tak dobrego filmu jak "Nietykalni". Tam główny bohater się rozwija, reprezentuje sobą coś więcej niż inwalidę. W "Chce się żyć" jest tylko inwalida i jego otoczenie. Może ze względu na to otoczenie należy jakiś ukłon ale niezbyt głeboki.

Moja krytyka nie dotyczy nawet filmu, a przesłania jakie próbuje się mu wcisnąć - bo takiego przesłania tam nie ma. Film, gdyby go skrócić o połowę, mógłbym uznać za co najwyżej dobry bo pokazuje jakąś ludzką stronę sparaliżowanego człowiek - w tym przypadku niezbyt inspirującą. Pokazuje także najbliższych, którzy muszą się nim zajmować, ich trudy oraz poświęcenie - ta edukacyjna funkcja to chyba jedyny aspekt filmu jaki potrafię docenić. 

Dudek
27 listopada 2014 - 02:37

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
27.11.2014 19:33
Amazing_Maurice
Amazing_Maurice
86
Pretorianin

Wiem, że to słownictwo nieoficjalne, blogowe i właściwie dopuszczone do języka codziennego, ale i tak uważam, że za "oglądnięcie" powinno się wieszać za rękę, która to napisała. Na haku. Nad kotłem z gotującą się siarką :)

27.11.2014 19:43
adrem
😁
odpowiedz
adrem
93
The King

Ciśnienie mi się podnosi gdy widzę jak ktoś próbuje porównywać to coś do tak dobrego filmu jak "Nietykalni". Tam główny bohater się rozwija, reprezentuje sobą coś więcej niż inwalidę.

nie wiem kto porownuje te dwa filmy bo sie az tak nie interesowalem, ale sam pomysl (przywolanie go zreszta tez) jest dosc zabawny

27.11.2014 20:56
odpowiedz
Dudek3Blues
11
Legionista

Amazing_Mauricen - ja też tak uważam. Normalnie bym się nie wahał ale jednak postanowiłem się nie wieszać, a jedynie wprowadzić zmianę w tekście

adrem - takie porównanie znalazłem w trzech recenzjach (jedna z nich na pewno na filmwebie, a reszta nie pamiętam)

27.11.2014 22:57
odpowiedz
RKS ChuWdu
2
Junior

Panie Dudku,nie pisze komentarzy pod waszymi wpisami,ale ten jednak mnie poruszył,jako,że jestem kinomanem,aż poświecę parę chwil. Chciałbym na początek zaznaczyć,że masz prawo tak sądzić i każdy ma swoje gusta,szanuję to.Jednak opis tego filmu przez Ciebie woła o pomstę do nieba,tak jakbyś ocenił go nie rozumiejąc kompletnie,a przynajmniej wypił w trakcie sporo sfermentowanego płynu i to już wpływa na ogólny odbiór. Masz rację,film nie ma zawrotnego tempa,ale czy to wada?(przypominam autorowi,że jest to film o kompletnie sparaliżowanym mężczyźnie,od czubka głowy aż po palce u nogi,,który kontaktuje się z widzem w jeden jedyny sposób-myśląc).Więc nie oczekujmy że w 20 min. filmu okaże się,że jego wózek inwalidzki to zakamuflowany dinobot i będzie walczył rakietami ziemia-powietrze z komunistami.To przypomina mi zarzut wielu recenzentów i widzów do arcydzieła Tarantino-Bękartów Wojny-ale nuda,przecież tam tylko gadają,ani jednego czołgu zniszczonego,mało strzelania itd.Bez tego film TEŻ może być zajebisty,co tyczy się obydwu wymienionych tytułów. A już zarzut,że nie jest motywujący i nadal prymitywny(człowiek dotknięty taką chorobą ale w pełni świadomy i bardzo inteligentny może być prymitywny? Zastanów się jeszcze raz,bo np.ludzie chorzy na raka po chemioterapii,'bez życia', też nie są prymitywni,tylko chorzy...) Dodatkowo film opiera się luźno ale jednak na prawdziwej historii,więc kolejny strzał w kolano-zarzucasz że coś miało NAPRAWDĘ miejsce i nie skończyło się happy endem,sory,ale życie niestety takie nie jest. Przypominasz sobie żeby recenzent zarzucił że wszyscy bohaterowie Pain&Gain zostali złapani i skazani,a byli tacy fajni,albo że w filmie Kanał źli Niemcy zabili Polaków,a to takie niesprawiedliwie,i reżyser mógł to zmienić?Przyznaj,słabe to.Tym bardziej,widać że mogłeś przysypiać lub być zamroczony małą zadymioną butelką z pazłotkiem,bo film tak się nie skończył... Główny bohater dalej jest chory i nic tego nie zmieni ale siedzi przed komputerem,przed oknem na świat,bo opiekunowie zrozumieli,że NIE jest rośliną,puenta filmu mój drogi autorze...

27.11.2014 23:53
odpowiedz
RKS ChuWdu
2
Junior

prymitywny? Zastanów się jeszcze raz,bo np.ludzie chorzy na raka po chemioterapii,'bez życia', też nie są prymitywni,tylko chorzy...) Dodatkowo film opiera się luźno ale jednak na prawdziwej historii,więc kolejny strzał w kolano-zarzucasz że coś miało NAPRAWDĘ miejsce i nie skończyło się happy endem,sory,ale życie niestety takie nie jest. Przypominasz sobie żeby recenzent zarzucił że wszyscy bohaterowie Pain&Gain zostali złapani i skazani,a byli tacy fajni,albo że w filmie Kanał źli Niemcy zabili Polaków,a to takie niesprawiedliwie,i reżyser mógł to zmienić?Przyznaj,słabe to.Tym bardziej,widać że mogłeś przysypiać lub być zamroczony małą zadymioną butelką z pazłotkiem,bo film tak się nie skończył... Główny bohater dalej jest chory i nic tego nie zmieni ale siedzi przed komputerem,przed oknem na świat,bo opiekunowie zrozumieli,że NIE jest rośliną,puenta filmu mój drogi autorze...

28.11.2014 00:11
odpowiedz
Dudek3Blues
11
Legionista

Tu nie chodzi o to, że film ma wolne tempo i brak w nim akcji. Takie filmy też potrafią być dobre. Niestety, ten nie jest. Gdyby to był film dokumentalny, trwający mniej niż godzinę to bym złego słowa o nim nie powiedział. Jednak jest to film o tytule "Chce się żyć" podczas gdy przekaz jest zupełnie inny. Przekaz ogranicza się do tego, że człowiek sparaliżowany to też człowiek, a jego rodzina ma ciężko. Wiem, że człowiek sparaliżowany może być inteligentny ale ten nie jest. Ba, w tym przypadku jest prymitywny. Nie oczekiwałem jakieś super happy endu ale tutaj, nazwiązanie komunikacji z innymi, nie zmieniło nic! Gość pozostał tak prymitywny jak był. Po co kręcić o tym film, a jeśli kręcić to czemu taki długi z takim tytułem?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze