OPÓŹNIENIA GIER - czy to już norma? - Black Elf - 11 marca 2015

OPÓŹNIENIA GIER - czy to już norma?

Ostatnio pojawiła się wśród twórców nowa moda, niestety należąca do gatunku tych, których powtarzania się zdecydowania nie popieram… Przesuwanie daty premiery tytułu, za względu, jak to ładnie zostaje zawsze zawoalowane – „chęcią dopieszczenia tytułu”. Czy tak powinno być?

Jeszcze jakiś czas temu przesuwanie daty premier gier nie były tak liczne i podyktowane często tak prozaicznymi kwestiami, jak zbyt duży natłok dużych tytułów danego wydawcy. Wszyscy znają historię gry Duke Nukem Forever, smutnej niedzisiejszej młócki, która spóźniła się z premiera co najmniej 15 lat… Niechlubnych przykładów jest wiele, a my „gracze” wciąż godzimy się na to, aby za zasłona naszego dobra, pozwalać na wciskanie sobie kitu. Obecnie wiele tytułów zalicza opóźnienie, a wydawcy zasłaniają się wygodną dla wszystkich maksymą o „dopracowaniu tytułu”. W końcu robią to ponoć, aby gracz otrzymał pełnowartościowy produkt i mógł się cieszyć rozrywką, pozbawioną błędów. Jednak jak wierzyć twórcom, że odsunięcie premiery o tydzień czy miesiąc zniweluje wszystkie błędy? Gra w przeddzień produkcji powinna już dawno mieć zakończony etap testów wyłapujących usterki w kodzie gry, a dopuszczanie do radosnego ogłaszania w przeddzień premiery o jej „dopracowywaniu” jest wg mnie niczym siarczysty policzek w twarz wiernego fana tytułu. To trochę tak jakby twórcy mówili „kompletnie się nie wyrobiliśmy, więc powiedzmy im w ostatnim momencie, może nie zauważą…” Jednocześnie twórcy zachęcają do kupowania preorderów, ale jak płacić za coś, co nie ma nawet daty premiery?

Oczywiście kwestia preorderów to osobny temat, jednak jeśli gra nieustannie zalicza opóźnienie, nigdy jako gracz nie będę skłonna zapłacić w nią w preorderze. Tym samym twórcy własnoręcznie strzelają sobie w stopę.

Opóźnienia towarzyszą nam ostatnimi czasy coraz częściej. Nieszczęsny South Park: Kijek Prawdy, który raz znikał z planów wydawniczych, a raz po raz zmieniał datę premiery, to wyjątkowy przypadek, któremu przesuwanie wyszło na dobre. Tak samo Divinity: Original Sin, to sporadyczny przypadek kiedy, przeniesienie premiery na początek 2014, okazało się faktycznie dobrą decyzją.

Niestety w wielu przypadkach przesunięcie premiery gry, ze względu na domniemane doszlifowanie, kończy się potwierdzeniem obaw graczy. Jeśli przesuwają premierę, to znaczy, że droga do dobrej gry jest jeszcze długa.

Ten smutny los podzielił m.in. Watchdogs, które okazało się mniej grywalne i zdecydowanie mnie atrakcyjne wizualnie, jak to zapowiadano na targach. Najgorszym przykładem ostatnich miesięcy jest chyba Raven’s Cry, który zaliczył kilka poważnych poślizgów, po czym okazał się kompletnie niewartym bandyckich pieniędzy, jakie chcieli za niego twórcy – słabym symulatorem chodzenia po wyspie. The Crew również nie dojechało na przewidzianą datę premiery, Śródziemie — Cień Mordoru, Bloodborne … lista jest długa i mam wrażenie, że każdego dnia niebezpiecznie się powiększa. Czy tak powinno być?

Z kolei bywają przypadki, w których opóźnienie premiery gry, byłoby całkiem niezłym pomysłem tak jak ma to miejsce w przypadku nieszczęsnego Assasins Creed Unity, które w momencie premiery wymagało jeszcze dużo pracy.

Zastanawia mnie czy jest to faktycznie chęć dopracowania gry, czy też brak wyobraźni twórców. W końcu wszystko to wiąże się z kosztami. Przykładowo ogłoszenie daty premiery, to zarezerwowani reklam, promowanie tytułu w prasie i internecie, przy zmianie daty dochodzą do tego kolejne koszta związane z kolejna promocją, a czasem z akcjami „przeprosinowymi”. Nie wspominając już o negatywnym odbiorze samego studia, jak i zniechęcenie do samego tytułu. Z drugiej strony można to nazwać, całkiem niezła akcją promocyjną. Wyczekujący gracze to idealny materiał do manipulacji. Rozpalony rządzą posiadania gry, gracz może pójść na pewne ustępstwa albo więcej wybaczyć, kiedy wymarzony produkt już wreszcie otrzyma. Ponadto szum, jaki powstaje wokół gry przy okazji kolejnego opóźnienia ma zarówno negatywnie, jak i pozytywnie. W końcu nie jest to nowa maksyma – „nie ważne co o tobie mówią, ważne by mówili”.

PC-towa wersja GTA, na którą tak wielu czeka już dość długo, zalicza poślizg na 14 kwietnia. Tak mocno reklamowany Hellraid od Techlandu pierwotnie miał się ukazać na początku tego roku… Obecnie jego data to „być może” jesień. Uncharted 4: A Thief's End właśnie przeniesiona na początek 2016 roku… Nawet Wiedźmin 3, zalicza poślizg do maja… Ile można? Kto ma w tym cel? Czy was to wkurza? A może wolicie dać twórcom wolną rękę co do przesuwania premier?

Black Elf
11 marca 2015 - 16:20

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.03.2015 21:26
Artanis321
3
Junior

Nie zgodzę się - opóźnienia były, są i będą, ale nijak się to ma do jakości gry, bo jak widać obsuwy zdarzały się i dobrym grom i gniotom, których nawet ten dodatkowy czas nie uratował.
A w interesie twórców jest zrobić grę jak najszybciej, bo wcześniej zacznie do nich spływać rzeka gotówki

12.03.2015 13:52
odpowiedz
Mortanius
67
Pretorianin

Opóźnienia premier są jak plagi komarów latem - upierdliwe, ale i tak trzeba z nimi żyć, bo nie mamy na nie żadnego wpływu. Gracze mogą się wściekać, tupać nogami, ale koniec końców i tak pozostaje im grzecznie czekać na premierę. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość i grać w to, co akurat jest dostępne lub nadrabiać zaległości. Ja sam cieszę się że przesunięto Wiedźmina na maj, bo zdążę spokojnie ograć Bloodborna.
Tak na marginesie wciąż nie mogę uwierzyć w czerwcową premierę Batmana. Pomyślcie - dwie znakomite, długie gry wychodzą w dwutygodniowym odstępie czasu względem siebie. Wątpię, by sezon świąteczny był atrakcyjniejszy.