Wzlot upadek upadek i upadek Cryteka - AleX One X - 1 września 2015

Wzlot, upadek, upadek i upadek Cryteka

Przy okazji dużego zamieszania jakie towarzyszyło ostatnio wielkim targom w oczy rzuciły mi się drobne projekty niemieckiego studia. Mam tu na myśli Cryteka, którego najbardziej udanym dzieckiem jest silnik CryEngine. Ujawnione gry nad którymi pracuje ta firma to dwie produkcje F2P i jedna skupiająca się na rzeczywistości rozszerzonej. To skromne grono uderzyło mnie głównie ze względu na kontrast w stosunku do niedawnych, ambitnych planów studia. Crytek planował budowę istnego growego imperium.

Marzec 2004 roku. Świat czeka na Dooma 3 i Half-Life’a 2, więc każdy gracz ekscytuje się nadchodzącym starciem gigantów gatunku FPS. A tu nagle wyskakuje produkcja, której nikt się nie spodziewał. Far Cry pojawił się dosłownie znikąd, bo mało kto słyszał o Cryteku, o ich silniku i ich planach wejścia na FPSowy rynek. Gra szokowała grafiką, sztuczną inteligencją, otwartością lokacji i niezwykle przyjemną swobodą rozgrywki. Wszyscy zagrywali się w demo, wyczekiwali premiery, kupowali nawet napędy DVD by nabyć tę grę. Far Cry szybko dorobił się metki klasyka, a na niemieckim studiu skupiły się oczy fanów z całego świata.

To tyle jeśli chodzi o “wzlot” zawarty w tytule.

Pierwsza dżungla z prawdziwego zdarzenia w grach.

Dzięki sukcesowi swojego debiutanckiego projektu, firma braci Yerli nie mogła już liczyć na element zaskoczenia przy swoim kolejnym projekcie. Zapowiedziany Crysis szybko stał się obiektem pożądania pecetowców, którzy spragnieni przełomowej oprawy graficznej mianowali Cryteka swoim własnym Naughty Dog, czy Bungie. Była to chyba jedyna wysokobudżetowa gra, która wtedy nie ukazała się na konsolach (pewnie trochę naciągana teza). Crysis miał być mesjaszem, który wchodzi na rynek w świetle reflektorów dokładnie tak jak konkurenci jego poprzednika.

Jakoś przy okazji tej gry powstało porzekadło, że Crytek nie umie robić gier, a jedynie interaktywne benchmarki graficzne. Sam pamiętam jak grałem w pierwszego Crysisa jakiś czas po premierze na najniższym możliwym poziomie trudności, bo gra tak bardzo ścinała na średnich ustawieniach grafiki. Po prostu warstwa wizualna była dla mnie ważniejsza od gameplayu.

Gra na fali zachwytów nad technologią zebrała pozytywne recenzje, ale po opadnięciu kurzu gracze zaczęli pod shaderami szukać dobrej gry. Szefowie niemieckiej firmy musieli przyznać, że skupienie się na samym pececie nie dało oczekiwanych wyników sprzedażowych.

Crytek zamilkł na parę lat.

Grafa, grafa, GRAFA!!! Tylko gra nie za szczególna.

Ten akapit będzie o pozostałych Crysisach. “Dwójka” ukazała się niecałe cztery lata później, a wraz z nią Niemcy ruszyli na podbój konsol. Nowa wersja silnika znanego z Far Cry’a i “jedynki” cechowała się chyba tylko tym, że była obsługiwana przez Xboxa 360 i Playstation 3, co pociągnęło za sobą masę graficznych ustępstw. Poza tymi oczywistymi problemami Crysisowi 2 oberwało się za porzucenie otwartych przestrzeni na rzecz ograniczonych terenów miasta. Gra miała problemy nawet na macierzystych pecetach, na których zaawansowane ustawienia graficzne doszły dopiero w jednym z patchy. “Trójka” powstała bardzo sprawnie, bo ukazała się dwa lata później, co wtedy było standardowym okresem produkcji gry AAA. I w sumie nie miała konkretnych ulepszeń względem poprzedniczki i pewnie powstała tylko dlatego, że póki seria ogranicza się do trylogii to nikt jeszcze nie czepia się dojenia marki. Jako ciekawostkę dodam, że pierwszy Crysis doczekał się reedycji na konsole, więc jak widać - dało się.

Crysis 3 ukazał się na początku roku 2013, czyli niedługo przed konsolami obecnej generacji. A wraz z nimi nadeszło kolejne dziwactwo sygnowane logiem Cryteka - Ryse: Son of Rome.

Mało kto uważa Crysisa 2 i 3 za krok w dobrym kierunku.

Ryse powstawał bardzo długi czas. Pierwotnie zapowiedziany na X360 jako Codename Kingdoms, później przemianowany na Ryse i przekonwertowany na Kinecta. Ilość zmian jakich byliśmy świadkami jest chyba efektem, że Niemcy nie mieli pomysłu na tę grę. Koncept opierał się na zagospodarowaniu mało eksploatowanego w grach okresu historycznego - Starożytnego Rzymu. Plotki mówiące o kontynuacji dziejącej się w realiach średniowiecza świadczą o tym, że Crytek myślał o Ryse jako o serii, której Son of Rome miał być pierwszą częścią.

Poprosiłbym was o zgadnięcie co poszło nie tak, ale chyba to wszyscy wiemy - Ryse miało za mało gry pod warstwą nextgenowej grafiki. Gra była krótka, nie miała versusa, a dostępny coop był bardzo ograniczony. Razem z bardzo kiepskim przyjęciem nowej marki Crytek zmagał się w sądzie z Microsoftem, który rościł sobie prawa do tytułu. Zdaje się, że ostatecznie Niemcy wygrali ten spór, bo wersja na PC wyszła bez błogosławieństwa giganta z Redmont, a Yerli stwierdził w jednym wywiadzie, że “Jeśli będą chcieli to stworzą Ryse 2 z kimkolwiek chcą, na jakiekolwiek platformy” (cytat z pamięci).

Dziś wychodzi na to, że tym akcentem można skończyć historię wysokobudżetowych produkcji Cryteka. Jednak jeszcze przed Ryse i przed Crysisem 3, niemiecka firma zaczęła inwestować w inną gałąź rynku.

Jaka piękna rzymska tragedia.

Warface był pierwszą grą free2play Cryteka, z którą wystartowała platforma Gface. Był to jeszcze rok 2012, gdy bracia Yerli i spółka otwarcie mówili o planach skupienia się na rynku gier darmowych. Wspomniany wyżej FPS od Ukraińców był pierwszym elementem tej strategii. Co ciekawe, po Crysisie 3 Crytekowi było bardzo nie po drodze z tymi planami. Po pierwsze, mieli podpisaną umowę z Microsoftem na xboxowy exclusive, który musiał być wysokobudżetową produkcją. Po drugie, ich oddział w Wielkiej Brytanii, który robił tryby multi do Crysisów, zajmował się marką Homefront, którą Niemcy przejęli od upadającego THQ. Po trzecie, utworzono pierwszą filię formy w USA, na którą składali się głównie uchodźcy ze studia Vigil, twórców dwóch części Darksiders. W ten sposób praca wrzała w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, na Węgrzech, Ukrainie, i Bułgarii. Z ostatniego z wymienionych państw pochodzi studio Black Sea, któremu powierzono produkcję Crytekowej gry w stylu MOBA (chodzi o Arena of Fate).

Ilość produkcji i studiów na jakie składała się firma braci Yerli sprawiła, że chyba łatwiej byłoby Niemcom zmienić się w samodzielnego wydawcę. Jednak ich imperium okazało się gigantem na glinianych nogach, bo cała ta układanka zaczęła się sypać.

Ekipa ze Stanów została zamknięta, a nieszczęśnicy wywodzący się z Vigil Games znów zostali bez pracy. Tworzoną przez nich grę (Hunt: Horrors of the Gilded Age) przejęła “centrala” we Frankfurcie. Wersja xboxowa Warface’a dość szybko umarła, a pecetowy oryginał nie osiągnął popularności poza Rosją. A Homefront został oddany wydawcy, z którym nawiązano współpracę - Deep Silver. Crytek UK zamknięto, zaś pracownicy znaleźli zatrudnienie w nowym studiu założonym w celu kontynuowania prac nad grą o podtytule The Revolution.

Ostatecznie wychodzi na to, że tytuły AAA nie były przeznaczone Crytekowi.

I docieramy do obecnej sytuacji, gdy imperium braci Yerli praktycznie nie istnieje, a ich firma na poważnie zajęła się segmentem rynku, na który tak bardzo chciała wejść. Obecnie czekamy na Arena of Fate i Hunt, oba będące “darmówkami”, oraz na kolejne zabawy Cryteka z technologią, czyli Robinson: The Journey, będącą grą tworzoną pod trend wirtualnej rzeczywistości.

I mogę tylko żałować, że studio które zaczęło swoje growe podboje z tak niesamowitym przytupem i które praktycznie po debiucie stało się kultowe, zakończyło swe ambitne plany w tak smutny sposób. Od czasu ich ostatniego umiarkowanego sukcesu - pierwszego Crysisa - mija ósmy rok, a studio mające się pierwotnie zajmować jedynie technologią, zdążyło rozrosnąć się na cały świat i z powrotem skórczyć, bez wydania choćby pojedynczej gry.


AleX One X
1 września 2015 - 10:11

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.09.2015 13:02
Czarny  Wilk
Czarny Wilk
80
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

Nie lubię Cryteka, z kilku powodów
- najpierw nie szczędzili słów krytyki, wręcz obrazy w kierunku konsol i graczy konsolowych, tylko po to żeby podkulić ogon i nagle być ich wiernymi fanami kiedy wyniki sprzedaży pierwszego Crysisa okazały się niezadowalające.
- w pierwszego Crysisa grałem kilka lat po premierze, kiedy powinien być już solidnie upatchowany. Tymczasem natrafiłem na buga, który wywalał mi grę do pulpitu przed ostatnią misją. Pomogło... scrackowanie gry. Legalnej.
- Warhead też bugował mi się na ostatniej misji - tym razem skrypt nie chciał zaskoczyć i przez to nie mogłem ruszyć naprzód. Jedyne rozwiązanie jakie znalazłem w necie to... "kupić wersję na Xboksa, tam ten bug został naprawiony".

Także specjalnie mi ich nie żal. Jeden naprawdę udany Far Cry to mało.

02.09.2015 13:40
odpowiedz
zanonimizowany939625
53
Generał

Dla mnie Crysis 1 to jeden z najlepszych FPS'ów w jakie grałem. Idealny mix liniowości ze sporymi mapami gdzie było całkiem dużo możliwości kombinowania. W połączeniu z najwyższym poziomem trudności gra nabierała wręcz taktycznego charakteru i dosłownie każda potyczka była szalenie emocjonująca.

Potem niestety już było tylko gorzej, choć C2 miał swoje ogromne plusy (piękne, choć małe mapy, świetna muzyka).

02.09.2015 13:58
Irek22
odpowiedz
Irek22
102
Grzeczny już byłem

Gra na fali zachwytów nad technologią zebrała pozytywne recenzje, ale po opadnięciu kurzu gracze zaczęli pod shaderami szukać dobrej gry.

I ja ją znalazłem (tylko cliffhanger - dodatkowo kompletnie olany w kolejnych częściach - do dupy).

Grafa, grafa, GRAFA!!! Tylko gra nie za szczególna.

Kompletnie się z tym nie zgadzam.

USSCheyenne [2]
Dla mnie Crysis 1 to jeden z najlepszych FPS'ów w jakie grałem.

Z tym natomiast zgadzam się w pełni.
Pierwsze dwie gry Cryteka to dla mnie absolutna czołówka FPSów.

02.09.2015 14:40
AleX One
odpowiedz
AleX One
25
Legionista

Irek22 Jeśli doszukiwać się jakiejś udanej gry Cryteka poza pierwszym Far Cry'em, to rzeczywiście najlepiej by tu pasował Crysis 1, który na pewno podobał się całej masie graczy. Ja na przykład jestem fanem Ryse, ale to nie zmienia faktu, że tendencja kolejnych wtop jest szczególnie wyraźna w tym studiu.

02.09.2015 14:55
Irek22
odpowiedz
Irek22
102
Grzeczny już byłem

Alex One [4]
tendencja kolejnych wtop jest szczególnie wyraźna w tym studiu

Temu nie przeczę. Ba, wręcz się z tym zgadzam.
Wcześniej jednak odnosiłem się tylko do pierwszego Crysisa, a nie całej twórczości Cryteka.

09.09.2015 19:29
cswthomas93pl
odpowiedz
cswthomas93pl
85
Legend

Crysis mi się naprawdę podobał, szkoda że nie za dobrze chodził na moim sprzęcie.
Jeśli powstałaby jakaś reedycja, chociażby na PS4 na pewno bym kupił i zagrał.

10.09.2015 11:05
odpowiedz
Bazylisheq
103
Konsul

" Crysis doczekał się reedycji na konsole, więc jak widać - dało się." - po obcięciu wszystkiego to pewnie, że się dało. Jakby jeszcze coś wywalili to i PS2 dałoby radę. A jakby przeszli na grafikę 2D to pewnie i Amiga byłaby ok. Ale jak to ma się do oryginału Panie Redaktorze?

10.09.2015 12:36
Hydro2
odpowiedz
Hydro2
123
Legend

Imo takie Ubi powinno się uczyć od Cryteka jak powinno robić się gry. Do dziś C1 przoduje jako najładniejszy i najlepszy fsp ever ;)

10.09.2015 16:38
cswthomas93pl
odpowiedz
cswthomas93pl
85
Legend

[7] Ty sam jesteś obcięty. Wersja na konsole wypadała przyzwoicie.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze