Krótka i smutna refleksja po przejściu Spec Ops: The Line kondycji branży dotycząca - Draug - 7 maja 2016

Krótka i smutna refleksja po przejściu Spec Ops: The Line, kondycji branży dotycząca

Ukończywszy z czteroletnim opóźnieniem Spec Ops: The Line, stwierdzam, że rok 2012 był mrocznym rokiem w historii naszej branży.

Rokiem, w którym arcydzieło – tytuł, który mógłby uhonorować gry wideo jako poważne i dostojne medium, nieustępujące głębią filmom ani książkom – zmieszano z błotem pod błahymi pretekstami i zepchnięto w cień, a na piedestał wyniesiono takie produkcje jak Far Cry 3, Call of Duty: Black Ops II czy Borderlands 2. Przyznaję, że są to gry bardzo dobre i tak naprawdę bardzo je lubię, ale trudno zaprzeczyć, że są one jednocześnie raczej „puste” z fabularnego punktu widzenia.

Oczywiście powinienem oddać sprawiedliwość i pamiętać, że w tym czasie doceniono również pozycje takie jak Mass Effect 3, Dishonored, Max Payne 3 i The Walking Dead – a im fabularnej głębi odmówić nie sposób (w mniejszym lub większym stopniu). Mimo wszystko tytuły te nie mają jednak startu do Spec Ops: The Line.

Do gry, która wgniotła mnie w fotel i zmiażdżyła. Która zamiast fikcji apokalipsy zombie czy space opery ukazała mi horror wojny w naszym, bezlitośnie prawdziwym świecie1. Która zamiast satysfakcji z pokonania ostatniego bossa i wymierzenia sprawiedliwości zostawiła mnie z poczuciem pustki i zagubienia, z poczuciem winy za wszystko, co uczyniłem rękoma głównego bohatera. Która pobudziła mnie do refleksji nad człowiekiem i poraziła moje zmysły w sposób nie mniej dotkliwy, niż uczyniłaby to najlepsza książka czy film. Która wreszcie jest godna wymieniania jednym tchem z dziełami, z których czerpała inspirację: „Jądrem ciemności” i „Czasem apokalipsy”.

1 Tak, wiem, że to fikcyjna wizja niedalekiej przyszłości. Ale to prawie żadna różnica.

Tak, Spec Ops: The Line nie jest grą bez wad. Rozgrywka mogłaby być bardziej dopracowana (np. sterowanie, sztuczna inteligencja, wydawanie rozkazów), kampania dłuższa, a grafika ładniejsza. Fabuła też nie stanowi diamentu bez skazy - ot, chociażby przez kluczowy zwrot akcji na samym końcu cała opowieść trochę przestaje trzymać się kupy. Ale to nie ma znaczenia. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale nadal siedzę przygnieciony ciężarem wszystkiego, co zrobiłem w ciągu tych paru niesamowicie intensywnych godzin.

W tym miejscu można byłoby zadać pytanie: co jest i co powinno być dla nas najważniejsze w grach wideo?

Ale nie, nie zamierzam udzielać odpowiedzi – bo nie zamierzam wypowiadać się w imieniu jakichś „nas”, jakiegoś ogółu graczy. Są „nas” miliony i każdy ma swój własny, indywidualny gust. Dla mnie na pierwszy plan wysuwa się zazwyczaj warstwa fabularna i jestem w stanie przymknąć oko na niedoskonałości mechaniki rozgrywki, tak długo jak nie przeszkadzają mi one w chłonięciu opowieści. W tym wypadku nie przeszkadzały – a wręcz przeciwnie. Ponieważ jednak każdy jest panem własnego gustu, jestem w stanie zrozumieć, że inni gracze – a zwłaszcza krytycy – nie dali sobie przesłonić technicznych niedoróbek fabularną doskonałością gry. Mimo to ubolewam.

Boleję, że ogół graczy – a zwłaszcza krytyków – wolał beztroskie strzelanie spod znaku Call of Duty, Borderlands czy Far Cry 3 niż przeprawę przez moralne piekło wojny w Spec Ops: The Line (jakkolwiek to też jest gra pełna akcji). Skutek był prozaiczny – przeliczywszy zarobione pieniądze, twórcy (Yager i 2K Games) wyciągnęli wniosek, że robienie równie szokujących i pobudzających do refleksji gier nie ma sensu. Do podobnej konkluzji musieli dojść też inni deweloperzy, zorientowawszy się, iż Spec Ops: The Line nie podbiło serc ani portfeli graczy.

Oczywiście nie zamierzam twierdzić, że od tamtej pory nie powstają już wysokobudżetowe gry z ambitną, poruszającą opowieścią. Wystarczy wymienić BioShock Infinite, The Last of Us czy choćby niedawnego Wiedźmina 3. Największa siła tych tytułów również tkwi w warstwie fabularnej, nierzadko brutalnej i dołującej. Jednak żadna z tych pozycji nie miała równie wielkiej mocy oddziaływania, co Spec Ops: The Line – żadna nie zawierała tak silnego przekazu, a w dodatku każda zasłoniła się grubą fantastyczną otoczką.

Dlatego będę utrzymywał, że rok 2012 był mrocznym rokiem w dziejach naszej branży. Rokiem, w którym postawiono nas przed wyborem, czy chcemy, by gry wideo były czymś więcej niż produktami czysto rozrywkowymi, by stawiały przed nami trudne pytania o otaczającą nas rzeczywistość i raczej zapewniały nam dotkliwe katharsis aniżeli niosły ze sobą głównie beztroską zabawę.

Chyba nie muszę dodawać, że spieprzyliśmy ten wybór? Ale to tylko moja opinia. I mój gust ;-)

Draug
7 maja 2016 - 16:43

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
07.05.2016 21:31
Sgt. Roach
16
Legionista

Zgadzam się w 100% z tym, że ta gra najlepiej oddaje horror wojny, (co prawda nigdy na wojnie nie byłem ale zakładam, że tak to wygląda). Jednak nie do końca zgodzę się, że jest mało gier, które nas poruszają. Obecnie jest pełno symulatorów chodzenia i gier niezależnych które bazują głównie na szokujących i mega interesujących historiach. Po prostu w 2012 zdecydowaliśmy, (nie kupując Spec Ops) że większość dużych wydawców nie będzie się porywać na tak ambitne historię i zostawiamy je twórcom niezależnym.

07.05.2016 22:09
odpowiedz
Draugnimir
47
Konsul

Oczywiście, poruszających gier nie brakuje. Jednak mam wrażenie, że są to raczej opowieści o charakterze albo osobistym, albo bardziej metafizycznym. Poza tym owe symulatory chodzenia i "indyki" nie spełniają wspomnianego w tekście kryterium wysokiego budżetu - na moje oko to gry AAA w dużej mierze kształtują wizerunek branży i kierunek jej rozwoju, a twórcy takich produkcji już nie chcą sięgać po równie kontrowersyjne motywy jak Spec Ops: The Line. Najbliżej jest chyba BioShock Infinite, a i tak tytuł ten odwołuje się do rzeczywistości w znacznie mniej bezpośredni sposób (czyt. zza grubej zasłony fikcji i fantastyki).

07.05.2016 23:03
-1
odpowiedz
3 odpowiedzi
DM
128
AFO Neptune

Tak jak uwielbiam gry wojenne, o delta force itp - tak od The Line odbijałem się już 4 albo 5 razy po pierwszych poziomach... Co z tego, że fabuła jest dobra, skoro gra odrzuca od tego by ją poznać toporną mechaniką.. Ciasne korytarze ze sztucznie ustawionymi osłonami, wyjątkowo mdłe strzelanie i frywolna dowolność w wizerunku żołnierzy, nie mającym nic wspólnego z realiami - takie ani to gears of war, ani full spectrum warrior - gdyby autorzy równie mocno postarali się przy innych aspektach, a nie tylko fabule - może byłby sukces...

08.05.2016 00:58
1
Draugnimir
47
Konsul

No i to jest to, co pisałem o gustach i priorytetach. Dla mnie mechanika nie była przeszkodą w odbiorze opowieści i reszty elementów gry, dla Ciebie jest. I tak dobrze, i tak dobrze ;)

Chociaż nie powiem, zarzut wobec level designu trochę mnie zaskakuje :)

post wyedytowany przez Draugnimir 2016-05-08 00:59:08
08.05.2016 13:50
Trael
179
ważne że ośmiorniczki!

frywolna dowolność w wizerunku żołnierzy, nie mającym nic wspólnego z realiami

Przypominam, że akcja gry dzieje się w niedalekiej ale fikcyjnej przyszłości. To nie jest symulator. Gdyby czepiać się takich detali to "Czas Apokalipsy" też trzeba by wywalić do śmieci bo też są tam sytuacje, które mieć miejsca nie mogły w wietnamskim konflikcie.

09.05.2016 14:35

Toporna mechanika (praktycznie najgorsza w grach) jest w pierwszej i drugiej części KotORa, a mimo to ludzie się w niego zagrywali.

20.05.2016 19:19
odpowiedz
Boman_Master92
1
Junior

Wczoraj skończyłem The Line więc też coś dorzucę do dyskusji. Fabuła jest w rzeczy samej mocna i poruszająca, ale mam małe zastrzeżenie do sposobu jej poprowadzenia. Inspiracja "Czasem Apokalipsy" i "Jądrem Ciemności" jest widoczna od samego początku aż do finału. Z jednej strony nie jest wstydem wzorować się na utworach pierwszego sortu, z drugiej jednak sprawia to, że gra staje się przewidywalna i nie jest specjalnie nowa jeżeli jest się zaznajomionym ze wspomnianymi tytułami. To co jest niewątpliwie nowe to sposób w jaki ukazany jest konflikt, jego brutalność, niedorzeczność i wpływ na ludzi w nim uczestniczącym. Po raz pierwszy dano odczuć w taki sposób, że wojna to piekło, ból, strach i łzy a nie akcja, bohaterskie czyny i wybuchy. Nadaje to grze dojrzałości a gracza skłania do refleksji, ale czy to jest naprawdę to czego oczekujemy od gry wideo? W przypadku filmu jesteśmy tylko biernym odbiorcą historii, możemy oceniać bohaterów i ich decyzje z boku. Grając, uczestniczymy w przedstawionych wydarzeniach, nierzadko mając realny wpływ na ich tok i rozwój. Pojawia się tu pytanie czy sterowanie mordercą, zbrodniarzem wojennym to ten typ "zabawy" który jest odpowiedni? Zbijam od razu komentarze dotyczące Postala, Hatred czy innych gier mających na celu zabijanie cywili - to gry parodie, groteskowe w swej naturze nie do porównania z The Line na tej płaszczyźnie. Z mojej strony czułem się nieswojo kończąc tytuł z przekonaniem, że to ja(w sensie sterowana przeze mnie postać) jestem odpowiedzialny za to wszystko.

29.05.2016 00:09
odpowiedz
Draugnimir
47
Konsul

Boman_Master92 - Tak jak pisałem w tekście, nie jestem zwolennikiem wypowiadania się w imieniu ogółu graczy, ale uważam, że gry wideo - tak samo jak filmy, na które się powołujesz - powinny spełniać różne funkcje i potrzeby. Zarówno dawać czystą rozrywkę (jak robi to gros strzelanek), jak i pobudzać do refleksji, wzbogacać duchowo etc. - zależnie od wybranego produktu.

I gry wideo świetnie się do tego nadają - właśnie przez wspomnianą przez Ciebie interaktywność. Dzięki temu mają znacznie większą siłę oddziaływania niż filmy. Wydarzenia, w których aktywnie uczestniczysz i do których przyczyniasz się własnymi rękoma, wywierają większy wpływ niż takie, które biernie obserwujesz z zewnątrz. Owszem, akcje, do których "zmusza" Cię Spec Ops: The Line, zdecydowanie nie należą do przyjemnych, ale w tej grze właśnie o to chodzi, żebyś czuł się nieswojo z wojną, zabijaniem i całym tym obłędem. Zresztą etykietka 18+ nie znalazła się na pudełku przypadkiem ;)

Ogólnie rzecz biorąc, uważam, że gry wideo dzięki swojej interaktywności mają ogromny potencjał jako nośniki kultury - i boleję, że realizują ten potencjał tak rzadko i w tak niewielkim stopniu.

post wyedytowany przez Draugnimir 2016-05-29 00:10:12
29.05.2016 00:22
odpowiedz
Raiden
67
Generał

Problemem Spec Ops jest to, że jest grą, ale o tym zapominało i zmusza gracza do określonych działań, by tylko koniecznie wypełnić fabułę - polecam https://www.youtube.com/watch?v=-228auScq1g

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze