'Call of Duty jest Coca-Colą gier wideo' - TommiK - 19 grudnia 2010

"Call of Duty jest Coca-Colą gier wideo"

Felieton pod takim tytułem został ostatnio opublikowany na łamach serwisu IGN. Autor w krytyczny sposób omawia losy słynnej serii gier wojennych, mniej lub bardziej dosadnie wytykając to, o czym dotąd mało się mówiło w kontekście gier wideo. Główna uwaga skupia się na wydanym niedawno Black Ops, a użyte argumenty są godne choćby chwilowej uwagi.

Poniższy tekst jest tłumaczeniem felietonu dostępnego na stronach IGN pod tytułem "Call of Duty is the Coca-Cola of Video Games". Pominięte zostały nieliczne fragmenty nie mające większego wpływu na odbiór głównego przesłania tekstu.

-------------------------------------------------------------------

Mówi się, że angielski pisarz William Golding, po usłyszeniu, że jego powieść "Władca Much" trafiła na listę bestsellerów New York Times, zadał głośno pytanie: "Co zrobiłem nie tak?". Z tego miejsca przejdźmy do branży elektronicznej rozrywki.

Twórcy gier są ograniczani wąskimi oczekiwaniami doświadczonych graczy, a ich produkt szybko staje się "Własnością intelektualną". Taki właśnie los spotkał serię Call of Duty, która zrodziła się kiedyś jako pochodna głośnego filmu "Szeregowiec Ryan" Stevena Spielberga - bajki o bohaterze przemierzającym krajobraz wyścielony rozdartymi flakami i jękami nagle okaleczonych żołnierzy.

Gry Call of Duty gnębiły graczy bez litości, efekty dźwiękowe były niezwykle realistyczne, a w momencie śmierci raczono nas drżącym obrazem przybierającym kolor krwi, siejąc horror w emocjach gracza. Po dekadach kłamliwej mitologizacji II Wojny Światowej, gry Call of Duty ukazały ją skupiając się na oddaniu ludzkiego cierpienia i wytrwałości.

Zaskakująco - ale i nieszczęśliwie - gry z serii Call of Duty są wciąż z nami dziesięć lat później, długo po tym, gdy miały coś nowego do zaoferowania. Ich technologia jest nowa i bardziej atrakcyjna, doszedł podstępny tryb multiplayer, ale same gry rok za rokiem pozostają w gruncie rzeczy takie same - przerażające ilości przeciwników, bezwstydnie oskryptowane akcje oraz nieuniknione uczucie traumy po utracie życia. W tym roku takim symulatorem traumy jest Call of Duty: Black Ops, które pod wieloma względami stało się przeciwieństwem tego, czym ta seria była w momencie swych narodzin.

Mechanika Black Ops wydaje się być bardziej spełnieniem oczekiwań publiki niż przykładem pomysłowości. Poruszanie i celowanie są nienaturalnie szybkie, tak jak to było w epoce Quake i Half-Life. Model poruszania sprawia wrażenie, jakby broń była przyczepiona do owcy pomykającej po mokrym cemencie. Nie ma tu miejsca na ciężar, zmęczenie, zużycie sprzętu, a to z roku na rok robi się coraz bardziej sztuczne, szczególnie w porównaniu do coraz bardziej wstrząsających animacji w momencie poniesienia przez nas wirtualnej śmierci. Szybkość poruszania i błyskawiczna precyzja w celowaniu - wspierana na konsolach przez wspomaganie trafiania we wrogów - prowadzą do tego, że bez przerwy strzelamy i zmieniamy miejsce.

Przeciwnicy padają jak muchy, ale pojawiają się ich całe chmary, a do tego czasem powstają z umarłych w momencie, gdy dotrzemy do kolejnego skryptu. Mamy do czynienia z podkręconą wersją tego samego prostego modelu rozgrywki pierwszych odcinków serii, która od samego początku była mniej lub bardziej nierealistyczną fantazją na temat II Wojny Światowej. Trudno sobie wyobrazić, by tajemna misja zniszczenia niemieckiej łodzi w Arktyce miała w sobie taką samą intensywność, jak inwazja Normandii czy oblężenie Stalingradu. Zmiana otoczenia, opowiadanej historii czy ogólnej tematyki nie ma jednak w Call of Duty większego wpływu ma model rozgrywki.

Żeby odwrócić uwagę od ciągłego strzelania, Treyarch wprowadziło różnorodne etapy z pojazdami - te fragmenty są nie tylko łatwiejsze, ale i bardziej ograniczone pod względem ruchu, choć dodają ogólnemu wrażeniu jeszcze większej dramaturgii.

W World at War wydawało się, że obraz i historia oddawały ironię przedstawianych wydarzeń. W Black Ops zostało to wymienione na pozbawiony przesłania sarkazm, sprowadzony do kolejnych acziwmentów i trofeów, będących nagrodami za zniszczenie wszystkich celów. Najbardziej niepokojącym przykładem jest tu misja "Payback" osadzona w Laosie. W etapie tym otrzymujemy odznaczenie za zniszczenie wszystkiego, co tylko się da. Połowę tego stanowią pojazdy wroga oraz mosty, cała reszta to jednak bambusowe chatki, doki i wioski rybackie. Nie trzeba być ekspertem od operacji USA w Wietnamie, Laosie czy Kambodży by rozumieć okrutne i zbędne wyniszczenie obiektów cywilnych.

Totalny przerost formy, prawdziwy fetyszyzm walki, stanowi bazę rozgrywki wieloosobowej. Infinity Ward doskonale trafiło łącząc dynamiczną rozgrywkę z systemem ekonomii. Treyarch naniosło poprawki, dodało drugi system ekonomii - punkty Call of Duty, którymi na dodatek można wymieniać się podczas meczów. Efektem takiego podkręcenia wszystkich parametrów jest nieustanna gonitwa po zatłoczonych korytarzach, a każdy gracz może zapewnić sobie szybki zastrzyk adrenaliny - bez większego przemyślenia.

Call of Duty stało się Coca-Colą branży gier, bezmyślnym symbolem, który wyzwala zażartą, trochę nielogiczną lojalność wśród swych zwolenników. W rzeczywistości to jednak niepokojąco sztuczna mieszanka uzależniających chemikaliów, gazu oraz substancji tak szkodliwej, że możnaby w niej rozpuszczać gwoździe. Pod tym względem Black Ops jest olbrzymim sukcesem, wzorowym przykładem na to, jak dana firma może wmówić ludziom co tylko zechce. Receptura pozostaje jednak tajemnicą. Można więc wrócić do zacytowanego na początku Williama Goldinga i odnieść jego pytanie do omawianych wyżej gier: co takiego robi Call of Duty, co możnaby uznać za wartościowe?

-------------------------------------------------------------------

Michael Thomsen jest dziennikarzem współpracującym z IGN. Na pytanie, czy lubi Coca-Colę, nie udzielił odpowiedzi.

TommiK
19 grudnia 2010 - 15:31

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
19.12.2010 16:50
Harry M
109
Master czaszka

Heheheh Coca-cola

19.12.2010 17:09
odpowiedz
Kam9111
40
Konsul

Heh rzeczywiście przypomina mi to uzależnienie od coca-coli. I filmik niezły xD

19.12.2010 17:11
odpowiedz
Dawid8910
79
Jestę Hejterę

Lepiej tego nie można opisać!

19.12.2010 17:22
odpowiedz
Pomid00rek
2
Junior

nie ma co sie oszukiwac, call of duty to slaba seria robiona od wielu lat na tym samym silniku charakteryzujaca sie sztywnym gameplayem i slabym multiplayerem. ludzie ktorzy to lubia i w to graja sa po prostu glupi i nieobiektywni...

19.12.2010 17:25
odpowiedz
dzony600
41
ru ru ru rurkowców

[4] A kim ty kurwa jesteś, żeby mi mówić w co mam grać? Co za idiota.

19.12.2010 19:17
odpowiedz
Pomid00rek
2
Junior

a kim ty kurwa jetses zeby mi tego zabronic!?

19.12.2010 19:34
odpowiedz
Psychosocial
67
SlipknoT

Co raz to debilniejsze porównania

19.12.2010 19:36
odpowiedz
_MyszooR_
12
Legend

jesli oni porowbnuja coda do coca coli to jest to wielka obraza, cocola jest pyszna , a cod jest suchy beznajdziejny jak kolek drewna

19.12.2010 19:47
odpowiedz
sssebi
23
Chorąży

@Harry M. Sądząc po poziomie twoich wypowiedzi wnioskuje że nie masz więcej niż 13lat.

19.12.2010 19:50
odpowiedz
qqqqqq
4
Generał

czemu coca-cola, grrrrrrr... Czas na PLAN X, TELEPORTACJA!!!!!

19.12.2010 20:17
odpowiedz
aope
113
Corporate Occult

Ponarzekać na CoD jest teraz w modzie. A najwięcej do powiedzenia jaki to shit maja najczęściej ci wszyscy, którzy albo nie grali, albo skończyli tylko tryb sp. Żałosne. I to mocno.

19.12.2010 20:21
odpowiedz
Pomid00rek
2
Junior

_MyszooR_ zgadza sie, denna i debilna gra ale dzieki rozbudowanemu marketingowi przyciaga pewnych debili...

19.12.2010 20:45
odpowiedz
dzony600
41
ru ru ru rurkowców

[6] Uspokój się synek, takimi tekstami to możesz walić do swojej starej co najwyżej.

aope ma rację, wielka moda, już od premiery modern warfare 2 narzekać na CoD, a prawda jest taka, że tylko Battlefield potrafił go przebić

19.12.2010 22:19
odpowiedz
Pomid00rek
2
Junior

dzony600 ty sie uspokoj i se mozesz tak do swojej starej mowic nie do mnie, plebie.

19.12.2010 22:41
odpowiedz
Albert M.
10
Pretorianin

Black Ops akurat wymiata! Więc porównanie jak najbardziej trafne.

19.12.2010 22:44
odpowiedz
Pomid00rek
2
Junior

kolejny odgrzany kotlet, nic ciekawego

19.12.2010 22:52
odpowiedz
Albert M.
10
Pretorianin

Jaaasne bo we wcześniejszych COD'ach fabuła była, bohater umiał mówić i pływać. Otoczka gry też była taka sama.

20.12.2010 14:32
odpowiedz
gregoryf
39
Konsul

prawda, że twórcy coda są w stanie wmówić fanom serii, że gówno jest złotem, tym niemniej nie można powiedzieć, że multik we wszystkich jego częsciach jest słaby. Wciąga jak diabli, a to że nie ulega rewolucyjnym zmianom, to akurat... hmm kwestia gustu, jedni by chcieli zmian, ale zaraz odezwałyby się głosy: "ale po co to? ale czemu?" etc. Wszystkim się po prostu nie dogodzi. Co ja bym zmienił w codzie, to ograniczył kill strike'i, bo to one właśnie zachęcają graczy do campienia, czitowania, biegania z tubami (...). No i nie oszukujmy się też, że multi w codzie to w 70% fart. Ot spadnie ci w paczce heli i zamiatasz całą mapę, czy jestes noobem czy pro.

20.12.2010 21:12
odpowiedz
Psychosocial
67
SlipknoT

Pomid00rek , odgrzaną to masz morde

04.01.2011 21:52
odpowiedz
Apokalipsis
59
Senator

Wreszcie ktoś o tym napisał. Zero realizmu, sztuczne sceny tylko po to, żeby wzbudzić emocje gracza. Zero myślenia, jedynie rush + fragowanie na MP. Sam lubię pograć, ale brakuję mi tu "pierwszych CoD'ów". Mam na myśli fabuły bez sztucznych, wręcz "naciąganych" scen i sensownej rozgrywki (głównie chodzi mi o MW2, 1). Owszem jest efektowna i gwarantuję zabawę, ale gdyby tak pomyśleć, to nie ja brałem w nich udział, to była oskryptowana scena.. Początek serii dawał niezapomniane sceny, które sami "tworzyliśmy", i to właśnie dawało prawdziwe doznania, takie jak na wojnie (takich scen na wojnie się nie planuję, prawda?). Sam lubię trochę oskryptowania (przyzwyczajenie), lecz niektóre są.. a co ja tu będę udowadniał :) Za późno żeby się rozpisywać.

Psychosocial - spokojnie, ma rację to tylko odgrzewanie kotleta. Po twoich wypowiedziach wnioskuję, że masz 10 - 13 lat.. Jeśli masz inne zdanie na dany temat, to postaraj się to uszanować, każdy ma prawo wypowiedzi. Takie kłótnie są bez sensu i nie na miejscu :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze