Cyberprzestępcy czy cyberbohaterowie? - sathorn - 22 czerwca 2011

Cyberprzestępcy, czy cyberbohaterowie?

W ciągu ostatnich tygodni, czy może miesięcy, nastąpił gwałtowny wzrost aktywności grup hackerskich, czy też może zaczęto te wydarzenia lepiej naświetlać. Natomiast po atakach na PlayStation Network, które spowodowały wyłączenie usługi prawie na miesiąc, również i graczowa brać, zaczęła się baczniej przyglądać poczynaniom cyberprzestępców. Pytanie brzmi: czy już tylko przyglądamy się, czy już może jesteśmy obiektem manipulacji?

Policja brytyjska dokonała niedawno, we współpracy z FBI, zatrzymania jednego z domniemanych szefów grupy hackerskiej, która ostatnio szczególnie błyszczała – LulzSec. Pisząc o tym newsa i zagłębiając się nieco w temat, zdałem sobie sprawę z tego, że w głębi duszy sympatyzuję z zatrzymanym, podobnie zresztą jak z całym tym środowiskiem.

„Ależ jak to! Przecież to przestępcy! Do kryminału z nimi, łapy po ucinać, komputery pozabierać! Atakują, kradną i grabią i plądrują, chwytając po drodze nasze cenne dane osobiste!”. Hackerzy to zło wcielone, policja organizuje specjalne jednostki do walki z tymi, niezwykle groźnymi dla porządku publicznego kryminalistami, oraz przeciętnych Kowalskich. Tylko czy na pewno? Nie chcę popadać w przesadę i doszukiwać się teorii spiskowych, ale gołym okiem widać, że opinia publiczna została „nakręcona” i chorobliwie obawia się o swoje bezpieczeństwo. Co oczywiście daje wolną rękę rządom w walce z „cyberprzestępcami” takimi jak Julian Assange, twórca słynnego Wikileaks.. Image hackera, włamującego się do naszych biednych domowych PCtów i ogałacającego nasze konta bankowe, jest starannie kształtowany w mediach. Słyszymy szeregi rozmów z policjantami, którzy tłumaczą nam, szarym, nieświadomym, obywatelom, jak ustrzec swoje cenne dane przed wykradnięciem i aby ciągle mieć się na baczności.  Wciąż też słyszymy w odniesieniu do członków organizacji takich jak LulzSec, czy Anonymous takie słowa jak: cyberprzestępcy, cyberwłamywacze, czy wirtualni przestępcy.  Takie słownictwo już się utarło, sam go używam. Niesłychanie rzadko zdarza się, żeby media mówiły o tym, co leży u podstaw zachowania tych grup, czy jakie tym grupom przyświecają idee. 

A idee te są bardzo słuszne. Wolność słowa, powszechność tajnych dokumentów, powszechniejszy dostęp do informacji, Anonymous usilnie walczą także ze scjentologią. Nie łudźmy się. O tym co naprawdę dzieje się na świecie, nie dowiemy się z telewizora. Mainstreamowe media ogłupiają, a nie rozwijają i definformują, zamiast informować. Obecnie wartość wieczornych programów informacyjnych, nadawanych w popularnych stacjach telewizyjnych jest na poziomie tabloidów. Trzy słowa przewrocie wojskowym w Ameryce Łacińskiej (bo kogo to obchodzi?), a następnie pięciominutowy materiał o panie Janku, który jadąc na rowerze, potrącił dziecko wracające ze szkoły. Pan Janek był pod wpływem alkoholu, grozu mu do pięciu lat więzienia.

Zastanówmy się teraz, któ jest głównym celem hackerów? Strony rządowe, serwery zawierające tajne informacje, istytucje porządku publicznego. Wystarczy spojrzeć na wpis w angielskiej Wikipedii, poświęconej Anonimowym i przejrzeć listę ich osiągnięć. Celem LulzSec, czy Anonymous rzadko padają szarzy obywatele. Choć zdarza im się „oberwać” niejako przy okazji, tak jak przy okazji ataków na Sony. Zastanówmy się jednak, jak mogłaby się ukształtować sytuacja w której do ataków nie dochodzi. Proces GeoHota, oskarżonego o złamanie zabezpieczeń konsoli PlayStation 3 zapewne nie zakończył by się na ugodzie, a młody Amerykanin poszedłby siedzieć.  Dalekosiężnym celem jest walka o szeroko pojętą wolność informacji. I choć nie zgadzam się ze wszystkimi metodami, to muszę przyznać, że z ideą zgadzam się jak najbardziej, ponieważ tak instytucje publiczne, jak i korporacje potrzebują przynajmniej wędzidła, czy też czujnego obserwatora ich poczynań. I zdaje się, że hackerzy sprawują się w tej roli całkiem nieźle, potrafiąc nawet zawiązać współpracę w celu osiągnięcia celu. Wspomnijmy chociażby najnowszą wspólną inicjatywę LulzSec i Anonymous, której ofiarą padły już m.in. rządowe strony w Brazylii, czy Wielkiej Brytanii. Na marginesie, trzeba zauważyć, że druga strona barykady stosuje niezbyt etyczne metody.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego odczuwa pewien rodzaj szacunku dla hackerów. To są idealiści. Nie wszyscy oczywiście, ale większość tych, którzy padają ofiarami w cyber-wojnie, to ludzie, którzy starają się walczyć o swoje przekonania. Wywierają nacisk na instytucje publiczne, łamiąc przy tym prawo i narażając się na spore niebezpieczeństwo. Większość z nich jest bardzo młoda, często nie ukończyli jeszcze dwudziestego roku życia. Przy tym nie czerpią ze swojej działalności żadnyh zysków, jakoś nie słyszałem jeszcze o tym, żeby hackera wyciągano siłą z jego willi na Hawajach.

Nie musicie się ze mną zgadzać. Ja zresztą nie jestem guru w temacie i nie mam dokładnego wglądu w środowiska o których mowa. Gorąco Was jednak namawiam, żebyście przemyśleli temat, bo nie jest on tak oczywisty, jak to przedstawiają nam media.

sathorn
22 czerwca 2011 - 18:32
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
23.06.2011 10:20
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Może i nie ma takiej całkowitej wolności, ale kto chciałby oglądać gwałty, samobójstwa, morderstwa w necie?
Byś się zdziwił ile tego gówna leży bezpiecznie w internecie. Może gwałty i morderstwa to trochę wyższa liga, to jednak znajdziesz wszystko. Już nie wspominając o innych materiałach.

A co do wojny internetowej. Jak ktoś wcześniej wspomniał: każda sprawa to inni ludzie, inna motywacja, inna liga. Wikileaks, Anonymous i Lulsec to całkowicie inne twory. Każdemu przyświeca inny cel. Pewne ataki można uzasadnić to jednak nie nazwał bym tych ataków dojrzałymi. Sam zresztą wspomniałeś, że za tymi atakami stoją osoby nastoletnie. Szkoda, że inteligencja oraz dojrzałość nie jest wprost proporcjonalna do umiejętności informatycznych. Wikileaks to już coś poważniejszego. Tylko Assange się kreuje na wielkiego wybawiciela i wojownika o prawdę. (co jest trochę śmieszne). A przynajmniej kreował, bo sprawa przycichła.

Taki internetowy ruch oporu czy partyzantka internetowa jest potrzebna, ale musi być zorganizowana i przede wszystkim posiadać jasno określone cele, najlepiej dojrzałe cele a nie 4fun.

23.06.2011 11:00
odpowiedz
ozoq
59
Generał

Jesli ktos rzeczywiscie walczy z tlumieniem waznych dla ludzi informacji to ok (szczegolnie pomaga to sobie zwizualizowac przyklad z tekstu o przewrocie w Ameryce Lacinskiej i panie janku). Ale takich skurwysynow jak ten pajac, z ktorym procesuje sie sony czy ludzie odpowiedzialni za to, ze przez z gora 1 miesiac nie bylo PSN powinni dostac po 15 lat, zamykanie w celi z mordercami i konfiskate majatku. Z dnia na dzien zniszczyc im zycie. PSN to pestka, mozna sie bez tego jakos obyc. Teraz sobie wyobrazcie jak grupa takich zwyrodnialcow robi takie zamieszanie u waszego dostarczyciela internetu. Albo telefonii komorkowej. To szkodliwe gowniarstwo, ktore mozna zwalczyc tylko brutalna sila.

23.06.2011 12:53
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

Gdyby potraktować "cyberbohaterów" poważnie, gdyby (łącznie z Wikileaks) szukali oni dla swoich uczynków zaplecza ideowego - bez trudu znajdą go tutaj:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Anarchizm
Trzeba mieć trochę cierpliwości aby przestudiować tę stertę niekiedy wykluczających się wzajemnie dążeń, niemniej ma ona wspólne podstawy - nieufność do struktur państwowych czyli także do ich oficjalnych wykładni - zwłaszcza mediów czy systemu prawnego z naciskiem na politykę.
"Jesteśmy oszukiwani" - tak najłatwiej można powiedzieć kiedy Wikileaks publikuje tajemnice dyplomacji.
Istnienie internetu sprawiło że kulisy bankowych transakcji czy zaplecza kuchni politycznych nagle stały się "dostępne" dla sporej części (najczęściej młodych) "ciekawskich" ludzi. Przedtem o ten dostęp walczyły wszelakie armie wywiadowcze - teraz gdy nieopatrznie większość struktur państwowych właśnie internetowi powierzyła swoje dane - walka o informacje zyskała nowe "oblicza" ;)
"Jesteśmy oszukiwani" - warto aby "cyberbohaterowie" zastanowili się nad tym hasłem - kto tu kogo oszukuje. Może się bowiem okazać że "cyberbohaterowie" oszukują się sami.

23.06.2011 14:03
😊
odpowiedz
dresX94
51
Senator

Hackerzy mają fajne idee, jednak wg mnie robią to wszystko w większości aby się "pokazać". Nie próbują niczego zmieniać czy naprawiać, mówią o wolności słowa, czasem wręcz anarchistycznych przesłaniach, ale co z tego, skoro ich działanie idzie bardziej na ilośc a nie jakość. Nie krytykuję ich, to co robią nikomu specjalnie nie szkodzi a miło jest usłyszeć, jak ludzie i firmy z pierwszych stron gazet dostaję pstryczka w nos, ale wciąż widać, że mają pewne granice i wiedzą, czego nie mogą zrobić, nawet mimo faktu, że za to co zrobili spokojnie mogą trafić za kratki :) Bardziej chodzi mi o to, że zapewne gdyby hackerzy chcieli to ukradliby czy też opublikowali materiały, które mają większą wartość niż hasła "paru" Kowalskich. Bardzo podobała mi się akcja WikiLeaks z udostępnieniem rządowych informacji, jednak jak to ludzie mawiają, apetyt rośnie w miare jedzenia, zaś skoro hackerzy pokazali już, że mogą się wkraść na strony i ukraść dane dziesiątek tysięcy ludzi i nie boją się tego konsekwencji, to chciałoby się zobaczyć coś jeszcze bardziej spektakularnego. No ale tak czy siak, trochę anarchii w naszym systemie jest potrzebna i dobrze, że są ludzie, którzy potrafią ją urządzić w sposób fajny i nie krzywdzący przeciętnego człowieka oraz przede wszystkim nie boją się igrać z ogniem (akurat w ich przypadku z policją :P).

23.06.2011 14:46
Flyby
😃
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

Trzeba trochę czasu aby przeciętny użytkownik netu zorientował się że tak naprawdę to on też traci. Pewnie dopiero wtedy poczuje się zaniepokojony kiedy sprzedając coś na allegro ktoś mu zapłaci pieniędzmi z jego własnego konta. Będzie mógł pocieszyć się myślą że wysłał kupującemu zamiast tego "coś" - ładnie zapakowaną cegłę. Potem zdziwi się kiedy do jego drzwi "zapukają" policjanci bo jego komp został użyty jako "zombie" w jakimś netowym "włamie" a w ogóle to jego danych używają od dawna pedofile w "transakcjach". I tak dalej. Kiedy już wyjdzie z aresztu, w knajpie spotka sąsiada który przy kuflu wyzna mu, jaką to ma uciechę dzięki istnieniu netowych naiwniaków. Zanim dokończy spowiedzi ze swoich "cyberbohaterskich" sukcesów, naszego przeciętnego Kowalskiego trafi szlag i umrze sobie pod stolikiem. Ostatnie jego słowa będą brzmieć, "czego i wam życzę" ;)

23.06.2011 14:53
Harry M
😜
odpowiedz
Harry M
150
Master czaszka

A mnie już nudzą ci hakerzy ;)

23.06.2011 15:46
Eskejp
odpowiedz
Eskejp
20
Centurion

Widzę że dyskusja wre. Ja napiszę tylko że całkowicie zgadzam się z autorem tekstu.

23.06.2011 17:14
odpowiedz
zanonimizowany773449
60
Konsul

Spoko tekst. Popieram i zgadzam się choć nie ze wszystkim.

23.06.2011 18:58
kraju92
odpowiedz
kraju92
83
Espada

Dla mnie to istna paranoja i patologia popierać akcję tych dwóch grup. A wszystkich tych cyber-terrorystów bym za jaja powiesił. Może i cel jest słuszny jak się w niego zagłębimy, ale nie oszukajmy się, niektóre rzeczy muszą pozostać tajnymi, a pewna cenzura zawsze istniała w środowisku. Nie mówię że mamy się zgadzać z tym co się teraz wyprawia, że jak łagodne baranki mamy się stosować do zaleceń rządu. Ale ich metody są złe. Gdyby każdy tak miał walczyć z każdym problemem, była by anarchia. Już nie mówię o stronach rządowych, bo to przeciętnego Kowalskiego nie interesuje. Ostatnio LulzSec ogłosiło, że ma dane każdego mieszkańca Wielkiej Brytanii (czy tam Anglii, nie pamiętam dobrze) ze spisu powszechnego. Dane chcą ujawnić na jednej z pirackich stron. To są metody? Nawet jeżeli popieramy w pewnym zakresie akcje tej grupy, to w żaden sposób nie powinniśmy popierać ich akcji. To są przestępcy i mam nadzieję że wcześniej czy później ich dorwą. Liczę również na to, że ani rząd, ani nikt inny nie odpuści i podejmie walkę. Bo to już nie jest hackerstwo. Nazywanie ich hackerami jest błędne. To są już cyber-przestępcy, a powoli dochodzą do statusu cyber-terrorystów. Atakują również strony i serwery wielu developerów gier. Cały czas pamiętam jak nie mogłem zagrać w League of Legends bo serwery nie działały. Jak się okazało, był wtedy atak terrorystyczny. Nie wiem jak mamy być spokojni, skoro LulzSec planuje ataki na serwery bankowe i ujawnienie danych. To samo może się już niedługo tyczyć naszych maili, czy facebooka. Ukradną nasze loginy, hasła, konta bankowe, będą znać nasz adres zamieszkania i wszystko to upublicznią na stronie z pirackimi rzeczami. Nikt nie powinien wpierać ich akcji, a każdy w jakimś zakresie powinien z nimi walczyć. Bo ich zachowanie jest czysto egoistyczne. Skoro ludziom przeszkadza cenzura i utajnianie pewnych dokumentów, to jest tysiąc innych powodów na walkę z tym. Oni uważają się za głos większości, szkoda jednak że to oni są w mniejszości i skoro ludzie chcieli by coś zmienić, na pewno znaleźli by inny sposób. Bo nie dość że utrudniają życie przeciętnym graczom, to także przeciętny człowiek nie będzie mógł spokojnie zasnąć że strachu przed kradzieżą konta w banku, to dodatkowo niszczą gospodarkę firmy, jak i po części całego państwa, jak zrobili to w przypadku Sony. Mam nadzieję że nikt nie będzie idiotom i nie czuje że ich akcja jest słuszna. Bo powinniśmy ich tępić jak się tylko da.

24.06.2011 00:10
Pan Dzikus
odpowiedz
Pan Dzikus
156
Generał

Cyberprzestępcy, czy cyberbohaterowie?

Bezsensowne przeciwstawienie. Że niby przestępca nie może być bohaterem? A to niby czemu nie? Nie tylko może ale nader często bycie przestępcą i bohaterem idzie se sobą w parze. Ten, kto daje opór tyrańskiemu rządowi jest przestępcą ale również bohaterem. Ludzie, którzy ukrywali Żydów podczas niemieckiej okupacji byli przestępcami ale byli także bohaterami. Zygmunt Szendzielarz i inni żołnierze wyklęci, którzy zabijali komunistów, również byli przestępcami i bohaterami jednocześnie.

24.06.2011 12:16
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

Zostań przestępcą a będziesz bohaterem ;) Jakie to proste. Musimy jednak aby nie popaść w przesadę przyjąć założenie że bohaterowie wśród przestępców są rzadkością ;)
I na pewno hakerzy opisywani w tym artykule do owych "bohaterów" nie należeli. To byli po prostu zwykli złodzieje bez cudzysłowu:
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,35798,9837094,Hakerskie_ataki__Amerykanie_nie_pomogli_sledczym.html

24.06.2011 13:07
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

@sathorn
Moim zdaniem, całkowitym nonsensem jest wrzucanie do jednego worka ludzi faktycznie walczących o ujawnianie informacji ukrywanych przez rządy (takich jak Julian Assange), a więc robiących mniej lub bardziej to, co robią detektywi i dziennikarze, z hackerami, których akcje wymierzone są w przedsiębiorstwa prywatne i zwykłych obywateli.

Rozumiem, że młody człowiek, hołdujący mniej lub bardziej świadomie ideologii lewicowej może uznawać korporacje za zło, z którym trzeba walczyć. W rzeczywistości są to jednak normalne oganizacje prywatne, które dostarczają pewne usługi na ściśle określonych zasadach (a jeżeli robią to w sposób nielegalny, to właśnie takie rzeczy należy nagłaśniać, tak jak robił to Assange).

Pewnie, można mówić, że hackerzy "dbają o jakość usług" szkodząc takim prywatnym przedsiębiorcom, ale moim zdaniem wygląda to trochę jak tłumaczenie złodzieja, który twierdził, że chciał tylko przekonać obuwatela do zainwestowania w lepsze zamki (które nie byłyby mu potrzebne, gdyby nie działalność tego złodzieja właśnie). Takie działania uważam za niewychowawcze - obywatel słabo interesuje się niuansami bezpieczeństwa, a jeśli ktoś będzie myślał za niego, wówczas w ogóle zrezygnuje z analizowania swojej sytuacji i działań, które należy podjąćw celu ich poprawy.

Dlategto też, kiedy np.: jakaś korporacja zachowa się w sposób szkodliwy dla konsumenta (który ma jednak nad nią potężną władzę, bo może zagłosować portfelem), to od takich włąśnie "hackerskich ataków" znacznie skuteczniejsze byłoby zorganizowanie np.: pozwu zbiorowego i nagłośnienie sprawy, w wyniku którego pozwany koncern musiałby wypłacić spore odszkodowania, prawdopodobnie miałby problemy z prawem (przechowywanie danych osobowych to nie w kij dmuchał) i straciłby pozycję w oczach klientów (co mogliby wykorzystać konkurenci). I co najgorsze - nie mógłby się w żaden sposób wytłumaczyć. W przypadku ataku hackerskiego zawsze może zrzucić swoją winę na "złośliwe działania cybrprzestępców".

I jeszcze jedno - bycie idealistą samo w sobie nie jest ani dobre, ani złe. Wszystko zależy, w jakie ideały się wierzy i jakie metody stosuje się do ich urzeczywistnienia. Komuniści, którzy wymordowali miliony ludzi w imię nowego, lepszego świata, byli jak najbardziej idealistami.

A propos mediów. Działania na rynku światowym nie jest tak bardzo odmienne od wojny wywiadów. Weźcie więc pod uwagę możliwość, że np.: atak na Sony mógł być wynikiem działania agentów konkurencji.

@frankie08
"Głównym priorytetem jest wykradanie i ujawnianie wszystkich tajnych informacji, właczając w to e-maile i inne dokumenty. Głównymi celami są banki i inne ważne instytucje"

Z tego cytatu wynika, że hackerzy to zwykli bandyci :8]

@mortenpl
Sporo osób dochodzi powoli do wniosku, że z hakerami nie trzeba walczyć - trzeba ich zatrudniać.

To nie takie proste. Większość dużych firm nigdy nie zatrudnia ludzi silnie związanych z ruchem hackerskim (nie mówię o zwykłych hackera, którzy kiedyś sobie coś tam złamali dla zabawy) z powodów bezpieczeństwa właśnie. Na świecie jest dużo równie sprawnych programistów, którzy nie łamią zabezpieczeń, ale je tworzą i mają gdzieś cały ruch hackerski.

@Pan Dzikus
Ten, kto daje opór tyrańskiemu rządowi jest przestępcą ale również bohaterem.

Zgadza się. Dlatego Juliana Assange'a można nazwać bohaterem, hackerów szkodzących prywatnym firmom - nie.

24.06.2011 13:38
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

Dzikouak - zauważ że Assange publikował najwięcej "tajnych" informacji tyczących się t.zw. dyplomacji - zakulisowych rozmów czy raportów. Wszystkie te informacje ujawnione po czasie co najwyżej podkreślają swoistą i tradycyjną "dwulicowość" wszelakiej polityki. Owej "dwulicowości" są świadomi na co dzień wszyscy wytrawni politycy. Po prostu nie "akcentują" jej bo psuje obraz oficjalnych ustaleń. Tak więc działalność Assagne nie wiele wniosła tu nowego - można uznać ją za "sensacje" przysparzające dodatkowego kłopotu politykom - można też, rzecz traktując ideowo, wpisać jego działalność w jeden z nurtów anarchistycznych. W dodatku jak pisałem, konkurował w tym wypadku z fachowcami po linii rozmaitych wywiadów - na ile został w tym wypadku inspirowany lub "wystawiony", może kiedyś się dowiemy. W każdym razie daleko mu do miana bohatera, raczej nazwałbym go ofiarą. :)

24.06.2011 14:54
odpowiedz
zanonimizowany337424
31
Pretorianin

@kraju92 - zajmę głos odnośnie publikacji danych ze spisu powszechnego w Wielkiej Brytanii. Dlaczego niby nie ujawniać tych danych? Co sprawia, że aparat państwowy może takie dane posiadać i mieć do nich dostęp, a pospolici ludzie nie? To jest właśnie piękny przykład walki o sensowne postulaty - powszechny dostęp do informacji.

24.06.2011 14:56
odpowiedz
zanonimizowany337424
31
Pretorianin

A, chciałem jeszcze dodać, że do ideologii lewicowej jest mi bardzo daleko ;) Bliskie mi są raczej idee liberalne (ale w dawnym tego słowa znaczeniu).

24.06.2011 15:28
Flyby
😃
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

"powszechny dostęp do informacji" Dostęp do prywatnych lub oficjalnych danych na prywatny użytek :) Szczytna idea, sathorn1. Wystarczy tylko pomyśleć i przebadać jakie konsekwencje taka idea za sobą niesie. Lub dla przykładu zastosować ten "powszechny dostęp do informacji" przy grze w pokera. :)

24.06.2011 16:04
odpowiedz
Dzikouak
26
Generał

@Flyby
Wszystkie te informacje ujawnione po czasie co najwyżej podkreślają swoistą i tradycyjną "dwulicowość" wszelakiej polityki. Owej "dwulicowości" są świadomi na co dzień wszyscy wytrawni politycy.

Ależ działalność Wikileaks nie była skierowana do polityków, a do dziennikarzy i zwykłych ludzi interesujących się polityką. Coś w rodzaju "dziennikarza wyższego poziomu", który znajduje dowody afer na bardzo wysokim szczeblu. Bo wiesz - co innego powiedzieć, że osoba X robi przekręt, a co innego - znaleźć na to dowód.

24.06.2011 17:14
😁
odpowiedz
Soldamn
110
krówka!! z wymionami

Dziennikarze Guardiana dotarli do prywatnych rozmów hakerów z lulsec, z których wynika, że jedynym powodem dla którego działają jest chęć bycia sławnym oraz chęć pokazania, że są lepsi od innych hakerów.

całość : http://www.guardian.co.uk/technology/2011/jun/24/inside-lulzsec-chatroom-logs-hackers?CMP=NECNETTXT766%29

I to są wasi bohaterzy :D :D :D ?

Edit: swoją drogą, co to za hakerzy, co dali sobie wykraść własne dane ??

24.06.2011 18:41
odpowiedz
zanonimizowany337424
31
Pretorianin

@Soldamn - czytałeś ten artykuł do końca? bo w którymś z akapitów widziałem tekst, w którym jeden z członków grupy wyraźnie mówił o ich motywacjach - "stworzyć nowy internet, wolny od korporacji"

24.06.2011 18:55
Flyby
😊
odpowiedz
Flyby
197
Outsider

To zależy, Dzikouak, co rozumiemy pod terminem "przekręt". Większość tekstów wykradzionych przez wikileaks nie była sama w sobie żadnymi "dowodami". Pokazywała co najwyżej dyplomatów "bez gaci" oraz odsłaniała tajniki ich gierek. To żadna sensacja, zwłaszcza dla dziennikarzy bardziej zorientowanych w temacie, tylko co najwyżej propagandowa "woda na młyn" dla politycznych grup i grupek wspierających m.in. terrorystów.

"stworzyć nowy internet, wolny od korporacji" :) To zapomnieć o tym czym tak naprawdę jest internet - siecią serwerów, powiązanych potrzebami i interesami industrialnego świata. I gdyby nie te potrzeby i interesy, nigdy by nie powstał. W tym układzie ideologiczne zapędy hakerów dadzą się jedynie porównać z koniecznością istnienia pasożytów i dowodami na to.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze