Czy wszystkie pokemony idą do nieba? - Ender - 1 sierpnia 2011

Czy wszystkie pokemony idą do nieba?

Pokemony praktycznie od zawsze wzbudzały kontrowersje i szał wśród konserwatywnych pedagogów, obrońców moralności, religii czy „zatroskanych” rodziców. O grach opowiadano niestworzone historie, podobnie zresztą jak o powstałym na ich podstawie serialu animowanym lub kolekcjonerskiej karciance. Na gruncie tych opowieści wykiełkowało wiele miejskich legend. Niektóre były wyjątkowo dziwne lub nieprawdopodobne, takie jak historie o zgonach wywołanych kontaktem z grą czy też te o klątwie ciążącej nad twórcami kieszonkowych stworów. Inne, krążące wśród graczy były znacznie ciekawsze, bo w wielu wypadkach ku zaskoczeniu okazywały się prawdą, jak te mówiące o sposobie na złapanie Mew czy o spotkaniu z tajemniczym Missingo. Jedną z najciekawszych legend tego typu, która zrobiła niemałą karierę w sieci, jest opowieść o „czarnej” wersji kartridża z Pokemon Red, która ponoć kilka lat temu została zakupiona na pewnym amerykańskim pchlim targu.

Legenda narodziła się dzięki pewnemu anonimowemu wpisowi, który pojawił się na jednym z forów internetowych. Jego autorem była osoba przedstawiająca się jako kolekcjoner nieoficjalnych wersji Pokemona, które ukazywały się w dużych ilościach, w schyłkowym etapie życia Gameboy`a, głownie dzięki ułatwionemu dostępowi do nagrywarek i czystych kartridżów. Tytuły te były w wielu wypadkach zhakowane, a ich moderzy grzebali w kodzie gry, zmieniając mapę świata, statystyki lub ataki pokemonów, co często prowadziło do tego iż były kompletnie niegrywalne albo zawieszały konsolę. Kolekcjoner poszukiwał swoich gier przede wszystkim na targach staroci, wyprzedażach garażowych oraz w lombardach. Dzięki temu udało mu się stworzyć pokaźny zbiór prawie wszystkich znanych modyfikacji różnych osłon Pokemona. Pewnego dnia, w czasie wizyty na pchlim targu, natknął się jednak na kart o którym jeszcze nie czytał w sieci, ani nie słyszał od znajomych. Oczywiście błyskawicznie go kupił, a potem zabrał do domu żeby przetestować. Na potwierdzenie swoich słów zamieścił nawet pojedyncze zdjęcie gry.  

Uprzedzając prośby o kolejne fotografie oraz zrzuty z ekranu konsolki stwierdził że nie może ich dostarczyć ponieważ w czasie przeprowadzki kilka lat wcześniej gra mu się gdzieś zawieruszyła i bezpowrotnie ją stracił. Jednakże zapewnił, że pamięta dokładnie przebieg rozgrywki bo wrył mu się on mocno w pamięć.

Grę otwierało standardowe krótkie intro, a o modyfikacji świadczył jedynie ekran startowy z napisem "Black Edition" umieszczony pod tytułem Pokemon Red. Rozpoczynając nową grę, wysłuchiwaliśmy przemowy profesora Oak i budziliśmy się w rodzinnym domu w Pallet Town. Pierwszą poważną zmianę widać było przy wyborze naszego pierwszego stworka. Poza Charmanderem i Squirtlem, na miejscu należącym do Bulbasuara znajdował się pokemon o prostym imieniu Ghost. Pierwszopoziomowy Ghost miał tylko jeden atak "curse". Jako, że takiego ruchu nie było jeszcze w pierwszej generacji gier z kieszonkowymi stworami, musiał on być wprowadzony przez twórcę modyfikacji. Kiedy trener którym walczyliśmy próbował użyć na duchu jakiegokolwiek ataku pojawiał się komunikat, że jego pokemon jest zbyt przestraszony by się ruszyć. Naprawdę dziwnie robiło się jednak kiedy w czasie potyczki zdecydowaliśmy się wykorzystać klątwę. Obraz robił się wtedy cały czarny, a w tle słychać było jedynie jęk pokonanego jednym ruchem przeciwnika. Nie był to jednak standardowy dźwięk jaki słyszmy w zwykłej grze, był on zniekształcony i rozciągnięty w czasie. Oddawało to grozę sytuacji, bowiem kiedy ekran walki pojawił się ponownie, widać było iż trener z którym walczyliśmy miał o jednego pokeballa mniej. Bez wątpienia świadczyło to o tym, że jego pokemon musiał zginąć w walce...  

Pallet Town

Ale to jeszcze nie wszystko. Pod koniec walki, zaraz po informacji o zobytych dzięki wygranej pieniądzach, pojawiły się dwie opcje do wyboru "uciekaj" i "klątwa". Wybierając ucieczkę, jak gdyby nigdy nic, kontynuowaliśmy dalej rozgrywkę. Decydując się na rzucenie klątwy sprawialiśmy, że dotknięty nią trener znikał z mapy, a na jego miejscu pojawiał się mały kamienny nagrobek... Klątwa nie działała w każdym przypadku. Nie mogliśmy jej użyć wobec trenerów takich jak nasz rywal, z którymi musieliśmy walczyć kilka razy w różnych punktach gry, aczkolwiek przy ostatnim spotkaniu z takimi osobami, mogliśmy jej już użyć bez najmniejszych problemów.  

Po zdobyciu wszystkich odznak i pokonaniu ostatniego wyzwania jakim byli trenerzy z Elite Four, gra zbliżała się do swojego wyjątkowo klimatycznego finału. Ekran robił się czarny, a przed oczyma gracza ukazywał się napis „wiele lat później”. Przenosiliśmy się do Lavender Town, na którego opustoszałej ulicy stał samotny stary człowiek wpatrujący się w nagrobki. Kiedy okazywało się możemy sterować jego ruchami uświadamialiśmy sobie, że to stworzona przez nas postać. Staruszek poruszał się bardzo powoli, tylko z połową normalnej szybkości, w jego ekwipunku nie było już żadnego pokeballa, znikł z niego także wcześniej nieusuwalny duch. Co prawda, mogliśmy swobodnie podróżować po prawie całym świecie, ale na swojej drodze nie spotykaliśmy żadnego żywego człowieka. Jedynym widocznym znakiem ich dawnej obecności były nagrobki pokonanych przez nas trenerów. Spoglądając na krajobraz żywcem wyjęty z filmu katastroficznego zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że staruszek jest najpewniej ostatnim z żyjących ludzi, do czego co gorsza mógł sam się przyczynić. Naszym, jedynym i nieodłącznym towarzyszem był motyw muzyczny z Lavender Town, który i bez sytuacji w jakiej się znaleźliśmy mógł wywoływać ciarki na plecach.

Jeżeli gracz zdecydował się odwiedzić rodzinne miasteczko i wejść do swojego pokoju, czyli miejsca w którym rozpoczęła się cała gra, ekran ponownie robił się czarny. Po chwili przed jego oczami przewijały się portrety wszystkich pokemonów i ich trenerów pokonanych za pomocą zabójczego ataku ducha. W czasie tego specyficznego pokazu muzyka stawała się coraz szybsza i głośniejsza, a początkowo słyszana melodia zamieniała się w nieznośną kakofonię. Zaraz potem, przenosiliśmy się na ekran walki. Po jednej stronie znajdował się staruszek, po drugiej uśmiechający się szeroko Ghost. Gracz nie miał do dyspozycji żadnych pokemonów czy przedmiotów, nie mógł też w żaden sposób uciec przed swoim przeznaczeniem. Jedyne co mu pozostało to walczyć ze szczerzącą się zmorą. Z każdym atakiem, który nie robił duchowi krzywdy, traciliśmy część naszego zdrowia. W swojej turze duch jednak nie wykonywał żadnego ruchu, cierpliwie czekał na chwilę kiedy pasek życia staruszka był bliski zeru, używał wtedy klątwy, kładąc kres życiu swojego dawnego pana. Po tym ekran po raz ostatni robił się czarny i bez względu na wciskane przyciski nie mogliśmy już wrócić do gry. I nie pomagało tu zrestartowanie konsoli, bowiem nasz save był już skasowany, a jedyną dostępną opcją było rozpoczęcie nowej gry. Autor opowieści twierdził, że przechodził tytuł wielokrotnie, czasami nie wykorzystując w ogóle mocy ducha. Nie miało to jednak wpływu na ostateczne zakończenie histroii, ktora zawsze zwieńczona była naszą śmiercią.

Lavender Town

Ile prawdy jest w tej dziwnej legendzie? Niestety, prawie na pewno możemy stwierdzić, że jest ona sfabrykowana. Bardzo dobrą, co warto zaznaczyć. Krótko po tym jak opowieść zyskała pewną popularność i rozgłos na jaw wyszło, że jej źródłem jest forum 4chan, co podważyło jej ewentualną prawdziwość wśród większości internautów, którzy wrzucili ją do worka historii i dowcipów, które na co dzień tworzone są przez jego użytkowników. Podejrzane były także zapewnienia autora o tym, że gra gdzieś zaginęła, prze co nie może dostarczyć solidnych dowodów na jej istnienie. Istotne jest to, że nie ma tak naprawdę innych konkretnych relacji o kontakcie z tą modyfikacją. Nawet jeżeli rzeczywiście powstała, jej twórca musiałby nie tylko mocno się natrudzić przebudowując tytuł, co jak się okazuje jest znacznie trudniejsze niż można by się spodziewać, ale także wypuścić swoje dzieło w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy, maksymalnie kilku lub kilkunastu sztuk. Zdając sobie sprawę z tego, że cała historia jest najpewniej fałszywa, możemy zadać kilka teoretycznych pytań. Jakie cele mogyłby przyświecać ewentualnemu twórcy modu? Co chciał przekazać swoim odbiorcom? Czy użycie gry dla dzieci, a zwłaszcza Pokemona miałoby jakiś głębszy sens? A może po prostu mógł być to żart, mający wywołać dreszczyk i lekki niepokój u kilku przypadkowych graczy?  

Tak pewnie wyglądałaby okładka gry

Cała historia doczekała się jeszcze epilogu. Wiele osób zafascynowanych „Black Editon” zakasało rękawy i próbowało wykorzystać swojej umiejętności by dzięki edytorom odtworzyć całą grę, tak by była jak najbardziej zgodna z opisem. Owoce tej pracy można nadal znaleźć w sieci lub na YouTubie. Powstała nawet okraszona ilustracjami wirtualna powieść na Nintendo DS pod tytułem Pokemon Ghost Black ReTold, która jeszcze raz pozwala nam zapoznać się z całą legendą.

Ender
1 sierpnia 2011 - 19:11

Komentarze Czytelników (26)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.08.2011 00:34
👍
odpowiedz
wiedeński kurier
2
Generał

historia sama w sobie dość ciekawa, ale przede wszystkim kapitalnie opisana. zarówno ten wpis, jak i ten wcześniejszy o Polybiusie, naprawdę mają niezły klimat, znakomicie podkreślający aurę tajemniczości.
mam nadzieję, że masz jeszcze jakieś "legendy" w zanadrzu i czekam z niecierpliwością.

02.08.2011 00:56
Cayack
😊
odpowiedz
Cayack
57
Gospodarz Przystani

Zawsze jestem bardzo sceptycznie nastawiony do tego typu opowieści, co nie zmienia faktu, że czyta mi się je świetnie.

02.08.2011 01:23
_MaZZeo
👍
odpowiedz
_MaZZeo
41
Legend

Nie wiem jak to się stało, ale konsolki Nintendo jak i Pokemony mnie interesują równie tyle, co zeszłoroczny śnieg, ale ten artykuł łyknąłem jak młody pelikan. Jest po prostu świetnie napisany, ma niesamowity klimat, a sama ta legenda to chyba najciekawsza historia jaką czytałem, jeśli chodzi o gry. Wow!

Jeszcze odpaliłem tą muzyczkę i brrr... nie wiem co ona ma w sobie ale ma jakąś magię w sobie, a raczej klątwę, bo zwyczajnie wprowadza niepokój taki.

Podejrzewam że jakbym zagrał w to coś, szczególnie będąc młodszym, to zapamiętałbym to na całe życie.

Więcej takich wpisów!

02.08.2011 01:38
👍
odpowiedz
zanonimizowany425280
118
Legend

[3]+[9]

Czytało się STRASZNIE fajnie:)

02.08.2011 01:55
Kompo
😃
odpowiedz
Kompo
156
Legend

Pozdro, Ender, wypijemy coś, wierzę. ;)

02.08.2011 04:00
EnderGOL
odpowiedz
EnderGOL
7
Legionista

Dzięki za pozytywne komentarze, zwłaszcza że to dopiero trzeci wpis na blogu. I tak, mam jeszcze kilka legend w zanadrzu. Mam nadzieje, że okażą się równie ciekawe.

02.08.2011 10:56
ppaatt1
👍
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Popieram. Świetny tekst. Świetna seria.

BTW. Dobry motyw z muzyką. Mógłbyś trzaskać co mroczniejsze/tajemnicze utwory na początku każdego wpisu. ;) Takie coś się robi np. przy grach PBF (bardziej profesjonalne RPGi na forum) w celu przywołania dobrego klimatu. Jakbyś miał kłopot to mogę dostarczyć trochę mroczniejszej muzyki, bo troszkę siedzę w tych klimatach ;P

02.08.2011 11:01
odpowiedz
Pawlo94
95
Illusive Man

Swietnie napisane. Grozę podkreśla fakt, że grałem w redy, więc mogłem to wszystko sobie dobrze wyobrazić, te opustoszałe miasta. Nie wiem ktoś czy na YT są jakieś filmiki z modów upodabniających grę do tej wersji, bo jestem strasznie ciekaw, a nie mogę nic znaleźć.

02.08.2011 12:10
SlyCooper
😊
odpowiedz
SlyCooper
58
Kurszok

Kawał dobrej roboty! Bardzo fajnie się czyta :)

Patrzcie co znalazłem na necie(przetłumaczony tekst z Creepypasta)

Kiedy gra „Pokemon” została pierwszy raz wypuszczona do obiegu w Japoni, tysiące dzieciaków rzuciło się do sklepów aby nabyć swoją wymarzoną grę. Z tym wydarzeniem wiąże się jednak dziwne i niepokojące zjawisko. U dzieci w wieku od 7 do 12 lat, występowały częstsze krwawienia z nosa, drażliwość, bezsenność i oczywiście uzależnienie od wymienionej wyżej gry. Dzieciaki spędzały nad nią kilkanaście godzin dziennie, kiedy rodzice ograniczali im dostęp do niej reagowały histerycznym płaczem i wymiotami.

Około 70% przypadków skończyło się samobójstwem.

Co zaskakujące prawie w każdym przypadku, pomimo tego że wewnętrzy zegar który mierzy ilość czasu jaką użytkownik spędził na graniu osiągał już swój limit, to gra nie posuneła się nawet o krok z miasta „Lavender Town”.

Bliższa analiza gry wykazała że w soundtracku „Lavender Town” znajduje się niewykrywalny dla ludzkiego ucha dźwięk. W ciągu kilku tygodni od wypuszczenia pierwszej wersji na rynek wszystkie egzemplarze po cichu znikneły ze sklepów, zastąpiono je nową wersją ze zremasterowaną wersją „Lavender Town”. Oczywiście wszystko zostało przeprowadzone po cichu i bez zbędnego rozgłosu – jednak oczywiście jest kilka wersji które jakoś przedostały się do ogółu.

Najpopularniejsza mówi o trzech brakujących tonach w nowszym wydaniu gry, tak jak o tym że brakuje w niej unikalnego binauralnego tonu. Niestety wersja ta jest niepotwierdzona z powodu wielkiej trudności z dostępem do pierwszej wersji gry. W jedynych istniejących do dzisiaj egzemplarzach, takie funkcje jak „wewnętrzy zegar” czy „zapisywanie stanu gry” przestały działać, również w wielu przypadkach gra może się zawiesić podczas pierwszej lepszej walki.

Sprawa nabrała rozgłosu w 1997 roku, gdy na stronie http://cornus.lensig.../index538a.html, zaczeły pojawiać się szczegóły dotyczące tej sprawy. Teraz jak sami widzicie strona nie działa i nie wiadomo czy kiedykolwiek znowu zacznie funkcjonować.

02.08.2011 12:18
odpowiedz
zanonimizowany398597
5
Legionista

miał mniej o jednego pokeballa mniej

Mały błąd :P

02.08.2011 15:08
EnderGOL
odpowiedz
EnderGOL
7
Legionista

Ups, rzeczywiście. Już poprawiłem.

02.08.2011 20:23
odpowiedz
Dżony Zabijaka
31
Chorąży

Wow... bardzo fajna historia i pomimo umieszczenia jej w uniwersum pokemonów bardzo smutna ale i wciągająca, szczególnie z tym podkładem. Ach... ta muzyczka przypomniała mi jak to się grało za dziecięcych lat w Pokemony na GBC i GBA... ach... sentyment.

02.08.2011 21:56
odpowiedz
vava0
4
Junior

Ciekawa historia, ma coś niezwykłego, klimatycznego w sobie. Chciałoby się, aby nie była zmyślona.

P.S. Poza tym tekst świetny, naprawdę bardzo przyjemnie mi się czytało. Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.

03.08.2011 13:15
odpowiedz
x173o
35
Pretorianin

ja bym kupił tą grę .
w ogolę to bardzo straszna historia dla osoby tyle grająca w pokemony co ja

03.08.2011 15:00
kokoju
👍
odpowiedz
kokoju
98
Handlarz z Neverwinter

Co tu dużo mówić... a w zasadzie pisać, tekst jest świetny, historia niesamowicie ciekawa, ma klimat a nawet sporo magii, normalnie aż mi jabłko z ręki wypadło;) W każdym razie mam nadzieję że masz jeszcze parę asów w rękawie i coś równie, jeśli nie bardziej interesującego, czekam!

03.08.2011 16:27
donkiewicz
odpowiedz
donkiewicz
14
Legionista

Kurcze, przydałaby się na Gameplayu jakaś osoba, która wyszukiwała by niezłe creepypasty (straszne historie) i okraszała to jakimś krótkim komentarzem.

03.08.2011 16:28
Max_101
odpowiedz
Max_101
57
Mów mi Max

Z chęcią zagrałbym w tą gierkę na swoim starym GB. Niestety z tego co widzę nikt jeszcze nie odwzorował tej wersji gry na GB :(

A propos creepypastów o grach polecam :

http://www.joemonster.org/blog/dawzg1412/6839/FALLOUT_2

21.08.2011 11:33
raziel88ck
😈
odpowiedz
raziel88ck
150
Reaver is the Key!

Szkoda, że to fake, ale gdyby kiedyś ktoś pokusił się o takowego moda, z chęcią bym zagrał. To byłaby jedna z najlepszych wersji!

27.08.2011 16:18
odpowiedz
rubin.
1
Junior

Stareeee ;)

01.10.2011 12:59
Kazuya_3
👍
odpowiedz
Kazuya_3
142
suicidal

ciekawe

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze