Tak tworzyło się gry w Polsce - Electro Body część 1 - UV - 24 listopada 2011

Tak tworzyło się gry w Polsce - Electro Body, część 1

Z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam krótki fragment książki poświęconej historii polskich gier komputerowych, nad którą z małymi przerwami pracuję od blisko osiemnastu miesięcy. Zaprezentowany rozdział dotyczy firmy xLanD, a konkretnie gry Electro Body, którą krakowskie studio rozpoczęło podbój rynku elektronicznej rozrywki. Tekst oparty jest w 99% na wypowiedziach twórców gier, co potwierdzają zamieszczone cytaty. W swojej książce nie opieram się na plotkach, mitach i innych pierdołach - wszystkie zawarte w niej informacje zostały zdobyte przeze mnie na drodze korespondencji/rozmów z odpowiednimi ludźmi.

Gorąco zachęcam do dzielenia się uwagami w komentarzach, jednocześnie podkreślając, że niniejszy fragment nie tylko nie został poddany korekcie, ale nie jest również w ostatecznej formie - nikt też, poza osobami zainteresowanymi, nie widział go wcześniej na oczy. Mam nadzieję, że lektura nie będzie czasem straconym.

Kraków wkracza do gry 

(...)

Pierwsze wspólne dzieło utalentowanych programistów nosiło tytuł Electro Body – nazwa ta stanowiła nawiązanie do nurtu muzycznego EBM*, którego obaj panowie byli wielkimi fanami. Gra miała być tradycyjną platformówką, jakich wiele pojawiało się wówczas na zachodnim rynku. Wybór takiego, a nie innego gatunku nie był oczywiście przypadkowy. Świeżo upieczony zespół wykorzystał przede wszystkim doświadczenie Janusza Pelca, który dla L.K. Avalon stworzył wcześniej podobny produkt – Misję na Atari XL/XE. Wpływ na tę decyzję miały również skromne możliwości produkcyjne: „Musieliśmy praktycznie wszystko wykonać sami, z minimalnym wsparciem innych osób. A to oznaczało, że na zrobienie fajnej przygodówki, które wtedy były niezmiernie popularne, nie było szans.” – wspomina Maciej Miąsik. „Nie mieliśmy takich zdolności, aby ładnie narysować coś na poziomie ówczesnych produkcji Sierry. Stąd proste graficzne produkcje, oparte raczej o mechanikę czy zagadki logiczne.”

Prace nad Electro Body trwały około dziewięciu miesięcy. Długo, ale twórcy gry nie posiadali narzędzi, które przyspieszyłyby proces produkcji: „Musieliśmy napisać sobie silnik działający na czterech diametralnie różnych kartach graficznych, a nie było systemu czy sterowników, które mogłyby coś za nas załatwić. Grzebaliśmy na najniższym poziomie, w rejestrach.” – wspomina Miąsik – „Do tego musieliśmy wesprzeć trzy różne urządzenia dźwiękowe, m.in. głośniczek potrafiący wydawać jedynie bzyczenia. Oprócz silnika powstał jeszcze edytor, w którym rysowało się po pikselu wszystkie sprite’y, a następnie z tych kwadratowych obiektów składało się całą lokację.” W tym samym czasie autorzy projektowali labirynty, określali zasady rządzące rozgrywką, programowali poszczególne rozwiązania i w końcu solidnie je testowali. Na ich barkach spoczęły również takie zadania, jak stworzenie instrukcji i pudełka – dziś tego typu kwestiami zajmuje się osobny sztab ludzi.

O tym, że wydawanie gier nie było w postkomunistycznej Polsce sprawą łatwą, krakowianie przekonali się bardzo szybko, bo już na etapie przygotowywania pudełka. Firma xLanD** była pionierem w tej dziedzinie, dlatego wszystko musiała opracować sama. „Zdobycie kartonu o odpowiednich parametrach było niemożliwe, a na pierwszą produkcję wieźliśmy go ciężarówką z Piaseczna” – wspomina Marek Kubowicz – „Sposób składania i wykrojnik zaprojektowaliśmy sami, aby pudełko miało odpowiednie własności wytrzymałościowe. Testowaliśmy rozmiar obwoluty, a by w procesie produkcji dało się ją sprawnie założyć i skleić. Folia na opakowaniu zgrzewana była początkowo żelazkiem, później urządzeniem własnej konstrukcji.” Gdy jakimś cudem rozwiązano ten problem, natychmiast pojawił się kolejny. Kolorowy druk. „To było ogromne wyzwanie, głównie w zakresie spasowania kolorów” – opowiada Maciej Miąsik – „Postanowiliśmy zrobić czarną okładkę ze srebrnym napisem “Electro Body – gra komputerowa”. Srebrna farba była zadrukowana z dużym marginesem, bo czarna i tak ją przykrywała, więc kwestie spasowania dało się w ten sposób załatwić. Tył jednak miał być kolorowy, bo chcieliśmy umieścić tam obrazki prezentujące grę na różnych kartach graficznych. Cały montaż materiału wykonywali specjaliści od druku, którzy robili to analogowo - technikami fotograficznymi, bo o DTP to się jedynie czytało w gazetach. Aby te ekrany dorzucić do tekstu, trzeba było je po prostu sfotografować. Przyszedł pan zawodowy fotograf, rozstawił sprzęt i zrobił zdjęcie aparatem średniego formatu na slajd. I wszystko pięknie, ale przy składzie ktoś się pomylił i zamienił fotki miejscami, co sprawiło, że podpisy z rodzajem kart graficznych nie zgadzały się z obrazkami.” Dopiero kilka miesięcy później wszystkie projekty pudełek xLanD zaczął robić na komputerze. W przygotowaniu profesjonalnych opakowań pomogła zaprzyjaźniona drukarnia, miesząca się zresztą w tym samym budynku, co krakowska firma. Nie tylko umożliwiała ona wykonanie kolorowego druku, ale posiadała też własne wykrojniki.

Na początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce nie funkcjonowała jeszcze ustawa o ochronie praw autorskich, dlatego krakowska firma musiała w jakiś sposób zachęcić rodaków do kupna swojego pierwszego dzieła. Postanowiono przygotować wzbogaconą edycję produktu, która mogłaby konkurować z pirackimi kopiami gry. W czarnym pudełku, zwanym później potocznie „trumienką”, oprócz dyskietki z programem i obowiązkowej instrukcji, znalazła się również kaseta magnetofonowa, zawierająca muzykę Daniela Kleczyńskiego, najpierw w wersji oryginalnej, później zremiksowaną przez Pelca i Miąsika, a także wzbogaconą o dodatkowe instrumentarium. Choć nikt wówczas nie stosował takich sformułowań, można pokusić się o stwierdzenie, że mieliśmy do czynienia z pierwszą w historii edycją kolekcjonerską polskiej gry. Electro Body trafiło ostatecznie do sprzedaży 21 lutego 1992 roku – premierę poprzedziły reklamy w radiu, co wówczas było ewenementem. Co ciekawe, xLanD pokusił się również o wydrukowanie plakatów w formacie A2, ale z racji tego, że była to bardzo droga i technicznie trudna inwestycja, zdecydowano się wyłącznie na czarno-biały projekt.

Jak na porządną produkcję przystało, Electro Body miało fabułę (autorem historyjki był Miąsik), choć z punktu widzenia samej rozgrywki, nie była ona specjalnie istotna. Głównym bohaterem zmagań był Jacek, który wraz z przyjacielem Plackiem cudem przeżył inwazję kosmitów na jedną z planetarnych baz. Po udanej ucieczce do innego układu, heros postanowił odpłacić się najeźdźcom za śmierć żony i jedynego dziecka. Wyciągnąwszy pieniądze z polis ubezpieczeniowych i pomnożywszy je w nie zawsze czystych interesach, Jacek zdołał zakupić kosztowne usprawnienia organizmu, które wyostrzyły jego zmysły i zwiększyły siłę. Zaopatrzywszy się w broń energetyczną, mężczyzna powrócił do opanowanej przez obcych stacji kosmicznej i rozpoczął zemstę.

Gra oferowała osiem rozbudowanych etapów. Celem rozgrywki na każdym z nich było zdobycie trzech układów elektronicznych, które zostały ukryte w labiryncie korytarzy, a następnie skierowanie się do wyjścia. Oprócz odnalezienia właściwej drogi, Jacek musiał także poradzić sobie z patrolującymi bazę przeciwnikami oraz systemami obronnymi. Bohater był wyposażony w broń, którą ładowało się rozrzuconymi tu i ówdzie bateriami. Poziom energii decydował o sile rażenia – im więcej udało się zebrać regeneratorów, tym większe spustoszenie siał heros. Konieczność nieustannego doładowywania pukawki, a także fakt, że śmiałek ginął przy każdym zetknięciu z wrogiem lub wypluwanym przez niego pociskiem, sprawiały, że Electro Body było stosunkowo trudne. W przypadku śmierci gra cofała nas do ostatniego punktu kontrolnego – dokonania można było zapisywać na dysku dopiero po dotarciu do kolejnego etapu.

C.D.N.


* Electronic body music – nazwa gatunku muzyki elektronicznej, którą wymyślił Ralf Hütter z niemieckiej grupy Kraftwerk, a kilka lat później rozpropagował belgijski zespół Front 242.

** Oficjalna pisownia nazwy firmy kilkukrotnie ulegała zmianom. By nie wprowadzać niepotrzebnego zamieszania, w niniejszej książce pojawi się tylko jeden z wariantów: xLanD. Niemniej warto nadmienić, że na początku działalności studia poprawnym zapisem był „X LanD”, od 22 maja 1992 roku „X LanD Software Publishing”, a od 6 stycznia 1995 roku „xland” sp. z o.o.

UV
24 listopada 2011 - 18:42

Komentarze Czytelników (23)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
24.11.2011 20:09
AntaresHellscream
odpowiedz
AntaresHellscream
44
Pretorianin

gameplay.pl

Kurcze, miałem skojarzenia z nazwą "Electro Body" ale myślałem, że to raczej niemożliwe by miała ona coś wspólnego z gatunkiem muzycznym. Słuchało się EBM sporo, oj słuchało i grało na imprezach w czasie bycia mrocznym gotem :P Front 242, Front Line Assembly, VNV Nation, Wumpscut itd ;)

24.11.2011 20:19
bletz
odpowiedz
bletz
29
Chorąży

Też chętnie się z tekstem zapoznałem. Pamiętam jak ojciec się w to zagrywał. Ja jako brzdąc (rocznik "87) częściej patrzyłem jak on gra...
Ale od czasu do czasu też się dopchałem i do dziś mniej więcej pamiętam to i jak tam trzeba było robić.
Do dziś w pamięci utkwiły mi "beczki" - czy jak się tam powinno nazywać te urządzenia przy których się odradzałeś?
Tylko jedno mnie zdziwiło - nie wiedziałem że ta gra miała jakąś fabułę, ale wtedy moja zdolność czytana/pisania sprowadzała się do odpalenia Norton Commander'a i gier...

@U.V.I. tekst b. fajny mam nadzieję że prace nad książką mają się już ku końcowi.
Fajnie by było jak by cała książka skupiła się na początkach branży (teraz to każdy wypuszcza making of / dev dairy).
No i z czystej ciekawości dysponujesz jakimiś liczbami odnośnie sprzedaży PL/Globalnie no i czy im się ta gra zwróciła?

24.11.2011 20:36
U.V. Impaler
odpowiedz
U.V. Impaler
185
Hurt me plenty

GRYOnline.plRedaktor naczelny

aope ---> Gdzie? W księgarni, innej opcji nigdy nie brałem pod uwagę. Kiedy? Nie wiem, łudziłem się, że uda się zamknąć szkic w tym roku, ale przeliczyłem się, bo materiału mam tyle, że nie jestem w stanie go obrobić - musiałbym nad tym siedzieć osiem godzin dziennie. Poza tym jest to okrutnie wyczerpujące zadanie. Research jednego tematu trwa czasem kilkanaście dni, część rzeczy poprawiana jest na bieżąco, bo coś komuś nagle się przypomni.

Niemniej idę do przodu. Jestem na takim etapie, że suchy szkic mogę pokazać już światu bez poczucia wstydu, oczywiście fragmencik, bo to co tu widzicie, to zaledwie malutki ułamek całości. W założeniu miała to być najbardziej wyczerpująca praca na temat polskich gier i nieskromnie powiem, że taka właśnie będzie. O ile wcześniej nie wykituję :)

bletz ---> Tak, są liczby. Czasem bardzo dokładne, czasem nie, ale generalnie nie biorą się one z księżyca. :)

24.11.2011 20:43
bletz
odpowiedz
bletz
29
Chorąży

W takim wypadku nic tylko życzyć Ci wytrwałości.
BTW jako że nie jest to lektura szkolna to chyba każdy czytelnik się zgodzi że jej obszerność przemawia jak najbardziej na plus. :)

24.11.2011 21:01
odpowiedz
Likfidator
113
Senator
Image

Gra była wydana na zachodzie przez Epic MegaGames jako shareware pod tytułem Electro Man. Posiadała trochę poprawioną grafikę i ocenzurowano kilka digitizowanych (stare dobre słowo:) ) angielskich dialogów, do których nikt się w Polsce nie przyczepił. Inną różnicą było porzucenie trybów graficznych innych niż VGA.

Ja kupiłem, a dokładniej dostałem od rodziców Electro Body w wersji 2.0, która to oferowała grafikę z ulepszonej wersji angielskiej, a jednocześnie wsparcie dla stergo sprzętu jak pierwotna wersja. Niestety nie mam już pudełka, ale zeskanowałem rzeczy, które były w pudełku.

Instrukcja:
Jest to dość gruba książeczka, z opowiadaniem na kilka stron, jak również opisem instalacji i samej gry. Była również zabezpieczeniem antypirackim, gdyż gra po uruchomieniu wymagała wpisania np. 3 słowa na 7 stronie w 13 wierszu.

24.11.2011 21:03
odpowiedz
Likfidator
113
Senator
Image

Katalog wydawniczy -->

Co ciekawe xland sprzedawał u nas w wersji pudełkowej gry Epic MegaGames.

24.11.2011 21:04
U.V. Impaler
odpowiedz
U.V. Impaler
185
Hurt me plenty

GRYOnline.plRedaktor naczelny

...Oczywiście Amerykanie mieli też wymagania. Wystosował je sam Tim Sweeney, który prowadził późniejszą korespondencję z Miąsikiem. Założyciel i szef firmy Epic zażyczył sobie korekty sampla „Jesus is here”, odgrywanego za każdym razem, gdy bohater docierał do punktu kontrolnego. Wydawca w ogóle nie zwrócił uwagi na fakt, że fragment ten został bezprawnie „pożyczony” z utworu grupy Front 242 – nie podobało mu się jedynie słowo „Jesus”. Polacy zamierzali rozwiązać problem szybko i bezboleśnie, więc zamiast tracić czas na poszukiwanie zamiennika, po prostu odtworzyli od tyłu kontrowersyjne słowa...

:)

24.11.2011 21:05
odpowiedz
Likfidator
113
Senator
Image

Dyskietka z grą, mam nadzieję, że jeszcze działa, ale akurat nie mam działającej stacji dyskietek...

W pudełku była jeszcze karta rejestracyjna, którą wypełniłem, ale nigdy nie wysłałem... Dlatego iż zawiera moje dane nie zeskanowałem jej.

25.11.2011 00:53
kwiść
odpowiedz
kwiść
115
Generał

GRYOnline.plRedakcja

Świetny tekst. Szkoda, że trzeba tyle czekac na pełną wersję ;)

Wiem, że to raczej nie możliwe, ale fajnie jakby do książki była dołączona płytka z tymi wszystkimi grami ^^

25.11.2011 08:16
odpowiedz
xBisHoPx
77
Praise the Sun!

---> U.V.I fajnie sie czyta (prosze o więcej), Electro Body dla mnie gra kultowa opierdzielałem sie w pracy grając w to.

25.11.2011 10:38
😊
odpowiedz
Fett
186
Avatar

Bardzo fajny artykuł. Jedyne czego mi brakowało to konkretnych dat. Jest jedynie krótka wzmianka, że to Polska postkomunistyczna i dopiero pod koniec tekstu informacja, że gra została wydana w 1992.

25.11.2011 20:03
omadaha
odpowiedz
omadaha
33
Centurion

Tekst bardzo przyjemnie się czyta. Ogromny plus za obszerne i ciekawe cytaty. Brakuje mi trochę formy graficznej, w której obok cytatu byłoby w ramce np zdjęcie mówiącego, zwłaszcza, że poszczególne myśli są dość obszerne. Czekam na więcej :)

26.11.2011 01:25
😃
odpowiedz
Heinz666
1
Junior

Cała Polska czeka na kolejną grafomańską książeczkę tuzów dziennikarstwa internetowego z krakowskiego serwisu o grach!!!!!

26.11.2011 11:45
odpowiedz
Tyssen
1
Junior

Witam, Likfidator, masz może jeszcze te skany książeczki? Moja gdzieś brat posiał, i nie mogę znaleźć, kasety zresztą też...

26.11.2011 13:24
odpowiedz
zanonimizowany736552
24
Pretorianin

@Heinz666:
Z tą grafomanią nie przesadzajmy. Owszem, ogólny poziom nie jest jakiś topowy (ja sam, choć nie mam kierunkowego wykształcenia, które jest tu wymagane, by zostać redaktorem, zauważam sporo błędów w tekstach), ale serwisy z wyższej półki, takie jak tvn24.pl, też nie świecą przykładem, więc nie ma się co czepiać :)
Co do książki, może sięgnę, choć szczerze powiedziawszy, niespecjalnie interesują mnie takie pozycje.

26.11.2011 13:49
wysiak
😊
odpowiedz
wysiak
95
tafata tofka

"Głównym bohaterem zmagań był Jacek, który wraz z przyjacielem Plackiem cudem przeżył inwazję kosmitów na jedną z planetarnych baz. Po udanej ucieczce do innego układu, heros postanowił odpłacić się najeźdźcom za śmierć żony i jedynego dziecka. Wyciągnąwszy pieniądze z polis ubezpieczeniowych i pomnożywszy je w nie zawsze czystych interesach, Jacek zdołał zakupić kosztowne usprawnienia organizmu, które wyostrzyły jego zmysły i zwiększyły siłę. Zaopatrzywszy się w broń energetyczną, mężczyzna powrócił do opanowanej przez obcych stacji kosmicznej i rozpoczął zemstę."

Looo kurde, nawet nie wiedzialem, ze taka byla historyjka w tej grze:D Zeby to nie byli kosmici na bazie planetarnej, a najemnicy w fabryce, to wypisz-wymaluj Deus Ex HR :)

27.11.2011 14:21
Pan Dzikus
odpowiedz
Pan Dzikus
145
Generał

...Oczywiście Amerykanie mieli też wymagania. Wystosował je sam Tim Sweeney, który prowadził późniejszą korespondencję z Miąsikiem. Założyciel i szef firmy Epic zażyczył sobie korekty sampla „Jesus is here”, odgrywanego za każdym razem, gdy bohater docierał do punktu kontrolnego. Wydawca w ogóle nie zwrócił uwagi na fakt, że fragment ten został bezprawnie „pożyczony” z utworu grupy Front 242 – nie podobało mu się jedynie słowo „Jesus”. Polacy zamierzali rozwiązać problem szybko i bezboleśnie, więc zamiast tracić czas na poszukiwanie zamiennika, po prostu odtworzyli od tyłu kontrowersyjne słowa...

Według autora tych słów nie wolno mi mówić "Jezus jest tutaj" bo tej frazy użył jakiś tam zespół w swojej piosence? To może nie wolno też mówić "Dzień dobry" bo te słowa są w piosence Ryszarda Rynkowskiego "Dobry dzień" i w pewnie setkach innych? Czy grupa Front 242 miała zezwolenie starożytnych Żydów, którzy to Żydzi, gdy tylko Jezus pojawił się w ich miejscowości, zwoływali swoich znajomych słowami "Jezus jest tutaj. Chodźcie go posłuchać!"? Nawet gdyby w grze pojawiał się cały tekst piosenki to nie byłoby to bezprawne, skoro wtedy nie było ustawy o prawach autorskich.

28.11.2011 18:39
odpowiedz
atropos27
1
Junior

Moja rodzina prowadzi drukarnię, o której mowa w tekście. Pudełko na grę "Electro Body" jest jednym z elementów krajobrazu mojego dorastania we wczesnych latach 90. Paradoksalnie w samą grę nigdy nie grałem, ponieważ w tamtym czasie miałem tylko Amigę. Mogłem więc jedynie pooglądać sobie opisane powyżej obrazki na odwrocie pudełka. Pierwszego peceta kupiliśmy dopiero czztery lata później, ale wtedy o "Electro Body" już mało kto pamiętał. Poza tym, w pokazowym pudełku - stojącym przez lata na półce z produktami w naszej drukarni - nigdy nie było dyskietki z grą ;) Pudełko to zachowało się z resztą w przyzwoitej kondycji do dnia dzisiejszego - jednak nie wygląda do końca tak, jak opisano to w tekście. Mój egzemplarz (z nadrukiem na spodzie: "Copyright 1992 X LanD") jest niebiesko-zielony z czerwono-zółtym (niby w płomienie) napisem "ELECTRO BODY GRA KOMPUTEROWA". Postaram się zrobić mu zdjęcie i zamieścić na forum. Przypuszczam, że przy odrobinie wysiłku odszukałbym także książeczkę z instrukcją i czarno-biały plakat w formacie A2, o którym pisze autor tekstu.

Tekst bardzo sympatyczny - chętnie przeczytam całą książkę!

Artur,
Drukarnia OFF-PRINT.

Rzecz działa się przy ulicy Lipowej 4 (gdzie obecnie znajdują się: muzeum sztuki współczesnej MOCAK i muzeum Oskara Schindlera)

28.11.2011 18:42
odpowiedz
atropos27
1
Junior

Moja rodzina prowadzi drukarnię, o której mowa w tekście. Pudełko na grę "Electro Body" jest jednym z elementów krajobrazu mojego dorastania we wczesnych latach 90. Paradoksalnie w samą grę nigdy nie grałem, ponieważ w tamtym czasie miałem tylko Amigę. Mogłem więc jedynie pooglądać sobie opisane powyżej obrazki na odwrocie pudełka. Pierwszego peceta kupiliśmy dopiero cztery lata później, ale wtedy o "Electro Body" już mało kto pamiętał. Poza tym, w pokazowym pudełku - stojącym przez lata na półce z produktami w naszej drukarni - nigdy nie było dyskietki z grą ;) Pudełko to zachowało się z resztą w przyzwoitej kondycji do dnia dzisiejszego - jednak nie wygląda do końca tak, jak opisano to w tekście. Mój egzemplarz (z nadrukiem na spodzie: "Copyright 1992 X LanD") jest niebiesko-zielony z czerwono-zółtym (niby w płomienie) napisem "ELECTRO BODY GRA KOMPUTEROWA". Postaram się zrobić mu zdjęcie i zamieścić na forum. Przypuszczam, że przy odrobinie wysiłku odszukałbym także książeczkę z instrukcją i czarno-biały plakat w formacie A2, o którym pisze autor tekstu.

Tekst bardzo sympatyczny - chętnie przeczytam całą książkę!

Artur,
Drukarnia OFF-PRINT.

28.11.2011 20:57
Bramkarz
odpowiedz
Bramkarz
130
Legend
Image

To pewnie drugie wydanie było.

Podpowiedź dla młodszych - to co leży na wierzchu to nie płyta CD.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze