Historia prawdziwa: Calak w Katamari - Cascad - 27 lipca 2012

Historia prawdziwa: Calak w Katamari

 

Zacząłem w marcu 2010, teraz mam 100 godzin na liczniku, wszystkie DLC na dysku i wspaniałe 1250/1250 GS w profilu gracza. Beautiful Katamari to kawał świetnej gry z którą mam tak wiele wspomnień... Świętując wymaksowanie tak rzadkiego tytułu nie mógłbym nie podzielić się ze światem swą radością. Ta gra jest synonimem zabawy.

 

 

Kulanie przed siebie kulki do której wszystko się przykleja nie tylko brzmi zabawnie, ale i jest zabawne. Serią zainteresowałem się dzięki recenzji w PSX Extreme (było to wieki temu) – potem dzięki wielkiemu szczęściu trafiłem na turnieju Pro Evolution Soccer (słynne poznańskie imprezy „Krąg Cup”) na człowieka, który posiadał Katamari Damacy. Ponieważ bardzo dobrze się dogadywaliśmy, a ja miałem wtedy zaledwie wielką komórkę i brak dostępu do sieci, to po prostu zaprosiłem go, oldskulowo, do siebie na kilka dni przy ogniskach i konsoli. Goszczenie nieznajomych często rodzi przyjaźnie, a ponieważ mój nowy druh wziął ze sobą PS2 to mogłem po raz pierwszy zagrać w Katamari Damacy wydane tylko na rynku Amerykańskim i Japońskim. To było niesamowite doświadczenie.

 

 

Takiego powiewu świeżości w grach nie czułem nigdy. Ilość zabawy jaką dawała ta króciutka pozycja mnie oczarowała, kiedy We Love Katamari (kontynuacja) ukazało się w Europie niezwłocznie je kupiłem. Posiadając swój wymarzony stały dostęp do Katamari osiągałem coraz to bardziej wykręcone rezultaty, po przesiadce na Xboxa 360 nie mogłem po prostu nie kupić trzeciej odsłony cyklu – Beautiful Katamari. Choć z początku czułem się nią nieco zawiedziony (była dużo bardziej powtarzalna niż poprzedniczki) to jednak szybko postanowiłem, że choćby nie wiem co się stanie, zdobędę każde osiągnięcie w tej grze... I oto jestem. Witaj świecie, dokonałem czegoś wielkiego. Stało się to 26.7.2012 i teraz czuję pustkę.

 

Była to długa przeprawa, co można zobaczyć choćby po datach zdobywania ostatnich achievementów w mym profilu:

 


Rozegranie 50 i 100 godzin nie było jeszcze takie ciężkie – można było to nieco oszukać odchodząc od pada i zostawiając grę w menu, jednak znalezienie 100% kolekcji to coś niemal nadludzkiego.

 

Czemu? Bo w grze znajduje się 3600 przedmiotów do zebrania, i trzeba mieć KAŻDY – może to być zarówno pięciocentymetrowa włóczka koloru zielonego, jak i piramida... I człowiek szuka. Między wszystkimi 'ukulanymi' pudełkami, zwierzętami, reklamami i kwiatami ciężko trafić na to czego się jeszcze nie ma – a gra nie daje żadnej podpowiedzi! Siedziałem więc nad listą wszystkich przedmiotów i szukałem w sieci spisu miejsc, w których mogłyby być. Ostatnią rzeczą jaką zebrałem okazał się... Dół od skrzyni gimnastycznej. Wiecie, skacząc w podstawówce przez kozła i skrzynię ta druga zawsze składała się z paru nakładanych na siebie elementów i ja w swym szczęściu, w grze w której da się wciągnąć Godzille, Dinozaura, Mur Chiński i wieloryba zgubiłem dziesiątą warstwę tego przedmiotu. Nie wiecie nawet jakie to uczucie nareszcie odnaleźć taki detal i usłyszeć „blip” wskakującego achievementa.

 


Innymi poukrywanymi rzeczami są prezenty dla Króla Kosmosu i nasi kuzyni szwendający się po ziemskim padole. Niestety dorwanie wszystkich powiązane jest z zakupem dodatkowych plansz, tak samo jak ukulanie astronomicznego Katamari o obwodzie 1500000 kilometrów. Na szczęscie jakoś przebolałem te wydatki i wydłużając sobie zabawę, oraz znajdując kolejne przedmioty, odnalazłem zarówno swą rodzinę jak i bibeloty zapakowane w piękne paczuszki.


Po osiągnięciu tego wszystkiego jakoś mi głupio, nie wiem w co grać – od samego początku wydawało mi się, że calak w Beautiful Katamari jest poza zasięgiem. Teraz wypada mi tylko spojrzeć w kierunku Katamari Forever (PS3) lub Touch my Kamari (PS Vita), by tam zabrać się za przekraczanie granic. Będę musiał to zrobić. Nie wyobrażam sobie nie kulać kuleczki...

 

 

Na koniec parę ciekawostek:

 

  • Katamari było projektem studenckim – w Japonii firmy często wyłapują swych pracowników poprzez takie konkursy/kursy/szkolenia i pokazy.
  • Tylko Katamari Damacy i We Love Katamari zostały stworzone przez Keite Takahashiego – ojciec serii nie chciał tworzyć ciągle tej samej gry, więc po premierze drugiej części opuścił Namco.
  • Niedawno było 10lecie oryginalnego projektu Katamari.
  • Taka informacja widnieje na stronie uvula.jp – niewielkim blogu Takahashiego i jego żony, prowadzonym po japońsku i angielsku.
  • W pierwszej części serii przeczytamy swojskie „Dzień dobry”. Jedna z plansz znajduje się w Polsce.
  • W drugiej odsłonie będziemy m.in. zbierać datki na rzecz ratowania gatunku truskawkowych pand i łapać świetliki, żeby pomóc oświetlić podręczniki uczącej się dziewczynce.
  • Gry Katamari dostępne są na: PS2, PS3, X360, PSP i PS Vita.

 


Mam nadzieję, że choć kilka osób zainteresuje się tematem – jest czym, bo to naprawdę szalone tytuły pełne dziecięcej radości, prostoty i zabawy w najczystszej formie. To jedna z tych legend o których nikt już nie chce mówić, pozycja sama dla siebie będąca osobnym gatunkiem...

 

 

...I tylko w Beautiful Katamari można tak tańczyć! (Z kuzynami).

 
Cascad
27 lipca 2012 - 14:19
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
28.07.2012 12:25
Seltaeb47
Seltaeb47
19
Centurion

Fajny, pozytywny tekst - dobrze jest mieć przykładowo taką kulkę do kulania co jakiś czas przez długi okres czasu. ;)

A co do Katamari to się zgadzam - świetny, oryginalny pomysł, który może zagwarantować sporo dobrej zabawy. Jezeli jest jakaś bariera to dla kogoś może to być otoczka tej gry. Tak jak powiedziałeś jest ona w każdym calu synonimem radości, co dla jej wszystkich fanów jest zdecydowanie cechą pozytywną, ale nie wszyscy lubią takie klimaty. ;)

04.08.2012 22:07
extinct
odpowiedz
extinct
14
Legionista

Jesteś chorym człowiekiem, Arku :|