'Słuchasz Britney? Zdurniałeś?' - Top 10 muzycznych Guilty Pleasures - Yoghurt - 9 września 2012

"Słuchasz Britney? Zdurniałeś?" - Top 10 muzycznych Guilty Pleasures

Wszyscy chcemy uchodzić za światowych, wykształconych i wrażliwych na prawdziwe piękno, bo przecież tylko PRAWDZIWA SZTUKA warta jest uwagi, prawda? Nie wypada w doborowym towarzystwie wspominać o pulpie, masówce i (ukochane słowo wszystkich MIŁOŚNIKÓW KULTURY) komercji, bo przecież szeroko pojęta popkultura z definicji musi sprowadzać wszystko do najniższego wspólnego mianownika i celowo kierowana jest do debila, czyż nie?

Nie, moje kochane pysiaczki. Mylne przeświadczenie o tym, że pop to śmierdzący obornikiem szajs jakich mało sprawia, że szary obywatel podczas konwersacji boi się przyznać, że ogląda filmy Michaela Baya, programy na MTV czy czytuje Pudelka. A to niekoniecznie definiuje go jako skończonego kretyna, bo człek prawdziwie inteligentny potrafi skutecznie przesiać informacje. Jest zdolny do zauważenia ewidentnych wad danego produktu, co jednoczesnie nie przeszkadza mu w jego odbiorze (choć obcuje z nim z zupełnie innych powodów, niż sądzą twórcy). I, co najważniejsze, umie się bawić przy wszystkim, zamiast kręcić nosem, wmawiając samemu sobie, że dane zjawisko to syf nieziemski, choć ewidentnie powstrzymuje przytupywanie nóżką w takt lecącej właśnie muzycznej popeliny. A drogą do szczęścia jest brak takowych zahamowań. Jeśli coś się podoba, to nie ma czego ukrywać – pieprzyć konwenanse, olać co ludzie powiedzą.  Przecież nie można całe życie chodzić z kijem w odbycie i zmuszać się do oglądania artystowskich wynurzeń von Triera i udawać, ze to najlepsze, co się w życiu widziało. Nie da rady do utraty tchu katować się gitarowymi onanistami i podziemną sceną jazzową, bo można dostać psychicznego skrzywienia, które uniemożliwi nam normalne porozumiewanie się z bliźnimi. Za to pozbawiona większych walorów artystycznych papka łatwo się przyswaja, wpada w ucho i człowiekowi, który nie musi leczyć żadnych ukrytych kompleksów, po prostu sprawia odrobinę przyjemności.

Poniżej pozwolę sobie zaprezentować moje ulubione Guilty Pleasures przemysłu muzycznego (filmowe pojawią się pewnie za jakiś czas), do których przyznaję się bez skrępowania. Bo to po prostu dobre utwory. Że prymitywne pod względem technicznym? Że całe instrumentarium to automat perkusyjny, a wykonawca nadrabia braki w swoim talencie za pomocą najnowszej wersji autotune’a? Że tak naprawdę za wszystkim stoi marketing i zdolny producent? A kogo to obchodzi, przecież te kawałki to tak zwane motherfucking catchy pop songs - robale, które nie chcą wyjść z głowy i których prosty refren jestem w stanie wyśpiewać obudzony o 3 w nocy. Przygotujcie się - po przeczytaniu i przesłuchaniu tej listy znienawidzicie mnie za to, że sami będziecie się łapać na ich nuceniu przez najbliższy tydzień.

#10 Tarkan – Simarik

Cała moja wiedza dotycząca języka tureckiego zaczyna się i kończy na piosenkach Tarkana, gwiazdora jednego sezonu (przynajmniej na zachodzie, w swej ojczyźnie nadal łamie niewieście serca), którego w 1997 roku słuchano od Peszawaru poprzez Radzymin, kończąc na San Antonio. Do dziś, kiedy jakimś cudem niektóre radia postanawiają puścić Simarik albo równie zapadający w pamięć Sikidim, gęba mi się śmieje. Bo to piosenka wyjątkowo prostacka, wykorzystująca pseudo-nawiązania do arabskich rytmów, a jednak cieszy. Zresztą, łatwo przeprowadzić test, kto Tarkana zna, słuchał wielokrotnie, a teraz się nie przyznaje - wystarczy puścić ten kawałek i doczekać do refrenu. Klinicznie udowodniono, że fizycznie niemożliwe jest nie zrobić chociaż raz „cmok cmok” w odpowiednim fragmencie piosenki.

 #9 Erasure

Dowolny kawałek. Mówię serio. Erasure należy do tego typu zespołów, których styl (czy też według niektórych – jego brak) poznaje się z kilometra i nie da się ich pomylić z nikim innym. Mało tego, Erasure jest chyba bardziej gejowskie (zarówno w sensie dosłownym, jak i pejoratywnym) niż Right Said Fred, a to naprawdę spore osiągnięcie. Mało który zespół krzyczy całym swym jestestwem „LATA OSIEMDZIESIĄTE!!!!” – syntezator syntezatorem syntezator pogania, głos frontmana powoduje próchnicę, a teledyski zwiększają szansę na oczopląs. Kicz w pełnej krasie i za to ich właśnie uwielbiam.

#8 Britney Spears – Toxic

Była księżniczka pop, zanim kompletnie dała się zjeść szołbiznesowi, przed urodzeniem stada dzieci, przed siedemdziesięcioma pięcioma nieudanymi związkami i zgoleniem głowy w napadzie szału, wpłynęła na całe pokolenie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i nikt jej tego osiągnięcia odebrać nie zdoła. Dorastający chłopcy mieli okazję poznać urok dziewcząt ubranych w mundurki rodem ze szkoły katolickiej, licealistki zaczęły się czesać, jakby wróciły do podstawówki, a stare konie odwracały się niespokojnie, sprawdzając, czy nie dostaną od swych partnerek po łbie za kosmate myśli. Toxic zaś to zaiste opus magnum Britney – zgadza się tu wszystko, od prostego bitu nadającego rytm całej piosence, poprzez bardzo fajne przeszkadzajki w tle, kończąc na (podrasowanym, nie ukrywajmy), synkopowym wokalu. Tego naprawdę dobrze się słucha, co zaskakuje wszystkich, nawet odzianych w najmroczniejszą czerń długowłosych fanów norweskiego wycia do księżyca.

#7 Backstreet Boys – Everybody (Backstreet’s Back)

Nigdy nie będzie lepszego Boysbandu. Koniec, kropka. Ani Take That, ani New Kids on the Block, ani tym bardziej późniejsi naśladowcy nie sprostają legendzie i nie przebiją wzorca ustalonego przez Backstreetów. I tak, jak Toxic jest najznamienitszym dziełem w dorobku Britney, tak w przypadku tego zespołu wszyscy najlepiej wspominają kiczowaty, wykorzystujący wszystkie patenty horroru teledysk do Everybody oraz to przeciągłe „Yeeeeeah” w refrenie. Tak, znam cały tekst. Tak, zawsze postuluję choć jedną rundkę w Sinsgtarze z Nickiem, AJem, B-Rockiem, Kevem i Howiem. Tak, zwykle mam najwyższą ilość punktów.

#6 Alizee - Mademoiselle Juliette

Właściwie mógłbym tu wrzucić dowolny kawałek Alizee i większość męskiej populacji byłaby zadowolona, bo młoda Francuzeczka nigdy nie miała problemu z krytyką jej muzycznego talentu – ci, którym nie odpowiadała ścieżka audio, po prostu naciskali mute na pilocie i podziwiali widoki. Ale pomińmy oczywiste zalety i wizualne walory estetyczne twórczości Alizee i skupmy się na muzyce... Hej, mówię do ciebie zwyrolu! Przestań oglądać jej występ J’en Ai Marre na żywo! I wrzuć spodnie do kosza z brudami! No. Wróćmy do meritum – wybrałem akurat Mademoiselle Juliette, bo w moim rankingu jest to najlepszy utwór w dorobku artystki. Podkład w refrenie jest tłuściutki niczym warchlaczek wybierający się właśnie do rzeźni, a zwrotkę obdarzono przyjemną, prostą perkusją i uroczym chórkiem. Wszystko składa się tu w bardzo przyzwoitą, popową całość.

#5 Kajagoogoo – Too Shy

Wspomniałem, że Erasure krzyczy z całych sił „LATA OSIEMDZIESIĄTE”? W takim razie Kajagoogoo wpycha dekadę poliestrowych spodni, pokaźnych trwałych na głowie i homoseksualnych wokali wprost do gardła odbiorcy, aż się tym nostalgicznym klimatem udusi. Pomińmy jedną z najgłupszych nazw w historii muzyki i skupmy się na drugim, najbardziej charakterystycznym elemencie zespołu. Limahl wisiał na ścianie każdej dorastającej w erze lat osiemdziesiątych dzierlatki i niektóre, choć mają 40 lat na karku, wciąż z rozrzewnieniem wspominają jego przecudną fryzurę. Mężczyźni zaś mogą go kojarzyć z solowego projektu, w którym zaśpiewał równie rozpoznawalny jak Too Shy utwór – Neverending Story (teraz w waszej głowie powinno rozbrzmieć przeciągłe ”aaaaaaa aaaaa aaaa”).

#4 Marky Mark and the Funky Bunch - Good Vibrations

Pod koniec lat osiemdziesiątych każdy chciał być czarny – rap wyszedł z getta i trafił pod strzechy, a producenci jak świat długi i szeroki wyczuli koniunkturę. Dlatego pamiętamy takie dziwaczne twory, jak Vanilla Ice (Word to your mother!) czy MC Hammer (nie żartuję – to najbielszy murzyn w historii cywilizacji). Stąd też wzięła się krótka kariera muzyczna nieznanego wtedy szerszej publiczności Marka Wahlberga, któremu do dziś koszmary z nim samym w roli Marky Marka spędzają sen z powiek i najchętniej nigdy by się nie przyznawał do tego epizodu w swoim życiu. Niemniej Good Vibrations to wpadający wyjątkowo w ucho kawałek, choć raczej dzięki klasycznemu damskiemu porykiwaniu w refrenie, niż flow Wahlberga. Zawsze daję głośniej, gdy usłyszę Wibracje w radiu – świetnie się przy tym jeździ samochodem.

#3 Snow – Informer

Kanadyjczyk bielutki jak ściana malowana Dekoralem, do tego o pseudonimie Śnieg, próbujący swoich sił w reggae i dance-hallu? To nie mogło się udać. A jednak, za każdym razem gdy usłyszę ten utwór, chodzi mi po głowie przez minimum 48 godzin. Nie znam nikogo, kto rozumiałby słowa i potrafił je powtórzyć (poza tytułowym „Informer” i „Liki bom bom daaałn”) bez pomocy wujka Google, ale przyznać trzeba, że bicik jest tu naprawdę zacny i sprawia, że noga sama giba się w takt muzyki. Co zabawne, Informer wygrał nawet kilka nagród za najlepszy kawałek Reggae w 1994 roku i dotarł na najwyższe miejsca list przebojów, pomimo protestów purystów broniących „czystości” jamajskich rytmów.

#2 Pink – Raise Your Glass

Nienawidzę Pink. Z całego serca. Słuchanie jej głosu to dla mnie ciężka przeprawa, a patrzenie na nią przywodzi mi na myśl stereotypową feministkę palącą staniki i kompensującą sobie przepaskudną aparycję z pomocą groźnych min i krzyków. Dlatego też, moja całkowita niechęć do niej w połączeniu ze słabością do Raise Your Glass sprawia, że utwór ten jest moim Guilty Pleasure w pełnym znaczeniu tego słowa – sam się sobie dziwię, że znam go na pamięć. Sam nie wiem, co jest tutaj lepsze – czy zaskakująco dobra gitarka w tle, czy też może refren, który można nazwać wręcz hymnem. Cholera, czemu to jest takie chwytliwe?!

#1 Carly Rae Jepsen – Call Me Maybe

Jeśli w jakimś słowniku znajdziecie hasło Guilty Pleasure, zdjęciem idealnie ilustrującym definicję byłoby właśnie Call Me Maybe. Czy to piosenka zarżnięta przez wszystkie rozgłośnie i kanały telewizyjne? No jasne. Czy posiada status wykorzystanego do granic możliwości mema? Tak jest. Czy tekst i melodię zapamiętujemy po pierwszych 30 sekundach przesłuchania? No ba! Ale, w mordę jeża, tu się wszystko zgadza, wszystko do siebie pasuje, wszystko ma odpowiednią proporcję prostackości i kiczu. Chyba w tym rzecz -  w niesamowitej prostocie tkwi cały geniusz utworu.  Kanadyjczycy mają talent do robienia głupawych, ale niesamowicie chwytliwych kawałków wpisany w kod genetyczny – ten sam problem co z Carly mam z równie uroczą Skye Sweetnam czy z zespołem Jakalope (swoją drogą, ten drugi choć nie zmieścił mi się w niniejszym top 10, również spełnia wszelkie kryteria Guilty Pleasure, co łatwo sprawdzic na przykład tutaj). Nie oszukujcie się – choć możecie nienawidzić Call Me Maybe, bo macie go już absolutnie dość i boicie się nawet otworzyć lodówkę, by go czasem nie usłyszeć, znacie każdy wers, każdy przeskok i każdy loop ze syntezatorowymi skrzypkami. Ja mam to szczęście, ze nigdy mi się nie znudzi. Bo to praktycznie wzorzec piosenki pop, która na zawsze pozostaje w głowie.

I tym, jakże miłym akcentem (niektórzy z czytelników właśnie wyrzucają głośniki przez okno, bo złapali się na tym, że podśpiewują sobie „Hey I just met you”) kończymy nasze małe podsumowanie. Gdybym chciał umieścić tu więcej moich ulubionych kawałków tak złych, że aż dobrych, powyższą listę należałoby poszerzyć co najmniej o dodatkowe 30 pozycji. Mam nadzieję, że każdy z wymienionych utworów będzie wam krażył po głowie przynajmniej przez pół dnia. Uprzedzałem.

Yoghurt
9 września 2012 - 15:10
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
09.09.2012 19:21
napster92
odpowiedz
napster92
97
Why so serious?!

@koobon

Mnie akurat to rozśmieszyło :) Jak widać po like'ach pod teledyskiem... Nie tylko mnie.

Na marginesie, bardzo lubię tę kiczowatą piosenkę. Loon mi świadkiem.

09.09.2012 19:32
odpowiedz
Kherlon
63
Senator

Wszyscy kochamy tą kiczowatą piosenkę :P A ludziom w wieku koobona się po prostu taka muzyka nie podoba, pomijając już fakt, że ludzie w jego wieku często już mało co słyszą i widzą.

09.09.2012 19:33
MegaMafia
😈
odpowiedz
MegaMafia
21
ManiekSSJ3

Britney co najwyżej pukam.

09.09.2012 21:23
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
80
Legend

a propos filmowych guilty pleasures i lat osiemdziesiątych... będzie "Rad Dawn"?

W pierwszej piątce :)

09.09.2012 21:32
😊
odpowiedz
Rod
35
Niereformowalny Sceptyk
09.09.2012 21:44
Chudy The Barbarian
👍
odpowiedz
Chudy The Barbarian
89
Legend
Wideo

Fajna lista, a co do Informera:

http://www.youtube.com/watch?v=Icb_tRTnA4g

09.09.2012 21:50
Mastyl
odpowiedz
Mastyl
161
Za godzinę pod Jubilatem
Wideo

Ha, przypomnialem sobie o Tarkanie.

BTW 1 jak bylem w Turcji na wakacjach, mialem w pokoju TV, i ichnią stacje muzyczną. To, co tam zobaczyłem, na długo zostanie w mojej pamięci. Takie hity, że Tarkan to pikuś.

BTW 2 przeboj Tarkana KIss Kiss moze byc zrodlekiem ciaekawych remakow i remiksow: Holly Valance Kiss kiss w remiksie Agenta Sumo - http://www.youtube.com/watch?v=bNsi64JAPSs

A nie wiem czy wiecie, Marky mark, jeden z moich ulubionych artystów, stworzył kawałek o Dariuszu Michalczewskim ---> http://www.youtube.com/watch?v=trckZY2zGes

09.09.2012 21:50
MollyClock
odpowiedz
MollyClock
7
Pretorianin

Muszę przyznać szczerze, że jedną z rzeczy, które uwielbiam najbardziej na świecie jest fundowanie sobie przejażdżki wraz z autorem posta z głośnikami wyjącymi na cały regulator: "soł rejz jor glas if ju ar rooong in ol de rajt łejz" tudzież (od wczoraj) "a dżast met ju end dis is kreeeejzi" jednocześnie myśląc What Would Ryan Murphy Do? :)

Aczkolwiek brak mi:
- Ken tacz dis....stop, hamer tajm
- łir nat gona tejk it (twisted sister we're not gonna take it)
- ju łer łekin as e łejtres in en koktejl baaar, ooo (human league, don't you want me)
i oczywiście Glee number one: Don't stop believin' (przecież musi być jakiś kawałek Journey, którego jeszcze nie robiliśmy!).
i wielu, wielu innych ;)

10.09.2012 00:32
😃
odpowiedz
zanonimizowany293901
40
Legend
Wideo

Ja tam boskiej Britney się nie wstydzę. ;3
Słucham z namiętnością, a w szczególności:

http://www.youtube.com/watch?v=Yy5cKX4jBkQ \m/

10.09.2012 01:12
Bart2233
😜
odpowiedz
Bart2233
132
Peaceblaster
10.09.2012 01:58
BmrQ3
odpowiedz
BmrQ3
134

Britney, moja pierwsza miłość. Kiedy byłem dzieckiem jeszcze czciłem jej kasetę jak jakiś skarb...
Choć patrząc z perspektywy czasu to lepiej było wydać pieniądze na nią przeznaczone na jakieś czasopisma pornograficzne ale tak czy inaczej dała mi sporo radości i pewien sentyment został do dziś ;)

10.09.2012 11:08
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
211
fsm

GRYOnline.plTeam

Nie posłuchałem propozycji, tekst przeleciałem oczkiem mym, ale muszę zakrzyknąć - tak, zgadzam się w kwestii Backstreet Boys, a "Everybody" to absolutnie czadowy kawałek (teledyski zresztą też). Poza tym "Informer" też daje radę, a ja pewnie dorzuciłbym takie perełki, jak Snap - "Rhythm is a Dancer" czy któryś z wielkich hitów z lat 80-tych.

A - piosenka z numeru jeden to coś, co przypadkiem poznałem dzięki filmikowi z chatroulette i wąsatym kolesiem w bikini. Utwór jest mi wobec tego raczej nieznany i dopiero potem dowiedziałem się, że to hit. W mojej obecności żadna rozgłośnia ni TV tego nie zagrało...

10.09.2012 15:57
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
80
Legend

Mastyl -> Ja takie same niezapomniane przeżycia miałem po obcowaniu z programami TV w krajach arabskich. Ale to i tak nic biorąc pod uwagę, co u turbanów leci w radiu :)

Chudy -> To samo Carrey zrobił z Vanilla Icem. Doskonałość.

Merry -> Jak rozumiem, odbierasz ten kawałek osobiście i w sennych marzeniach sądzisz, że Britney urodziła się, by dogodzić właśnie tobie? :P

FSM -> Snap, Haddaway czy C&C Music Factory się nie załapały, bo wystarczy wypić pół piwa, by się przy nich bezwstydnie bawić, natomiast część społeczeństwa nawet na torturach nie wyzna, że lubi Backstreet Boys
Jeśli zaś chodzi o nieznajomość Carly - jesteś człowiekiem prawdopodobnie niezwykle szczęśliwym, albo słuchasz za mało radia :)

Moliś -> Za dużo tego, za dużo. Po prostu się nie zmieściło. Ale prędzej czy później napiszę o najlepszym serialu w historii telewizji i wtedy owe kawałki na pewno wspomnę.

10.09.2012 18:06
😃
odpowiedz
zanonimizowany293901
40
Legend

Nah, nie do końca zrozumiałeś...
To ja każdej napotkanej uroczej hurysie śpiewam: "I was born to make u happy".

:D

10.09.2012 18:50
Stra Moldas
odpowiedz
Stra Moldas
96
Wujek Samo Stra

Słucham wszystkich (no, prawie) polskich komercyjnych stacji radiowych, rozróżniam xfactorowe gwiazdki i jest mi z tym dobrze. Po prostu to lubię. Toplisty tych stacji też.

Co do "Call me maybe", to to wpada w ucho od razu - jeszcze w marcu po pierwszym przesłuchaniu trąbiłem, że to będzie hit.

A właśnie, Alizee jest świetna. W całości.

10.09.2012 19:38
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
80
Legend

Mery -> A masz wtedy fryzurę a'la Britney? Na mnie by to podziałało :P

Moldas -> Ja również wszelakie gwiazdki znam. Co nie oznacza, ze lubię twórczość wszystkich finalistów jakichś programów, ale nie ukrywam, ze lubię sobie pośledzić ich losy na Pudelku. Przynajmniej jest zabawnie.

A właśnie - Alizee jest lepsza niż Edith Piaf i Serge Gainsbourg razem wzięci :)

10.09.2012 23:02
TeRiKaY
👍
odpowiedz
TeRiKaY
151
Senator
Wideo

jeżeli chodzi o "guilty pleasures" z lat 80' to tylko i wyłącznie Shakin' Stevens przy którego muzyce zawsze lubiłem się bawić i udawać że śpiewam i gram na gitarze
http://www.youtube.com/watch?v=87oAjeeEDlI

i coś kojarzy mi się że w ścieżce dźwiękowej z wilkołaka w tenisówkach było sporo takich "kiczowatych" piosenek

11.09.2012 00:23
Mastyl
😃
odpowiedz
Mastyl
161
Za godzinę pod Jubilatem
Wideo

No dobra, a ktoś jest na tyle odważny, żeby przyznać, że w zaciszu domowym puszcza sobie mp3ki Justina Biebera?

A to jest hit. Mrok:

http://www.youtube.com/watch?v=ihi7m1TWVQs

11.09.2012 00:35
👍
odpowiedz
zanonimizowany486144
68
Generał
Wideo

jeśli pop, to tylko w japońskim wydaniu:

http://www.youtube.com/watch?v=sJFEVAbTzxo

11.09.2012 16:22
Yoghurt
odpowiedz
Yoghurt
80
Legend

Teri -> Shakin Stevens to to samo co Chesney Hawkes - czysty geniusz, a nie guilty pleasure :)

Mastyl -> Winny, wysoki sądzie. Co prawda nie oryginały Biebera, ale parę coverów jest nawet niezłych.

Tołstoj -> J-pop i J-rock to coś, czego człek w zachodniej cywilizacji wychowany nie ogarnia. Trudno to zakwalifikować nawet jako guilty pleasure, bo cięzko to również nazwać muzyką w naszym kręgu kulturowym :P

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze