Django spuszczony z łańcucha (recenzja filmu który mi się podobał) - fsm - 20 stycznia 2013

Django spuszczony z łańcucha (recenzja filmu, który mi się podobał)

Nuda, panie Tarantino. Znowu zrobiłeś fajny film, nawet za bardzo narzekać nie mam na co. No dobrze, w paru miejscach Django jest trochę za długi, zabrakło mi też naprawdę fajnych tekstów, które będą żyć w popkulturze przez długie lata. Poza tym jednak ta historia zemsty jest godziwą, tarantinowską rozrywką na poziomie Bękartów wojny, a to z kolei jest wystarczającym powodem, by wydać kasę na bilet. Django po prostu gra.

Od razu zaznaczę, że Quentin Tarantino przy okazji Django nie sili się na wymyślanie koła, rewolucjonizowanie swojego stylu czy zaskakujące wolty fabularne. Jeśli widziałeś/łaś którykolwiek film QT (a jeśli nie, to Django jest tak samo dobrym początkiem przygody z produkcjami pana reżysera, jak którykolwiek inny), to wiesz czego się spodziewać: świetnie nakreślonych postaci, zajebistego (tak) głównego bohatera, przerysowanej przemocy, tony przekleństw i sporej ilości gadania tam, gdzie inni twórcy wstawiliby efektowny pościg, cycki lub eksplozję. Różnica jest jedna - czas akcji i wynikający z niego klimat (to pierwszy tak dawno dziejący się film Tarantino). Gdyby jednak rzecz nie działa się w połowie XIX wieku na głębokim południu Stanów Zjednoczonych, to pewnie można by zamienić czarnoskórych niewolników na inny kontrowersyjny i filmowy temat, przenieść akcję gdzie indziej i kiedy indziej, a radocha byłaby taka sama.

Oś fabuły filmu (ściślej: jej najważniejszy element) zbudowana jest na bazie niemieckiego eposu Pieśń o Nibelungach, a dokładniej - na bazie fragmentu o uwięzionej na szczycie góry Brunhildzie, której strzeże okrutny smok. Na ratunek ukochanej rusza nieustraszony Zygfryd - pokonuje górę, smoka, piekielny ogień, bo napędza go miłość. Teraz zamieńcie Zygfryda na Django, Brunhildę na Broomhildę (żona Django nazywa się "po niemiecku" bo jej pierwszymi właścicielami byli Niemcy) a smoka na Calvina Candie'ego, okrutnego plantatora bez skrupułów, który próbuje uchodzić za wyrafinowanego eleganta i frankofila (no właśnie, próbuje). Nie trzeba jednak mieć doktoratu z literatury, by wychwycić to powiązanie - legendę w czasie filmu opowiada doktor King Schultz, niemiecki łowca nagród, który likwiduje bandziorów za kasę od państwa. Pan doktor szuka trzech złych braci, a pomóc mu może tylko Django, który wie, jak panowie wyglądają. Schultz uwalnia więc Django i razem ruszają w krwawy bój, szybko pojawia się zrozumienie i przyjaźń, a ostateczny cel wyprawy przenosi się z zabicia trzech braci na uratowanie żony z rąk smoka. Proste i doskonale napędzające film.

Django to western - choć tak naprawdę southern (bo dzieje się ma południu USA, brakuje Meksykanów i kaktusów) - i przy okazji hołd złożony całemu gatunkowi, ale też trochę parodia, trawestacja i parafraza tegoż. Nie trzeba jednak znać się na kinie Sergio Leone, by dobrze bawić się podczas seansu - Tarantino jest na to zbyt sprawnym twórcą. W jego rękach historia staje się uniwersalna i niesłychanie rozrywkowa. Konstrukcja fabuły jest przy tym taka, że (po efektownym i zabawnym pierwszym akcie - szczególnie podczas cudownej sekwencji z nieudolnymi protoplastami Ku Klux Klanu) akcja zwalnia, koncentruje się na gadaniu i spojrzeniach, by po 2 godzinach rozpędzić się do pierwszej prędkości kosmicznej i trzymać za gardło do samego końca. Warto też przeczekać krótkie napisy końcowe, by otrzymać pięciosekundową kropkę nad i. Przy okazji - Spike Lee mógłby nie przesadzać, bo użycie słowa "czarnuch" jest dla takiej produkcji niezbędne i bez niego film mocno straciłby na atmosferze i autentyczności.

A zatem... "D" jest nieme, ale Django jako bohater i jako film jest wystarczająco głośny, kolorowy i rozrywkowy, by zachwycić fanów twórczości Tarantino i podobać się sceptykom. Nie zawiodłem się (patrz: wykres pokazujący jako-tako mój odbiór filmu) i mam nadzieję, że wy również nie.

PS Aktorsko nie można nikomu nic zarzucić. Jamie Foxx to ucueleśnienie bycia cool, Christoph Waltz może nie zachwyca tak, jak w Bękartach, ale trzyma bardzo wysoki poziom, DiCaprio w pierwszej tak jednoznacznie "złej" roli sprawdza się wyśmienicie, a wisienką na torcie jest stary, pogięty, rasistowski Samuel L. Jackson ("shit gets fucked up real fast around here").

PS DWA Koledzy blogerzy też zapowiedzieli swoje recenzje, spodziewajcie się więc tekstów promilusa i eJaya już niedługo (ufam, że też wyszli z kina usatysfakcjonowani)

fsm
20 stycznia 2013 - 13:43

Komentarze Czytelników (23)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
20.01.2013 14:57
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

To ja pewnie też nie podam. Jak to mówią: to jest "not your cup of tea" i już. Albo się lubi kino Tarantino, albo nie. Przykładowo dla mnie Pulp Fiction to 10/10 i jeden z najlepszych, najciekawiej opowiedzianych, najzabawniejszych i najbardziej rajcujących moje gonady filmów, jakie obejrzałem. Django nie jest aż tak dobry, ale trzyma bardzo wysoki poziom. To, co dla mnie jest zaletą, dla Ciebie jest wadą... tak bywa.

A co do przerysowanej przemocy - jeśli w PF odstrzelenie łba Marvinowi czy masakrowanie Furhrera w Bękartach nie jest przerysowane, to mamy chyba inne definicje tego słowa :) W Django tego typu scen jest kilka.

EDIT: eJay napisze reckę, ale jutro (obiecał mi). I na pewno nie będzie tam, że film jest średni :P (choć podobał mu się mniej, niż mi)

20.01.2013 14:58
eJay
odpowiedz
eJay
189
Quaritch

gameplay.pl

Wcale tak nie napisałem ;) Moja recka najpewniej jutro, Django podobał mi się, ale sporo rzeczy jednak mi nie przypasiło.

Nie zgadzam się drogi fsmie co do Foxxa - to jest porażka Quentina. Koleś przez 90% filmu wygląda na retarda.

20.01.2013 14:59
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Heh. Retard? Powaga? Ja go odbierałem jako Shafta z przeszłości (i jak się okazuje po przeczytaniu ciekawostek na IMDB - słusznie). Dla mnie był cool jak ch*j :D

20.01.2013 15:05
odpowiedz
causal/hardcore
41
Pretorianin

@fsm - no i o to właśnie chodzi - to nie moje gusta, tyle że zewsząd słyszę bzdury o uniwersalności, rozrywce i, że każdy, nawet niewymagający widz znajdzie u Tarantino coś dla siebie. Jak widać na moim przykładzie - nic z tego. A co do wspomnianych przez ciebie scen, Pulp Fiction zanudził mnie niemiłosiernie po pół godzinie, a Bękarty gdzieś w połowie, więc zapewne nie doszedłem do tych scen. W każdym razie, dzięki.

PS. Dziwne, że uważany za nieco mniej zręczną wersję Quentina, Robert Rodriguez idealnie wpasował się w moje gusta.

20.01.2013 16:22
odpowiedz
Malaga
83
ma laga

Z filmami Tarantino jest jak z najnowszym "dziełem" Wachowskich - Cloud Atlas - kilka zwyczajnie nudnych historyjek a nad filmem pieją z zachwytu.
Tyle że ja akurat styl Tarantino lubię.

Co do tej przerysowanej przemocy to nie trzeba patroszyć człowieka na ekranie żeby przemoc była przerysowana. Toż to już w pierwszej scenie filmu, gdzie po strzale z rewolweru kolesiowi urywa pół głowy można nazwać przerysowaniem.

20.01.2013 18:14
Scott P.
odpowiedz
Scott P.
96
Generał

fsm> Na początek dwa pytania. Pierwsze: w skali od 1 do 10 jak ocenił byś Django. Drugie skąd wniosek że Django jest zbudowany na bazie niemieckiego eposu Pieśń o Nibelungach.

20.01.2013 18:22
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Ocena: 8,5. Skąd wniosek? Bo jest to powiedziane niemal wprost w filmie. Oczywiście nie chodzi tu o cały film, ale o jego główną część - tą, która skłoniła Django do skumania się z Kingiem.

(chyba, że legenda o Brunhildzie nie jest częścią Pieśni o Nibelungach... wtedy mój błąd i chętnie to poprawię - aczkolwiek nie wydaje mi się, że jest to błąd :))

20.01.2013 21:34
odpowiedz
michellino
51
Pretorianin

Kompletnie nie rozumiem fenomenu Tarantino. Przecież oprócz sprawnych Wściekłych Psów oraz błyskotliwego Pulp Fiction facet kręci złe, nudne filmy udające żart i cyniczną inteligencję, której nie mają ani odrobiny. Mam wrażenie że wszyscy się egzaltują faktem że Tarantino im się podoba a podoba się gdyż mogą się tym egzaltować.
Natomiast moim zdaniem i powiem to głośno: król jest nagi! Gdyby Django lub Bękarty wojny, nie mówiąc o Jackie Brown, nie były firmowane bezpodstawnie niekrytykowalnym Tarantino nikt by nie napomknął na temat ich wielkości, uznając rozsądnie tzw. "zalety" za oczywiste wady i nieudacznictwo zarówno reżyserii jak i posuchy źródła pomysłów. Mówiąc wprost - filmy Tarantino są zwyczajnie słabe. Eksplozja koncepcji zawarta w Pulp Fiction zdała się wyczerpać pokłady kreatywności reżysera, który od dawna jedzie na oparach benzyny i bezkrytycznej akceptacji będącej wynikiem społecznego snobizmu.

20.01.2013 21:36
NewGravedigger
😍
odpowiedz
NewGravedigger
131
spokooj grabarza

a ja powiem głośno!

uważając pulp fiction za film zupełnie przeciętny mam bękarty wojny w swoim top 10 filmów eva.

O czym to świadczy? Gusta są różne. Skończcie już lamentować, jak można uwielbiać jakiegoś reżysera czy aktora.

22.01.2013 23:42
Scott P.
👎
odpowiedz
Scott P.
96
Generał

Spike’owi Lee nie chodziło wcale o słowo "czarnuch" tylko o to, że z takiego tematu jak niewolnictwo nie powinno się robić spaghetti westernu. Po części się z tym zgadzam. Można z takiego tematu zrobić spaghetti western. Tylko film nie może przekroczyć granicy dobrego smaku i trzeba potraktować temat poważnienia na tyle na ile pozwala konwencja włoskich opowieści o kowbojach. Niestety "Django" do takich filmów się nie zalicza.
Co do samego słowa to Twoja argumentacja to jawna kpina. Czy żyjesz około 200 lat, że jesteś w stanie z własnego doświadczenia potwierdzić że tak było naprawdę. Że o ludziach o ciemnej karnacji skóry mówiono i zwracano się do nich używając tylko jednego słowa. Być może istnieje niewielka szansa że masz racje. Ale mamy XXI wieku to słowo jest powszechnie uważane za obelżywe i to że kiedyś było normą to nie znaczy, że dzisiaj mamy przymykać na nie oko i nie czuć się nim zniesmaczeni. Ja nie mówię że go w filmie nie powinno być, ale co za dużo to nie zdrowo. Tarantino powinien wywalić z 80% tych słów ze scenariusza i wcale by to "Django" nie zaszkodziło. Tak na marginesie zostałoby ich wtedy 21.
Co do samego "Django" to nie wiem co Tarantino chciał nam nim przekazać / pokazać, cokolwiek to było zginęło w gąszczu, jakim jest jego podejście do sztuki filmowej. Tarantino nie nakręcił nic dobrego od czasu Jackie Brown. Tak więc (by nie zaczynać od więc) "Django" to zwykły średnik i nic poza tym 6,5/10.

23.01.2013 08:55
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
131
spokooj grabarza

oczywiście, powinni zwracać się do Django Panie Afroamerykaninie!

23.01.2013 09:31
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Scott > To do mnie było o "jawnej kpinie" w kwestii argumentacji? Jedyne, co napisałem, to, że użycie słowa "czarnuch" jest w kontekście takiego tematu, czasu, miejsca niezbędne i zasłanianie się polityczną poprawnością jest idiotyczne. Zdania nie zmienię, nawet jeśli na potrzeby filmu zostało to podkoloryzowane, a sam film do poważnych traktatów o kondycji ludzkości nie należy.

Ale masz rację, że Lee bardziej chodziło o tematykę, a nie samo słowo - uprościłem tę kwestię.

23.01.2013 10:00
Mutant z Krainy OZ
odpowiedz
Mutant z Krainy OZ
197
Farben

Czy żyjesz około 200 lat, że jesteś w stanie z własnego doświadczenia potwierdzić że tak było naprawdę.

A ty masz sto lat, by z własnego doświadczenia powiedzieć, że pierwsza wojna światowa w ogóle miała miejsce, czy będziesz twierdził, że być może istnieje niewielka szansa, że tak było?
Niewolnicy byli traktowani jak psy, nie wszędzie i nie zawsze, ale tak było, Tarantino wszystko zawsze przerysowuje i robi z tego show.
Murzyn był murzynem i kropka.

23.01.2013 23:27
Scott P.
odpowiedz
Scott P.
96
Generał

NewGravedigger > Rozumiem że rzuciłeś szkolę w wieku 16 lat tak jak Tarantino i stąd Twoje ograniczone słownictwo.

fsm > A czy ja napisałem, że tego słowa nie powinno tam być, nie napisałem. Sam jako człowiek który pisze na gamplay’u i pewnie nie tylko powinieneś wiedzieć że nie powinno się używać tych samych słów zbyt często by uniknąć powtórzeń. Szczególnie jeżeli pojawiają się one w pierwszym zdaniu, a potem w drugim, a następnie w trzecim. Polski język tak samo jak angielski jest bogaty w różne słowa o tym samym znaczeniu, które pomagają w uniknięciu nadmiernego korzystania z jednego wyrazu. Tarantino powinien to wiedzieć zważywszy, że nie jest to jego pierwszy scenariusz i gadanie o tym że takie były wtedy czasy w żadnym stopniu nie usprawiedliwia go z tego błędu. Do tego jak już postanowił że będzie się posługiwać tylko słowem "czarnuch" to powinien to zrobić w taki sposób by nie doprowadzać do sytuacji w której jest ono trywializowane. To samo tyczy się niektórych drastycznych scen. Nie można najpierw rozśmieszać widowni by zaraz potem pokazywać jej jak psy rozszarpują człowieka. Jakby to nie był film Tarantino tylko byle Bolka to by go krytycy zrównali z ziemią. I nie mów mi o politycznej poprawności, bo nieumiejętne posługiwanie się tym argumentem działa mi na łupież.
"a sam film do poważnych traktatów o kondycji ludzkości nie należy."
Skoro cały ten film ma być traktowany z przymrużeniem oka, to wielka szkoda że "Django" tak poważnie podchodzi do pewnych kwestii związanych z niewolnictwem.

Mutant z Krainy OZ >"A ty masz sto lat, by z własnego doświadczenia powiedzieć, że pierwsza wojna światowa w ogóle miała miejsce, czy będziesz twierdził, że być może istnieje niewielka szansa, że tak było?"
A co ma piernik do wiatraka?

23.01.2013 23:30
wysiak
odpowiedz
wysiak
95
tafata tofka

Tarantino nie nakręcił nic dobrego od czasu Jackie Brown.
Oh wow.

24.01.2013 00:12
NewGravedigger
😁
odpowiedz
NewGravedigger
131
spokooj grabarza

nie, po prostu nie mam sił na kłócenie się na takie tematy i takim pseudointeligentnym poziomi, który próbujesz sobą prezentować.

24.01.2013 00:16
😒
odpowiedz
zanonimizowany836035
12
Senator

Ja już w sumie napisałem wszystko w osobnym temacie. Scena z kapturami to poczucie humoru na poziomie neonówki. Django za długie, film w połowie zupełnie siada. Dialogi mało błyskotliwe.

Najlepsze filmy Tarantino:
1. Bękarty Wojny
2. Wściekłe Psy
3. Pulp Fiction

Najgorsze filmy Tarantino:
1. Jackie Brown
2. Grindhous
3. Django

24.01.2013 10:00
sekret_mnicha
odpowiedz
sekret_mnicha
202
fsm

GRYOnline.plTeam

Scott > Rozumiem argumentację, ale absolutnie nie uważam tego, co napisałeś, za problem. No to co, że słowo uważane za obraźliwe i poniżające, jest używane tak często? Zapewne jest grupka ludzi, którzy poczują się urażeni, ja do nich nie należę. nadmierna ilość powtórzeń często sprawdza się jako skuteczny zabieg stylistyczny i do tej kategorii zaliczam "czarnucha"w Django.

Nie można najpierw rozśmieszać widowni by zaraz potem pokazywać jej jak psy rozszarpują człowieka. Dlaczego nie? Bo komuś to nie pasuje? Albo niszczy rytm tudzież klimat filmu? Widziałeś In Bruges? Podobne rzeczy dzieją się tam z atmosferą - raz jest trochę absurdalnych, lekkich dialogów, a potem mamy gwałtowną, krwawą śmierć. Jeśli coś jest zrobione dobrze, nie wywala mnie z fotela podczas oglądania i pasuje do konwencji (tak, słowo, którym wielu się zasłania, ale co tam - tu pasuje), to nie mam z tym najmniejszego problemu.

Po prostu mam wrażenie, że za bardzo się tym przejąłeś. Zupełnie, jakby sprawa dotyczyła Cię osobiście lub kogoś Ci bliskiego. To jest film. Rozrywka. Najwyraźniej kontrowersyjna, skoro wzbudza takie emocje.

Co do poprawności politycznej - wyobrażam sobie, że język w USA w połowie XIX wieku na terenach objętych niewolnictwem mógł wyglądać bardzo podobnie do tego, co pokazał Tarantino. Kastrowanie lub podmienianie brzydkich, nadmiernie powtarzanych słów tylko dlatego, że jest to złe, niefajne lub kogoś może urazić uważam za fałszywą polityczną poprawność. To tak, jakby zrobić film o ekstremalnie radykalnych prawicowcach i ograniczać użycie słowa "pedał", którym często tego typu środowiska określają osoby homoseksualne.

Kończąc ten temat, dla mnie najważniejsze jest to: film mi się bardzo podobał, uważam go za rozrywkę na wysokim poziomie i ciesze się, że QT nadal ma pazur i potrafi nakręcić zacne widowisko.

24.01.2013 10:52
Mutant z Krainy OZ
odpowiedz
Mutant z Krainy OZ
197
Farben

A co ma piernik do wiatraka?

Jak to co, zarzucasz autorowi wpisu, że nie żył w czasach poruszanych w filmie, więc skąd ma wiedzieć jak było naprawdę, ty nie żyłeś podczas pierwszej wojny światowej, zatem skąd masz wiedzieć jak było na prawdę.

24.01.2013 11:22
Trael
odpowiedz
Trael
209
Ja Bez Żadnego Trybu

Czy żyjesz około 200 lat, że jesteś w stanie z własnego doświadczenia potwierdzić że tak było naprawdę. Że o ludziach o ciemnej karnacji skóry mówiono i zwracano się do nich używając tylko jednego słowa. Być może istnieje niewielka szansa że masz racje.

@Scott P. - Tak na szybko z tych pozycji, które ostatnio czytałem. "The Fremantle Diary: A Journal of the Confederacy" Col. James Fremantle. Pamiętnik angielskiego pułkownika zwiedzającego konfederację w czasie wojny domowej. Tak, występuje tam to słowo używane przez południowców.
Z bardziej jaskrawego przykładu "Gallipoli Diary" John G. Gillam rzecz nowsza bo pamiętnik z 1915 roku. Kolejny pamiętnik Anglika. Tym razem on używa za każdym razem słowa nigger gdy opisuje kogokolwiek czarnego koloru skóry. Za każdym razem bez wymiany na inne "formy" a przecież jak na brytyjskiego oficera przystało powinien mieć bogaty język i używać zamienników. (Tak na marginesie bawiło mnie występowanie N-word. Gdyby tylko autor wiedział jaką "zbrodnię" popełnia :D)
Więc słowo było używane, nie tylko w US and A, ale także na świecie. Normalnie, bez jakiś złośliwości. To, że w pewnym momencie stało się obraźliwe (I to nie wszędzie, bo jak murzyn do murzyna pojedzie z niggera to jest wporzo ziom. Co w mojej opinii jest kolejną komedią) nie znaczy, że nie należy go używać. Równie dobrze można powiedzieć, że nie należy pokazywać niewolnictwa, kręcąc film o niewolnictwie. Taka sama logika.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze