Zadyszka współczesnych gier - sakora - 1 marca 2013

Zadyszka współczesnych gier

Dzisiejsze gry to nieustanna ewolucja i szukanie formy. Jedni szukają sprawdzonych rozwiązań i wpisują w ich ramy swoje reedycje i restarty. Drudzy opakowują swoje stare tytuły w nowe opakowanie HD. Rzadziej zdarza się, że szukanie nowych form odbywa się poprzez nowe IP. Niestety większość nowych marek nie porywa. Czy twórcom gier brakuje odwagi? Jaka jest dziś, moim subiektywnym i czepialskim zdaniem, kondycja gier? Zgryźliwym okiem o tym, co przeszkadza, a na co milcząco się godzimy.

 

Battlefield 3 (Gry-Online.pl)

Nie od dziś mówi się, że twórcy podchodzą do obecnego rynku gier zachowawczo. Czy to poprzez wstrzymywanie nowych pomysłów na nadchodzącą właśnie nową generację konsol, czy też przez odgrzewanie sprawdzonych rozwiązań. I tak też dostajemy jednego, odważnego Spec Ops The Line, w otoczeniu masy Battlefieldów, Call of Duty, czy Black Opsów tłuczonych masowo z jednej sztancy co roku. Tytuły sprzedające się znakomicie z jednego, dobrego powodu. Najbezpieczniej produkuje się to, co odbiorca już zdążył poznać. Odbiorca kupuje to, co zna, bo z jednej strony nie boi się choćby takiego Brinka, że odbije mu się czkawką. I tak też koło się zamyka. Wydawcy puszczają kalki poprzednich tytułów tak długo, jak odbiorca będzie je akceptować. Jeśli nastąpi zmęczenie materiału, czego jesteśmy ostatnio świadkami, akurat z odsieczą idą nowe konsole, na które będzie można sprzedać jeszcze raz to samo, bo poprzednie wersje nie będą działać, a nowe przecież, co jest oczywistą oczywistością będą przecież lepsze.
A gracz musi grać. Przecież jak nie będzie mieć za dużego wyboru, kupi to, co będzie. Lepiej, żeby nie myślał, od tego są nasi spece od marketingu. Oni mu powiedzą, co jest dla niego najlepsze.

 

Brink (Gry-Online.pl)

Kondycja ekonomiczna gier jest zgodna z filozofią wolnego rynku, chociaż mam wrażenie, że korzysta z niej jak z prawa dżungli. Zawsze większy zjada mniejszego, a jeśli mniejszemu wydaje się, że jest sprytniejszy, to i tak większy go wykorzysta. Jak to miało miejsce na niedawnej konferencji Sony i Jonathan Blowa z jego The Witness. Powinno to przypominać symbiozę, a niestety twórca Braida bardzo wiele traci w moich oczach. Bo czym w takim razie jest bycie niezależnym twórcą gier? Czy to rzeczywiste tworzenie z pasją i dla pasji, czy tylko tworzenie dla przepustki do ligi tytułów AAA finansowanych przez wielkich wydawców? Ponoć Jonathan Blow nic nie otrzymuje w zamian, poza reklamą, jednak rzeczywistej wartości tego kontraktu nie przyjdzie nam poznać.

 

Zadyszki dostają też inne produkcje. Wspaniały Dishonored w pewnym momencie okazuje się grą po prostu za łatwą. The Walking Dead staje się ofiarą hypeu na własnego siebie. Z wyborów moralnych pierwszych epizodów przeobraża się w liniową opowiastkę operującą na podstawowych emocjach, które w połączeniu ze standardowymi zwrotami akcji każdego muszą poruszyć. Czy to jednak o to w tej grze powinno chodzić? Przecież The Walking Dead, im dalej, tym mniej jest grą, a bardziej opowiastką. Czy w takim razie te peany chwalące ten tytuł oznaczają, że gracze tak naprawdę nie potrzebują gry, a jedynie opowieści z pewną dozą interaktywności? Cóż, Hewvy Rain dostarcza jednak chyba trochę więcej swobody. Czy to jednak tędy droga?

 

Wystarczy spojrzeć trochę bardziej krytycznie na gry indie. Mamy kilka, może kilkanaście tytułów o których każdy słyszał, nie każdy grał, ale większość kupiła je w bundlach. Tak samo, jak to, by nazwać coś grą indie, wystarczy zrobić rozpikselizowanego platformera, gdzie główny bohater będzie przeżywać jakieś problemy natury moralno-egzystencjalno-gastrycznej i proszę oto gra niezależna. Nie zrobił jej nikt znany, nie stoją za nią żadne wielkie pieniądze, ale ma piksele i w sumie o niczym nie mówi, ale ma piksele, więc musicie ją kupić, prawda? Przecież gimbohipsterzy nie mogą się mylić.

 

The Witness (Gry-Online.pl)

Asekuracyjne podejście to jedna z możliwości. Z drugiej strony można zawsze pójść po całości. Przecież, jeśli tylko dobrze się przyłoży, sam szum sprzeda grę. Na szczęście dla graczy nie zawsze. Dlatego niech księciu ziemia lekką będzie, Forever. Tak samo, jeśli spojrzymy na inne, niezmiernie długo powstające gry. Przychodzące na świat w bólach tak wielkich, że kiedy już trafiają go graczy, okazują się tytułami mocno przeterminowanymi i nieświeżymi. Podobnie, jak Diablo 3, które pewnie za jakieś pięć lat patchowania i eksperymentowania z rozgrywką, będzie grywalne. Oczywiście tylko dla tych oddanych fanów, którzy przy tej marce wytrwają.

 

Mamy też tytuły same opisujące siebie jako rewolucyjne, a niestety przynoszące ze sobą gorzki smak porażki. Tak też było z Crysis 2, który nie potrafił wyważyć rozgrywki, ani pozbyć się w porę błędów na poziomie podstawowego developingu, gdzie królowało AI, a raczej jego brak. Podobny los potkał też LA Noire. Tytuł niezmiernie pomysłowy, który powinien być frapujący, a który niestety zginął w ciągle odkładanych premierach i nadmiernych ambicjach jego głównego twórcy.
Pomijam tu też inne zjawisko ułatwiania wszystkiego na siłę, w którym to Assassins Creed III przebija wszystko, czego dokonano na tym polu wcześniej. Nie ma to jak jeden klawisz akcji, który po przyciśnięciu sam decyduje, jaką akcję wykonać. Przykleja się do ścian podczas biegu i tym podobne, przydatne funkcje. Ważne, że dostępne intuicyjnie pod jednym klawiszem.

 

L.A. Noire (Gry-Online.pl)

Wydaje się, że gry już kilka lat temu dostały poważnej zadyszki i w żaden sposób nie mogą złapać oddechu. Gdzieś w tle twórcy zachłystują się nextgenami, ale tak naprawdę poza grafiką na razie nie oferują nic więcej. Jakie są oczekiwania graczy? Przecież większa moc konsoli nie musi tylko pójść na grafikę, nie tylko w funkcje videospołecznościowe. Może poza opowiadaną historią pójść w AI, ale to wymaga większych nakładów pracy. Czy w dobie nieustającego crunchu, developerów, ciągle naciskanych przez wydawców i przywracanych do pionu przez marketingowców i CEO, stać na robienie naprawdę dobrych i ciekawych gier? Czy tylko na odtwórcze i zachowawcze podejście do tematu? Nie nudzą Was ciągle te same gry, z małymi wyjątkami co jakiś czas? Czy tylko mi wydaje się, że gry ostatnio stoją w miejscu?

     

     

Śledź mnie na Twitterze!

     

sakora
1 marca 2013 - 22:32

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
02.03.2013 09:49
KoRnish
28
Chorąży

Z artykułu tak naprawdę zrobił się kogel-mogel, który można podsumować jednym zdaniem "Nie podoba mi się obecna sytuacja zarówno na rynku gier indie jak i AAA". Nic odkrywczego, sam doszedłem do podobnych wniosków już parę lat temu, a i wielu innych bloggerów trąbi o tym już od dawna. Na szczęście mam bardzo mało czasu na granie więc grywam i tak wyłącznie w perełki, omijając całą resztę chłamu, a i na nie nie zawsze starczy mi czasu.

A i nie rozumiem krytyki The Walking Dead. Ja jakoś nie odniosłem wrażenia mniejszej nieliniowości w kolejnych epizodach, a wręcz przeciwnie (w epizodach 3-5 było zdecydowanie więcej akcji niż w 1-2, akcji w trakcie której to my przejmowaliśmy kontrolę nad bohaterem). W dobie zaniedbywania fabuły w grach, tytuł kładący nań tak silny nacisk w pełni zasługuje na otrzymany hype.

02.03.2013 10:11
ReaLynX
odpowiedz
ReaLynX
34
Hejdasz

The Walking Dead, Braid, Dishonored czy L.A. Noir to gry wtórne i takie jak cała reszta na rynku? No bez przesady..

02.03.2013 10:14
Raistand
odpowiedz
Raistand
120
Legend

To nie zadyszka gier tylko przesyt grami, który występuje jak pograsz już w to i owo.

02.03.2013 11:15
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
73
Silence of the LAMs

Z obecnymi grami to jak z przygodowym seksem - raz wykorzystać (niekoniecznie przejść), odstawić i wziąć się za następne.

Znajomy ma inną zagwozdkę - problemy z ceny gier - na co kupować za 50$/€ gdy i tak nie wie czy ruszy. A kupować trzeba bo marketing tak kieruje.

Mam identyczne zdanie co [1] - gram tylko w upatrzone perełki a i tak czasu nie wystarcza.
Jedyne czego mogę się obawiać to nowego systemu operacyjnego, który odetnie mnie od klasyków.

Granie w cokolwiek gdy się widziało wiele nastręcza trudności bo mało co nas bawi czy zaskakuje.

Może na gderanie o stagnacji dobra jest zmiana platformy? Na przykład Nintendo DS? Po co kupować to samo jak można mieć coś innego?

Poza tym ciesz się, potem będzie gorzej. Nowa generacja, większe koszta (muszą się zwrócić) więc robi się to co opłacalne.

02.03.2013 13:05
odpowiedz
zanonimizowany702455
32
Centurion

A ArmA III? Szczególnie, że będzie do tego powstawał Project Reality??? Jak można o takich grach zapominać???
Przecież to takie tytuły są naturalną, niehamowaną przez koncerny ewolucją gier.
eJay - na pewno Cię to zainteresuje: http://www.realitymod.com/forum/f380-project-reality-news/118597-project-reality-arma-2-v0-16-beta-patch-released.html

02.03.2013 13:57
😁
odpowiedz
Lutz
173
Legend

Z obecnymi grami to jak z przygodowym seksem

Co to "przygodowy seks"? seks z mezatka gdy jej luby spi w pokoju obok? czy moze wyjazdy na seks bez prezerwatywy do sudanu?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze