Star Trek: Deep Space Nine - najlepszy z serialowych Star Treków? - guy_fawkes - 27 czerwca 2013

Star Trek: Deep Space Nine - najlepszy z serialowych Star Treków?

Odkąd pamiętam, zawsze wolałem Star Trek od Gwiezdnych Wojen. To właśnie na nim się wychowałem, chłonąc za młodu odcinki The Next Generation emitowane w telewizji, choć nie tylko to zdecydowało o moim wyborze – po prostu spodobało mi się samo uniwersum, zawieszone w konkretnym miejscu na linii czasu, stanowiącej niczym w Mass Effect kontynuację obecnej. Ażeby zostać trekkerem*, potrzebowałem jeszcze kilkunastu lat, by móc obejrzeć wszystkie odcinki Star Trek: Dee Space Nine, u nas znanego jako Star Trek: Stacja kosmiczna. Cóż, ta przynajmniej nie podążała w ciemność pomimo jak to często bywa, średnio udanego, niepotrzebnego tłumaczenia.

Dokowanie na DS9 po galaktycznych wojażach na pokładzie Enterprise należało do średnio udanych. Osadzenie akcji w jednym punkcie wszechświata trochę kłóciło się ze startrekowym „To boldly go, where no man has go before” i sugerowało mi przygotowanie się na kilkaset epizodów siedzenia w miejscu, zamiast poznawania nowych ras i walki z anomaliami, dla których przeniesienie statku kosmicznego w czasie bądź na drugi kraniec wszechświata to pikuś. Pilotażowy odcinek nakreślił zarys serii: widza czeka sporo polityki, religii (sic!) oraz naturalnie wątków obyczajowych, bo Star Trek to przecież nic innego, jak space opera. Większość wydarzeń rozgrywa się na Deep Space 9 – stacji kosmicznej znajdującej się w pobliżu planety Bajor. Zbudowali ją Kardarsjanie w czasach okupacji globu, zaś z chwilą zakończenia wojny pomiędzy obiema rasami trafiła w ręce Zjednoczonej Federacji Planet, by stanowiła straszak przeciwko ewentualnemu powrotowi agresorów. Wątek tego konfliktu został poruszony u schyłku The Next Generation, głównie dzięki krnąbrnej chorąży Ro Laren, Bajoranki. Swoją drogą miała również występować w DS9, pełniąc rolę pierwszego oficera i w zamierzeniu stawiać się dowódcy, lecz w końcu stworzoną na tę potrzebę nową postać – Kirę Nerys.

Deep Space 9 (Terok Nor) w całej okazałości

Deep Space Nine debiutował, gdy TNG dobiło do piątego sezonu. Cieszący się sporą popularnością i nagrodami serial zapewnił dobry start nowemu tasiemcowi w uniwersum ST, także za sprawą obecności statku Enterprise i kapitana Picarda – co prawda na ekranie pokazali się ledwo kilka razy, ale widok znanego kształtu i twarzy pozwolił zgrabnie powiązać obie serie. Dodatkowo szeregi załogi DS9 zasilił Miles O’Brien, główny mechanik, potrafiący utrzymać w ryzach kardasjańską technologię. Mniej więcej w połowie serialu dołącza komandor porucznik Worf, jedyny Klingon służący w Federacji. Stacją dowodzi komandor (wstępnie) Benjamin Sisko, którego widz poznaje w tragicznych okolicznościach – traci żonę, co bezpośrednio wpłynie na jego początkowe zachowanie. Co tu dużo mówić – nie czuje się zadowolony, gdy dostaje przydział na stację, a wręcz wydaje mu się, że Gwiezdna Flota chciała się go pozbyć, przepychając na to „in the middle of nowhere”, z dala od bitew i naprawdę poważnych spraw. Tymczasem DS9 błyskawicznie wyrasta na najważniejszy posterunek w „naszym” kwadrancie Galaktyki (Alfa) dzięki odkrytemu w jego pobliżu unikalnemu, stabilnemu tunelowi podprzestrzennemu, łączącemu nas z Kwadrantem Gamma. Tradycyjna (oczywiście na realia ST) podróż do niego zajęłaby kilkadziesiąt lat, zatem możliwość jej skrócenia do kilkudziesięciu sekund jest bezcenna. Ten korytarz budzi nadzieje na nowe kontakty handlowe, planety do kolonizacji i odkrycia, lecz jednocześnie obawy – nie wiadomo, kto lub co czai się po drugiej stronie. I rzeczywiście – niebawem poznajemy nowego wroga, Dominium, istniejące od 2000 lat imperium rządzące tamtejszą częścią wszechświata z nieustanną ekspansją niemal wpisaną w status.

Stabilny tunel podprzestrzenny w pobliżu DS9, unikalny w skali Galaktyki

Tym samym zachowana zostaje typowa dla Star Treka niepewność - zawsze jest ktoś, przed kim Federacja mniej lub bardziej trzęsie portkami. W The Original Series straszyli Klingoni, zaś w The Next Generation trwała w większości zimna wojna z Romulanami. Byli to jednak dobrze znani, niejako "swoi" nieprzyjaciele, tymczasem Dominium skrywa atmosfera tajemnicy: kto stoi na jego czele? Jak powstało? Dlaczego prowadzi tak agresywną politykę? I wreszcie - co stanowi o jego potędze? Kolejne epizody stopniowo wszystko wyjaśniają,  wprowadzając do uniwersum mroczną atmosferę - najeźdźca okazuje się bezwzględny, zaś jego armia nieustraszona i bezlitosna. Trudno opisać rolę tego imperium bez spoilerów, więc powiem krótko: będzie się działo. Zanim jednak do tego dojdzie, trzeba się przebić przez garść odcinków potrafiących mocno przynudzić nawet zagorzałych fanów ST. Co prawda nie są tragiczne, lecz nawet gościnny występ Q znanego z TNG nie zdołał ich odpowiednio rozkręcić, choć przynajmniej dostarczył całkiem pociesznego epizodu. Sporo z nich posłużyło również przybliżeniu każdej z postaci, co jest akurat zabiegiem typowym dla niemal każdego tasiemca, aczkolwiek tutaj poznajemy nie tylko daną osobę, lecz częstokroć dodatkowo jej kulturę. Wypada też podkreślić, iż ich portrety psychologiczne ulegają przemianom w toku rozwoju serialu, są pogłębiane. Autorzy scenariusza przytomnie wykorzystali również fakt, że taki kocioł kulturowy, jak DS9, musi prowadzić do wzajemnego oddziaływania na siebie różnych ras – ze wskazaniem na prawidła głoszone przez ludzkość.

Q - stary, dobry (?) znajomy

Tutaj czai się główny powód do krytyki Star Treka – wielu zarzuca mu dość idylliczny obraz homo sapiens za kilka stuleci z Ziemią jako prawdziwym rajem bez wojen, pogoni za pieniądzem, czystym i pełnym zieleni, zaś my sami wyzbyliśmy się mnóstwa dawnych przywar, prowadzących nasz gatunek do samodestrukcji i wyzysku bliźniego. Stąd też Quark – właściciel znajdującego się na stacji baru, przedstawiciel rasy Ferengi, to niemal odbicie nas samych z okresu chorego kapitalizmu. Te wielkouche istoty są urodzonymi kupcami, dla których liczy się wyłącznie zysk – oszukują, knują, spiskują, byle tylko zdobyć więcej latinum – ba, dla niego sprzedaliby nawet własną matkę. Poza tym negują równość kobiet z mężczyznami, widząc je wyłącznie w roli kur domowych. We wszystkim, co robią, starają się kierować tzw. Zasadami Zaboru definiującymi drogę do zysku. W TNG Ferengi ledwo się przewijają i dopiero w DS9 ich wątek zostaje odpowiednio rozwinięty. Tym samym widz poznaje Quarka od różnych stron – zarówno barmana, jak i przemytnika, szmuglującego zakazane towary, czym ściąga na siebie gniew Odo, szefa ochrony stacji i w konsekwencji co rusz ląduje w areszcie. Styczność z innymi, wyżej rozwiniętymi społecznie rasami zaburza jego dotychczas stabilny obraz świata i pcha ku czynom, o jakie wcześniej nigdy by siebie nie posądził. Co ciekawe, z Odo łączy go swoista zażyłość – niby są dla siebie przeciwnikami, ale jednocześnie w pewnym pokręconym sensie… troszczą się o siebie, co pozostaje w zgodzie ze stereotypem obrazem arcyłotra i walczącego z nim stróża prawa. Ponadto widz będzie świadkiem przemian zarówno w innych jednostkach (m.in. pierwszy Ferengi, który nie chce być kupcem), jak i w całej populacji Sojuszu Ferengi, co tym bardziej nadaje serialowi wiarygodności.

Quark - oszust i wyzyskiwacz, ale o dobrym sercu, jakkolwiek by to nie brzmiało

Wspomniany Odo to istota zmiennokształtna, mogąca przybrać dowolną formę. Jego pochodzenie do pewnego momentu owiane jest tajemnicą, zaś poprzez swoje próby zrozumienia obyczajów humanoidów przypomina komandora Datę, androida z TNG. Cechuje go wierność literze prawa, dążenie do sprawiedliwości i umiejętność dedukcji, przez co znakomicie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jego postać również rozwija się w miarę kolejnych sezonów, lecz jednocześnie nadal zachowuje wszystkie swoje cechy i potrafi stawić opór dowódcy, gdy sądzi, że to on ma rację. Spory z Benjaminem Sisko nie są jednak częste, gdyż analogicznie jak Picard, to osoba stanowcza, działająca nieszablonowo, lecz zawsze w słusznej sprawie. W wyniku niezwykłych wydarzeń Sisko zostaje Emisariuszem – swego rodzaju pośrednikiem pomiędzy Prorokami, a Bajoranami. Prorocy to istoty mieszkające wewnątrz tunelu podprzestrzennego (Niebiańskiej Świątyni), czczone przez mieszkańców pobliskiej planety niczym bogowie. Ci kosmici/bóstwa odgrywają ogromną rolę w polityce Bajoru, wciąż nierozerwalnie związanej z religią. Dzięki tytułowi Emisariusza Sisko ma znacznie większy wpływ na ich decyzje, niż cała Federacja razem wzięta, co w krytycznych sytuacjach pozwala chronić mieszkańców planety. Skoncentrowanie fabuły na tym jednym globie pozwoliło mu się przyjrzeć z niespotykaną wcześniej dokładnością – poznajemy sporo ciekawostek nt. historii Bajoru i wierzeń jego populacji, a przede wszystkim trzymamy kciuki za Sisko, który musi stawiać czoła także polityczno-religijnym przeciwnikom ledwo tolerującym fakt, że Prorocy wybrali na swego Wysłannika Ziemianina, ignorując „swój” lud. Powstająca z kolan planeta po dekadach kardasjańskiej okupacji boryka się nie tylko z odbudową dawnej świetności i ciągłym zagrożeniem ze strony agresywnej rasy, lecz również z wrogami wewnętrznymi, chcącymi obalić obecny rząd i przejąć władzę bądź przynajmniej cofnąć w rozwoju społecznym planetę o kilkaset lat. Nie od dziś wiadomo, że rewolucja pożera własne dzieci, ale czuć, że Bajoranom należy wskazać drogę, inaczej ponownie zostaną niewolnikami ciągle knującego, jak odzyskać dawne włości, imperium.

Benjamin Sisko, dowódca DS9 i Emisariusz Proroków w jednym

Ogromną pomocą dla Sisko jest Kira Nerys – dawna członkini ruchu oporu, teraz pierwszy oficer stacji. Początkowo zachowuje dystans wobec Federacji, lecz Ben zmienia ten stan rzeczy z biegiem czasu. To stanowcza, dumna i pamiętliwa kobieta, zawsze czujna wobec Kardasjan, jedną rękę wyciągających w geście przyjaźni, w drugiej za plecami dzierżąc nóż. Oczywiście nikt nie próbuje nam wmówić, że wszyscy przedstawiciele tej butnej, przekonanej o swej wyższości nad resztą rasy są źli, bowiem czuć powiew zmian w zatęchłym, rządzonym twardą ręką Centralnego Dowództwa społeczeństwie. Jego najczęściej spotykany przedstawiciel to Garak – pracujący na stacji krawiec, który z bliżej nieokreślonych (do czasu) przyczyn popadł w niełaskę dawnych pobratymców. Jego przeszłość jest niejasna, zaś on sam wypytywany o nią zawsze odpowiada w taki sposób, że nigdy nie wiadomo, czy kłamie, czy akurat mówi prawdę. Aurą tajemnicy zaciekawił głównego lekarza stacji, młodego doktora Juliana Bashira – tutejszego bawidamka i lekkoducha, choć gdy trzeba, demonstrującego opanowanie i rozwagę, czasem tylko zaburzaną porywaniem się na niemożliwe. Zdarzy się kilka epizodów poświęconych i jemu, a także reszcie innych ważnych postaci – Worfowi, Romowi (brat Quarka) czy Jake’owi Sisko (syn dowódcy). Ten ostatni to moim zdaniem najbardziej irytująca persona na całej DS9 – nie widzi mu się pójście w ślady ojca, bo woli zostać gryzipiórkiem. Nie wiem, kto zawinił bardziej – scenarzysta, czy też Cirroc Lofton, jego odtwórca.

Garak z uśmiechem mówiącym "z chęcią bym cię wypatroszył"

Poruszając kwestię postaci nie sposób też pominąć innego KardasjaninaDukata, który nieraz przysłuży się lub zaszkodzi interesom stacji. To jedna z najlepiej wykreowanych osobowości – dumna, skomplikowana, a jednocześnie zepsuta, przekonana o pozytywnym wpływie okupacji na Bajoran i swej roli jako opiekuna tego ludu, chroniącego go przed gorszymi od siebie za czasów dowodzenia Terok Nor (DS9 w okresie panowania Unii Kardasjańskiej). Ostatnia warta wspomnienia persona często widywana na ekranie to atrakcyjna Jadzia (czyt.: dżad-zija) Dax, należąca do rasy Trillów. Tę również poznajemy w TNG, ale dopiero teraz ją przybliżono. To gatunek, którego ściśle wyselekcjonowani, szkoleni przez lata przedstawiciele dostępują zaszczytu bycia nosicielami dla symbiontów – zagnieżdżających się w ich ciałach swego rodzaju pasożytów, przenoszących wiedzę i wspomnienia poprzednich gospodarzy. Połączenie wywiera ogromny wpływ na Trilla, a powstała istota to wypadkowa obu jej składowych, przy czym żadna z nich nie powinna przejąć roli dominującej. Życie nosicieli opisano pewnymi regułami, a serial oczywiście postara się zdradzić najistotniejsze. Ważne jednak, że sama Jadzia to osoba konsekwentna, skora do brawurowego zachowania, a jednocześnie pełna humoru i bardzo ciepła, o czym widz niejednokrotnie się przekona. Nadarzy się też okazja do poznania innych Trillów – jeden z nich, szczególnie istotny dla DS9 u schyłku tasiemca, to chodząca sprzeczność. Z jednej strony tło fabularne wyjaśnia jego zagubienie, ale z drugiej wykonywane obowiązki każą się zastanowić, czy scenarzyści mieli równo pod sufitem.

Jadzia Dax - na chwilę zapomnijmy, że ma robala i kontemplujmy...

Poruszając wątek autorów scenariusza trzeba sobie coś wyjaśnić: początkowo byli nimi Rick Berman i Michael Piller, który wcześniej pracowali przy TNG z Genem Roddeberrym, twórcą uniwersum. Ten jak już wspomniałem, zmarł, nim zdołał przekuć całą swoją wizję na odcinki, w związku z czym za małą dynamikę pierwszych odcinków obarcza się głównie ten duet. Potem do ekipy dołączyła część scenarzystów z The Next Generation, wprowadzając wątek Dominium, wałkowany do samego końca tasiemca, z wieńczącymi siódmy sezon odcinkami o wspólnej nazwie The Final Chapter. Pojawiła się też znacznie mroczniejsza, niż za czasów Picarda atmosfera, DS9 zyskało potężny statek U.S.S. Defiant, zaś Federacja podejmuje się działań kłócących się z głoszonym przez nią etosem. Trudne położenie, w jakim znaleźli się Benjamin Sisko, Bajor i ZDF pogłębia wątek Maquis – bojówki powstałej po zawarciu pokoju między Kardasją, a Bajorem, w ramach którego część kolonii zmieniła przynależność. Ich mieszkańcom nie podobało się, że mieli opuścić swoje domy na rzecz nowych panów, więc zaczęli podejmować zbrojne działania. Bena dotykają więc rozterki – z jednej strony rozumie ich krzywdę, lecz z drugiej musi się trzymać litery prawa. Poza tym odcinki poruszają uniwersalne tematy, jak rola religii w ustroju czy prawo do istnienia bądź ingerencji w obce, ukształtowane na przestrzeni tysięcy lat kultury. Nieodmiennie tylko śmieszyło mnie zachłyśnięcie się ludzi żyjących na statkach kosmicznych rolnictwem – może nie na dużą skalę, ale na własny użytek, by zjeść pomidora urodzonego przez ziemię, a nie zaś poskładanego z atomów w replikatorze. Czyżby człowiek przyszłości był jaroszem? W takim układzie wolę pozostać przy cywilizacji bez technologii napędu warp – swoją drogą już powstała jego koncepcja. Podstawy teoretyczne? Niemal identyczne do tych ze Star Treka. ;)

U.S.S. Defiant - niewielki, ale zwrotny i potężny statek z technologią maskowania

Została jeszcze kwestia, czy Deep Space Nine spodoba się fanom efektów specjalnych, dekoracji itd. Cóż, te pierwsze nigdy nie były traktowane priorytetowo w ST, bo liczyło się coś innego. Trafi się co prawda relatywnie dużo ładnych animacji kosmicznych bitew, ale ciężko użyć wobec nich słowa „epickie”. Znacznie częściej nadarzy się okazja do podziwiania dekoracji, a przede wszystkim znakomitej charakteryzacji przedstawicieli obcych ras, wykazujących indywidualne cechy osobnicze. O tym, jak rewelacyjne przebrania mają chociażby Quark czy Worf łatwo się przekonać w jednym z odcinków, rozrywających się w dość onirycznej atmosferze, gdy wszyscy występują w swej „normalnej”, ludzkiej postaci. Można się tylko czepić aktorstwa niektórych postaci, a głównie Avery’ego Brooksa, czyli Benjamina Sisko. Nagminnie wypowiada swoje kwestie w teatralny sposób, choć to raczej celowy przymiot tej postaci, niż wina aktora, aczkolwiek kilka scen, kiedy się uśmiecha w lisi sposób, wygląda po prostu upiornie – nic, tylko dodać błyski piorunów i złowieszczą muzykę. Ta akurat jest bardzo dobra – odpowiednio podniosła tam, gdzie trzeba i spokojna, gdy opada napięcie. Ma swojego ducha, którego zdradza już motyw przewodni z openingu – w porównaniu do tego z TNG statyczny, wiele mówiący o charakterze serialu.

Gwiezdna Flota leci komuś wpierdzielić <Cwał Walkirii>

Śledząc rozwój sytuacji wokół Bajoru zmieniałem nastawienie do DS9 – początkowo traktowałem serial jako gorszy od TNG, potem jednak doceniłem jego klasę, mroczniejszą atmosferę, przywiązanie do szczegółów i dojrzałość, kończąc ostatnie epizody z dumą, że dałem się ponieść tak świetnej historii. Co prawda finał okazał się trochę zbyt mało dramatyczny i szybki, ale zanim nastąpił, byłem światkiem wielu zarówno radosnych, jak i smutnych scen. Szczególnie przywiązałem się do Worfa – szlachetnego, prostolinijnego Klingona, wypadkowej najlepszych cech swojej rasy i jego przybranych rodziców, czyli ludzi, dzięki czemu kiedy trzeba rozumiał konieczność zerwania z tradycją i zmian. Gdyby jeszcze cały siódmy sezon uczynić takim, jak jego zwieńczenie, widz otrzymały ponad 20 odcinków pełnych emocji, a tymczasem nim nadejdzie czas zdecydowanych działań, tempo znacznie zwolni. I to w środku wojny.

A na koniec Odo - facet, który Zmiennym jest

 Fanom Star Treka nie muszę polecać Deep Space Nine z przyczyn obligatoryjnych, lecz jeśli ktoś chce rozpocząć przygodę z uniwersum, moim zdaniem lepiej zacząć od TNG oraz starych filmów pełnometrażowych. The Original Series bywa niezbyt strawne, a wojaże załogi kapitana Picarda dobrze wprowadzą w realia ST, umożliwiając poznanie kluczowych ras oraz zasad, jakimi kieruje się Zjednoczona Federacja Planet. Po nich można spokojnie zasiadać do DS9, by przejść od star trekowego ogółu do szczegółu. Wystrzegajcie się tylko lektora – towarzyszące mu tłumaczenie momentami prowadzi do rwania włosów z głowy, bo jest koszmarnej jakości. May The Prophets guide you.

*jeden z dwóch rodzajów fanów ST

Jeśli ktoś ma ochotę śledzić mnie na Twitterze, zapraszam tutaj: https://twitter.com/guy_fawkes_gt

Zapraszam również do mojej strony na FB, gdzie zamieszczam wszystkie linki do publikowanych przeze mnie treści i ciekawostki: http://www.facebook.com/GuyFawkes88

guy_fawkes
27 czerwca 2013 - 19:07

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
28.06.2013 12:29
😃
MarekZlike
15
Legionista

ST:DS9 jest zdecydowanie najbardziej dojrzałym serialem z marki Star Treka. Ciekawe postacie i skomplikowane kwestie geo-polityczne sprawiają, iż serial bardzo dobrze się ogląda, mimo iż nie brakuje typowo trekowych infantylnych odcinków.

PS. Mimo iż jestem wielkim fanem Treków, nigdy nie zrozumiem, czemu na pokładach statków które mają nie raz 500-1000 osób załogi, nie znajduje się oddział Space Marines od brudnej roboty. Zamiast tego ryzykować życie w każdym odcinku muszą czołowi oficerowie, czyli kapitan, pierwszy oficer, drugi oficer (zawsze pilot) oraz trzeci oficer (szef inżynierów) oraz główny oficer medyczny. A jeżeli już ktoś ginie, to bliżej nieznana postać w czerwonym uniformie :D

28.06.2013 12:35
odpowiedz
Runnersan
190
Senator

W czerwonym ginęła zawsze w najstarszych częściach z Kirkiem. Teraz chyba w żółtym.

28.06.2013 12:42
guy_fawkes
👍
odpowiedz
guy_fawkes
24
Pretorianin

"Czerwone uniformy" przeszły już zasadzie do legendy. Teraz faktycznie oficerowie ochrony mają żółte uniformy, aczkolwiek jeszcze w TNG wciąż się zdarzały "ofiary" w czerwonych.
Ze startrekowych absurdów jeszcze zawsze śmieszyło mnie, że statki klasy Galaxy, czyli wysyłane na krańce Galaktyki, by badać nieznane formy życia i cywilizacje (a przeto stwarzające pewne ryzyko), miały na pokładach setki cywilów, których zawsze trzeba było jakoś chronić bądź ewakuować. No i śmiesznota najbardziej widoczna - jeśli ktoś ginie na statku, to od wybuchającej konsoli. ;)

Dobrze wiedzieć, że są tu inni fani ST. :)

28.06.2013 12:49
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
199
Legend

DS9 to moj ulubiony serial, ale artykul niestety slaby. Jako zachecenie do obejrzenia za dlugi, jako analiza zbyt ogolny i plytki.

28.06.2013 12:52
Raistand
odpowiedz
Raistand
120
Legend

No i DS9 jest momentami dziwnie podobny do innego serialu o innej stacji kosmicznej emitowanego w tym samym czasie. :)

28.06.2013 12:59
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
199
Legend

@5
W tym samym czasie tylko rok pozniej niz DS9? :)

28.06.2013 13:00
odpowiedz
zanonimizowany809
160
Legend

DS9? Zaletą byl bitwy. W końcu w ST były jakieś bitwy kosmiczne! W końcu w ST taka stacja jest dobrze uzbrojona i pluje torpedami na lewo i prawo, a nie że jeden fazerek a potem ewakuacja bo mocy zabrakło nawet do spłuczek.
Wady? w sumie bohaterowie są tacy jacyś nijacy. Jedyna ciekawa postać to Odo.
Patent z mieszaniem klimatów SF z klimatami mistycznymi mnie zawsze drażnił. Tak samo mnie drażnił w BSG.

Najlepszy z całej serii dla mnie był St Enterprise.

28.06.2013 13:02
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
199
Legend

Najlepszy z całej serii dla mnie był St Enterprise.

Ten z postaciami wycietymi z kartonu i historiami, ktore byly kopiami kopii? ;)

28.06.2013 13:04
odpowiedz
zanonimizowany809
160
Legend

Nie bardzo rozumiem o czym piszesz. Dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

28.06.2013 13:08
Raistand
28.06.2013 13:14
guy_fawkes
😊
odpowiedz
guy_fawkes
24
Pretorianin

@ r_ADM: Celowo nie wdawałem się w szczegóły, bo chciałem jak najwięcej pozostawić do odkrycia samemu widzowi. Przybliżyłem najważniejsze postaci, tło fabularne i rolę DS9 zarówno w polityce, jak i pośrednim wpływie na całe kultury dzięki spotkaniu w jednym miejscu różnych ras. Nie chciałem nikomu obiecywać złotych gór, tylko podejść do sprawy z dystansem, bo DS9 ma swoje wady i nie jest najłatwiejszy w odbiorze - dla kogoś, kto szuka po prostu sci-fi, może się wydać nudny. Długość? Tak już chyba mam, że lubię się rozpisać. :)

Enterprise'a jeszcze nie widziałem, ale sądząc po ilości odcinków, jakie wyprodukowano, tłumów raczej nie porwał.

28.06.2013 13:49
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
199
Legend

@10

Ale ja doskonale wiem o co chodzi tylko smiem twierdzic, ze caly temat zostal nakrecony przez megalomanie JMSa, ktory sadzi, ze sam wszystko wymyslil. Gdyby w gre faktycznie wchodzil plagiat, to gdzie jak gdzie, ale w Stanach skonczyloby sie to w sadach. A tak to sa tylko ploty.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze