Mocny zawodnik z tego Starkillera - recenzja Star Wars: The Force Unleashed [PSP] - guy_fawkes - 6 maja 2014

Mocny zawodnik z tego Starkillera - recenzja Star Wars: The Force Unleashed [PSP]

guy_fawkes ocenia: Star Wars: The Force Unleashed
70

Gwiezdne Wojny szykują się do kolejnego podboju kin, tym razem za pieniążki Kaczora Donalda i spółki. Jako marka Star Warsy wciąż mają się świetnie – wystarczy wybrać się choćby najbliższego Empiku, by znacznie łatwiej znaleźć gadżet kojarzony z Vaderami i Skywalkerami, niż z Kirkami i innymi Picardami. Fani uniwersum stworzonego przez George’a Lucasa także w grach znajdą sporo treści przeznaczonych właśnie dla siebie, jak chociażby recenzowane dziś Star Wars: The Force Unleashed. I powiadam Wam, Moc jest w nim silna!

W MAŁYM CIELE WIELKI DUCH
I co najlepsze, czuć ją już na PlayStation Portable: rozpycha się jak tylko może w ciasnych, mało wydajnych bebechach handhelda. Czasem chrupnie, ale w porównaniu z takim Brothers in Arms: D-Day zabawa jest niemalże komfortowa. Brak drugiego analoga rekompensuje kamera automatycznie ustawiająca się za plecami bohatera – potrzebuje chwili na ogarnięcie, ale da się z tym żyć i czerpać ogromną przyjemność z zabawy. Developerom z Krome Studios udało się również zaprząc kieszonsolkę do pracy nad obliczeniami związanymi z fizyką, bo przecież rycerze Jedi i Sithowie są znani z ciskania olbrzymimi klamotami i sobą nawzajem dzięki Mocy. Tutejszy bohater korzysta z tego szczególnie ochoczo, zaś jego potęga rośnie z każdą minutą. Wyważenie drzwi? Zniszczenie barykady? Phi, drobiazg. Przekonacie się o tym zwłaszcza w akcji godnej samego Supermana. W sumie jakby tak dogłębnie zbadać Kal-Ela, to może okazałoby się, że stężenie midichlorianów w jego kryptońskich komórkach również wychodzi poza skalę. Bo w Starkillera na pewno.

Jak to mówią - "elektryka prąd nie tyka" / gry-online.pl

DARTH BADASS
Ażeby było dramatyczniej, nie poznajemy go jako kryształowego Jedi walczącego ze złym Imperium – to uczeń samego Dartha Vadera. Okoliczności jego zwerbowania pozostawmy tajemnicą, liczy się bowiem fakt, że Galen Marek, trenowany w wykorzystywaniu ciemnej strony Mocy to kawał zakapiora o niepozornej, szczupłej posturze. Zanim jednak osiągnie pełnię swoich możliwości, The Force Unleashed na dzień dobry funduje epizod, w którym grywalną postacią jest sam Wiadrogłowy. To świetny dowód na to, dlaczego ten niezbyt urodziwy dusiciel budzi postrach wszędzie, gdzie tylko się pojawi: powolny krok metodycznie zbliża go do celu i ciężko o coś, co go zatrzyma. Strzały z blasterów odbije mieczem, sparuje w zasadzie wszystkie ataki, a jednym machnięciem ręki zburzy dowolną barykadę. Rozbijające się o prawą krawędź ekranu paski zdrowia i Mocy sugerują jednoznacznie, że do pokonania go trzeba całej armii, zaś Imperator byłby głupcem, czyniąc kogoś innego swą prawą ręką.

Darth Vader i Luke Skywalker, krewni ewidentnie po mieczu / gry-online.pl

SZTURMOWIEC W TĘ CZY W TAMTĄ, CO ZA RÓŻNICA
Po tym wdzięcznym prologu obejmujemy kontrolę nad właściwym bohaterem, czyli wspomnianym Starkillerem (gwoli ścisłości – rzecz dzieje się pomiędzy Zemstą Sithów a Nową Nadzieją). Vader zleca mu kolejne misje mające na celu stopniowe wyniszczenie pozostałych przy życiu przeciwników Imperium, działając niejako w tajemnicy przez samym Palpatinem, stąd na odwiedzanych planetach często napotyka opór ze strony szturmowców. A że reżim ma za nic życie swoich poddanych, uczeń kosi wszystkich równo z glebą, nawet jeśli wykonuje oficjalne zadanie. Bo i kto niby miałby się sprzeciwić? The Force Unleashed tym samym kładzie ogromny nacisk na pokazanie, że tu absolutnie nie ma z czego żartować i okrutne Imperium coraz dalej wyciąga swe macki, by utopić we krwi wszelki opór, nie przebierając w środkach. Fabuła, chociaż nie należy do wymyślnych (zdarzają się nawet idiotyzmy), całkiem zręcznie wpisuje się w uniwersum, a do tego pozwala uzupełnić fanom wiedzę o nim, zbliżając TFU do innego hitu związanego z Gwiezdnymi WojnamiDark Forces.

Kozackie te Markowe ciuchy, co? / gry-online.pl

KIEPSKI MYŚLICIEL, WYBITNY WOJOWNIK
Najwyrazistszymi postaciami są oczywiście uczeń i jego mistrz. Gdzieś tam przewija się Palpatine i rycerze Jedi, robot, którego kreowano na sympatycznego druha protagonisty (gdzie mu tam do C-3PO!) i ładna kobitka, ale to tylko tło i to na dodatek dość blade, wręcz generyczne. Samą relację pomiędzy bohaterami pierwszoplanowymi dałoby się także znacznie pogłębić, bo rozterki Starkillera nie należą do szczególnie przekonujących. Rozumiem, że szkolono go na maszynę do zabijania, ale trochę słabo słychać pęknięcia skorupy posłuszeństwa, przez którą usiłuje się przebić własna wola i sumienie. Rozważanie sensu wszechświata idzie mu średnio, lecz walka – pierwszorzędnie. Vader początkowo może go sobie uważać za nie do końca wytrenowanego, ale pożoga, jaką za sobą zostawia, zdaje się temu przeczyć. A możliwości chłopaka nieustannie rosną: wykonanie misji przeważnie odblokowuje nowe ataki, czasem alternatywny kostioum, a także kryształ do miecza oferujący premię do określonych akcji, np. wzmocnienie błyskawicy czy pchnięcia Mocą. Pokonani przeciwnicy oznaczają cenne ixpeki wymagane do rozwoju (zwiększanie obrażeń zadawanych przez konkretne combosy), a wachlarz ruchów imponuje bogactwem: można oczywiście odbijać strzały z blasterów, rzucać mieczem świetlnym, razić prądem, wykonywać ataki obszarowe czy wreszcie ciskać przedmiotami i oponentami za sprawą Mocy.

"Musisz być silny, bo inaczej cię zeżrą" - mawiał papcio Vader / gry-online.pl

DO CELU PO TRUPACH JAK BŁYSKAWICA
Walka daje mnóstwo satysfakcji, bowiem czuć rosnącą potęgę Starkillera i choć beztroska spotyka się z szybkim zgonem (zamiast checkpointów zastosowano kosztujące ixpeki respawny), poziom trudności nie powala, na dodatek nie da się go zmienić. Danie główne stanowią oczywiście liczne starcia z bossami i subbossami, przy czym The Force Unleashed zdaje się cierpieć na podobny syndrom, co choćby pierwsze Darksiders: receptę na większość pojedynków stanowi kilka ataków, w tym fala uderzeniowa i błyskawica. Przypakowane do granic prędko poślą do piachu praktycznie każdego. Mimo to pojedynki mieszczą się w kategoriach wyzwania i dają nielichą frajdę ze względu na długość i często podział na fazy, mieszany z próbą sił. Poza tym batalię kończy efektowne QTE, wymagające skupienia: jeśli wciśniemy niewłaściwy klawisz, nieprzyjaciel odzyska część zdrowia i może się dotkliwie odgryźć. W trybie fabularnym sprawę ułatwiają respawnujące się apteczki, więc wytrwali z pewnością dobrną do napisów końcowych, a po nich być może skuszą się na new game+. Wcześniej postawią kropkę nad i w przewidywalnym finale, a nawet zdecydują o losie Starkillera. Trochę szkoda, że dopiero w takim momencie, ale cóż – w końcu to slasher, a nie KotOR.

Pięta achillesowa szturmowców Imperium? Celne argumenty / gry-online.pl

SUPER MARIO… GALAXY?
Ubolewam, że port na PSP stworzony przez Krome Studios (oni również odpowiadają za wersję na PS2) został pozbawiony wielu ciekawych sekwencji znanych z TFU od LucasArts. Przede wszystkim rozgrywkę sprowadzono praktycznie do samej walki – pod koniec trafi się wymóg bardziej konstruktywnego użycia Mocy, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. Na dodatek etapy zostały przemieszane (kierowanie się poradnikiem dla wersji na PS3 czy X360 potrafi skonfundować) – w zamian pojawił się ekskluzywny dla starszych konsol włącznie z handheldem – Świątynia Jedi na Coruscant, a niektóre intrygujące, grywalne fragmenty zredukowano do nieinteraktywnej cut-scenki. Do wad trzeba też zaliczyć backtracking: sporo lokacji odwiedza się dwukrotnie, przez co łatwo narzekać na znużenie. Mimo to obcowanie z The Force Unleashed wciąż daje niekłamaną przyjemność, a z nieobecności zagadek nawet się cieszyłem, bo ta jedna z uwagi na brak drugiej gałki frustrowała, podobnie jak czasami automatyczne namierzanie przeciwników. Destrukcja z kolei pracowała także w służbie znajdziek: autorzy upchnęli ich gdzie się dało łącznie ponad 200, a że nie mamy do czynienia z produkcją na kilkadziesiąt godzin, czasem TFU zbliżało się prawie do Super Mario, bo i też skakania po platformach trochę się znajdzie. Rzeczone fanty odblokowują materiały z produkcji, a oprócz tego można szukać fragmentów rękojeści miecza świetlnego poprawiających blokowanie oraz kryształów zmieniających kolor.

Luke Skywalker miotający błyskawicami w scenie z Epizodu V. Takie cuda tylko w TFU / gry-online.pl

UPS, ZAPOMNIAŁO MI SIĘ
Developerzy i tak sporo wycisnęli z kieszonsolki. Co prawda pod względem jakości oprawy port na PSP pozostaje w tyle za PS2, a ten za Wii, lecz na ciut ponad 4-calowym ekranie urządzenia i tak robi więcej, niż dobre wrażenie, a cieszą nawet takie detale, jak krzesanie iskier, kiedy idący spokojnie Starkiller pociera mieczem o elementy otoczenia. Ceną za to bywają wspomniane spowolnienia, a przede wszystkim bardzo długie czasy ładowania. To jednak stosunkowo niewiele za możliwość zmierzenia się z A4T czy rancorem, że już nie wspomnę o samych grubych rybach, klepanych w bliskim fanom sceneriach planet Kashyyyk czy Felucja. Zaś gdy założy się słuchawki, konwersja nagle dostaje energetycznego kopa – znane z filmów utwory Johna Williamsa rewelacyjnie akompaniują rozwałce. Za to trudno chwalić autorów gry, aczkolwiek towarzyszą im nowe, wcale nie gorsze kompozycje. Prędzej ganić za drewniane aktorstwo Starkillera i jego pilotki, o ile oczywiście ich słychać, bo PSP, jak to PSP, lubi sobie czasem czegoś nie doczytać z dysku.

Świątynia Jedi na Coruscant, level ekskluzywny dla starych konsol / theicecave.org

I HAVE FAILED YOU, ANAKIN
Olbrzymią, a przy tym unikatową dla wersji na PSP gratkę dla fanów uniwersum stanowią historyczne, znane z filmów pojedynki, czyli jeden z dodatkowych trybów oprócz typowej hordy i walk z bossami zarówno z kampanii, jak i spoza niej. Szkoda, że nie da się w nich wybrać strony konfliktu – ta pozostaje odgórnie zdefiniowana – ale mimo to miło jest własnoręcznie pomóc Obi-Wanowi w pokonaniu hrabiego Dooku jako Anakin, czy też ciężko oddychając powalczyć z latoroślą. Doskwiera fakt, że w zasadzie wszyscy to Galen Marek z inną skórką, bowiem dysponują jego atakami i stopniem rozwoju osiągniętym w wątku fabularnym, co potrafi obrócić w niwecz poczucie zgodności z kinowymi pierwowzorami.Za sprawą chytrze pomyślanej sieci zależności trzeba wymaksować każdy rodzaj zabawy, by odblokować wszystkie areny, postaci i misje, a także tryb bonusowy dla multiplayera. To właśnie w tych rozgrywkach czai się prawdziwe wyzwanie (o ile AI nie zgłupieje i samo się nie dobije, co mi się zdarzyło), stawiane przez The Force Unleashed, dodatkowo podbijane ograniczeniami sprzętu. Można też spróbować swoich sił w sieci, mierząc się z innymi graczami (max. 4) albo też usiłując zdominować określony punkt przez jak najdłuższy czas, przywołując na myśl typowe King of the Hill. Poza ty na przebieg rozgrywek wpływają porozrzucane po mapach power-upy, zwiększające obrażenia czy nawet dające nieśmiertelność. Dziś, ze względu na wiek gry, to już kula u nogi, bo ze świecą szukać chętnych do zabawy.

"A na kim by się tu wyżyć?" - pomyślał młody Skywalker przed pojedynkiem / theicecave.org

MAY THE FORCE BE WITH YOU
Pomimo poznania części historii Galena „Starkillera” Marka (w końcu jakiś czas temu pojawił się sequel) mam wielką ochotę zasiąść do gry jeszcze raz, tym razem w postaci Ultimate Sith Edition. Na szczęście Krome Studios nie zlekceważyło potęgi Mocy i ta jest silna w porcie na PlayStation Portable. The Force Unleashed przydałoby się jeszcze mnóstwo szlifów, ale nawet w takiej postaci znakomicie umila czas w podróży. Wystarczy odpalić konsolę, by po chwili być już, jak to głoszą kultowe żółte napisy, "far, far away"...

Materiał video promujący Star Wars: The Force Unleashed na starsze konsole / youtube.com/user/gamingbits

Jeśli ktoś ma ochotę śledzić mnie na Twitterze, zapraszam tutaj: https://twitter.com/guy_fawkes_gt

Zapraszam również do mojej strony na FB, gdzie zamieszczam wszystkie linki do publikowanych przeze mnie treści i ciekawostki: http://www.facebook.com/GuyFawkes88

guy_fawkes
6 maja 2014 - 00:30

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz