Świetna gra aktorska w Breaking Bad - Piras - 26 marca 2014

Świetna gra aktorska w Breaking Bad

Nie trzeba być zdolnym krytykiem filmowym, ani kinowym znawcą, by po obejrzeniu tak wybitnego serialu, jakim niewątpliwie jest Breaking Bad stwierdzić, że wyjątkowo wiele emocji wzbudzili w nas tutejsi bohaterowie. Każda z pojawiających się w kolejnych odcinkach postaci była w pewnym sensie intrygująca, a na pewno charakterystyczna, przez co wyjątkowo zapadała w pamięć.

Zapewne większość z was już znacznie wcześniej skończyło przygodę z Breaking Bad. Ja zrobiłem to zaledwie kilka dni temu i do tej pory jakoś czuje się nieswojo jedząc kolację bez towarzystwa Waltera White’a. Nie chodzi jednak o nawyk, lecz o wyjątkowo intrygujący scenariusz, którego wydarzenia skończyły się w najbardziej odpowiednim momencie, a mimo wszystko pragnąłbym oglądać dalej.

Szereg szalenie niespodziewanych akcji i epickich momentów automatycznie dostosowywał mimikę mojej twarzy mimo, że z reguły oglądając staram się nie okazywać jakichkolwiek emocji fizycznie. Nie mogę powiedzieć, że to najlepszy serial, bowiem wielu z tych popularnych i najbardziej nagradzanych, zwyczajnie nie widziałem. Nie mniej to właśnie on –nie tylko jako epizodyczne kino, ale ogólnie – dostarczył mi największych emocji. Ukłony w stronę Vince Gilligana, który jakoś tak wizualnie i przypuszczam, że nie tylko, coś ma wspólnego z głównym bohaterem.

Najwięcej wszelkich uczuć wiązałem z bohaterami serialu. Wszystkimi. Każdy odegrał świetną rolę. Tak zresztą miało być i w gruncie rzeczy nasza reakcja na zachowanie któregokolwiek z nich była już rozplanowana. Oczywistym jest to, że Gus miał być tak niepozorny i tak intrygujący, bo tak namalował go scenariusz, że Badger miał być taki głupi i śmieszny jednocześnie, bo taka była jego rola. Dopasowanie roli do konkretnego aktora jest po prostu idealne, nie można temu zaprzeczyć.

Bez względu na to, że każdy z nich przyszedł na plan, przeczytał swoje kwestie, styl i charakter, po czym jakiś czas później wyszedł i zagrał, to zrobili to fenomenalnie, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie gra aktorska. Jestem pełen zachwytu niesamowitej mimiki twarzy właśnie Gustavo Fringa, zmiennego zachowania Jessiego, czy nawet tego chudziutkiego policjanta, który wkręcił Badgera. Pełen profesjonalizm. Nie potrafię wymienić postaci, która mimo swojego przeznaczenia na scenie, sprawiałaby wrażenie gorzej utalentowanej. Wydaje mi się, że każdy dał z siebie wszystko, co z kolei poza kasą, może być efektem pozytywnej atmosfery na planie.

Wszyscy aktorzy, którzy w swoich wcieleniach występowali dłużej niż kilka chwil, dostali mniej, bądź bardziej prestiżową nagrodę za rolę. Ponadto wielu z nich nie mogło pochwalić się bogatą biografią, czy szeregiem świetnie odegranych ról, co potęguje zaskoczenie.

Pozwólcie, że podzielę się z Wami krótkim opisem aktorów i ich ról w owym serialu. Tych według mnie najbardziej charakterystycznych i ciekawych.

(www.edgecastcdn.net)

Grzechem byłoby nie rozpocząć od gwoździa programu – Waltera White’a. Tego najbardziej kochanego i nienawidzonego. Niezwykle kontrowersyjnego, ale i zrozumiałego. To nie kto inny, jak Bryan Cranston. 58letni facet mojego wzrostu :) Na swoim koncie ma całkiem sporo produkcji, w których grał, lecz nie pamiętam i google też nie pamięta, by gdziekolwiek odgrywał główną rolę. Grał Tatę Malcolma w Zwariowanym Świecie Malcolma i głównie stąd go kojarzę. Wśród bardziej współczesnych filmów całkiem dobrze zaprezentował się w Oprecji Argo. Pojawił się również w Pamięci Absolutnej jako Cohaagen –ten siwy, a jeszcze bardziej da o sobie znać w tym roku w Godzilli, gdzie wydaje się grać znaczącą rolę.

Bryan jako Walt wyjątkowo zaimponował mi profesjonalizmem. Mocne emocje, które prezentował swoją osobą były naprawdę zaskakująco wiarygodne. Podczas samego seansu –co rzadko mi się zdarza- przez myśl mi nie przeszło, że ta postać to tylko dobra gra aktora. Był dla mnie W. White’m i nikim innym.

Skyler White. Postać równie wyrazista. Czasami przesadzała z emocjami, nadmiernie zadręczając siebie i Walta, czyli pełnoprawna kobieta. Nie raz nie mogłem pogodzić się z jej zdaniem, choć w rzeczywistości biorąc pod uwagę dotychczasowe wydarzenia i faktyczny stan, do jakiego została doprowadzona, jej miny i fochy mogły być zrozumiałe.

Podobnie jak serialowy mąż, Anna Gunn, bo tak w rzeczywistości się zwie, świetnie w rozumieniu realistycznie – oddawała swoje emocje. Potrafiła pokazać że jest świetnie wyszkoloną i uzdolnioną księgową, jak i zakłopotaną, oddaną matką. Wśród znanych tytułów filmowych próżno szukać Anny. Pojawiła się ostatnio w Chłopcu z czerwonym wózkiem, gdzie ponoć zagrała bardzo dobrą rolę o podobnym charakterze, ale potwierdzić nie mogę, nie oglądałem.

Jak rodzinnie, to wio. Hank Schrader. Dąży do celu bez względu na wszystko. Praca pracą, ale faktyczna zagwozdka to dla niego dżungla, z której zrobi wszystko, by się wydostać. Gra pracownika wydziału anty-narkotykowego. Jest szanowany, bo zdolny. Ba! Jest genialny w swoim fachu, bo jako postać autentyczna – Dean Norris zagrał w dziesiątkach filmów w mundurze. A to detektywa, a to porucznika, dowódcę SWAT. W zeszłym roku zagrał sierżanta w Polowaniu na Łowce, a w roku debiutu Breaking Bad, pokazał się jako Warren w Pograniczu.

Jesse Pinkman. Gnojek w skorupie. Twardy z zewnątrz(choć nie zawsze) i miękki od środka. Nie jest głupi, ale odżywki sprawnie popsuły jego życie. Czasami było mi go szkoda, a czasami wręcz chciałem na niego splunąć. Przeżył jednak wiele bólu i ciężko to trawił.

Byłem zaskoczony tak świetną robotą aktora. Pokazał klasę, co zauważył też świat. Dostał przede wszystkim Złotego Globa za najlepszą postać drugoplanową z BB, i kilka innych nagród oraz nominacji. Aaron Paul otworzył sobie karierę. W 2012 roku zagrał istotną rolę Charliego w filmie Wyjść na prostą, a teraz znalazł się za kółkiem w kinowym Need for Speedzie. Na dużych ekranach debiutuje właśnie Nauka Spadania, również z jego udziałem. Wziął się do roboty, bo jeszcze przed serialem znany był jedynie z Ćpunów.

Gustavo Fring. Każda scena z jego osobą była fascynująca i niepewna. Sprawia wrażenie spokojnego i opanowanego, a wewnątrz aż kipi. Podobnie jak Walt, jest strasznie dwulicowy. Nie da po sobie poznać czegokolwiek, mimo, że nie są to małe grzeszki, a kolosalne przekręty i zbrodnie. Niesamowita postać.

Nie znaczy to jednak, że Breaking Bad był dla niego przełomowym momentem, bowiem Giancarlo Esposito grał również Tonny’ego w filmie Smoke, Charliego w Nothing to Lose. Ja z kolei kojarzę go z produkcji z 2011 roku – SWAT: Miasto w ogniu. Ma specyficzny wyraz twarzy – zarówno ten miły, bezbronny, jak i arogancki. Idealnie uplasował się w swoją rolę w Breaking Bad. Pojawił się i zniknął z honorem.

Better Call Saul. Saul Goodman. Fenomenalny występ. Od pierwszych chwil postać ta zmuszała nas do jej polubienia. Zabawny, pokręcony, cwany, bezprecedensowy. Cały Saul. Swoją osobą wprowadził do serialu szereg ciekawych akcji. To właśnie dzięki niemu Jesse i Walt poznali nowe kontakty i scenariusz się rozwinął. Przed lepszymi od siebie klęczy, z gorszych się śmieje. Potrafi zarabiać pieniądze i wie kiedy zrezygnować.

Za niego odpowiedzialny jest niejaki Bob Odenkirk. Nazwisko do tej pory kompletnie mi nie znane. Uświadomiłem sobie jednak ostatnio po zakończeniu BB i prześwietleniu internetu, że to przecież on odpowiedzialny jest za powstanie filmu Movie 43, który zupełnie niedawno wygrał w kategorii najgorszy film, a Bob Odenkirk zgarnął dwie statuetki – najgorszego reżysera i za najgorszy scenariusz. Mimo to, pojawił się ostatnio w Nebrasce.

No i mój ulubieniec. Gość, który wszystko potrafił dokładnie zaplanować i mieć zapięte na ostatni guzik. Który zachowywał stalową minę, którego nikt nie był w stanie przechytrzyć. Przede wszystkim zawsze miał rację i ja, jako widz w pełni musze to potwierdzić. Mike Erhrmantraut, znany szerzej jako po prostu Mike. Człowiek w zaawansowanym wieku, którego doświadczenie z młodych lat teraz doskonale się sprawdza. Nie było na niego haka, a mimo wszystko stało się, co się stało. Wtedy znienawidziłem White’a.

Za tą fikcyjną personą stoi Jonathan Banks . Grał wieki temu w Gliniarzu z Beverly Hills, ale współcześnie niewiele daje o sobie znać. Szkoda, świetnie nadaje się do roli zimnokrwistego zabójcy, którego czyny są naganne, ale nie czujemy do niego żalu, wręcz przeciwnie.

Swojego besta już wam przedstawiłem. Czas na was. Która postać z Breaking Bad była dla was najciekawsza? Chodzi o najbardziej specyficzną, wyróżniająca się/oryginalna/intrygująca? Wykluczam Waltera, bo to oczywiste.

I zapamiętajcie sobie.

Piras
26 marca 2014 - 23:23

Twój ulubiony bohater Breaking Bad?

Jesse Pinkman (Aaron Paul) 35,1 %

Hank Schrader (Dean Norris) 7,4 %

Mike (Jonathan Banks) 27,7 %

Gus (Giancarlo Esposito) 9,6 %

Saul Goodman (Bob Odenkirk) 18,1 %

Inny(podziel się w komentarzu) 2,1 %

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
27.03.2014 15:01
Stalin_SAN
Stalin_SAN
56
Valve Software

W sumie dzięki temu artykułowi uświadomiłem sobie jak świetnie w tym serialu zostali wykreowani bohaterowie, pomijam oczywiście wszystkich bohaterów pierwszoplanowych czy drugoplanowych, bo ich znam na pamięć, ale taki policjant który złapał badgera, ile on występował w serialu? Max kilka minut, a bardzo dobrze pamiętam jego sylwetkę, zachowanie. Właśnie przez takie rzeczy BB jest dla mnie najlepszym serialem ever i nie sądze aby kiedykolwiek cokolwiek go przebiło.

Moi ulubieni bohaterowie:
1. Saul Goodman
2. Jesse Pinkman
3. Mike

Goodmana polubiłem chyba najbardziej za te jego żarciki, fajny aspekt komediowy w serialu, ogólnie świetnie wykreowana postać którą jakoś najbardziej polubiłem.

PS. Nie jest głupi, ale odżywki sprawnie popsuły jego życie.
Tu chyba mamy błąd ;)

27.03.2014 15:39
Bezi2598
odpowiedz
Bezi2598
97
Legend

Nie dałeś White'a do ankiety?

27.03.2014 20:55
justPiras
odpowiedz
justPiras
18
Chorąży

Nie dałem White'a bo ankieta byłaby zbyt oczywista.

@Stalin_SAN. Hah :) Z tym Jesse'm to nie błąd. Wykazuje patologiczne zachowanie, ale potrafi myśleć. O to mi chodziło :D

27.03.2014 21:03
odpowiedz
Pirat099
83
Dead Already

Nie dałem White'a bo ankieta byłaby zbyt oczywista.

Bynajmniej, już w trakcie trwania 5 sezonu widzowie podzielili się na tych wciąż kibicujących W.W. i tych dla których stał się antybohaterem.

28.03.2014 08:12
BliBs_Pl
odpowiedz
BliBs_Pl
72
Weltschmerz

A ja myślałem, że to tylko dla mnie Mike jest świetnym bohaterem i do tego genialnie zagranym :)

29.03.2014 10:45
odpowiedz
Persecuted
91
Senator

A ja długi nie mogłem się doczekać śmierci Mike'a ;). Praktycznie od początku jego obecności w serialu zarysowany został konflikt między nim a Walterem (który potem trochę zelżał, ale panowie nigdy się specjalnie nie lubili). A że w tamtym czasie nadal "kibicowałem" White'owi, traktowałem Mike'a jako zagrożenie i przeszkodę którą trzeba usunąć z drogi Heisenberga.

Poza tym szczerze mówiąc nie wiem za co miałbym lubić tego dziada? :). Walter przy całym swym mrocznym obliczu był jednak postacią dramatyczną i skomplikowaną - raz się go lubiło, raz nienawidziło ale na pewno nie był jednoznaczny. Mike to dla mnie zwykły opryszek. Zimny, wyrachowany, bezwzględny, nie wzbudzający sympatii. Jedynym ocieplaczem jego wizerunku były sceny z wnuczką, ale ja kompletnie tego nie kupiłem.

Mam też mieszane uczucia co do Pinkmana. O ile przez większość czasu go lubiłem (najczęściej stając nawet po jego stronie), tak od czasu do czasu niemiłosiernie mnie wkurzał. Te jego napady depresyjne (pod koniec serialu) były na prawdę irytujące. Bywało tak, że na przestrzeni 4-5 odcinków dostawał sumarycznie jakieś 5 minut czasu ekranowego, podczas którego gapił się w sufit, siedział na krześle, milczał, leżał, drapał się po głowie, spał... Rozumiem że twórcy chcieli oddać jego fatalny stan emocjonalny, ale IMO trochę za bardzo to rozwlekli w czasie. Widzowie już zapewne po jednym takim odcinku załapali że Jesse jest załamany, kolejne 4 prezentujące to samo nie były potrzebne... Wiadomo że serial to forma ograniczona w czasie i wszystko musi się dziać trochę szybciej i sprawniej (nie dotyczy "Mody na sukces" ;D). Dlatego też oczekiwałem, że młody pozbiera się po 1-2 odcinkach i zrobi coś konstruktywnego. Poza tym nie spodobało mi się że sprzedał Walta, doprowadzając tym samym do wielu dramatów które miały miejsce pod sam koniec widowiska. Jakby nie patrzeć, to jednak Walt częściej ratował mu tyłek niż odwrotnie. Wydaję mi się nawet, że w pewnym okresie traktował go niemal jak syna. Warto też wspomnieć, że NIEMAL WSZYSTKIE ich problemy ciągnące się za nimi mniej więcej od połowy serialu powstały dlatego, że Jesse musiał koniecznie pomścić swojego grubego kolegę. Gdyby odpuścił, obaj gotowaliby sobie spokojnie pod skrzydłami Gusa ;].

29.03.2014 11:00
odpowiedz
zanonimizowany740676
69
Legend

Stalin to znaczy że House of Cards nie oglądałeś... no ale takie teksty mnie nie dziwią skoro w 2014 potrafisz grafikę GTA III krytykować.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze