Dziesiątka najbardziej niedocenianych aktorów naszych czasów - Pilar - 3 kwietnia 2014

Dziesiątka najbardziej niedocenianych aktorów naszych czasów

Co roku, kiedy dochodzi do ceremonii wręczania Oskarów – internet eksploduje. Gdzie statuetka dla Leosia?! Czemu nikt nigdy nie zauważa jego wspaniałych ról?! Wielu zapomina jednak, że w kolejce po uznanie widzów, niekoniecznie samą figurkę, stoi wielu artystów znacznie bardziej zasługujących na atencję niż choćby wspomniany DiCaprio. Nie umniejszam jego zasług, ba – uważam, że jest fantastycznym aktorem. Zapoznajcie się jednak z tą listę i zastanówcie – czy nie warto również dostrzec innych?

http://images.fanpop.com

James McAvoy – zaczynamy od gościa, którego za moment zrobi się sporo w kinie, a to za sprawą "X-Men: Days of Future Past", gdzie gra główną rolę – młodego profesora Charlesa Xaviera. Nie znaczy to jednak, że do tej pory uzyskiwał on odpowiednią liczbę ludzkiej uwagi – na ekranach naszych telewizorów jest on obecny od około dwudziestu lat. Jego pierwszy poważny występ należy jednak datować na rok 2004, kiedy to pojawił się w dramacie „Ja w środku tańczę” i spisał się, co by nie mówić, znakomicie. Następną mocną pozycją w portfolio niewysokiego Szkota jest „Ostatni król Szkocji”, w którym zagrał u boku Foresta Whitakera. Nie były to jednak filmy zbyt kasowe czy popularne, czego nie można powiedzieć o "Wanted" z 2008 roku, gdzie mając w tle fantastycznych aktorów jak Morgan Freeman czy Angelina Jolie – wcielił się w Wesley’a Gibsona, który pomimo bycia życiową ofermą, zostaje wybrany do bractwa elitarnych zabójców. Efektem wzięcia udziału w komercyjnym filmie będzie więc angaż w nowoczesnych X-Menach. Przeplata jednak występy jako genialny naukowiec innymi, oddalonymi tematycznie od rzeczywistości mutantów, filmami, z których warto wymienić choćby ubiegłoroczne "Filth".

http://tomloxley.files.wordpress.com

Tim Roth – można zaryzykować stwierdzenie, że wynaleziony przez Tarantino? Myślę, że tak – do roku 1992, czyli premiery quentinowskich „Wściekłych Psów” nie zabłysnął niczym specjalnym – ot, początek typowy dla wielu aktorów, których kariera na takim etapie często się kończyła. Po świetnym debiucie Tarantino (w pewnym sensie) – wylądował na fali wznoszącej. Dobre filmy jak "Four Rooms" czy "Rob Roy" przeplatał fantastycznymi jak "Pulp Fiction" czy "The Legend of 1900". Ostatnie lata nie są dla niego jednak tak różowe, ale Brytyjczyk może się pochwalić występami w serialu „Lie to Me”, gdzie grał główną rolę, czy w dramacie "Broken" sprzed dwóch lat. Absolutnie zapadający w pamięć osobnik, twarz nie do wymazania, warto zapoznać się z każdym z lepszych jego  filmów.

http://images2.fanpop.com

Hugo Weaving – jeżeli miałbym go zaszufladkować do jednej, wyjątkowej roli, z którą zawsze będzie mi się kojarzył, takiego swoistego Ferdka Kiepskiego – bez dwóch zdań byłby to Agent Smith z "Matrixa". Rola robotycznego, bezdusznego wysłannika służb przeciwnych działaniom głównych bohaterów z filmu roku 1999 to bodaj pierwszy poważny występ, pomijając „The Adventures of Priscilla, Queen of the Desert” pięć lat wcześniej. Rozkwit jego kariery zaserwował nam natomiast Peter Jackson, który zaangażował go do roli Elrona w trylogii "Władcy Pierścieni". Między nią, a pierwszą odsłoną "Hobbita" (w której, rzecz jasna, też wystąpił), Weaving może się pochwalić dwoma częściami – co prawda nieco słabszymi, ale wciąż utrzymującymi porządny poziom – "Matrixa", uczestnictwem w świetnym „V for Vendetta”, "Kapitanie Ameryce: Pierwsze Starcie" i "Atlasie Chmur", gdzie ponownie zetknął się z rodzeństwem Wachowskich. Najkrócej można go podsumować jako elastycznego, ale mimo wszystko najbardziej efektownego w negatywnych rolach. Szkoda, że przyszłość nie odkryła przed nami jeszcze zbyt wielu ambitnych planów dotyczących tego jegomościa z Nigerii (sic!).

Słowo Marcusa: W moim przypadku sprawa z tym aktorem wygląda niemal identycznie. Filmwebowy profil pokazuje, że widziałem pana Weavinga w trzynastu filmach – trzy z nich to oczywiście trylogia Matrix. Jako agent Smith zapadł mi w pamięć i nie zmieni tego nawet wspaniała rola w V jak Vendetta.

http://i.telegraph.co.uk

Andy Serkis – ciężko będzie znaleźć na tej liście kogoś o bardziej nietypowym portfolio. Niepozorny Anglik spotkał się z powyższym kolegą na planie, a jakże, "Władcy Pierścieni", gdzie wcielił się w jedną z najbardziej zapadających w pamięć postaci ostatnich lat – Golluma. Możecie z łatwością odnaleźć na Youtube materiały wideo, które ukazują jak Serkis przygotowywał się do roli Smigola i w końcu jak ją realizował – polecam Wam to zrobić, bo widoczna tam jest jedynie fantastyczna robota, jaką odwalił. Nie znaczy to jednak, że na tym zakończymy dyskusję na jego temat – podobny charakter miał jego występ w „Genezie planety małp”, gdzie gra Caesara – najważniejszego z naczelnych, również częściowo animowanego przez komputer. Historia wcielania się w małpy nie kończy się jednak na hicie z 2011 roku, bo Serkis miał epizod gry jako... King Kong, sześć lat wcześniej. Powodem takiego przebiegu jego aktorskiej kariery jest prawdopodobnie to, że Brytyjczyk nie należy do najbardziej charakterystycznych wizualnie mężczyzn na świecie – ot, niski, z dosyć typową twarzą, niczym się nie wyróżnia. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. 

Serkis, czyli facet, którego na pierwszy rzut oka mało kto będzie kojarzył. Ale, tak jak powiedziałeś, portfolio ma bardzo nietypowe (i bogate). I choć role, w których aktor jest ukryty za kostiumem wydawałyby się łatwiejsze do zagrania, to według mnie jest zupełnie na odwrót. Właśnie dlatego Andy Serkis pasuje do tego zestawienia, bo widać, że wkłada w swoje kreacje sporo pracy.

http://upload.wikimedia.org

Stanley Tucci – kolejny maestro drugiego planu – świetny jako Flickerman w „Igrzyskach Śmierci”, osobiście pamiętam go również z „Lucky Number Slevin” (bardzo polecam). Zaliczył występy w „Terminalu” z Hanksem i w wyniku zbiegu okoliczności – czy nie – dwa lata później aktorzy ci spotkali się na planie „Road to Perdition” Sama Mendesa. Nie jest na tej liście samotny, bowiem wcielając się w Abrahama Erskine, spotkał przy pracy nad "Kapitem Ameryką" Hugo Weavinga. Jego łysina jest z nami już od ponad dwudziestu lat, a pierwszy godny zanotowania występ to chyba „Raport Pelikana” z Julią Roberts, rok 1993. Obyśmy mieli szczęście oglądać tą utalentowaną glacę jak najdłużej!  

http://www.thatfilmguy.net

Sam Rockwell – ten pan poważny debiut zaliczył z naprawdę grubej rury – dał się zapamiętać właśnie w roku 1999, kiedy to zagrał w „Zielonej Mili”. Prawdziwe szanse dostawał jednak choćby w „Naciągaczach” z Nicolasem Cage’m czy w końcu w fantastycznym „Moon” z 2009 roku. Od tamtej pory, z filmów wartych wymienienia, brał udział choćby w "Iron Manie", lecz w moim mniemaniu - nic nie przebiło jego występu we wspomnianym science-fiction. Mistrzowsko wcielił się w rolę Sama Bella, który samotnie zesłany na księżycową stację kosmiczną, boryka się z problemami, jakie mogą dotknąć człowieka 384 400 kilometrów stąd. Zaprzysiągłem sobie zwracać uwagę na każdy film z tym aktorem od kiedy tylko widziałem dzieło Duncana Jonesa (brawa też za wspaniałą muzykę).

Pisałem o nim jakiś czas temu w pierwszej części cyklu pt. Aktorskie kariery. Ponadprzeciętny aktor z dwiema genialnymi rolami (Zielona mila, Moon) i kilkoma bardzo dobrymi (Najlepsze najgorsze wakacje, 7 psychopatów). W skrócie: im bardziej nietypowa rola, tym Rockwell lepiej sobie z nią radzi.

http://www.thatsreallypossible.com

Cillian Murphy – bycie jednym z wybrańców Nolana to już wielkie wyróżnienie – ten gość może się tym pochwalić. Irlandczyk wystąpił bowiem w jego trylogii o Batmanie, gdzie pełnił rolę Stracha na Wróble, pojawił się też w jego "Incepcji". Doświadczenie, jakie zebrał u jednego z najlepszych reżyserów „nowej fali” pozwoliło mu również na zdobycie angażu w filmie ulubieńca Christophera – Wally’ego Pfistera (będącego nominalnie operatorem) o tytule  „Transcendencja”, gdzie zagra u boku Johnny’ego Deppa. Pełne uznanie w moich oczach przyniosła mu jednak główna rola w zeszłorocznym serialu Peaky Blinders, którego drugi sezon będzie doprawiony występem Toma Hardy’ego. Też pochodzącego z nolanowego świata Batmana!  

Peaky Blinders zacząłem oglądać m.in. dla Murphy’ego. Moje zaufanie zdobył dzięki roli Crane’a z Batmanów i występowi w Incepcji. Aktor z charakterystycznym wizerunkiem, który mocno zapada w pamięć. Jego obecność w obsadzie filmu powinna być pewnym wyznacznikiem jakości i zachętą zarazem.

http://jeweell.com

Ralph Fiennes – okej, teraz zaczyna się robić kontrowersyjnie. Przekleństwem tego pana jest niezwykle rozpoznawalna rola Lorda Voldemorta z „Harrego Pottera”, która – moim zdaniem – trochę go skrzywdziła. Pewnie zarobił naprawdę nieźle, ale ciężko stwierdzić czy jego nazwisko, a tym bardziej twarz, zyskała na angażu w tej serii. Całe szczęście jednak, że Francuz ma masę filmów znacznie lepiej świadczących o jego umiejętnościach niż przygody nastoletniego czarodzieja. Długo można wymieniać: od „Listy Schindlera”, gdzie po raz pierwszy zetknął się z wieloma znanymi nazwiskami (w tym polskimi) przez „Quiz Show”, „Angielskiego pacjenta” czy „Czerwonego Smoka”, czyli film z Hannibalem Lecterem w roli głównej, aż do naprawdę świetnego „Wiernego Ogrodnika” , „Lektora”,  „Księżnej” i „Skyfall”. Zapytacie więc, dlaczego uważam go za niedocenianego? Powód macie na początku: mniej sprawni widzowie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z tego, że rola pana bez nosa to ledwie wierzchołek góry lodowej. A nos, swoją drogą, też ma całkiem fajny. 

http://cdn2.dualshockers.com

Michael Fassbender – poświęciłem sporo uwagi dokonaniom aktorów tak zwanego młodego pokolenia i obserwacja doprowadziła mnie do wniosku, że obok Ryana Goslinga to właśnie Michael Fassbender dysponuje największym aktorskim potencjałem. Z pewnością jest artystą, który nie może narzekać na brak propozycji pracy, świadczy o tym spotkanie na planie z facetem na samym początku tej listy, wobec którego stoi w fabularnej opozycji – gra bowiem głównego przeciwnika Xaviera, Magneto. Aby ujrzeć początek jego kariery musimy się cofnąć do roku 2001, gdzie zagrał sierżanta Christensona w „Kompani Braci” (początek kariery dla wielu, wielu aktorów), by potem świecić klatą w "300". W Niemcu najbardziej lubię to, że mimo rozgłosu, jaki zyskało jego nazwisko, wciąż ma czas na uczestniczenie w filmach niszowych: „Głód” McQueena obok „Bękartów wojny”, „Wstyd” obok „X-Menów”, „Jane Eyre” i „Prometeusz”. Przepowiadam Wam – ten pan ma przed sobą wielką przyszłość i warto byłoby jednak, żeby ktoś zaczął zauważać, że istnieje świat poza Goslingiem - nie obraziłbym się, gdyby ten świat wirował wokół Michaela. Kto wie, może to Kanadyjczyk będzie patrzył na niego z zazdrością za rok, kiedy to powinien pojawić się film "Assassin's Creed" z nim w roli głównej?

http://wordpress.com

Gary Oldman – możecie nie znać naprawdę każdego z powyższych dziewięciu aktorów, brak pojęcia o istnieniu Gary’ego Oldmana to już jednak grzech. Jeden z najlepszych brytyjskich aktorów wszech czasów, serwujący hipnotyzujące role, przy czym moją ulubioną zwyczajnie musi być ta z „Leona Zawodowca”. Cierpi jednak na zbyt częste występowanie na drugim planie, przez co mało kto notuje jego obecność, a tej było sporo: „JFK” Olivera Stone’a, "Murder in the First", "Dracula", „Immortal Beloved”, gdzie wcielił się w Beethovena i wiele, wiele innych. Ubolewam, że sam nie zgłębiłem jego filmografii na tyle, by móc ją cytować z pamięci, obecna wiedza pozwala mi jednak na pewne stwierdzenie: ten gość to geniusz. Ma sporo wspólnego z poprzednikami: a to grywał w "Harrym Potterze" (jako Syriusz Black), a to w Batmanach (James Gordon), wystąpi w drugiej części najnowszej „Planety Małp”, na planie której pewnie nie jeden raz uścisnął sobie dłoń z Andy’m Serkisem.  Oskara, rzecz jasna, nie ma, co jedynie ośmiesza prawdziwą wartość tej nagrody.

Fani klasyki na dźwięk jego nazwiska powinni od razu pomyśleć o Leonie zawodowcu. W mojej opinii zrównał się w tym filmie z samym Jeanem Reno, tworząc niezapomnianą kreację psychopaty. W ostatnim czasie pokazał swój kunszt za sprawą występu w Gangsterze (jego rola to taka namiastka Normana Stansfielda z produkcji Luca Bessona). Najważniejsze, aby nie kojarzyć Oldmana z rolą „dobrego wujka” z trylogii o Batmanie. ;)

Jak widać – najlepsze zostawiłem na koniec, przy czym musicie się liczyć z moją świadomością tego, że wyliczyłem Wam aktorów, których możecie znać. Ba, czasem nawet macie obowiązek – nie znaczy to jednak, że średni odbiorca kinowych hitów będzie miał jakiekolwiek pojęcie o ich istnieniu. To właśnie jest celem tego artykułu, uwrażliwienie Was – czytelników i jednocześnie widzów – abyście otworzyli oczy na cały ogrom ludzi stojących za sukcesem filmu. Bo jest ich sporo, znacznie więcej niż tych dziesięciu wspaniałych. 

Dzięki za gościnny występ Marcusa!

Pilar
3 kwietnia 2014 - 20:09

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
04.04.2014 00:06
StoneSour22
24
Centurion

Michael Fassbender i Gary Oldman z tej listy to najlepsi aktorzy ba uważam że Michael Fassbender jest obecnie dla mnie nr 1 jeśli chodzi o aktorów a Ryan Gosling to skrzat nic nie znaczący człowieczek w porównaniu do niego ma rozgłos bo podoba się laskom nic więcej wg mnie nie ma jakiegoś szczególnego talentu aktorskiego ot zwykły amerykański ( kanadyjski) aktorzyna a Michael to istny majstersztyk i na prawdę stara się jak może by odegrać swoją rolę i ma świetne mimikę twarzy świetnie ukazuje radość, złość, smutek itd w 300 jeśli mam być szczery nie zwróciłem uwagi na niego ale kiedy obejrzałem Eden Lake i Bękarty wojny - od tamtej pory śledze każdy jego film a Głód ( szczególnie scena rozmowy z księdzem istny pogrom tak długa scena i tak świetnie rozegrana - góruje nawet nad sceną rozmowy w kawiarni w Gorączka ) i Wstyd to chyba jego najlepsze role w sumie w każdym filmie pokazuje że on rządzi nawet jeśli film nie jest najlepszych lotów ( choćby Prometeusz czy może 12 years of slave )

04.04.2014 00:17
😉
odpowiedz
zanonimizowany453591
62
Senator

Zmień tytuł na "Dziesiątka najlepszych aktorów, którzy nie dostali Oscara", to będzie miał więcej sensu, bo to chyba jedyne kryterium, którym się kierowałeś. Nie wiem jak można twierdzić, że Oldman, Fassbender, Roth czy Fiennes są niedoceniani.

BTW to że jakiś film nie jest blockbusterem, nie czyni go z miejsca filmem niszowym. Głód czy Wstyd na pewno niszowe nie są.

04.04.2014 00:21
wysiak
odpowiedz
wysiak
95
tafata tofka

Dokladnie - przez kogo niby "niedocenianych"? Bo chyba tylko przez czlonkow Akademii. Wiekszosc wymienionych aktorow ma swietne wziecie tak u widzow, jak i u tworcow filmow, i na brak pracy nie narzeka.

04.04.2014 13:43
odpowiedz
zanonimizowany294723
49
Konsul

Również nie rozumiem, co autor miał na myśli, pisząc, że np. taki Fassbender jest niedoceniany. Według mnie jedynie Akademia go nie docenia, bo zaledwie jedna nominacja do Oscara to jakiś żart, patrząc jak wiele znakomitych ról stworzył on do tej pory.

04.04.2014 15:10
odpowiedz
salazarus
44
Centurion

Niedoceniani aktorzy?
Gary Oldman - 2 x Bafta i Saturn oraz 22 nominacje w tym 1 do Oscara
Michael Fassbender - 6 nagród oraz 22 nominacje w tym 1 do Oscara
Ralph Fiennes - 8 nagród oraz 34 nominacje w tym 2 do Oscara
Cillian Murphy - 1 nagroda i 19 nominacji
Sam Rockwell - 1 nagroda i 11 nominacji
Stanley Tucci - 11 nagród oraz 18 nominacje w tym 1 do Oscara
Andy Serkis - 6 nagród oraz 12 nominacji
Tim Roth - 5 nagród oraz 10 nominacji w tym 1 do Oscara
James McAvoy - 2 nagrody oraz 11 nominacji
Hugo Weaving - 4 nagrody i 9 nominacji

Hugo Weaving moim zdaniem w ogóle nie pasuje do powyższego zestawienia, bo tak naprawdę nigdy nie zabłysnął żadną świetną rolą. W przypadku jednych wydaje się, że powinni być bardziej uhonorowani, inni są w takim miejscu w jakim powinni być. Nazywanie ich najbardziej niedocenionymi to przesada. Jeśli ktoś głównie gra role drugoplanowe to trudno oczekiwać, żeby był równie rozchwytywany jak Brad Pitt.
Jeśli ktoś nie ogranicza się jedynie do oglądania blockbusterów i nie czerpie wiedzy o aktorach z pudelka to z pewnością w mniejszym bądź większym stopniu kojarzy te postacie.

04.04.2014 15:15
eJay
odpowiedz
eJay
190
Quaritch

gameplay.pl

Niedocenionym aktorem jest Idris Elba. Ale Fass? To jest obecny top 3 aktorów w Holy. Gość ma nadmiar ofert na kilka lat do przodu ;)

04.04.2014 15:26
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

Już się tłumaczę. Przez słowo "niedoceniani" miałem na myśli to, że w ich pokoleniu znajduje się sporo aktorów, o których mówi się znacznie częściej, których bardziej się zauważa, a są oni niekoniecznie tak utalentowani jak ta dziesiątka. Brak Oscara nie był czymś, czym się kierowałem przy tworzeniu tej listy, ale fakt, że bodaj żaden z nich nie przygarnął statuetki chyba tylko potwierdza częściową słuszność moich typów. Możecie się, oczywiście, nie zgadzać z moimi kandydatami, bo takie Wasze prawo, a moim jest wyrażenie swojego zdania na jakiś temat, co zresztą zrobiłem. Następnym razem podejdę do tematu jednak nieco bardziej rygorystycznie, więc za wszystkie głosy sprzeciwu dziękuję.
@eJay - o Elbie rzeczywiście zapomniałem, a jestem jego sporym fanem szczególnie po występie w "The Wire".

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze