Jak to sprzedawcy potrafią nas zrazić do sklepu - RazielGP - 12 kwietnia 2014

Jak to sprzedawcy potrafią nas zrazić do sklepu

Lubię od czasu do czasu odwiedzić sklepy ze sprzętem rtv oraz agd. Problem w tym, że nie w każdym odczuwam swobodę.

Czy nadgorliwość sprzedawcy potrafi nas zrazić do sklepu? Czasem tak. Szczególnie, gdy ten bywa nietaktowny i wręcz nachalny. Jednak to zależy również od nas, czy lubimy taki typ ludzi, czy też nie. Ja akurat należę do takich osób, które wolą w spokoju obejrzeć interesujące mnie rzeczy.

Wchodząc do sklepu, zwykle jesteśmy witani i pytani. Pytanie to zwykle brzmi: czy mogę w czymś pomóc? Jest to standardowa procedura narzucana przez kierownictwo, ale w tym akurat niczego złego nie zauważam. Choć na mój gust jest to oczywiście zbędne. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że klienci zazwyczaj preferują takie zachowanie. Chociażby dlatego, że lubią czuć się ważni, bądź krepują się sami zagadać ekspedienta.

Księgarnie również są często przeze mnie odwiedzane. Ostatnio jedynie te na literę "E", ponieważ w tych na "W" oraz "M" nie da się w spokoju obejrzeć książek.

Zdecydowanie inaczej jest, gdy ekspedient/ka próbuje nas na siłę uszczęśliwić. Między innymi zachęcając do pseudo promocji, proponując coś, czego nigdy byśmy nie kupili, namawiając do większych zakupów nawet wtedy, kiedy my mu/jej podziękujemy. Takie sytuacje się pojawiają. I to dosyć często. Czasami są spowodowane indywidualnymi jednostkami, a czasem decyzją "góry", która ma zazwyczaj klientów za półmózgów, którym można wcisnąć dosłownie wszystko.

W pierwszym przypadku zazwyczaj mamy do czynienia z osobą pewną siebie, bądź wręcz zwariowaną. W drugim zaś od razu możemy się domyślić, że coś jest nie tak. Że cała ta inicjatywa nie wypływa od samego sprzedawcy, a jest wręcz z góry narzucana, bo jakaś szalona kierowniczka ubzdurała sobie, że koniecznie trzeba klientowi wchodzić w tyłek, bądź go śledzić i proponować wszystko, co tylko znajduje się na stanie.

O dziwo w sklepach odzieżowych, pracownikom nie mam nic do zarzucenia.

Bywa i tak, że trafimy na kogoś, kto nas totalnie olewa. Nawet gdy potrzebujemy pomocy związanej ze sprzętem elektronicznym, bądź czymś innym. Wtedy przydaje się ktoś, kto mógłby nam wyjaśnić to i owo. A niestety osoba ta okazuje się niekompetentna. Nie tyle z braku wiedzy, co z braku chęci. To też potrafi zniechęcić mnie do danego sklepu, a już przede wszystkim do pracownika.

Wracając jednak do tych nadgorliwych. Jeśli ci są bardzo uciążliwi, to ja na przyszłość wolę unikać takich sklepów. Szczególnie księgarni, gdzie przed zakupem lubię sobie na spokojnie przejrzeć parę interesujących mnie pozycji. Preferuję swobodę i nie lubię byś w tym czasie śledzonym, tudzież zaczepianym. Pal licho, jeśli ekspedient/ka zada jedno pytanie. Najgorzej jest, gdy cały czas czuję się wręcz nękany. Raz taki wybryk potrafię zdzierżyć, ale jeśli sytuacja pojawia się nagminnie, to ja na przyszłość omijam taki sklep szerokim łukiem.

RazielGP
12 kwietnia 2014 - 23:49

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
17.04.2014 09:04
😃
Orenionsonjusz
2
Junior

Ciekawy temat, ale można go jeszcze trochę rozbudować ;) Odnośnie samych sprzedawców- mam podobnie, cenię sobie święty spokój, wiem po co przychodzę, a jak nie wiem, to sama zapytam, nie trzeba od razu "atakować" potencjalnego klienta, ale... Ja to wiem, większość osób to wie, a spece od marketingu wiedzą swoje. Najważniejsze 5 pierwszych sekund w sklepie, trzeba zatrzymać klienta (najczęściej go wystraszyć i zniechęcić). Najbardziej lubię pytanie: "Czy mogę w czymś pomóc?" Tak, może Pan spłacić za mnie kredyt.

17.04.2014 09:54
odpowiedz
poltar
143
Generał

Autorze. Powiadasz ze preferujesz "E" bo w "M" i "W" jestes nekany?

To wlasnie w "E" nie da sie spokojnie zaplacic za towar nie bedac zaczepionym przez kasjera zeby skorzystac a to z takiej, a to z innej promocji. Nigdy.

Wiecej. Zdarzylo mi sie ostatnio dwukrotnie podejsc do kasy (po zaplaceniu zauwazylem ze jest jeszcze jedna ksiaka ktora warto wziac) w odstepie doslownie niecalej minuty. Miedzy moją wczesniejszą płatnoscia a kolejna nie bylo przy kasie innego klienta.

Oczywiscie podchodzac drugi raz i placac za ksiazke znow zostalem zapytany czy chcialbym skorzystac z promocji i za 50% ceny kupic sobie czekolade (wielkosci mojego ramienia). Przez tego samego kasjera (a wlasciwie kasjerke). Albo zachowanie zaprogramowane na bezmyslne powtarzanie formulki niezalenie od okolicznosci, albo kasjer-idiota.

Albo jedno i drugie.

W "M" - wchodze, biore, place. Pies z kulawa noga mnie nie zaczepi - fakt ze czasem zeby o cos zapytac trzeba sporo pobiegac i poszukac kogos z obslugi. Nie zmienia to faktu ze jest zdecydowanie bardziej komfortowo.

Co do "W" to ciesko mi powiedziec bo nie wiem co zacz :)

17.04.2014 10:01
DM
odpowiedz
DM
158
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

albo kasjer-idiota.

nie idiota -po prostu musza tak robić, nakaz z góry, zatrudnij się to zobaczysz

17.04.2014 10:08
odpowiedz
poltar
143
Generał

Naprawde tak uwazasz? Kasjer ma zapytac dwa razy tego samego czlowieka o to samo w odstepie moze 30 sekund w sytuacji gdy za pierwszym razem dostal wyrazna odpowiedz ze ich promocje na czekolade mnie nie interesuja :) ?

Jesli tak - to jest tak jak napisalem - zaprogramowane bezmyslne (i zniechecajace) zachowanie. Czyli szef-idiota.

17.04.2014 10:16
DM
odpowiedz
DM
158
AFO Neptune

GRYOnline.plTeam

A może człowiek wrócił bo zapragnął właśnie tej czekolady?
A może klient jest podstawiony by sprawdzać kasjera jak wykonuje procedury i kasjer woli dmuchać na zimne?

Inaczej wygląda praca w sklepiku cioci, inaczej w korporacji...

17.04.2014 10:26
odpowiedz
poltar
143
Generał

"Inaczej wygląda praca w sklepiku cioci, inaczej w korporacji..."

Ja wlasnie o tym pisze, nie wiem czemu tak oponujesz. W sklepiku u cioci najwidoczniej mozna uzywac mózgu. W "Korporacji" szefowie-idioci programuja zachowania kasjerow-robotow.

17.04.2014 10:49
NewGravedigger
odpowiedz
NewGravedigger
131
spokooj grabarza

Poltar jesteś baran. Zatrudnij się w takiej korporacji, to zobaczymy jak będziesz srac przed tzw. Tajemniczym klientem...

17.04.2014 10:57
odpowiedz
poltar
143
Generał

Sugerujesz ze nie wiem ze oni tak musza? Wiem. Co nie zmienia faktu (a wrecz go potwierdza) ze sa zaprogramowani na bezmyslne powtarzanie regulek, niezaleznie od okolicznosci. Bez myslenia, bez logiki. Do tego stopnia ze nawet powiedzenie na wstepie (zanim kasjer sie odezwie) ze nie interesuja mnie zadne promocje nie zatrzymuje takiego robota przez wygloszeniem regulki.

- Dzień dobry.
- Witam, chce tylko zaplacić, nie interesują mnie żadne promocje.
- Rozumiem. A czy ni zechciałby Pan w promocyjnej cenie zakupić tego kubka lub tego wspaniałego przewodnika po Sudetach?

PS. Jestem spod znaku Bliźniąt.

17.04.2014 11:01
Bezi2598
odpowiedz
Bezi2598
97
Legend

W empiku przy kasie zawsze się jeden raz pyta kasjer o promocje jakieś, ale jak odmówisz to masz spokój, gdzie w niektórych sklepach chyba nie znają słowa "nie".

17.04.2014 11:11
Martius_GW
odpowiedz
Martius_GW
61
Generał

Widocznie muszą tak robić. Tak jak w Macu zawsze pytają o powiększenie zestawu czy jakieś pierdoły na stacji benzynowej. Każdy klient to potencjalna kontrola pod przykrywką.

17.04.2014 11:12
Lynx_gameplay
odpowiedz
Lynx_gameplay
4
Legionista

Taką mają pracę. Nigdy nie wiedzą, kiedy do sklepu wpadnie inspektor i oceni lokal. Dlatego też zachowują się tak, a nie inaczej. Muszą spytać Cię czy nie chcesz kupić czegoś z promocji. Nie wiem z czym tu walczyć. Chyba z wiatrakami. Nigdy nie mam ze sprzedawcami problemu. Tylko ja podchodzę do tego typu sytuacji zawsze z uśmiechem i jest jakoś fajniej. Do sklepów branżowych chodzę już z zamysłem kupna konkretnych rzeczy, a w specjalistycznych nigdy nie spotkałem się z niekompetencją. Chyba, że był to malutki sklep w jakiejś małej mieścinie :)

17.04.2014 12:34
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
143
Reaver is the Key!

Orenionsonjusz - Tych pseudo speców od marketingu powinno się wywalić. :D

poltar - Muszą (tak jak na stacjach paliw o parówki, czy inne rzeczy) pytać, ale jak się im podziękuje, to widać że z ulgą tę odpowiedź przyjmują. Ja to rozumiem i nie przeszkadza mi to.

Natomiast w księgarniach "W" i "E" trafiają się indywidualnie sprzedawcy (bo nie wszyscy tacy są), którzy ciągle chodzą za tobą i wciskają, co tylko się da. Nawet jak im podziękujesz. To przez takie indywidualne jednostki, omijam te sklepy szerokim łukiem. Tylko i wyłącznie.

A na programowanie pracowników nic się nie poradzi, skoro szefostwo ma klapki na oczach, słuchając tych pseudo speców od marketingu. Pracownik nie może się sprzeciwić pracodawcy, bo wyleci z pracy. Przykra prawda.

Pisząc niniejszy tekst, skupiłem się bardziej na tych, co z siebie robią pajacyków, bo tak chcą. A nie, że z góry mają tak ustalone.

Za to jeszcze gorzej było przy zakupie pralki. Wręcz odwrotna sytuacja. Chciałem się zapytać o dwa modele, bo zamierzałem kupić. Podchodzę do gościa, a on tak od niechcenia podchodzi, patrzy. Pytam go, a on odpowiada, że nie wie. Myślę sobie. Jak on może nie wiedzieć nic o pralkach, skoro przynależy do tego działu. Pytam o dostawę, a ten wzrusza ramionami. Raz się na takiego typa natknąłem, ale nigdy więcej nie ujrzałem go w tym sklepie. Widocznie wszystkich klientów tak traktował.

17.04.2014 12:54
tmk13
👍
odpowiedz
tmk13
205
Generał

Poltar: "W sklepiku u cioci najwidoczniej mozna uzywac mózgu. W "Korporacji" szefowie-idioci programuja zachowania kasjerow-robotow"

Pewnie szefowie tych szefów-idiotów stwierdzili, że takie zachowanie kasjerów generuje więcej zysków niż strat. Dlatego ciocia ma sklepik, a korporacja sieć punktów i zatrudnienie w setkach, jak nie tysiącach ludzi. Zupełny brak logiki!:)

17.04.2014 17:08
Gecko
odpowiedz
Gecko
20
Legionista

poltar, mylisz się, nie są zaprogramowani. Sprzedawcy myślą i wiedzą jak takie coś wkurwia bo sami też tego nie lubią jak stają się klientami w innym, niż ich miejsce pracy, sklepie. Pracuje w sklepie z elektroniką i wiem jak to wygląda. Pracownik ma obowiązek wcisnąć klientowi dodatkowe akcesoria, gwarancję, usługę, bez tego sprzedaż nie ma sensu. Większość dużego sprzętu w dużych sieciach handlowych (pracowałem w dwóch) jest na śmiesznie niskiej marży, albo nie ma jej wcale. Zarabia się na akcesoriach i usługach.

W artykule dodatkowo wymienia się sytuacje w której sprzedawca z braku chęci nie jest pomocny. Są pewnie tacy, którzy po prostu mają swoją pracę i klienta w 4 literach, ale bierzcie też pod uwagę, że wciskając cały dzień różne pierdoły klientom czasami nie ma się już siły na tłumaczenie wszystkich szczegółów komuś, kto pyta. Choć oczywiście powinien...

17.04.2014 17:52
odpowiedz
mevico
58
Generał

Gecko

Pracownik ma obowiązek wcisnąć klientowi dodatkowe akcesoria, gwarancję, usługę, bez tego sprzedaż nie ma sensu. Większość dużego sprzętu w dużych sieciach handlowych (pracowałem w dwóch) jest na śmiesznie niskiej marży, albo nie ma jej wcale. Zarabia się na akcesoriach i usługach.

Dokładnie tak jak piszesz. najwięcej zarabia się na peryferiach. Spece z forum GOLa wiedzą jednak lepiej od tych tzw. szefów-idiotów ale zamiast trzepać grubą kasę, na tej swojej "lepszej wiedzy" to siedzą na tyłkach i piszą na GOLu jacy to marketingowcy i szefowie są głupi.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze