Robina Williamsa zapamiętam jako gracza i kogoś kto potrzebował pomocy - Antares - 15 sierpnia 2014

Robina Williamsa zapamiętam jako gracza i kogoś kto potrzebował pomocy

Smutna wiadomość o samobójstwie aktora komediowego Robina Williamsa obiegła kilka dni temu cały internet trafiając również na Gameplay, więc zapewne doskonale o niej wiecie. W niniejszym wpisie chcę jednak poruszyć dwie kwestie, które nie zawsze omawiane były w newsach o jego śmierci – to jak wielkim był fanem gier wideo oraz to, z jak dużym, lecz ignorowanym w społeczeństwie problemem się zmagał.

Robin Williams popełnił samobójstwo w poniedziałek 11 sierpnia. 63-letni aktor powiesił się w swoim domu w północnej Kalifornii. Wspominać będziemy go przede wszystkim za fantastyczne role w wielu niezapomnianych filmach. Good Morning, Vietnam czy Stowarzyszenie Umarłych Poetów zna każdy miłośnik kina. Ludzie których dzieciństwo przepadało na pierwszą połowę lat 90. zapamiętają go natomiast jako dorosłego Piotrusia Pana w filmie Hook reżyserii Stevena Spielberga, czy jako głos Dżina z disneyowskiego Alladyna.

Ja sam zapamiętam go chyba jednak przede wszystkim, jako człowieka będącego wielkim miłośnikiem gier wideo. Niewielu celebrytów przyznaje się do zainteresowania naszym hobby, a Robin Williams robił to od zawsze. Spytacie, jak wielkim fanem gier był? Tak dużym, że swojej córce nadał imię Zelda na cześć księżniczki z serii The Legend of Zelda, zaś jednemu z synów Cody na cześć bohatera Final Fight.

Jako wielki miłośnik produkcji Nintendo, został zaproszony przez japońską firmę do wystąpienia wraz ze swoją córką w filmach promujących 3DS-a. W 2013 roku w ramach sesji pytań i odpowiedzi, tzw. AMA (Ask Me Anything), zorganizowanej w serwisie Reddit opowiadał szerzej o swoim zainteresowaniu grami. Wiemy, że lubił serie Wizardry, Warcraft, Half-Life, Battlefield… a także Call of Duty, o którym pisał:

„Czekam na kolejną odsłonę Call of Duty. Gdy odwiedzam naszych żołnierzy w Iraku czy Afganistanie, widzę jak wracają z patrolu i idą pograć w Call of Duty. Mówię wtedy: "Przecież macie to na co dzień! A mimo to gracie w tę grę...”

Dziś, wiemy już, że jako miłośnik Warcrafta Robin Williams zostanie upamiętniony w wirtualnym świecie Azeroth w World of Warcraft. Gdy pojawiła się informacja o śmierci aktora, gracze błyskawicznie zorganizowali petycję do Blizzarda i nie musieli długo czekać. Przedstawiciel firmy odpowiedział na Twitterze, zaznaczając konto Robina Williamsa:

„Dziękujemy Ci, dałeś nam wiele radości w naszym życiach i mamy nadzieję, że czas spędzony w naszym świecie był dla Ciebie przyjemny. Spotkamy się w grze.”

W niniejszym wpisie nie chcę jednak tylko i wyłącznie poruszać kwestii tego, że Robin Williams był graczem. Istotny i przerażający jest bowiem fakt, że aktor odszedł z powodu pogłębiającej się latami depresji. Choroba ta bardzo często ignorowana jest przez społeczeństwo, jako wymysł psychologów i psychiatrów oraz usprawiedliwianie życiowych niepowodzeń i porażek u samych chorych. Co więcej, wielu ludzi cierpiących na depresję bardzo skutecznie to maskuje. Robin Williams był przecież niezwykle wesołym człowiekem. Jak widać, pozory mylą, a sam aktor zapewne potrzebował pomocy.

Prawdopodobnie, depresja Williamsa była również powiązana z faktem, że mógł chorować na tzw. syndrom aspergera. To rodzaj bardzo łagodnego, nierzadko niewidocznego dla osób postronnych autyzmu, który objawia się jednak m.in. silnymi zaburzeniami interakcji społecznych. Robin Williams rozwodził się aż dwa razy i chociaż niewątpliwie kochał swoje dzieci całym sercem, trudno powiedzieć, żeby jego życie prywatne było wybitnie udane.

Historia śmierci Robina Williamsa wyraźnie pokazuje, że nie można ignorować ludzi cierpiących na depresję, gdyż ta, nieleczona może doprowadzić do tragicznych skutków. Warto przy tym dodać, że media podały dziś, iż śmierć aktora skłoniła astronautę Buzza Aldrina, drugiego człowieka, który stanął na Księżycu, do wyznania o swojej chorobie na Facebooku:

„Uważałem Robina Williamsa za przyjaciela i towarzysza w chorobie. Jego odejście jest wielką stratą. Udręka depresji i uzależnień, które jej towarzyszą, dotykają milionów, w tym mnie i członków mojej rodziny - mój dziadek popełnił samobójstwo przed moim narodzeniem, a moja mama w roku, w którym poleciałem na Księżyc - każdego roku taki sam los spotyka setki zaprawionych w bojach ludzi. Każdy z nas i wszyscy jako naród powinniśmy mieć więcej współczucia i okazywać więcej wsparcia wszystkim, którzy cierpią i zapewnić im pomoc, która pozwoli im stawić czoła życiu.”

Wpis kończę więc następującą myślą – rozglądajmy się dookoła siebie i nie ignorujmy wołania o pomoc ludzi, którzy jej potrzebują, nawet jeśli jest ono czasem bezgłośne. 

Antares
15 sierpnia 2014 - 11:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
15.08.2014 12:39
Lans_Tartare
41
Pretorianin

O Zeldzie wiedziałem, o Codym natomiast nie miałem pojęcia.

15.08.2014 16:10
odpowiedz
zanonimizowany307509
99
Legend

Cytat: "nie można ignorować ludzi cierpiących na depresję" -> Absolutnie zgadzam się z Tobą. To jest bardzo poważna sprawa, która nie można zignorować od tak. Wielka szkoda, że Robin tak się skończył. :( Tego nie spodziewałem się.

15.08.2014 23:42
Meehovv
odpowiedz
Meehovv
43
Cyfrowy Oprawca

Robina zapamiętam za "What Dreams May Come". Jeśli chodzi o przemyślenia, to są może i mało odkrywcze, ale słuszne, zwłaszcza w dobie kompletnego nierozumienia problemu depresji, która narasta już chyba do rangi choroby cywilizacyjnej. Choć całkiem możliwe, że zawsze jest już tak od dawna, tylko z diagnozowaniem kiedyś było słabo. W każdym razie, jest coś przygnębiająco ironicznego w fakcie, że ludzie którzy faktycznie potrzebują pomocy często z różnych powodów cierpią w milczeniu, niejednokrotnie pomagając wszystkim wokół, a zwyczajne, przepraszam za termin, attention whores obojga płci swoimi gorszymi nastrojami zapewniają sobie całodobową opiekę i stos komplementów. Ponadto wielce ciekawy jest fakt, że na depresję chorują głównie ludzie wartościowi, niejednokrotnie prowadzący dobre życie i, wydawałoby się, niemający kompletnie powodów do złego samopoczucia czy niskiej samooceny. Jakiż ten świat jest dziwny.

16.08.2014 09:53
AntaresHellscream
odpowiedz
AntaresHellscream
44
Pretorianin

gameplay.pl

Racja! Dodałbym jeszcze, że często na depresję chorują ludzie bardzo inteligentni. Tak myślę, że bierze się to z faktu, że walka z tą chorobą to walka z własnymi myślami, a człowiek inteligentny z natury myśli dużo więcej i zastanawia się nad wszystkim dookoła. Stąd dużo łatwiejsza tendencja do popadania w melancholię. Z drugiej strony mamy przecież mnóstwo ludzi żyjących w patologicznych warunkach, którzy są bardzo zadowoleni z życia, bo najzwyczajniej w świecie są zbyt mało wrażliwi na to, by do nich docierało, że te życie marnują.

16.08.2014 10:02
w o y t e k
odpowiedz
w o y t e k
135
Gavroche

Antares --- NIestety choroba może dopaść wszystkich, nie zależy od ilorazu, nawet pamiętam badania mówiące że ludzie z niższym wykształceniem są bardziej podatni. Obraz egzystencjalnej romantycznej melancholii, na którą chorują tylko młodzi poeci - nie odpowiada depresji.

Natomiast ludzie żyjący w patologicznych warunkach są znacznie bardziej podatni na depresję.

Ale ciekawym jest zagadnienie o któtym piszesz; że depresja bierze się z myślenia.

16.08.2014 10:07
AntaresHellscream
odpowiedz
AntaresHellscream
44
Pretorianin

gameplay.pl

Możliwe faktycznie, że się mylę, z tym że ostatnio czytałem dobrą amerykańską książkę psychiatryczną (de facto podręcznik dla psychiatrów) i tam właściwie znakomita większość najcięższych przypadków dotyczyła ludzi, którzy odnieśli w życiu jakiś sukces, są lubiani itd. a mimo to, jest w ich życiu coś co skrajnie odbiera im z niego radość. Fakt, że był tam też przykład kobiety, która próbowała odebrać sobie życie, a pochodziła z patologicznej rodziny i ojciec wykorzystywał ją seksualnie, ale w momencie gdy depresja uderzyła w nią najbardziej, wyszła już właśnie na prostą, znalazła dobrą pracę itd. To w sumie logiczne, że ludzie żyjący w złych warunkach muszą czuć się jeszcze gorzej, ale zastanawiam się na ile w takich wypadkach do samobójstwa może ich popchnąć sytuacja materialna, a na ile własne myśli. Bo najbardziej szokujące są właśnie takie przypadki jak Williamsa - gdy wydaje się, że dany człowiek był szczęśliwy. A jak widać nie był i musiał potwornie cierpieć.

16.08.2014 10:56
w o y t e k
odpowiedz
w o y t e k
135
Gavroche

No pewnie dlatego ksiażka traktowała o takich przypadkach i na takich przypadkach się skupiała - by pokazac paradoks depresji. Listę ludzi sukcesu zmagających się z ta zmora mozna mnożyć: Hemingway, Angelina, u nas Kora.. i wiele wiele innych.

Nikt nie wie dlaczego wpadamy w depresje i czym ona jest. Wiemy czym jest lęk, ma własciwości adaptacyjne, dzięki niemu nas przodkowie mogli przetrwać, ale jakie "korzysci" daje nam depresja tego nie wiemy. A jakieś muszą chyba być, bo wszyscy ludzie na świecie niezależnie od kultury, czasu i miejsca - wpadali w depresję.

Czy bierze się z myslenia? Na pewno towarzyszą jej zmiany w myśleniu. Osoba dotknięta tym problemem ma chrakterystyczne 3 grupy mysli - czarna triada. postrzega siebie jako przegranego, słabego, gorszego, niezdolnego do nieczego, pod każdym względem ułomnego. POstrzega świat jako odrzucający, ciemny, zły. I postrzega swoją przyszłość w skrajnie czarnych barwach.

Zminaom w myslach towarzysza zmiany w zachowaniu - wycofanie, zaniedbywanie, codziennych rutyn, a także hobby, spotykania innych. Robimy mniej i mniej, nie chce się.

A za tym idzie uczucie zmęczenia, braku motywacji i niezdolności do odczuwania przyjemności.

I ten młyn sie kręci- czasem tygodnie, czasem miesiące, brak motywacji, wycofanie, pasywność, czarne mysli... i od nowa brak motywacji, wycofanie, czarne mysli... az wreszcie można skończyć w sytuacji gdzie wstanie z łóżka jest heroicznym wysiłkiem.

Co jest skutkiem czego - trudno sie połapać. Jest to zaklęta spirala, jedne zmiany pociagają inne. Ale na pewno mysli odgrywają potężną rolę. Depresja w pewnym sensie JEST WNIOSKIEM, do którego dochodzimy.

16.08.2014 11:07
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
157
Liberty City Finest

pomijając wszelkie filmy jakie się z nim na okrągło oglądało w dzieciństwie(Jumanji, Flubber, Hook, Pani..) to jednym z ostatnich dramatów jakie z nim oglądałem było 'Zdjęcie w godzinę' gdzie jest zdesperowanym człowiekiem(nawet 'psycholem' ), szukającym na siłę szczęścia, tą rolą mocno mi się zapisał w pamięci i tak jakoś teraz z tym samobójstwem wygląda to dość kiepsko :/

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze