Prey – cudowne dziecko Bioshocka System Shocka i Half-Life’a - Antares - 20 maja 2017

Prey – cudowne dziecko Bioshocka, System Shocka i Half-Life’a

Antares ocenia: Prey
97

Nowa gra twórców Dishonored jawi się nie tylko jako duchowy następca kultowego System Shocka, lecz przede wszystkim jako bardzo grywalny i zmuszający do myślenia FPS, z ciekawą, nieoczywistą fabułą i wyjątkowym klimatem, budowanym m.in. przez niesamowitą oprawę audiowizualną. To gra, w której bardzo umiejętnie połączono elementy znane najlepszych, nastawionych na immersję pierwszoosobowych strzelanin – kolejny tytuł, który po latach będzie się kiedyś wspominać obok takich klasyków jak Deus Ex, czy Bioshock.

Wnętrza są niesamowite

Zacznijmy od tego, że chociaż tytuł sugeruje, że nowa gra francuskiego Arkane Studios jest powiązany z grą Prey z 2006 roku, tak naprawdę wyszło coś zupełnie innego. Projekt przechodził przez lata z rąk do rąk, a ponieważ zabrali się za niego ostatecznie ludzie odpowiedzialni za serię Dishonored, przybrał on formę, która najsilniej może kojarzyć się z legendarnym System Shockiem stworzonym przez Looking Glass Studios. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem Arkane pomagało w latach 90. przy tłumaczeniu i sprawdzaniu błędów w tym kultowym klasyku. Warto mieć z resztą na uwadze, że przez Looking Glass przewinęli się późniejsi pracownicy studiów Ion Storm (twórcy Deus Ex), Irrational Games (twórcy Bioshocka) i Valve. Wychodzi na to, że większość klimatycznych, kultowych gier FPP miała początek w jednym miejscu. A teraz, do tej spuścizny dołącza nowy Prey, który jest naprawdę znakomity.

Fabuła gry oparta jest na żelaznej zasadzie, mówiącej że jeśli ludzkość prowadzi jakieś powiązane z kosmitami eksperymenty na stacji kosmicznej, to na pewno wszystko skończy się źle tak bardzo, jak tylko jest to możliwe. Główny bohater opowieści (lub bohaterka, ponieważ możemy wybrać płeć), czyli Morgan Yu, jest jednym z najważniejszych naukowców na rosyjsko-amerykańskiej stacji Talos 1, na której dochodzi do katastrofy. W efekcie, niczym Gordon Freeman z serii Half Life, bohater staje w obliczu zagrożenia ze strony potężnej i niezrozumiałej obcej formy życia zwanej Tyfonami. Wyposażony początkowo jedynie w klucz francuski, przebija się przez kolejne poziomy kompleksu, starając się zapobiec rozprzestrzenieniu się obcych.

Chociaż brzmi to odrobinę banalnie, fabuła Preya praktycznie od samego początku daje nam sygnały, że taka nie jest. Podobnie jak w książkach jednego z największych klasyków Sci-Fi Philipa K. Dicka, bohater nie może mieć pewności, że wszystko co dookoła niego się dzieje, jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Ponadto, mamy tu również, charakterystyczne dla prozy K. Dicka, rozbudowane tło historyczno-społeczne. Akcja gry toczy się bowiem w alternatywnej rzeczywistości, w której Stany Zjednoczone nie wzięły udziału w wojnie wietnamskiej, a stosunki z ZSRR udało się skutecznie ocieplić dzięki staraniom prezydenta Kennedy’ego, który przeżył zamach na swoje życie. W efekcie, pieniądze które w naszym świecie zostały zmarnowane na zbrojenia, w świecie Preya zostały przeznaczone na wspólną, amerykańsko-radziecką inwestycję w badania kosmiczne. Dzięki nim wzniesiono bazę Kletka, później prywatyzowaną i przemianowaną na Talos 1. To właśnie w niej dochodzi do katastrofy, której jesteśmy świadkami podczas gry.

Rozgrywka stanowi połączenie elementów znanych z tytułów, które wymieniłem w tytule tekstu. Znajdziemy więc tu zarówno tłuczenie obcych kluczem francuskim i strzelanie z różnorakich broni , jak również bardzo dobrze przemyślany rozwój postaci dzięki drzewkom talentów rodem z gier RPG. Przede wszystkim jednak gra została tak skonstruowana, że stawiane przed nami problemy możemy rozwiązywać na różne sposoby. Zamknięte drzwi? Poszukajmy kodu dostępu, zhakujmy terminal, albo wyciągnijmy ciężki kawał blachy i przeciśnijmy się przez szyb serwisowy. Kluczowe staje się tu często wykorzystanie działka LEPIK – to eksperymentalne narzędzie strzela błyskawicznie zastygającym kitem i możemy je wykorzystywać m.in. do unieruchamiania przeciwników, zatykania groźnych nieszczelności i gaszenia pożarów, a nawet do budowania sobie prowizorycznych schodów. Rozwiązywanie tych wszystkich zagadek środowiskowych sprawia olbrzymią satysfakcję, jednak to raptem wycinek tego, co Prey ma do zaoferowania. Znalazł się tu również ciekawy system tworzenia i rozmontowywania (celem pozyskania materiałów) przedmiotów w specjalnych stacjach roboczych. Są tu również obecne moce psioniczne, których nauczyć się możemy dopiero, gdy przeskanujemy odpowiednią liczbę obcych przy pomocy Psychoskopu, czyli narzędzia które znajdujemy podczas wykonywania jednej z głównych fabularnych misji.

Niczym Arcadia w Rapture

Wszelkich mocy i umiejętności bohatera, zarówno aktywnych jak i pasywnych, uczymy się przy pomocy Neuromodów, będących w świecie Preya odpowiednikami Vigorów i Plazmidów z serii Bioshock. Ta rewolucyjna technologia, opracowana dzięki badaniom nad Tyfonami, oparta jest na „wstrzykiwaniu” wspomnień zawierających daną umiejętność bezpośrednio do mózgu pacjenta. Dzięki temu każdy może nauczyć się np. rewolucyjnie grać na pianinie, albo podpalać wrogów lub razić ich elektrycznością – brzmi znajomo, prawda? Należy jednak mieć na uwadze, że inwestowanie w zdolności pochodzące od obcych ma swoją cenę, ponieważ rozstawione na stacji automatyczne wieżyczki strzelnicze uznają nas za wroga. Takich kompromisów jest z resztą w grze naprawdę sporo – niejednokrotnie przychodzi nam wybierać pomiędzy ratowaniem ludzi w różnorakich sytuacjach, z alternatywą w postaci bezpieczniejszych i łatwiejszych, lecz mniej moralnych rozwiązań. Co ważne, wybory te mają wpływ na zakończenie gry.

Wybory moralne i powiązane z nimi konsekwencje jeszcze silniej zwiększają swobodę rozgrywki w Prey. Warto również wspomnieć o rozmaitych zadaniach pobocznych, podczas których możemy lepiej poznać historię stacji i jej pracowników. Wątki te są całkiem interesująco opisane i nie sprawiają wrażenia typowych „zapychaczy” jakimi lubią raczyć nas gry. Ponadto pochwalić należy formę w jakiej odkrywamy nowe zadania – dzieje się to zawsze naturalnie i niejako przez przypadek, np. gdy przeglądamy e-maile na jednym z wszechobecnych na stacji komputerów. Zadania poboczne nagradzają nas nierzadko wcześniejszym odblokowywaniem niektórych broni lub po prostu zdobywaniem przedmiotów i zasobów, toteż tym bardziej warto je robić. Na minus zaliczyć można w tym wypadku jedynie nieco długie ekrany ładowania w wersji konsolowej, a zadania poboczne zmuszają nas często do podróżowania pomiędzy różnymi strefami na Talosie.

Od strony audiowizualnej Prey to prawdziwy majstersztyk. Nie słuchajcie ludzi, którzy narzekają że efekty mogłyby być bardziej okazałe i że generalnie „grafika nie powala”. Nie o to tu chodzi, a każdy kto docenia oryginalną stylistykę powinien być tą grą zachwycony. Produkcja Arkane Studios robi to samo co Bioshock czy Dishonored – wprowadza gracza w niezwykle sugestywny, pełen detali świat. Wirtualną rzeczywistość aspirującą do miana sztuki. Z pewnością są nią np. widoczne na stacji plakaty i architektura, w mistrzowski sposób łączące klimaty art-deco z socrealizmem. Całą oprawę gry (w tym modele postaci) można także określić jako stylizowaną, a tak rozwiązana grafika starzeje się godniej niż rozwiązania stawiające na realizm. Pochwały należą się również świetnej muzyce, często obracającej się w klimatach synthwave, co stanowi znakomite nawiązanie do klasyków kina Sci-Fi.

Prey to naprawdę godny następca serii Bioshock i System Shock. Gra rozbudowana, oferująca od kilunastu do kilkudziesięciu godzin rozgrywki i stawiająca przed graczem wyzwania, którym sprostać można na różne sposoby. Formuła „graj jak chcesz” naprawdę się tu sprawdza i nie jest tylko pustym sloganem. Istotny jest tu również niepowtarzalny klimat oraz ciekawa fabuła, przywodząca na myśl dobre książki SF. Dla mnie, obok Resident Evil 7 i zapewne nowej Zeldy (zapewne, ponieważ jeszcze nie grałem) Prey to bardzo mocny kandydat do tytułu Gry Roku. A w swoim gatunku nawet do tytułu Gry Generacji. Miłośnikom podobnych klimatów jestem w stanie polecić tę grę w ciemno bez wahania, bo naprawdę się nie zawiodą.

Grę testowałem w wersji na konsolę PlayStation 4

Antares
20 maja 2017 - 23:58

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
21.05.2017 09:15
aszron
39
Centurion

Gierka jest fantastyczna, tylko żałuje, że nie jest trudniejsza i bardziej "mroczna". Grałem na wysokim poziomie trudności i gdzieś tak w połowie gry miałem spory zapas granatów EMP, recyklingowych czy wabików na typhony. Do tego ulepszony shotgun/pistolet oraz umiejętność uderzenia kinetycznego, która zadaje nawet 100 punktów obrażeń (OP). Sprawiło to, że spotkania z koszmarem, zamiast być tymi z rodzaju przerażających to kończyły się po kilku sekundach. A szkoda! Zupełnie nie zrozumiałym jest dla mnie również umożliwienie skanu pomieszczeń, aby sprawdzić czy gdzieś tam nie chowają się mimiki. Przez to zupełnie zanikło uczucie - czy to krzesło to nie jest czasem mimic? Szkoda też, że gierka jest taka jasna. Gdyby przynajmniej 1/3 gry rozgrywała się w całkowitych ciemnościach, gdzie spacerujemy po pomieszczeniach z latarką w ręku i kupą w majtach, to by to zdecydowanie był również świetny horror. Również nie zgodzę się z autorem co do oprawy audiowizualnej, a szczególnie do modeli postaci. Są one zrobione przeciętnie i przypominają grę sprzed kilku lat. A Prey przecież nie jest grą open-world i NPC można spotkać kilkunastu, więc mogli się bardziej nad nimi postarać. Taka Mikhaila wygląda po prostu paskudnie. I dodam też, że gierka, która ma dosyć sporo bugów nie zasługuje na 9.7 na 10. Zazdroszczę, że autor takowych nie spotkał, ale u mnie zabugował się całkowicie jeden sub-quest i stał się niewykonalny oraz misja główna na samym końcu gry, przez co musiałem wgrywać wcześniejszy save. Dobrze, że nie jestem umysłową amebą jak pewien recenzent z serwisu IGN i grę zapisywałem na przynajmniej kilku slotach. Gra to świetna pozycja na 8/10, ale według mnie zdecydowanie nie jest to pretendent do GOTY :) Persona 5 FTW.

21.05.2017 09:43
odpowiedz
1 odpowiedź
Camelson
9
Generał

Gierka jest świetna, ale moim zdaniem po dłuższej grze (gdzieś tak jestem po 14 godzinach, bo w międzyczasie CIV-ka 5 wpadła i się zakochałem) wkrada się pewna monotonia i spadek tempa. Gra ma klimat, ma fajnych przeciwników, prawie nic bugów (serio, gram na 14 h i naprawdę nic nie zauważyłem, świetny styl oprawy graficznej, MUZYKĘ (od Life is Strange nie pamiętam tytułu, który muzyką wywoływałby u mnie ciarki na plecach), ale jednak czegoś brakuje tej grze do takiego Bioshocka czy System Shocka. Może tego, że gra po prostu wyszła po nich?

Niemniej, w takiej cenie w jakiej lata naprawdę warto.

21.05.2017 13:36
AntaresHellscream
44
Pretorianin

W sumie tutaj tempo nadajemy sobie sami - sam miałem taki moment, że zacząłem się kręcić bez celu i zapomniałem o wątku głównym, ale zapewniam, że im bliżej końca tym bardziej atmosfera się zagęszcza :D

21.05.2017 10:19
odpowiedz
1 odpowiedź
marcing805
106
PC MASTER RACE

Pierwszy Prey to gra z 2006 nie 2002 roku.

21.05.2017 13:34
AntaresHellscream
44
Pretorianin

Racja, dzięki za czujność! Nie wiem czemu napisałem 2002, bo w scenariuszu do wideo recenzji już sobie wpisywałem poprawnie :P

21.05.2017 13:41
odpowiedz
1 odpowiedź
Hydro2
109
Senator

aszron - żałujesz, że nie jest trudniejsza? Kogo bym nie spytał, to na easy często ginie, a dla Ciebie na na hardzier jest łatwa ? Nie chcę tu niczego oceniać, ale widać, ile niektórzy mają czasu na granie :>

21.05.2017 19:48
aszron
39
Centurion

Pierwsze kilka godzin jest przyjemnie trudne. Potem zbyt łatwo można wykorzystywać słabości przeciwników. Przykładowo wystarczy ulepszyć obrażenia z zaskoczenia i już zabijamy na jeden strzał zwykłego mima przeobrażonego w przedmiot. Już nie mówiąc o mocach, gdzie jak wcześniej napisałem, uderzenie kinetyczne nie tylko zadaje ogromne obrażenia, ale również wywraca fantomy, dzięki czemu możemy spokojnie je uderzyć kluczem, albo dobić nabojem.
Nie chce tu nikogo oceniać, ale jak ktoś ginie często na easy, to musi mieć mocno upośledzoną koordynację wzrokowo-ruchową. Nauczenie się w jaki sposób atakują przeciwnicy można już po 2-3 konfrontacjach. Do tego na stacji leży nie tylko multum apteczek, jedzenia i strzykawek PSI, ale również leczą nas w nieskończoność drony.

21.05.2017 19:10
odpowiedz
2 odpowiedzi
NewGravedigger
107
spokooj grabarza

Gra łatwa z początku nie jest, dopiero później ma się wiele możliwości.

Dla mnie niestety grę zabija odradzanie się z dupy przeciwników, nie wiadomo w sumie dlaczego. Same mimiki też są bez polotu.
Feeling strzelania jest bardzo kiepski.

post wyedytowany przez NewGravedigger 2017-05-21 19:44:30
21.05.2017 20:22
A.l.e.X
103
Alekde

akurat czemu mimików jest coraz więcej wynika z fabuły gry i nic się nie odradza po prostu jest ich więcej.

21.05.2017 22:06
Yarpen z Morii
11
Generał

Jaki byłby sens gdyby przeciwnicy się nie odradzali? Po jakimś czasie chodzilbys po pustej stacji, szczególnie w questach pobocznych przy backtrackingu. Ale zabawa.

21.05.2017 22:04
odpowiedz
Malaga
61
ma laga

NGD

W Bioshocku przeciwnicy też się odradzali, ale dzięki temu czułeś że otaczający Cię świat żyje i przeciwnicy swobodnie się po nim poruszają.

21.05.2017 22:10
odpowiedz
NewGravedigger
107
spokooj grabarza

Tak, ale nie było takiej sytuacji jeśli dobrze pamiętam, że zabijam wszystkich, wychodzę poza stację na 5 minut, wracam i w pomieszczeniach nie dość, że są nowe mimy, to jeszcze wrogie roboty. Jak dla mnie zabija to całkowicie imersję - odradzanie jak najbardziej, ale z głową. Zresztą z tego co widzę gra ma tendencję do umieszczania przeciwników za plecami po otworzeniu czegoś/zabraniu moda/klucza itp

21.05.2017 22:28
odpowiedz
2 odpowiedzi
kęsik
69
Legend

Gram w tego Preya i w sumie nie wiem czym ludzie się tak jarają. Dla mnie to wygląda jak niskobudżetowa podróba jakiegoś half lajfa z grafiką z 2008 roku. Z Bioshocka to ja tam nic nie widzę. Miejsce akcji absolutnie nie dorasta poziomem do Rapture czy Columbii. Klimat i fabułą są meh. Coś się zesrało... ups. Latam se po tej stacji, szukam w zasadzie nie wiem czego i po co. Nawalam wszystko co się rusza kluczem francuskim i wio. Eksploracja jest spoko, gra ma jakieś tam momenty ale to za mało. Po godzinie już mechanika rozgrywki się nudziła i od tego czasu nic nowego nie doszło. Cały czas dokładnie ten sam schemat. Dostajemy jakieś nowe bajery ale w sumie do czego nam one? Mimiki są śmieszne, takie małe pocieszne stworzonka, lubię się z nimi bawić ale to chyba nie o to chodziło. Nie wiem, może potem jest jakoś lepiej ale jak na razie to ten Prey to nic specjalnego.

22.05.2017 18:31
A.l.e.X
103
Alekde

i to jest właśnie problem gier spiraconych ;) kęsik pobrał lata i nie wie o co chodzi, za to jak kupił za 200 PLN mass gniota to wychwalał w kilku komentarzach ;)

22.05.2017 19:12
raziel88ck
117
Reaver is the Key!

Jarają się tym, że Prey jest BioShockiem...

Ciekawe czy gdyby Half-Life 3 okazał się powiedzmy Doomem, czy też by go tak chwalili?

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze