Koniec znanych nam Gwiezdnych Wojen? Decyzja Disneya reakcja fanów oraz przyszłość uniwersum - MaKaB - 30 sierpnia 2014

Koniec znanych nam Gwiezdnych Wojen? Decyzja Disneya, reakcja fanów oraz przyszłość uniwersum

W kwietniu tego roku pojawiła się informacja, która wywołała krzyk przerażenia z tysięcy gardeł fanów Star Wars. Firma Disney jedną decyzją wznieciła burzę w Internecie i doprowadziła do prawdopodobnie największego podziału miłośników tego uniwersum. Upływ czasu pozwala spojrzeć na sprawę chłodniejszym okiem, przyjrzyjmy się sytuacji.

Kadr ze Star Wars: The Old Republic - Deceived Cinematic Trailer. http://youtu.be/YdgmH9Vv2-I

Po premierze Powrotu Jedi uniwersum Gwiezdnych Wojen było stopniowo rozwijane przez książki, komiksy oraz gry, które poszerzały naszą wiedzę o odległej galaktyce. Praktycznie najważniejszy człon tzw. Expanded Universe (dalej EU) przedstawiał czasy pofilmowe, przykładowo mogliśmy zapoznać się z tym, jak Luke reaktywuje Zakon Jedi, co się działo po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci. Przez dobre kilkanaście lat uniwersum Star Wars niebywale się powiększyło, dość powiedzieć, że książki poruszają wydarzenia dziejące się nawet 40 lat po bitwie o Yavin (40 ABY – 40 years after the battle of Yavin).

Tutaj pojawiały się największe obawy fanów dotyczące planów nakręcenia przez Disneya nowych epizodów. Wydarzenia z ostatnich książek (około 40 ABY) wręcz idealnie pasowałyby do wieku starych aktorów. Jednak chyba tylko optymiści mogli wierzyć, że zrealizuje się taki wariant. Po pierwsze, przez tyle lat EU rozrosło się do dużych rozmiarów (samych książek jest pewnie ponad 150 pozycji). Jak przedstawić sytuację w uniwersum, żeby fani niezorientowani w EU się nie pogubili na samym starcie? Uwaga spoiler:

W książkowej wersji wydarzeń Chewbacca ginie, ratując syna Hana Solo, Anakina. Dla „czystofilmowych” fanów byłby to szok i pewnie wzbudziłby małą burzę w sieci. To tylko mały przykład, zatem samo przedstawienia tła wymagałoby olbrzymiej ilości czasu.


Po drugie, EU mimo swoich walorów bywało w wielu momentach niespójne, ot autor jednego dzieła nie uwzględnił tworu kolegi, co zwykle skutkowało przeróżnymi kombinacji, teoriami fanów bądź zastosowaniem typowej zasady w myśl „prawo późniejsze uchyla prawo wcześniejsze”. Na dodatek sam Lucas nieraz potrafił wprowadzić zamieszanie. Również jakość wielu pozycji bywała zatrważająco niska.

W kwietniu 2014 roku Disney zakończył dyskusje wśród fanów i przedstawił oświadczenie, w którym praktycznie przekreślił wieloletni dorobek EU. Zgodnie z zaprezentowanym stanowiskiem aktualnym kanonem (linia wydarzeń, na której będą bazować twórcy) są: wszystkie epizody filmowe, serial The Clone Wars, zbliżający się serial Rebels oraz inne produkty wypuszczone na rynek po tym komunikacie. Wszystkie pozostałe tytuły stały się tzw. Legendami, które nie będą wiążące dla autorów. Co smutniejsze, poza kanonem pozostały również zdarzenia przedfilmowe, a więc m.in. historie z Knights of the Old Republic oraz wciąż funkcjonującego The Old Republic, które w żadnym, większym stopniu nie utrudniałyby prac nad nowymi epizodami. W komunikacie pojawił się ponadto pr-owy bełkot o poszanowaniu dziedzictwa oraz potrzebie wolności twórczej (poniżej ładnie zmontowane mydlenie oczu). O ile z drugim można się jeszcze zgodzić, biorą pod uwagę wspomniane wcześniej kwestie, to pierwsza kwestia spowodowała prawdziwą rozpacz wśród miłośników SW.

Wczujcie się w sytuację oddanego fana, który przez kilkanaście lat systematycznie kupował produkty związane z marką, śledził dzieje tego uniwersum. Jednym ruchem przekreślono jego hobby. Niektórzy powiedzą, że dramatyzuję, że przecież wspomnień nikt nie odbierze, a nowe książki, komiksy, gry mogą być lepsze. Wiele osób zapomina jednak o jednym, chyba najważniejszym aspekcie, a mianowicie CIĄGŁOŚCI HISTORII. To jest to, co prawdopodobnie było najlepsze w EU. Śledzenie losów świata, swych ulubionych postaci rekompensowało dość często niski poziom samych dzieł.  Przykład z świata gier, ile ze swego uroku straciłaby seria Mass Effect, gdyby nie ciągłość historii? Przez te kilka lat każdy na swój sposób zżył się z Garrusem, Tali lub innymi postaciami. Miłośnik Gwiezdnych Wojen zżywał się kilkanaście, czasami nawet więcej lat. Moje szczęście w nieszczęściu, że jestem fanem raczej umiarkowanym i o średnim stażu.

Niektórzy powiedzieliby dosadniej, że EU to prawdziwy burdel ze względu na niespójności, poziom historii, dlatego Disney dobrze postąpił. Po części się z nimi zgadzam, ale można było sytuację rozwiązać nieco łagodniej. Disney co prawda ogłosił, że „legendarne książki” będą wciąż dodrukowywane, ale zabrakło mi jednej zasadniczej rzeczy. Mnóstwo starych wątków pozostaje uciętych (nie chodzi mi o otwarte zakończenia, bo one w wielu wypadkach się sprawdzają), czy naprawdę tak trudno było wydać jeszcze kilka pozycji, które by je dokończyły? Pozwoliłoby to złagodzić ból starych fanów oraz w miarę łagodnie zakończyć ten rozdział Gwiezdnych Wojen. Co otrzymali oddani fani? Oświadczenie, że twórcy szanują dziedzictwo, może będą się inspirować, wrzucą trochę elementów z EU (czyli aktualne Legends), ale to wszystko. Historia ucięta? Co z tego, teraz będzie lepiej.

Dodruki, nowe wydania produktów z EU będą posiadać napis "Legends".
Zdjęcie z http://www.starwars.com/news/the-legendary-star-wars-expanded-universe-turns-a-new-page

Wspomniałem na początku o podziale wśród oddanych fanów, czy jak kto woli geeków. Aktualnie główna linia rozłamu dotyczy tego, czy kupować, śledzić produkty wydawane przez Disneya. O ile filmy wszyscy zobaczą, to z takimi książkami może być różnie. W Internecie wiele osób wylewało żale, zamieszczając zdjęcia ze swoimi biblioteczkami, gadżetami. Wydaje się, że przynajmniej część na stałe zdystansuje się do ukochanej marki. Jest to jednak zbyt mała grupa, żeby Disney musiał się nią poważnie przejmować. Oczywistością będzie powiedzenie, że wraz z nowymi filmami pojawią się nowi fani, którzy nie będą się przejmować jakimiś Legendami i w ten sposób powstanie niestety kolejny podział wśród miłośników: na przedisneyowskich ortodoksów oraz disneyowskich.

Gwoli ciekawostki wspomnę jeszcze o kilku kwestiach praktycznych. Jak encyklopedie fanowskie (jeszcze nie wszystkie) poradziły sobie z tą zmianą? Bardzo prosto, a mianowicie do każdego artykułu dodano zakładkę Legends bądź kanon. Zwracajcie uwagę na to, jeśli będziecie szukać informacji o jakimś zagadnieniu. Drugą, ważniejszą kwestią jest, jak Disney będzie podchodził do produktów wydanych przez Lucas Arts. Czy możemy spodziewać się reedycji starych gier?

Było, minęło?
Zdjęcie z http://starwars.wikia.com/wiki/Star_Wars:_Knights_of_the_Old_Republic

Odnoszę wrażenie, że raczej nie. Niemalże wszystkie siły zostały bowiem przerzucone na nowe epizody i produkty powiązane, to one będą skupiać największą uwagę jako generujące olbrzymie zyski. Wracając jeszcze do książek, to warto wspomnieć, że wyd. Amber wedle dostępnych informacji negocjuje warunki wydawania nowych tytułów w Polsce. Na razie mamy do czynienia z okresem przejściowym, wiele pozycji jest mocno przecenionych. Jeśli chcecie uzupełnić „legendarną bibliotekę”, to teraz macie dobry moment.

Czytając tekst, można wywnioskować, że jestem niezadowolony z decyzji Disneya i to będzie prawda. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że przyszłość, nowy rozdział Gwiezdnych Wojen wygląda całkiem obiecująco (przede wszystkim dla nowych fanów). Deklaracje większej dbałości o spójność kanonu, dobra passa ostatnich filmów Disneya, angaż Johna Williamsa do skomponowania ścieżki dźwiękowej nowych epizodów, produkcja gry Star Wars: Battlefront przez studio Dice przemawiają za opinią, że korporacja zadba o przynajmniej porządny poziom nowego rozdziału „odległej galaktyki”. Mam pewne obawy, czy marka jeszcze bardziej się nie zinfantylizuje, chociaż za rządów Lucasa też nie było dobrze w tym względzie. Liczę również na to, że nowe epizody zachowają klimat, ale i wprowadzą świeżość zamiast kopiować na siłę Starą Trylogię. Na ten moment musimy uzbroić się w cierpliwość. Dopiero za dłuższy czas przekonamy się, jakie niespodzianki zgotuje nam Moc.

MaKaB
30 sierpnia 2014 - 14:17

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
30.08.2014 15:47
Lupus007
13
Legionista

W pełni się zgadzam. Jednakże warto nadmienić jeszcze jeden wątek: rozpaczliwe błagania i akcje z petycjami niektórych fanów o to, by w ramach "Legends" również kontynuowano wydawanie nowych powieści, jak choćby anulowanej a wyczekiwanej przez wielu "Sword of the Jedi". Niestety takie błagania nie tylko ośmieszają tę część fanów bardziej niż Disneya, ale też nie zmienią podjętej decyzji. Musimy nauczyć się żyć z faktem, że nigdy nie dowiemy się co dokładnie miał na myśli Luke Skywalker w swojej przepowiedni dotyczącej Jainy Solo, czy z tym, że nigdy nie dowiemy się jak zginęli nasi ulubieni bohaterowie (bo i takie powieści planowano), że nigdy nie będzie puenty tej konkretnej linii czasowej. Osobiście boli mnie to, że nigdy nie zobaczę wymarzonej trylogii filmowej złożonej z dwóch serii "Nowej Ery Jedi" i "Dziedzictwa Mocy", która nie tylko spajałby w jedną całość dwie bardzo dobre (choć dość nierówne) serie, ale dałaby możliwość wykonania filmów mrocznych, wielowątkowych i rozbudowanych psychologicznie. Trzeba po po prostu czekać, tupanie nogami i ciągłe narzekanie na to "co ten wstrętny Disney zrobił" nie pomoże. Niech Moc będzie z nami wszystkimi!

30.08.2014 16:29
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

Niestety takie błagania nie tylko ośmieszają tę część fanów bardziej niż Disneya, ale też nie zmienią podjętej decyzji.
A niby co jest śmiesznego w tym, że fani chcą przeczytać zakończenie historii, która ciągnęła się już przez 10 książek (9 tomów FotJ i Crusade)? Nie, żeby FotJ było wybitnie dobre, ale nie ma żadnego powodu, dla którego Legends nie mogłoby pożyć jeszcze przez rok. Zahn miał w planach trzy książki, które mogły okazać się całkiem niezłe (trzeci tom Hand of Judgement, "rodzinna" historia Luke'a, Mary i Bena oraz osadzona po FotJ książka o klonie Thrawna pomagającym Benowi w walce z nieznanym wrogiem). Z komiksowych serii mogłyby jeszcze trochę pożyć Knight Errant, Lost Tribe of the Sith i Dawn of the Jedi.

Osobiście boli mnie to, że nigdy nie zobaczę wymarzonej trylogii filmowej złożonej z dwóch serii "Nowej Ery Jedi" i "Dziedzictwa Mocy"
Jedna z niewielu dobrych rzeczy związanych z restartem EU to właśnie wypierdolenie z hukiem LotF z kanonu, podobnie jak wcześniej z hukiem odeszła niepoczytalna autorka odpowiedzialna za kształt całej historii. Bazujący na LotF film "bardzo dobry", "mroczny" i "rozbudowany psychologicznie" raczej by nie był.

30.08.2014 18:32
Ambitny Łoś
odpowiedz
Ambitny Łoś
140
Cthulhu

Mi to przypomina restarty serii, takie jak na przykład w przypadku DC (New 52), czy Marvela (NOW). Jakoś trzeba przeżyć, czasami nawet wychodzi to na dobre. Tam też niby wszystkie wydarzenia są nieważne, ale jednak okazuje się, że cześć starych rzeczy wliczana jest do kanonu. Możliwe, że Disney wyda niektóre stare komiksy czy książki pod nowym szyldem.

Gdzieś ostatnio czytałem, że nowe Gwiezdne Wojny bedą rozłożone na masę rożnych mediów i mocno ze sobą powiązane. Oby się udało.

31.08.2014 09:27
Czarny  Wilk
odpowiedz
Czarny Wilk
77
Bo jestem czarny

GRYOnline.plTeam

@Ambitny Łoś:
Gwoli ścisłości, to Marvel NOW nie jest restartem a jedynie punktem startu przyjaznym nowym czytelnikom - wszystkie poprzednie historie pozostają w kanonie. Oczywiście pomijając te, które wyczyszczono przy innych okazjach, jak nieszczęsne spidermanowe "One More Day"

31.08.2014 10:04
odpowiedz
Blackhawk
70
Konsul

Zawsze mnie zastanawiało jak udaje się zachować spójność w historii w takich seriach jak SW czy uniwersum Marvela. W to drugie zacząłem się nawet wkręcać, czytałem komiksy według znalezionych w google 'reading orders', ale po jakimś czasie odechciało mi się - miałem wrażenie, że cały czas coś mnie omija i że czegoś nie kumam, pojawiali się nowi bohaterowie i wątki z przeszłości których genezy nie znałem i strasznie mnie to wkur*** bo za każdym razem sięgałem do wikipedii marvela, a tam każdy wątek który szukałem rozdrabniał się na pierdyliard innych wątków. To uniwersum jest tak olbrzymie, żeby na prawdę pojąć wszystko trzeba by było poświęcić o wiele więcej niż byłem w stanie.

Po za tym filmowe uniwersum Marvela chyba też jest mocno zmodyfikowane pod takim względem żeby zaspokoić najbardziej zagorzałych fanów ( co i tak pewnie nie jest dla tych fanów wystarczające ) a ludzi którzy po prostu chcą się przejść do kina i obejrzeć fajny film akcji.

31.08.2014 16:25
berial6
odpowiedz
berial6
104
Donut Hole

@Blackhawk
Bo w marvelu wszystko się przeplata, plus marvel i DC co kilka lat organizują rebooty.
A uniwersum SW jakoś 30 lat wytrzymało bez rebootowania- bo wzięło się za to jedno wydawnictwo (dark horse), które zadbało, by nic się nie komplikowało. Poza tym, timeline SW to jakieś 5000 do 6000 lat, w tym mamy przynajmniej 3 popularne okresy (wojny klonów, The Old Republic i 25 ABY+ aż do Legacy).
No, jeszcze dużo czasu minie aż dowiemy się czegoś o Adasie.... którego teraz pewnie nie będzie, bo Disney wymyśli jakieś Wielkie Pradawne Zło, które kieruje sithami bla bla bla. I nagle z dwóch stron konfliktu, z których w sumie żadna nie jest ani dobra ani zła, zrobi się walka Absolutnego Dobra z Parszywym Złem.
W końcu to disney, w ich filmach (zwłaszcza marvel) są tylko 2 typy postaci- Praworządny Dobry i Chaotyczny Zły.

A, no i SW to w sumie zbiór wielu różnych historii, z kilkoma ważnymi punktami.

31.08.2014 16:28
deTorquemada
odpowiedz
deTorquemada
192
I Worship His Shadow

Co to za tragedia - rebooty muszą być :)

Edit: Acha - a smutek fanów ? No cóż .. pieniądze moi drodzy, pieniądze :] Sorry no bonus :D

31.08.2014 16:48
MaKaB
odpowiedz
MaKaB
31
Centurion

@Mephistopheles
Może mam specyficzny gust, ale mi Dziedzictwo Mocy nawet się podobało (zwłaszcza fragmenty dotyczące Mandalorian). Seria była nieco za długa, a i niektóre momenty wydawały się naciągane, jednak do gniota LoTF jest daleko.

@Blackhawk
Od siebie dodam, że również książkami przez większość czasu zajmowało się jedno wydawnictwo (Del Rey; Dark Horse wypuszczało komiksy).

@deTorquemada
Reboot da się jakoś przeżyć, ale można było zrobić to znacznie łagodniej, kończąc przynajmniej cześć starych wątków. O ile dobrze kojarzę, to w przypadku innych marek (DC?) starano się to przeprowadzić nieco taktowniej.

31.08.2014 16:55
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
195
Legend

Ale Disney zabronil pisac dalsza czesc EU?

31.08.2014 17:04
MaKaB
odpowiedz
MaKaB
31
Centurion

@r_ADM
To jest dobre pytanie. Disney posiada prawa do marki. Z ich komunikatów wynika, że książki, komiksy z EU będą tylko dodrukowane, a siły zostały skupione na nowych tytułach okolofilmowych przygotowujących atmosferę pod nadchodzące epizody. Nie są zatem zainteresowani rozwojem EU, a że bez zgody firmy nic nie przejdzie, to stara wersja uniwersum została de facto "zablokowana". Bardzo chciałbym zobaczyć jakieś pożegnalne produkty, ale nic nie wskazuje na taką możliwość.

31.08.2014 17:14
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
195
Legend

To, ze ma prawa to jedno, ale przeciez Del Rey to osobny byt wiec spokojnie mogliby im dac mozliwosc kontynuowania EU a 'nowe' zlecic innemu wydawnictwu, innym autorom tego samego albo i tym samym bo podejrzewam, ze tego typu literature pisza tasmowo. To wszystko przy zalozeniu, ze bylby popyt.

Jednym problemem jaki widze jest widzimisie Disneya by uspojnic uniwersum.

31.08.2014 19:09
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

[6]

timeline SW to jakieś 5000 do 6000 lat
Raczej jakieś 26000.
Dawn of the Jedi - 25793 BBY
Lagacy Volume 2 - 139 ABY

A chaotyczny zły w MCU był chyba tylko Abomination.

[8]

Fragmenty związane z Fettem i Mandelorianami były dobre, bo Karren Travesty zakochała się w nich i zrobiła z nich trzecią siłę Galaktyki (mimo że przez 4000 lat po Revanie nie mogli się pozbierać, a Vongowie wybili większość tego, czego nie wybiło Imperium). Cała reszta to bajdurzenia kobiety, która nie miała bladego pojęcia o EU, bo sama przyznawała, że nie czytała wcześniejszych książek. Stąd takie kwiatki jak

spoiler start

Bobba Fett przedstawiony jako największy zabójca Jedi w historii (zgodnie z kanonem, nigdy nie zabił żadnego Jedi), bezsensowne przejście Jacena na Ciemną Stronę (potrzeba było FotJ, żeby jakoś to wytłumaczyć), głupia śmierć Pellaeona, skrajnie kretyńska śmierć Mary, przedstawienie Dalli jako wybitnej przywódczyni i stratega (chyba najbardziej hardcorowe zagranie w całej serii) i zrobienie z Jainy (kobiety, która wcześniej prowadziła do zwycięstwa szwadrony myśliwców przeciw Vongom) idiotki, którą musiała szkolić mała dziewczynka.

spoiler stop

Nie trzeba było długo czekać, aby dowiedzieć się, dlaczego Traviss zaaranżowała to w ten sposób. W swoich książkach dziejących się w czasach Wojny Klonów wymyśliła sobie, że klony są w rzeczywistości niewolnikami, a Jedi to oprawcy, którzy nie różnią się niczym od Sithów (musiała pominąć fakt, że klony były odgórnie uwarunkowane do udziału w wojnie). Kiedy serialowe CW zretconowało wątek Mandelorian, Traviss dostała niemiłosiernego bólu dupy, bo najwyraźniej dopiero wtedy dotarło do niej, że nieładnie jest tak nasrać na czyjąś pracę. Jakiś czas później zaczęła ciskać na oficjalnych forach i swoim blogu obelgami. Fanów Jedi nazywała m.in. talibami i nazistami, po czym kasowała swoje posty (albo to moderacja kasowała, mniejsza z tym). Można domniemywać, czy miała być to forma złożenia wymówienia, czy ból dupy o to, że wcześniej po cichu ją wywalono.

tl;dr: Legacy of the Force to nie historia o Drugiej Wojnie Domowej, tylko manifest niezrównoważonej frustratki, która nie ma bladego pojęcia o SW.

Co do porównań z Marvelem i DC. Jak już wspomniano, NOW to po prostu punkt zaczepienia dla nowych fanów, który stara się lekko odcinać od przeszłości, ale dalej dzieje się w uniwersum E-616. New 52 to już faktycznie reboot, ale również w pewnym sensie sequel do Flashpointa, który do tego rebootu doprowadził. Ci pierwszy zachowują spójność dzięki istnieniu nieskończonej liczby wszechświatów, a ci drudzy mają Hypertime, który spina wszystkie światy w jedną całość, bez względu na zachodzące w nich zmiany (wliczając w to tworzenie, niszczenie, scalanie i rozszerzanie się wszechświatów). Disney zrobił po prostu wszystko na odpierdol. Spokojnie można było wywalić jakieś 75% pozycji, bo to i tak makulatura, chłam albo rzeczy, które z SW mają niewiele wspólnego. Po prostu nikomu nie chciało się nad tym przysiąść.

31.08.2014 20:24
r_ADM
odpowiedz
r_ADM
195
Legend

Nigdy nie zaglebialem sie w EU - glownie dlatego, ze nie znalazlbym czasu przerobic takiego backlogu, ale i z obawy jak wyglada spojnosc tych dziesiatek ksiazek. Nieraz czytajac artykuly na wookiepedii streszczenia i opisy niektorych postaci zalowalem, ze nie jestem w to wkrecony bo opisy te byly calkiem fajne, ale mnie Mephistopheles wlasnie z tego wyleczyles ;)

Ale pomijajac te dygresje - czy tam nie ma jakiegos jednego edytora w wydawnictwie, ktory nadzoruje zgodnosc nowych ksiazek z ustalonym kanonem?

31.08.2014 20:59
MaKaB
odpowiedz
MaKaB
31
Centurion

@r_adm
Nie zniechęcaj się, jest trochę książek godnych uwagi i nie wymagających większego wgłębienia się w tło. Pozwolę sobie na autoreklamę tego wpisu: http://gameplay.pl/news.asp?ID=81768

@Mephistopheles
Rozumiem Twój punkt widzenia. Mando w Fotj bardziej odbierałem jako taki języczek u wagi. Obie strony znalazły się w pewnym impasie i w takiej sytuacji nawet mała, zorganizowana siła mogła przechylić szalę wojny. Odnośnie reszty:

spoiler start

Jaina poszła do Boby po kilka nietypowych sztuczek, nie kojarzę, żeby eksponowano go jako mordercę Jedi. Przejścia Jacena lekko naciągane, ale sam pomysł nie był zły: pokazanie do czego doprowadza myślenie, że dobry cel uświęca środki. Śmierć Mary kwestia gustu. Z Daalą masz rację. Pellaeon wątpliwe zagranie.

spoiler stop

.

31.08.2014 21:16
Marek z Lechem
odpowiedz
Marek z Lechem
157
Okoolarnik

zupełnie nie rozumiem tej dramy. Co z tego że jedna historia jest kanoniczna a inna nie? co stoi na przeszkodzie żeby zamykać rozpoczęte wątki i dokończyć historie mimo że są uznane teraz za niekanoniczne? Przecież chyba liczy się historia i to jak jest opowiedziana? To tylko rozrywka, jak historia jest fajna i dobrze opowiedziana to można przy niej miło spędzić czas, jakie to ma znaczenie czy jest kanoniczna? co to właściwie znaczy? Tak jakby Disney miał jakąś moc mówienia co jest prawdziwe a co nie, przecież to Star Wars, oczywiście że to wszystko jest nieprawdziwe, więc co za różnica?

31.08.2014 21:41
odpowiedz
zanonimizowany166638
152
Legend

[13]

Mniej więcej od premiery Trylogii Thrawna działał zespół odpowiedzialny za spójność EU, ale i tak zdarzały się pomniejsze rozbieżności, a pisarzom dawano zbyt wiele autonomii (Kevin J. Anderson jest w tej kategorii już legendą). Tak naprawdę najbardziej o zachowanie spójności dbali sami autorzy - np. Zahn, Karpyshyn, Stackpole, Luceno, czy Miller nigdy nie odwalali chały, a jeśli jeden zapożyczał coś od drugiego, komunikował się z nim w tej sprawie.

Wspomniane LotF to wyjątek od wszelkich reguł, bo ktoś z zarządu postanowił dać Traviss pełnomocnictwo nad "dużą" serią. Według oficjalnej wersji stało się tak dlatego, że jej książki o komandosach Republiki odniosły sukces wydawniczy i Del Ray chciał wprowadzić po New Jedi Order "coś nowego". Ale jeśli sytuacja wyglądała tam podobnie jak obecnie w branży gier indie, to bardziej prawdopodobne jest, że jakiś SJW chciał koniecznie posadzić tam kobietę albo Traviss dała komuś dupy. Wszystko jest możliwe.

Jeszcze zabawniejsze rzeczy w kwestii utrzymania ciągłości działy się, kiedy do akcji wkraczał flanelowy dziadzio. Albo zawracał ludziom dupę o zupełnie nieistotne szczegóły, albo stwierdzał, że ma wszystko w dupie i umieszczał w filmie jedno zdanie, które później próbowało naprostowywać po kilku autorów. Jedynym argumentem zawsze było "bo tak".

[14]

spoiler start

Nie pamiętam, który to był tom, ale w LotF padło zdanie, że to właśnie Boba Fett zabił więcej Jedi, niż ktokolwiek inny. To był właśnie powód, dla którego Jaina się do niego zgłosiła.

Cały motyw z treningiem Jainy to jeden wielki absurd. Właśnie dlatego, że Mandelorianie nie mieli bladego pojęcia o walce z użytkownikami Mocy, bo ostatnio walczyli z takimi jakieś 4000 lat wcześniej. Sam opis treningu to też bełkot. Do tego nie potrzeba było wciskać Mandelorian. Poza tym - Jacen w LotF jest przepakowany do tego stopnia, że można go nazwać jednym z najpotężniejszych Sithów w historii - zna wszystkie style walki i opanował niemal wszystkie techniki użycia Mocy. Czy w takim wypadku naprawdę najbardziej sensownym rozwiązaniem było zwrócenie się do Fetta, zamiast do Luke'a?

Co do samego Caedusa - tak, pomysł był dobry. Ale co z tego, skoro spieprzono go już w okolicach drugiego - trzeciego tomu? Według Lumiyi (jak głęboko musieli babrać się w szambie, żeby wyciągnąć tę postać z beznadziejnych komiksów Marvela?) powinien zabić kogoś, na kim mu zależało, żeby przejść na Ciemną Stronę (nie przypominam sobie, żeby Revan, Malak albo Bane tak robili, ale mniejsza o to). Ale Marę wybrał właśnie dlatego, że mu na niej nie zależało. Żelazna logika Karen Traviss kontratakuje! Samo to, że doszło do pojedynku, również jest dowodem na idiotyzm tej historii. Nie było żadnego powodu, dla którego Mara poszła tam samotnie. Przebieg pojedynku również pozostaje kwestią dyskusyjną.

spoiler stop

Do minusów można dodać jeszcze, że zupełnie olano reperkusje inwazji Vongów (tylko Allston wspomniał o tym później w Mercy Kill). No, ale Karen nie czytała NJO, więc nie można się czepiać.

Dodam jeszcze, że kolejna "duża" seria - Fate of the Jedi - choć żadnym objawieniem nie była, to przynajmniej podeszła z szacunkiem do uniwersum i bardzo umiejętnie wplatała elementy z Lost Tribe of the Sith, Clone Wars, a nawet komiksu Legacy. No i naprawiła niektóre szkody, jakie wyrządziło LotF. Zawsze to jakaś rekompensata.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze