Recenzja filmu Dragon Ball Z: Battle of Gods - MaKaB - 14 października 2013

Recenzja filmu Dragon Ball Z: Battle of Gods

Z nowym filmem Dragon Ball Z wiązałem duże nadzieje. Jest to przecież pierwsza kinówka od wielu lat, która może zadecydować o rozwoju marki w najbliższym czasie. We wrześniu w końcu nastąpiła premiera płytowa tej produkcji, co pozwoliło mi na jej obejrzenie. Czy film godnie kontynuuje tradycję serii, czy wychodzi naprzeciw oczekiwaniom fanów, szczególnie tych pamiętających emisję serialu w RTL 7? O tym w poniższej recenzji.

Akcja filmu dzieje się po pokonaniu Buu, a przed 28. turniejem pokazanym w trzech ostatnich odcinkach serii Z, film zatem bardzo zgrabnie wykorzystuje lukę czasową. Bóg Zniszczenia budzi się z snu, pragnąc odnaleźć godnego siebie przeciwnika. W pracach nad Battle of Gods brał udział sam Akira Toriyama, co doskonale czuć. Szczególnie rękę ojca serii widać w różnorakich gagach, smaczkach, które są ewidentnymi ukłonami w stronę starych fanów. Przykładowo, Kaito jadący wraz z Goku samochodem po swej malutkiej planecie, bezcenne. Historia jest prosta, ale zarazem sprawnie poprowadzona, co sprawia, że widz do końca śledzi film z zainteresowaniem. Postać Boga Zniszczenia, jego motywacje, zachowania przedstawiono wiarygodnie. Obawiałem się, czy będzie pasować do świata DBZ, ale po obejrzeniu filmu moje wątpliwości zostały rozwianie. Strona fabularna stoi zatem na co najmniej przyzwoitym poziomie, a dialogi w zdecydowanej większości nie męczą widza.

Czas na esencję Dragon Balla, walki. W tej kwestii mam mieszane uczucia. Z pewnością są one starannie wykonane, ostatnia sekwencja zapada w pamięć, ale całościowo to nie jest to, czego się spodziewałem. Po pierwsze, pojedynki zdecydowanie za krótko trwają. Nie wiem, czy podyktowane to było ograniczeniem kosztów animacji (wszak łatwiej przygotować statyczną rozmowę niż ciągłą bijatykę), ale odnoszę wrażenie, że ktoś odwrócił proporcje znane z serii, a tym bardziej poprzednich kinówek.

Goku wkurzony, jatka nieunikniona.

Za dużo tutaj gadania, humoru, a za mało zwykłego nawalania. Poza tym sama choreografia walk pozostawia lekki niedosyt. Brakuje nieco dynamiki starć, są one za wolne oraz chyba zbyt „teatralne”. Gdy pojedynek naprawdę się rozkręca, to zwykle następuje przeskok na dalszy plan, nic nie wnoszący komentarz jakieś postaci itp. Wykonaniu takich scen nie mogę nic zarzucić, ale dynamika wręcz ginie. Możliwe, a raczej na pewno przemawia przeze mnie sentyment, ale DBZ bardziej kojarzy mi się z intensywną, choć często przeciętną animacyjnie walką niż nieco napuszoną wirtuozerią w kompozycji scen, ujęć.

Wypada poświęcić jeszcze kilka zdań stronie audiowizualnej. Poza klasyczną kreską animatorzy okazjonalnie korzystają z komputerowej grafiki, która zaskakująco dobrze komponuje się  z resztą. Ponadto w wielu scenach byłem mile zaskoczony szczegółowością wykonania nie tylko postaci, ale i otoczenia, szczególnie spodobały mi się wszystkie ataki z użyciem Ki. Trudno natomiast ocenić ścieżkę dźwiękową. Muzyka względnie pasuje do wydarzeń zaprezentowanych w filmie, ale nic ponadto. Żaden kawałek nie pozostaje w pamięci (poza świetnym „Hero” Flowa), brakuje jakiegoś przewodniego motywu. Ot rzemieślnicza robota bez ikry, szerszego pomysłu, o której nikt nie będzie pamiętał, a wystarczyło zaangażować kompozytora z anime, Shunsuke Kikuchiego albo nagrać nowe aranżacje starych kawałków. Jeśli już coś chciano przygotować coś całkiem świeżego, to chociaż w jednym utworze można było zawrzeć nawiązanie do klasyków.

Mimo wszystko, muszę przyznać, że pozytywnie oceniam czas poświęcony na seans. Film naprawdę przyjemnie się ogląda, cieszą starzy znajomi, staranna warstwa wizualna. Widać też, że Akira Toriyama ma sensowny pomysł na kontynuowanie fabuły z DBZ, co napawa optymizmem i pozwala myśleć o kolejnych kinówkach, a może serii? Produkcja co prawda nie uniknęła kilku wad, ale nie zmieniają one faktu, że Dragon Ball Z: Battle of Gods to dobry oraz obowiązkowy film dla każdego fana przygód Goku i spółki.

7,5/10

PS Film trwa około 85 minut i jest kanoniczny (zaliczany do oficjalnej historii).

MaKaB
14 października 2013 - 17:17

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
14.10.2013 20:53
karczak23
karczak23
13
Legionista

Choć oprawa audiowizualna stoi na wysokim poziomie, to i tak uważam ze to jest najsłabszy film z serii DBZ :( 5/10

Recenzja ok, ale zabrakło tu opinii o SSJG :/

14.10.2013 20:55
michal13225
odpowiedz
michal13225
43
Centurion

Osobiście podobał mi się Battle of Gods, oceniłbym również między 7 a 8 ale nie podoba mi się wykorzystanie generowanej komputerowo grafiki 3D (miasto) i wplecenie w to dwuwymiarowych postaci (moment przelatywania Birusu i Goku przez bodajże West City). Jest to moim zdaniem ochydne i nie pasuje do klasycznej kreski.

14.10.2013 20:58
odpowiedz
zanonimizowany737870
70
Legend

Czas obalić Tego roczny film DBZ, który miał obalić DB GT :P.
Dragon Ball Z: Battle of Gods:
Film miał powalić słabą serię GT na łopatki, a wyszło sam się położył. Ehh Bóg destrukcji o którym ze stałych bogów Kai nigdy nic nie wspominał. Pojawia się Planeta Kaito która przecież poszła z dymem :D, ale mniejsza Fabuła usilnie zmontowana, walki chwilowe, dziwne i widoczne przy nich efekty komputowe, ale to strasznie widać. W żadnej produkcji o tym uniwersum takiej żenady nie dane było mi oglądać. Wracając do walk to tu tez beka. Kot postury Frezzera pyka Goku SSJ3 dwoma hitami okej... Potem Powala Vegetę po czym po chwili Vegeta SSJ2 Nawala Kota i to fes lol i ten tekst Roshiego "Vegeta w końcu przewyższył Goku" Niby jak jak różnią się poziomami :|. Gohan MSSJ również jak Goku pada po chwili. Piccolo załatwiony pałeczkami do sushi pss. No teraz do samego Super Saiyan God. Nie dość, że przemiana mało efektowna to jeszcze tak gadali jakby Legendarny Super Saiyan nie istniał. Wygląd też jakiś lipny fani liczyli na złote włosy i futro, a dostali przeróbkę Kaio-Kena z False Super Saiyan. Na deser Walka na tym poziomie jak wspomniałem wcześniej widoczne efekty komuterowe do tego Niby SSJG miał być silniejszy od SSJ3 a i tak Vegeta bardziej nawalał tego Kocura. Potem Goku walił go jeszcze bardziej na Normalu i SSJ, więc w sumie po cholerę był ten poziom!!??
Ehh Miało być epicko, a wyszedł gniot z jakimiś małymi momentami skoku mocy. Co mi się w tym filmie podobało to humor w szczególności Vegety i to chyba jako tako ratuję ten film przed totalnym dnem. Film miał obalić DB GT, ale autorom coś nie pykło niestety... Ja od siebie daję max 6.0/10.
Filmy z bratem Friezy, Bojackiem, Super Androidem, z Janembą czy choćby Plan Eliminacji Saiyan przewyższają tą produkcję.

14.10.2013 21:05
wojto96
odpowiedz
wojto96
112
I am no one

Potem Goku walił go jeszcze bardziej na Normalu i SSJ, więc w sumie po cholerę był ten poziom

Ale było powiedziane że gdy Goku przechodzi w SSJG to absorbuje całą energię w okół niego i dlatego potem przechodząc do SSJ2 był wstanie walczyć na poziomie ponieważ ta energia była w nim

14.10.2013 21:08
odpowiedz
zanonimizowany737870
70
Legend

Czyli innymi słowy Kaio-Ken. Zresztą sam wygląd to mieszanka Kaio-Kena z False Super Saiyan jednego ze filmów...
Fani liczyli na złote futro i włosy na wzór SSJ4 gdzie na necie pojawiało się mnóstwo takich fanartów, a tu taka lipka.

14.10.2013 21:10
karczak23
odpowiedz
karczak23
13
Legionista

Najważniejsza kwestia, to co zrobili z Vegetą, to żenada ! Vegeta, dumny książę, nigdy by się tak nie poniżył (NIGDY !) nawet jeśli chodzi o Bulme, rodzinę i ziemie, to Vegeta nie zrobiłby tych durnych rzeczy. Jeśli Akira maczał w tym palce, to wcale nie znaczy że autor ma racje. Stworzył dumną i bezkompromisową postać, a w tym filmie zrobił z Vegety kompletnego ciecia ! Z tym nie pogodzę się nigdy !

14.10.2013 21:11
wojto96
odpowiedz
wojto96
112
I am no one
Image

Co racja to racja, gdy pierwszy raz usłyszałem o SSJG to liczyłem coś na wzór tego >>>

Ale sam sposób zdobycia tego poziomu wyszedł moim zdaniem mocno średnio, liczyłem na coś bardziej epickiego

14.10.2013 21:16
odpowiedz
zanonimizowany737870
70
Legend

Sama przemiana była również żenująca, chyba jeszcze gorsza niż przy SSJ4. To SSJ3 przy przemianie potrząsał całą ziemią, Cell na poziomie SSJ2 przy ładowaniu Kamehameha tak samo. SSJG oraz czwartym poziomie kompletnie się nie popisali. Kilka świateł, iskier i basta dziękujemy, a oba oczywiście przewyższają niższe poziomy, ale niestety nie w efektowności przemiany.

14.10.2013 21:23
MaKaB
odpowiedz
MaKaB
31
Centurion

@karczak23
Jest to świadomy zabieg z mej strony. Nie przepadam za recenzjami spoilerującymi istotne elementy fabuły, więc o ile naprawdę sytuacja tego nie wymaga, to staram się pozostawiać ludziom przyjemność jej pierwszego poznania. Niektórzy zapewne nie wiedzą o formie, szkoda byłoby psuć im frajdę.

Co do samego SSJG, to mam neutralne odczucia. Nie przekonuje mnie, ale też nie odrzuca. Sposób "wywołania" formy dość rozsądnie wytłumaczony, wygląd nie do końca mi pasuje, bywały jednak gorsze rzeczy.

@DB Mafia
Legendary Super Saiyan to Brolly, a przypominam, że kinówki z nim są niekanoniczne?, więc wszystko w porządku pod tym względem.

15.10.2013 00:11
cycu2003
odpowiedz
cycu2003
178
Legend

Poza klasyczną kreską animatorzy okazjonalnie korzystają z komputerowej grafiki, która zaskakująco dobrze komponuje się z resztą

Mnie bardzo przeszkadzały te komputerowe wstawki, strasznie sztuczne i strasznie komputerowe. Cały film bardzo nie zawiódł ale i nie zachwycił, kreska za ostra, fabuła powiedzmy że ok. Może liczyłem na więcej ale i tak dobrze że cokolwiek się pojawiło po tylu latach

15.10.2013 09:10
Ghost_
odpowiedz
Ghost_
124
Konsul

Też się zawiodłem na tym filmie. Za dużo humoru choć rozumiem, że to miało działać jako fan service razem z pojawieniem się Pilafa. Masa nieścisłości: wkurzony Vegeta który dostał tyle siły SSJG niemalże, a wiemy, że już raz mu to nie pomogło kiedy Cell zabił Trunksa; Mystic Gohan który nagle może wejść w SSJa mimo, że już nie może tego robić; Goku nagle otrzymał zdolność oddychania w przestrzeni kosmicznej. SSJG liczyłem, że wygląda jak na obrazku od wojto96 czyli coś pomiędzy SSJ3 i 4, a nie rudy kaioken. Vegeta w swojej klasycznej zbroi, z jednej strony fajnie ale z drugiej strony czemu miałby do niej wracać? Walki zbyt krótkie i bez polotu.

15.10.2013 11:35
😁
odpowiedz
zanonimizowany5018
15
Legend
29.03.2015 11:02
raziel88ck
odpowiedz
raziel88ck
138
Reaver is the Key!

Osobiście film mnie zawiódł. Poza kreską i animacją - kiepsko. To już nie to. Nie czuć tej mocy, humor z kolei poszedł w karykaturalną stronę. Walka Goku, a także jego poziom nie robią wrażenia.

Już lepiej się bawiłem przy krótkometrażowym filmiku o Bardocku.

DB Mafia - Nic dodać, nic ująć. Tylko Vegety szkoda, bo zrobili z niego żałosnego pajaca.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze