Co powiecie na dziesięć tysięcy stron nowego króla fantasy - 'Archiwum burzowego światła'? - Pilar - 24 listopada 2014

Co powiecie na dziesięć tysięcy stron nowego króla fantasy - "Archiwum burzowego światła"?

Choć chciałbym aspirować do miana człowieka, który w sferze literatury fantasy czuje się równie pewnie co Michael Phelps w basenie, doskonale zdaję sobie sprawę, że tak nie jest. Nie zrozumcie mnie źle – przeczytałem całą masę książek tego typu, błądziłem po fantastyce tych wielkich, brnąłem w mniej popularne podgatunki, zauważałem schematy i powoli zacząłem się nudzić. Mój młody umysł pełen tendencji do popuszczania wodzy wyobraźni i odlatywania gdzieś do odległych krain, nakreślonych słowem Grzędowicza czy innego Martina, wciąż woli ten rodzaj rozrywki od wielu innych, ale przyznaję – żeby nie zrobić sobie przerwy od tych wszystkich smoków, orków, szlachetnych rycerzy, musiałem znaleźć coś przełomowego. I znalazłem.

O książkach i im podobnych umilaczach mówimy „złodzieje czasu”, ale jest to określenie niepozorne, sugerujące, że pisarz zachodzi nas niepozornie od tyłu, ledwie smyrając nasze kieszenie, gdzie schowaliśmy cenne minuty naszej egzystencji. Z „Drogą Królów” Brandona Sandersona jest inaczej, tu efekt jest piorunujący jak atak całego gangu, brutalny, bezlitosny i w dodatku kończący się w obydwu przypadkach tak samo – bólem głowy (przy czym odpowiednikiem oberwania w potylicę kijem bejsbolowym będzie po prostu nieprzespana noc). Nieufnie podchodziłem do pomysłu wydania kilkudziesięciu złotych na lekturę, która może mi się rozłożyć w najgorszym wypadku na wiele długich miesięcy, bo w moim kodeksie moralnym nie istnieje coś takiego jak nie przeczytanie danej książki, kiedy już ją się kupiło. Mierzyłem się więc z perspektywą przebrnięcia przez bagatela tysiąc stron, wśród których autor musiał zawrzeć coś, co stanowiłoby logiczne wytłumaczenie, dlaczego ostatnio tak wyraźnie skoczył poziom eksploatacji przy-łóżkowej lampki.  

I całe szczęście, Sanderson daje nam więcej niż jeden powód aby płacić podwyższone rachunki za prąd. Na stronicach opasłego tomiska swojej monumentalnej sagi „Archiwum burzowego światła”, która ponoć ma się składać z dziewięciu innych kloców takich samych rozmiarów (mówimy więc o... dziesięciu tysiącach stron), autor zaledwie wprowadza nas do świata Rosharu, tak niezwykle fascynującego i odmiennego od wszystkiego, co kiedykolwiek czytaliście na łamach twórczości fantasy. Jesteście zmęczeni kliszami, które napędzają współcześnie większość powieści osadzonych w jakichś magicznych, fikcyjnych krainach? Dobrze. Znaleźliście się w odpowiednim miejscu. Młody, amerykański skryba wywraca bowiem do góry nogami wszystko, czego możecie się spodziewać w tego typu książkach. Nie będzie więc śmierdzących orków, elfów ze szpiczastymi uszami, nie będzie magii skupiającej się na ciskających ognistymi kulami członkach przeróżnych zakonów.

Roshar, jak łatwo się domyślić, spowity jest w wojennej mgle jak okiem sięgnąć, choć uchowały się jeszcze krainy, gdzie kulturowy postęp sięgnął znacznie dalej niż ten dotyczący choćby naszej cywilizacji. Przekłada się to na fakt, że walka postrzegana jest tam z góry jako przegrana, bo musiały wyczerpać się wszelkie inne, dyplomatyczne ścieżki rozwiązywania konfliktu, skoro do niej w ogóle doszło. Na całe jednak szczęście czytelnika, perspektywy, z których będziemy obserwować akcje w pierwszym tomie „Archiwum burzowego światła” są tak pełne latających kończyn i epickich batalii, jak broda George’a R. R. Martina naszpikowana jest siwymi włosami.      

No właśnie, perspektywy. Mało kto w obecnych czasach decyduje się na prezentowanie ogromnego, zróżnicowanego świata, będącego niejako wymogiem dobrej książki fantasy, z oczu jednego bohatera i nie inaczej jest u Sandersona. Dostajemy więc choćby młodego chirurga, który odkrywa, że znacznie lepiej leży mu w dłoni włócznia niż skalpel, dwóch członków wysokiego szczebla pewnej dynastii, która rządzi jedną z części państwa rwanego konfliktami wewnętrznymi, jak i również zdesperowaną uczoną, którą bliscy wysyłają w świat z bardzo zuchwałym zadaniem, od którego zależy przetrwanie całego rodu. Bohaterem o przygodach robiących jednak największe wrażenie jest pewien skrytobójca, którego wręcz będziecie prosić w myślach, by wreszcie pojawił się na stronicach i zabawił nas kolejną niezwykle klimatyczną sceną.

Wszystkie wątki w pewien logiczny sposób, którego – rzecz jasna – czytelnik może na początku nie zauważyć, łączą się i często usłyszymy jak echo działań tego jegomościa czy tej pani będzie przebrzmiewać w rozdziale należącym do kogoś, kogo akcja toczy się w zupełnie innym miejscu. O wyjątkowości realiów przedstawionych przez Sandersona decyduje jednak kilka innych aspektów, zaczynając na wiarygodności i jednoczesnej nieprzewidywalności aktywności wszystkich bohaterów, brnąc przez niezwykle nietypowe podejście do tematu magii i wojskowej technologii, a kończąc na florze i faunie, jak i kulturze, które są charakterystyczne w każdym z królestw Rosharu.

Każdemu z tych podpunktów należy się kilka słów wyjaśnienia. Pierwsza kwestia jest dosyć oczywista – może nam się wydawać, że skoro śledzimy jakąś część toku myślenia postaci to uda nam się przewidzieć, do czego zmierzają, ale rzadko kiedy jest to tak zero-jedynkowe. Później – budulec każdej powieści fantasy, czyli militaria i czary. Potęga armii jest w Rosharze liczona w bardzo prosty sposób – przez ilość Odpryskowych, których takowa zawiera. Kim są ci panowie? Najłatwiej jest ich porównać do rycerzy, noszących pancerze podobne do popularnych ostatnio nanosuitów, ale tylko w ich funkcjonowaniu, a nie wyglądzie. Każda zbroja tego typu jest bowiem swoistym dziełem sztuki, a w dodatku „doprawiona” Ostrzem Odprysku stawia znak równości między jednym takim wojakiem a całą armią. Technologia ta jest tak zabójcza, że Odpryskowych puszcza się luzem, bo potęga ich uzbrojenia mogłaby również skrzywdzić sojuszników. Nic więc dziwnego, że każda taka „zabawka” jest pożądanym i ekskluzywnym towarem, którego zdobycie (w walce praktycznie niemożliwe dla zwykłego piechura) oznacza gigantyczny awans społeczny.    

Magia jest już zupełną abstrakcją, bo nie będzie tu ciskania niebiańskimi piorunami godnymi Zeusa. Zasadniczo wyróżnia się dwie gałęzie tejże fikcyjnej (?) nauki, wśród których pierwsza daje właściwie możliwość „tworzenia” zasobów drogocennych surowców, co jest ogromną przewagą w politycznym świecie. Druga natomiast... jest jeszcze trudniejsza do wyjaśnienia. Pozwala ona bowiem na „przywiązywanie” siebie bądź jakichś przedmiotów do danej płaszczyzny, co właściwie umożliwia krótkotrwałe unoszenie się w powietrzu, chodzenie po ścianach czy rzucanie przeciwnikami po pomieszczeniu niczym w Gwiezdnych Wojnach. Środowisko, w jakim toczy się akcja „Drogi Królów” zmienia się na przestrzeni całego Rosharu i Sanderson zawarł w nim naprawdę całą masę niezwykłych rozwiązań. Wydaje mi się jednak, że mimo obfitości pierwszego tomu i całej sagi (następna część debiutuje w Polsce pod koniec tego roku) zdradziłem już wystarczająco dużo i po kolejne detale odsyłam do samej książki.

A tej jedyną wadą wydaje się być chyba tylko to, że kiedy spadnie na stopę może człowiekowi zrobić poważną krzywdę. Jest to jednak cena, którą każdy amator fantasy, pragnący przeżyć coś odmiennego od rotujących schematów widocznych w co drugiej książce z tego nurtu, powinien być zdolnym ponieść.  A Wy? Mieliście już kontakt z "Drogą Królów"? Jeśli tak, to czy podoba Wam się ona w takim stopniu, jak i mnie? Apeluję o pozbawioną spoilerów dyskusję, bo i mnie samemu zostało jeszcze sto stron, zanim będę mógł odłożyć na półkę to ciężkie bydle. 

Pilar
24 listopada 2014 - 20:37

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
25.11.2014 18:36
gshas
gshas
40
Centurion

Książkę kupiłem już jakiś czas temu, ale coś nie mogłem ruszyć z czytaniem. Zaraz się za nią zabieram, smaka mi narobiłeś Pilar :)

25.11.2014 18:43
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@gshas: Dzisiaj skończyłem pierwszy tom i mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć - weźcie wszystkie słowa pochwały z powyższego tekstu i podnieście je do potęgi. Ta książka (i jej zakończenie) ociera się o perfekcję na swoim gruncie.

25.11.2014 19:03
berial6
odpowiedz
berial6
103
Donut Hole

Swoją drogą, świetnie napisana recenzja, aż chce się czytać.

No nic, trzeba będzie odstawić pierwszy tom mrocznej kompanii, którą męczę od jakiegoś roku (a i tak jestem na chyba 200. stronie) i zabrać się za Drogę Królów. Martwi jedno- ile autor będzie pisał tę sagę? 10? 20 lat?
Ale powodów za mam trzy- tę recenzję, 1000 stron i 'militarne' dark fantasy.

25.11.2014 19:10
koobun
😁
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Mój młody umysł pełen tendencji do popuszczania wodzów wyobraźni
Oj, wodzu... chyba jednak nie potraktuję tej recenzji poważnie.

25.11.2014 20:34
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@berial6: A ja z kolei po ukończeniu przygody z Archiwum burzowego światła (na tyle, na ile się póki co da) i Lodem Dukaja, wezmę się właśnie za Mroczną Kompanię ;), dzięki za ciepłe słowa.
@koobun: Zawsze niemalże w nocy robię sobie drugą (czy nawet trzecią) korektę, podczas której wyłapuję większość błędów przy pomocy telefonu i zaznaczam je sobie z zamiarem poprawienia ich rano i mimo tego, że owych "wodzów" zauważyłem to po przebudzeniu nie pracowałem na tyle wydajnie, by sobie o nich przypomnieć :P. Przykro mi, że aż tak musiało Ci to zburzyć wrażenie estetyki mojego tekstu.

25.11.2014 20:52
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Tu nie o estetykę chodzi, a o nieumiejętność składania zdań. Po kiego silić się na pretensjonalną stylizację i zdania wielokrotnie złożone? Wychodzą potem, na przykład takie, koszmarki:
"przebrzmiewać (a nie pobrzmiewać?) w rozdziale należącym do kogoś, kogo akcja toczy się w zupełnie innym miejscu".

26.11.2014 15:36
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@koobun: Przykład podałeś marny, bo w żaden sposób nie uzasadniający argumentu o nieumiejętności składania zdań wielokrotnie złożonych. Wytknięcie mi użycia jakiegoś słowa zamiast jego synonimu (bo obydwa widnieją w słowniku języka polskiego i znaczą dokładnie to samo) musi już być oznaką naprawdę sporej ilości wolnego czasu, której Ci serdecznie zazdroszczę i równie dużej potrzeby przypieprzenia się do czegokolwiek, czego już specjalnie nie winszuję. Mój styl jest taki, a nie inny, często polega na budowaniu zawiłych zdań i jest to coś, co dzieje się niezależnie ode mnie, a nad czym próbuję pracować i wszelkie chęci pomocy mi w tym prezentowane przez czytelników naprawdę bardzo doceniam. Nie dotyczy to jednak Twojej wypowiedzi i bardzo bym się cieszył, gdybyś zajął się czymś innym niż doszukiwaniem się jakichś wyssanych z palca pomyłek (co nie znaczy, że ich nie popełniam) w moim tekście. Pozdrawiam.

26.11.2014 23:41
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Podkreślę, boś bęcwał:
do kogoś, kogo akcja toczy się
Pozdrawiam

27.11.2014 13:25
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@koobun: Pogodzę się z tym bęcwałem, ale prosiłbym, żebyś naprawdę znalazł sobie jakieś inne zajęcie niż węszenie w moim artykule.

27.11.2014 15:25
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Mój drogi, udostępniłeś swoje wypociny w przestrzeni publicznej. Nie jest to twój prywatny blog z cyklu: "Cześć, nazywam się Krzysztof, lubię fantasy, ciągutki i wędrówki po górach, a to zdjęcia mojego kota". Musisz więc pogodzić się ze świadomością, że twoje (po)twory zostają poddane ocenie, do której jako czytelnik bloga mam prawo. A ponieważ, z powodu absencji K_Skuzy, awansowałeś na mojego ulubionego grafomana, zamierzam zaglądać do twoich tekstów, by czerpać z nich radość i inspirację.

Poza tym, to żadne węszenie, a zwykłe czytanie. Wystarczy przeczytać zdanie, by wiedzieć, że jest ono koślawe, niegramatyczne lub stylistycznie niepoprawne. Szokujące, a jednak prawdziwe.

Zacznij pisać prostymi zdaniami (proste =/= prostackie), a będzie ci łatwiej zapanować nad podmiotem, orzeczeniem, liczbami, rodzajami i przypadkami. Pozbądź się tej infantylnej, sowizdrzalsko-sienkiewiczowskiej stylizacji rodem z najpodlejszej fantasy, a może nie będziesz musiał się ze mną użerać.
Regards

27.11.2014 15:54
WrednySierściuch
odpowiedz
WrednySierściuch
101
No gods no masters!

ale prosiłbym, żebyś naprawdę znalazł sobie jakieś inne zajęcie niż węszenie w moim artykule.
a po czemu skoro cały ten artykuł jest oparty na tezie nie do obronienia (a w sumie także na hipokryzji)

Jesteście zmęczeni kliszami, które napędzają współcześnie większość powieści osadzonych w jakichś magicznych, fikcyjnych krainach? Dobrze. Znaleźliście się w odpowiednim miejscu. Młody, amerykański skryba wywraca bowiem do góry nogami wszystko, czego możecie się spodziewać w tego typu książkach. Nie będzie więc śmierdzących orków, elfów ze szpiczastymi uszami, nie będzie magii skupiającej się na ciskających ognistymi kulami członkach przeróżnych zakonów.

Tak więc kwestia sztampy: brzydzą cię już te elfy, orki i potworki? ok -co mamy w Archiwum?
otóż za "rasy" uchodzą tu po prostu inne kultury LUDZKIE -czyli mamy sytuacje z najbardziej dennego uniwersum na świecie -Star Treka, gdzie obcy to ludzie w innych kolorach, czy z pomarszczonym czołem
(sekcja rasy)
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Stormlight_Archive
Zdaje się ze jedyna rasa nieludzka to "przeciwnicy" bohaterów
i ty to nazywasz oryginalnym? kpisz sobie?

Zakony i magia- litości -toż to
a)klasyczny zakon Jedi/Sith
b)kontynuacja pomysłu Sandersona na umiejętności "alchemiczne"//allomacje z serii Mistborn
http://pl.wikipedia.org/wiki/Z_mg%C5%82y_zrodzony

Sekcje: The Knights Radiant, Surgebinding
http://en.wikipedia.org/wiki/The_Stormlight_Archive

Na dokładkę działa tu system przyzywania summonów dosłownie "z dupy" (lub z innego wymiaru) -sekcja Spren

Widzisz papilarny -ja wątpię byś ty czytał jedną książkę która ma oryginalne rasy czy system magii (a jest cały gatunek literacki ukierunkowany na oryginalność)
U licha -taka Malazańska księga poległych przebija Sandersona jakieś 100 razy (i to pod każdym względem

27.11.2014 16:55
papilarny
odpowiedz
papilarny
15
Chorąży

@WrednySierściuch: Ale ja nie mam nic przeciwko dyskutowaniu na temat tezy, jaką postawiłem, po prostu kolega wyżej postanowił za wszelką cenę udowodnić moją niekompetencję. Co do rzekomej oryginalności Archiwum, możesz się z nią oczywiście nie zgodzić i to zresztą robisz, ale ja paradoksalnie właśnie doceniam fakt, że postawiono nacisk właśnie na rasy ludzkie, co w obliczu moich dotychczasowych lektur z dziedziny fantasy jawi się jako oryginalne. To, że Ty posiadasz na ten temat znacznie większą wiedzę czy doświadczenie (ba, nawet zaznaczyłem na samym początku, że mimo mojej ogromnej sympatii do tego gatunku, nie jestem w nim jeszcze alfą i omegą), nie powinno mi chyba zabraniać wybierania tego, co ja uważam za świeże, a co z kolei nie.
Pewnie teraz zapytasz, co daje mi w takim razie prawo, aby nazywać coś lub kogoś "nowym królem fantasy" - w Twoich oczach pewnie niewiele. Ja opierałem się na klasyce, którą poznałem do tej pory i którą moim zdaniem Archiwum zdeklasowało. Nie ukrywam, że tytuł jest taki, a nie inny z tego powodu, aby łapać uwagę czytelników, ale cel jest szlachetny - zapoznać ich z polecaną przeze mnie (i nie tylko) sagą fantasy, o której jednak nie mówi się w Polsce jakoś wyjątkowo dużo.
@koobun: Po raz kolejny podkreślę, że ja naprawdę nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek rozsądnej krytyce i wytknięciu konkretnych błędów, Ty starasz się robić to jednak w sposób złośliwy i wręcz przepełniony jadem; ciężko nie odnieść wrażenia, że sprawia Ci to przyjemność. Mój styl jest czymś, nad czym - jak wspominałem - pracuję, ale obawiam się, że jeżeli rzeczywiście tak bardzo zależy Ci na tym, aby "zaglądać do moich tekstów", prawdopodobnie będziesz musiał walczyć z chęcią wydrapania sobie oczu więcej niż raz. Znowu zaproponuję znalezienie sobie innego hobby lub chociaż nabranie nieco przyjemniejszego nastawienia do internautów.

27.11.2014 20:08
berial6
odpowiedz
berial6
103
Donut Hole

@koobun
Nie jest to twój prywatny blog
Nie? Do tej pory myslałem, że gameplay to strona z blogami, na której czasem napisze coś ktoś z GOLa.
I weź sobie na wstrzymanie, nie jesteśmy na jakimś undegroundowym serwisie literackim, tylko na stronie o nazwie gameplay. Kiedyś tu był taki jeden, Kopańko chyba? Spójrz na jego teksty i na powyższą recenzję, a potem wróć dalej nazywać ten tekst 'potworem' i wyzywać autora od imbecylów.

27.11.2014 22:17
koobun
odpowiedz
koobun
42
wieszak

Nie?
Nie.
wyzywać autora od imbecylów
O przepraszam, to twoje słowa.
nie jesteśmy na jakimś undegroundowym serwisie literackim
Bo tylko tam trzeba pisać poprawną polszczyzną <ok>.
Kiedyś tu był taki jeden, Kopańko chyba? Spójrz na jego teksty
A w Somalii dzieci głodują.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze