Batman v Superman: Świt sprawiedliwości - recenzja na NIE - eJay - 30 marca 2016

Batman v Superman: Świt sprawiedliwości - recenzja na NIE

Czekałem na ten film od momentu pojawienia się zajawki na Comic Con w 2013 roku. Tak, wrzeszczałem jak 3/4 uczestników konwentu w San Diego. Odpowiedzią na starannie budowane uniwersum Marvela miało być epickie starcie dwóch ulubionych bohaterów komiksu. Wyobraźnia nakręcała się miesiącami - „Kto z nich wygra? Jak to będzie wyglądać? Czy Snyder podoła?”. Mojej niemałej ekscytacji nie zmniejszył nawet słynny, drugi zwiastun. Ten materiał z perspektywy czasu uważam jednak za obosieczną broń Warnera.

Z jednej strony rozumiem marketingowców studia – wobec wzmożonej ofensywy Marvela musieli strzelić ciężką amunicją. Z drugiej, wyprztykać się z najlepszych pomysłów na kilka miesięcy przed premierą to istne zabójstwo potencjału. Po seansie jestem mądrzejszy o jeszcze jedną myśl – ten zwiastun był desperacką próbą zwrócenia na siebie uwagi. Batman v Superman to po prostu pudło Warnera, jeśli chodzi o próbę ustrzelenia konkurencji. Uważam, że dzieło Zacka Snydera jest rozczarowaniem.

O czym jest ten film? Tego nie wiedział sam reżyser.


Główny problem obrazu Zacka Snydera to chaos. To taka składanka i miks wszystkiego po trochu, podane chaotycznie i bez stylu. Wątki bardzo często prowadzą do nikąd lub są rozwiązywane "bo tak". Mimo władowania do historii licznych intryg oraz polityki, nie wyczułem, aby Snyder miał na te historie pomysł. Po prostu je odbębnia i przecina wstęgę do kolejnego aktu. Jedzie na skróty bo ogranicza go czas.

Dlatego też większa część fabuły nie ma żadnego „powera” i nie budzi emocji, nie kończy się również w godny, ciekawy sposób. Aby to lepiej zobrazować – pomyślcie o queście w grze RPG, który dzieli się na 3-4 mniejsze gadane zadania na 5 godzin, by na sam koniec zafundować walkę z 3 wilkami ginącymi od jednego cięcia mieczem. Mniej więcej to taki sam poziom subtelności.


I dochodzimy wreszcie do tytułowego starcia. Przez dłuższy czas myślałem, że Snyder i spółka będą mocno eksploatować wątek katastrofy Metropolis i początkowo był pod tym względem usatysfakcjonowany – prolog zaczyna się od ratowania przez Wayne'a swojej firmy. Są ofiary, jest ogień, dym i chęć zemsty na Kryptończyku. Zanim jednak przyjdzie obu herosom spotkać się twarzą w twarz, do akcji wkroczy Luthor i szereg szkaradnych nawiązań do Justice League. W rezultacie motywacja Supermana i Batmana gdzieś po drodze zmienia się w papkę. Na ich konflikt składają się w sumie całe 3 sceny:

- wspomniana apokalipsa w Metropolis
- spotkanie na przyjęciu Luthora
- wykrzyczane imię jednego z rodziców (serio!)


Po tym wszystkim są dla siebie najlepszymi kumplami, pewnie gdyby nie okoliczności to w ciągu 5 minut wylądowaliby w pubie na piwku. Pytanie – czy jest to godne dla takich postaci jak Batman i Superman? Czy na to czekaliśmy? Odpowiedź zostawiam Wam.


Nagromadzenie postaci. Duuuuużo postaci.


Ten film nie potrzebował ani Doomsdaya (potraktowanego gorzej niż Venom w trzecim Spidermanie), ani tym bardziej Wonder Woman – ta pojawia się na dosłownie 5 minut, a reżyser i tak rzuca nią z miejsca na miejsce, gdy zachodzi taka potrzeba. Cała sala ryczała ze śmiechu w momencie, gdy nowa bohaterka w ciągu kwadransa potrafiła przebrać się w piżamę, odczytać ważnego maila, pojechać na lotnisko, doznać olśnienia i wrócić do walki o miasto. Magia montażu robi swoje :)

Najgorsze jednak jest to, że nadmuchiwanie uniwersum to dla Snydera fetysz. Na krótką chwilę pojawiają się m.in. Aquaman, Flash, Cyborg i Jimmy Olsen, ale ich obecność jest daremna, często prowadzi do idiotycznych, niezrozumiałych dla widza scen (jak ten, ze snem Wayne'a). To powinien być film o Supermanie walczącym z Batmanem, albo o Batmanie spotykającym Wonder Woman – tylko wtedy miałoby to sens i wyglądało spójnie.

Wersja reżyserska w drodze, ale już kinowej przydałby się solidny tuning


Snyder nie zna umiaru i męczy przerabianymi motywami z użyciem slow-motion, zupełnie nie interesuje go akcja.W BvS pokazuje tę samą scenę w zwolnionym tempie 2 razy, przy czym zabieg ten kompletnie nie ma przełożenia na fabułę. Gwarantuję wam, że ujęcie spadającego do jaskini Bruce'a będzie wam się dłuuużyć.

Dziwi także niekonsekwentne potraktowanie postaci Batmana. Ze sceny na scenę zmienia się z inteligentnego detektywa w debila, bo chyba tak można tylko określić motyw z wystrzeleniem nadajnika w ciężarówkę Rosjan, by za chwilę próbować ją dogonić Batmobilem. No ale wtedy na pierwszą scenę akcji musielibyśmy czekać do finału... Że co? W filmie za 250 milionów jest tak mało scen akcji? Ano właśnie. Zamiast choćby zalążka wojny mamy masę przegadanych (głównie przez fatalnego Eisenberga) scen. Snyder chwali się, że wersja reżyserska będzie o 30 minut dłuższa, ale co z tego skoro kinowy produkt zmontowano z gracją drwala?

Batffleck nie jest wspaniały, choć zasługuje na solowy film

W sieci roi się od tekstów, które wychwalają Afflecka pod niebiosa i chwalą zupełnie „nową jakość”. Ben ogólnie rzecz biorąc ukradł ten film dla siebie, ale tylko dlatego, że po prostu dobrze wygląda (lekka siwizna robi swoje) w stroju. Bale pod względem „łejnowatości” wygrywa z nim o kilka długości, ale jest to głównie wina kiepskiego scenariusza BvS, który leci ze wszystkim po łebkach.

Co mi się podoba w tym Batmanie to fakt, że zdecydowanie najlepiej poradził sobie ze zmianą głosu. Nolanowskie charczenie byłoby nie do zniesienia. Tu rozwiązano to po prostu tak, jak powinno to wyglądać od zawsze. Podobał mi się także design pojazdów nietoperza, mimo tego, że są one ukazywane w skrajnie nieciekawych ujęciach. Fenomenalnie wygląda również jaskinia Batmana.

Co poszło nie tak?

Odbiór tego filmu mógłby być zupełnie inny, nawet przy zachowaniu obecnej struktury. Po prostu musiałby być następstwem dwóch osobnych filmów o Wonder Woman i Batmanie. Wstawione smaczki miałyby wówczas jakiś sens (niewielki, ale jednak), a ruszenie z projektem Justice League o wiele bardziej intrygujące. Ostatecznie otrzymałem zlepek scen, który prowadzi do wybuchowego finału, ale nie niesie ze sobą żadnej wartości i zabawy. Bardzo fajnie, że Snyder ugryzł ten temat poważnie i nie rzuca w kamerę tanim humorem. Ale powinien zadbać o dobrą narrację, a to w BvS kompletnie poległo. Emocjonująca i efektowna historia o walce 2 kochanych przez miliony skurczybyków zmieniła się w przynudzający twór, który nie posiada tożsamości.

eJay
30 marca 2016 - 21:11

Komentarze Czytelników (29)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
30.03.2016 22:35
1
odpowiedz
Bezi2598
70
Legend

Szkoda, że tak się śpieszą do wydania tego cholernego Justice League, bo widocznie film miał potencjał na więcej. Sam wybieram się na niego w sobotę, ocenię dopiero jak sam go zobaczę, wielu ludziom się podoba więc nie zniechęcam się przez negatywne opinie.

A Iron Man 3 ssie.

post wyedytowany przez Bezi2598 2016-03-30 22:36:04
30.03.2016 22:42
odpowiedz
2 odpowiedzi
Sethlan
68
Oorah!

No, Bruce do jaskini spadał przez bite 10 minut. To miał być jakiś poważny zarzut, czy co? Film trwał dość ponad 2 godziny, a mimo to, zleciał szybko. Ciężko upchnąć wszystko w tak krótkim czasie, ale czy wyszło źle? Nie, jest dobrze, a w porównaniu do Man of Steel jest po prostu świetnie. Film ma bardzo dużo klimatu, porusza ciekawy temat, a motywacje obu bohaterów są jakie są - nie przestają istnieć w trakcie trwania filmu: Bruce w Supermanie widzi zagrożenie, bo co innego, kiedy przez niego na Ziemię przybywają statki obcych, niszczy się pół miasta, giną niewinni ludzie, a w tym bliscy współpracownicy, być może nawet przyjaciele, z firmy Wayne'a? Jak może się czuć w takiej sytuacji? Czy kiedy nie ma konkretnych zagrożeń globalnych, Superman jest koniecznością? Wiadomo, że wypadki i katastrofy się zdarzają - często zapobiega im właśnie Kent, ale przy tym, kiedy przez jego obecność na Ziemię przybywają inni kosmici i niszą wszystko na swojej drodze, zabijając - jak to sam Bruce powiedział: setki, tysiące, później być może nawet miliony - nie należałoby coś zrobić? To przez Supermana pojawia się również Alexander Luthor ze swoimi pomysłami powstrzymania go. Dla Batmana wyjście jest tylko jedno - i jako stary już wyjadacz, siedzący w tym od kilkudziesięciu lat, postanawia zgładzić Kenta - jako ogromne ryzyko, nie tylko dlatego, że przez niego może nadejść kolejne, większe zagrożenie, ale również dlatego, że Bruce nie dostrzega w nim nic z człowieka - a co jeśli obróciłby się przeciwko ludzkości?

Do do Supermana:

spoiler start

Próba nakłonienia Bruce'a do pomocy nie poskutkowała, dopóki Kent nie powiedział mu o swojej matce - to była jego motywacja. Obronienie tych, co kocha - nawet kosztem życia Wayne'a. Sam Bruce natomiast zrozumiał swój błąd, kiedy dowiedział się o zagrożeniu życia "matki" Supermana. Batman obudził w sobie człowieczeństwo i postanowił zaryzykować, powstrzymując się od bestialskiego zabójstwa, nie mówiąc o tym, że gdyby Superman, jakimś cudem przeżył, a jego matka zginęła... dopiero byłby raban. Skrócenie tych relacji wynikało z długości filmu - minus? Jeśli już, to bardzo mały.

spoiler stop

Wonder Woman to postać bardzo poboczna - tajemnicza, nie wiele o niej wiadomo (zarówno sam Bruce jak i widz nie wiele wie) - stąd pojawia się, nieco wygodnie dla scenariusza i reżysera, w odpowiednich momentach - ale czy ujmuje to filmowi? No chyba nie bardzo. A ten minus tutaj, jakoby zdążyła się przebrać i wrócić... o kim rozmawiamy? O kilkuset letniej, mitycznej superbohaterce, okej? To chyba powinno wyjaśnić większość tych spraw, nie mówiąc o tym, że to w pewnym sensie adaptacja komiksu - cięcia, skróty, przeskoki, flashbacki - standardowe rzeczy w zeszytowych historiach. A widownia to naprawdę doborowa, skoro śmiała się z takich rzeczy, to przy żartach o dupie w Deadpoolu musiała pękać ze śmiechu, ha-ha.

Oglądając scenę z nadajnikiem podłączonym do ciężarówki - w trakcie oglądania założyłem, że Batman nie pozostawia wiele losowi i gdyby jakimś cudem ciężarówka zdążyła odjechać, nadal miałby od niej stały sygnał i mógł dotrzeć do miejsca docelowego, prawda? Zdecydował się ich zatrzymać wcześniej, bo i tak też mógł uczynić - w końcu jechał po towar wieziony tym samochodem, a nie tam, gdzie mieli to zawieźć. Ale to już ja tak twierdzę. Nie mówiąc o tym, że dziwniejsze było to, że najpierw podłączył nadajnik, a później zniszczył pół tej ciężarówki, podejrzewam, że razem z nadajnikiem - a ta wciąż jechała dalej.

Naprawdę, w dobie kiedy nowe Star Wars to jakaś obraza dla widza - blockbuster, który jest dziurawy, pełny niedopowiedzeń i głupot takich, jakoby za tydzień miał być kolejny odcinek serialu, pt. Epizod VIII, pojawia się dobrze sklecony, klimatyczny, komiksowy film o dwóch superbohaterach, który do tego dodaje coś od siebie - mrok, poważniejszy ton i podejmuje interesujący temat, a przy tym jest sklecony dobrze - bo umówmy się - jakie ten film miał dziury fabularne? Owszem, miał skróty i uproszczenia (bo nie było na to 6 godzin, tylko raptem niecałe 2,5) - ale to nie zmienia faktu, że jest stosunkowo konsekwentny w tym, co się dzieje. Kiedy to EPVII jest wychwalany pod niebiosa, nie wiedzieć czemu, to BvS dostaje jakieś wydumane baty. Man of Steel zbierał lepsze oceny, a był po prostu tragiczny - coś tu jest po prostu nie tak. Jeśli ktoś nie uniósł chociażby brwi podczas walki Batmana z oprychami, to raczej nie nadaje się do oglądania takich filmów.

Moja ocena to 7-8/10 - jest to bardzo porządny film, który z chęcią obejrzę raz jeszcze w wersji reżyserskiej, na którą szczerze czekam.

P.S - polecam porównać to do The Dark Knight Rises - jak lubię ten film, to w porównaniu do BvS jest wyjątkowo przeciętny - pełen dziur i głupot, a mimo to zebrał pochlebne opinie. O co tutaj chodzi?

post wyedytowany przez Sethlan 2016-03-30 22:51:20
31.03.2016 15:01
odpowiedz
Wielki Gracz od 2000 roku
97
Konsul

@Niedzielny Gracz "Dlatego Marvel nigdy nie zrobi poważnego filmu nacechowanego moralnymi dylematami głównych bohaterów[...]" Że co? Wybacz, ale Marvel już to zrobił w Winter Soldier, a teraz także będzie to w Civil War. A u DC nic takiego nie widziałem. Pewnie zaraz wytkniesz mi Batmany Nolana - sorry, choć filmy te są dobre, to jakoś u Bruce nie widziałem jakiś poważniejszych dylematów, prócz tego czy dalej udawać cierpiącego na jakieś zapalenie płuc czy nie.

31.03.2016 15:31
1
odpowiedz
Matysiak G
109
bozon Higgsa

Serial Daredevil mrokiem i powagą zżera peleryniarzy na śniadanie.

31.03.2016 16:37
1
odpowiedz
Kompo
119
Giannis Antetokompo

Mnie śmieszy naiwny scenariusz, na przykład to, że

spoiler start

Superman słyszy wszystko, bicie serca każdego człowieka i w ogóle, więc zawsze ratuje Lois na czas, ale jak mu porywano matkę kilka przecznic dalej to nie zareagował. :)

spoiler stop

31.03.2016 17:01
-1
odpowiedz
A.l.e.X
100
Alekde

eJay - wątpię aby ktoś kto poszedł do kina nie wiedział nic na temat BvS, ale jeśli tak to mogę się zgodzić ktoś kto nie zna tych postaci mógłby się zastanawiać czemu Superman to Superman, a Batman to Batman itc. itc. no cóż z tym muszę się zgodzić i to jedyny nasz wspólny punktu w twojej recenzji. Gusta są różne - dla mnie osobiście jeden z najlepszych filmów o superbohaterach dobrze wpasowany w moją ulubioną ostatnią trylogię Batmana. Np. Avengers 1, a tym bardziej 2 to dla mnie słabe filmy, a IM3 to nawet nie słaby film tylko żelazny gniot :) ale wiem że tak samo jak mi się nie podobał IM3 tak samo dla wielu osób się podobał :)

31.03.2016 17:53
odpowiedz
Iselor (Łódź)
94
Generał

Avengersi słabe filmy? Ciekawe.

Na BvS wybiorę się wkrótce. Kilka uwag:
Batmany do tej pory trzymały przyzwoity poziom zwłaszcza Powrót Batmana i Mroczny Rycerz (Batman Forever i Batman i Robin to wyjątki i możemy je traktować jako komedie - niezamierzone ale trudno). Jednak Marvel wysoko stawia poprzeczkę i DC może mieć problem, nie ma tak ciekawych postaci i tak rozbudowanego uniwersum.

Co zaś do Gwiezdnych Wojen to najnowsza odsłona jest taka jak poprzednie: sztampowa i pełna dziur fabularnych ale z fajnymi postaciami i klimatem. To wystarczy. I tak ogląda się ją lepiej niż np. Powrót Jedi gdzie elitarne oddziały szturmowców nie dają rady miśkom wielkości niziołków z dzidami.

31.03.2016 18:33
odpowiedz
ste100
34
Pretorianin
5.0

Oglądałem, słaby film.

31.03.2016 20:54
odpowiedz
1 odpowiedź
Goozys[DEA]
137
Legend

- powstanie Doomsdaya. Lex nazywa go tak...bo? Jakieś uzasadnienie. Juz pomijam fakt, że geneza to wypiszc wymaluj The Incredible Hulk i Abomination.

Ogladalem film z niemieckim dubbingiem, wiec byc moze inaczej przetlumaczono kontekst, ale w tej wersji jezykowej Lex nie nazwal Doomsdaya w ten sposob, a jedynie stwierdzil, te oto nadszedl "sadny dzien" dla Supermana. Z angielskiego "sadny dzien" to wlasnie "doomsday". A jako, ze bestia swojego imienia nie posiadala, to widz mogl go sobie wlasnie tak nazwac.

Tak, tak wiem... na kartach komiksow Doomsday, to imie/nazwa postaci, a nie skrot myslowy czy cos w ten desen.

31.03.2016 21:49
odpowiedz
platinium
18
Legionista

Z punktu widzenia fana komiksów DC z 25 stażem w temacie, muszę sie zgodzić z recenzja oraz poruszyć kwestie zgodności z materiałem źródłowym.O ile jestem w stanie do pewnego stopnia zrozumieć Nolanowski fenomen mrocznego i dryfującego w stronę przesadnego realizmu Batmana w poprzedniej trylogii, absolutnie nie mogę kupić podobnej konwencji w stosunku do BvS. Rozumiem poszukiwanie własnego stylu oraz próby dopasowania ikonicznych bohaterów do gustów dzisiejszej młodzieży, ale tworzenie z największego detektywa psychopaty ,który nie panuje nad własnymi emocjami, natomiast z Kal-Ela bezradne dziecko we mgle, przerosło moje limity strawności.Scenariusz pisał chyba ktoś na szybko wertujący historie bohaterów z ostatnich kilkunastu lat, naliczyłem piec oddzielnych historii , które pamiętam z komiksów, oczywiście pocięte, zmiksowane i niestrawne.Dodatkowo Snyderowska wizja Supermana-Chrystusa, stworzona w poprzednim filmie oraz uskuteczniana w tymże, działa mi na nerwy. Uważam , ze obaj panowie powinni poważnie rozważyć dalszy kierunek działań, inaczej pogrążą kinowo dwóch najpopularniejszych Superbohaterów, a przy okazji cale Warner Bros.Podpowiedzią jak stworzyć dobra historie z wałkowanego tysiące razy materiału , jednocześnie zachowując kanon, mogą być komiksy Superman Earth One i Batman Earth One.

post wyedytowany przez platinium 2016-03-31 21:50:16
31.03.2016 23:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Niedzielny Gracz
39
Pretorianin

platinium

Z punktu widzenia fana komiksów DC z 27 letnim stażem w temacie, muszę coś Wam w końcu wytłumaczyć.

Nie da się przekonwertować komiksowej formy na materiał filmowy. Szczególnie taki, który ma być zrozumiały dla popcornowego widza niezaznajomionego z komiksem. Ludzie tego nie zrozumieją.

Skoro wiekszość z Was przerasta nawet wyobrażenie stanu psychiki kolesia, który od 20 lat gania za psychopatami.

post wyedytowany przez Niedzielny Gracz 2016-03-31 23:12:47
01.04.2016 12:44
odpowiedz
Pizystrat
89
VictoriaConcordiaCrescit

Mnie film się podobał, chociaż przyznam, że głównie dzięki Batmanowi. Affleck dał radę i według mnie jest dobrym Batmanem z potencjałem na bardzo dobrego. Tutaj wiadomo, był nieco "ograniczony" a i tak ciągnął film za uszy i uratował produkcję w moich oczach. Bardzo czekam więc na "solówkę" z Affleckiem w roli Batmana. Może to być naprawdę dobry film, a jako, że Affleck wybitnym aktorem raczej nie jest, może rola życia. Oby, trzymam kciuki.

Gdyby nie Batman Afflecka, film byłby raczej przeciętny. Superman czy Wonder Woman tragiczni nie byli, ale w cieniu Batmana. Na + filmu jeszcze walka Batmana z Supermanem, super się to oglądało.
Wiele osób narzeka na Doomsdaya, natomiast mnie on się też podobał. Budził respekt, przynajmniej w moim przypadku.

01.04.2016 15:02
1
odpowiedz
alchemiakr
34
Konsul

Filmy na licencji Marvela są fatalnie nie rozumiem co ludzie w nich widzą, Niedzielny Gracz wszystko ładnie opisał takiego Thora czy Avengers za 20 lat nikt nie będzie pamiętał bo to są sztuczne filmy.

post wyedytowany przez alchemiakr 2016-04-01 15:02:58
01.04.2016 16:43
odpowiedz
Bazylisheq
103
Konsul

Nie oglądałem tego i nie mam zamiaru, ale niech ktoś mi wytłumaczy jaki sens ma walka supermana z batmanem? Ten superman to jakiś sparaliżowany jest w tym filmie? O co chodzi?

01.04.2016 17:26
odpowiedz
Ahaswer
54
ciwun

Komiksowe filmy o superbohaterach są dla mnie straszliwie nudne. Mam nadzieję, że Hollywood wróci do poszukiwania nieco oryginalniejszych treści.
Kwintesencją marności tego "gatunku" jest opisywany tu film, w którym jeden superbohater walczy z innym superbohaterem. Już twórcy Deadpool zauważyli wypalenie się tego nurtu i spróbowali swoją rzecz podać w oryginalniejszej oprawie. Ale to i tak ma krótkie nogi, bo moim zdaniem filmy praktycznie bez treści to rzecz co najwyżej do obejrzenia i zapomnienia.
Ale na razie mamy lekką posuchę, bo jak nie komiksy, to jakieś remake'i, sequele czy inne spin-offy.

01.04.2016 19:33
odpowiedz
qamyk
8
Chorąży

Wszystkie te filmy o super bohaterach są siebie warte, syf i 5m mułu. Za to bajki takie jak Batman The Animated Series albo liga sprawiedliwość to majstersztyk, niestety teraz zastąpili je jakąś kiczowatą papką dla dzieci bez polotu.

02.04.2016 18:16
-1
odpowiedz
Mutant z Krainy OZ
167
Farben
4.5

Obejrzalem dzis, niestety zgadzam sie z recenzja, film jest slaby, tragiczny lex kladzie wszystkie sceny ze swoim udzialem, doomsday z dupy, watki nawet nie pozszywane a pozbijane byle jak gwozdziami. A batman kiepski, nie ma startu do tego z trylogii nolanowskiej.
Man of steel mi sie podobal, mimo ze tez bylo wiele glupot, tutaj juz to nie przeszlo.

02.04.2016 22:20
odpowiedz
Bukary
144
Senator
7.0

Również byłem dziś w kinie. Krótko: myślałem, że będzie gorzej. Film ani zły, ani szczególnie dobry. Myślę, że jakaś dłuższa, lepiej zmontowana wersja reżyserska może być całkiem znośna.

02.04.2016 22:39
-1
odpowiedz
czader--master
7
Generał
4.0

Cienkie jak dupa węża.

06.04.2016 09:54
1
odpowiedz
Mephistopheles
148
Hellseeker

Widziałem wczoraj. Stężenie Snydera w Snyderze przekroczyło wszelkie normy. Na każdą stylową, dobrze zagraną i przedstawioną scenę przypada jakiś durny pomysł, który zaciera po niej dobre wrażenie. Czyli otrzymaliśmy powtórkę z ostatniego nolanowskiego Batmana, który niniejszym został zdetronizowany i nie stanowi już najlepszej definicji tryhardu wśród filmów komiksowych.

Wszystko jest dobrze tak długo, jak dotyczy Supermana i Batmana, czyli w mniejszym lub większym stopniu bazuje na czwartym zeszycie The Dark Knight Returns i gdyby ograniczyć się do tego, film pewnie byłby arcydziełem w swojej klasie. Ale stało się to, czego wszyscy uważnie obserwujący postawę DC mogli się spodziewać. DCCU tak bardzo stara się nadgonić stracony czas, że postanowiło nawalić do BvS tyle nawiązań, smaczków i zapowiedzi, ile tylko się dało. Widzowie słusznie krytykowali Iron Mana 2 za poświęcenie sporej ilości czasu ekranowego na przedstawienie dalszych planów MCU. Snyder nie tylko nie uniknął tego błędu, ale dodatkowo doprowadził do absurdu wrzucenia trailerów kolejnych produkcji w samym środku filmu. Wszelkie dywagacje na temat użyteczności Wonder Woman po prostu przy tym bladną.

spoiler start

I czy mamy rozumieć, że autorem symboli, a nawet imion używanych przez pozostałych bohaterów z JL jest Lex Luthor? Serio?

spoiler stop

Przedwczesne zapowiedzi wątku związanego z

spoiler start

Darkseidem / Apokolips

spoiler stop

też pasują tu jak pięść do nosa.

Następnym dziwnym nawiązaniem do IM2 jest sam Luthor, który jak żywo przypomina to, co zrobiono tam z Justinem Hammerem. Obydwaj zostali odmłodzeni i zamienieni w irytujących, rudowatych hipsterów. Chociaż pozerski Hammer przy Luthorze z ADHD i tak prezentuje się niczym brodaty, dwustukilowy drwal z Kanady przy drwalu od Monty Pythona. Tej ciapy po prostu nie da się zdzierżyć, gdy tylko pojawia się na ekranie. Nawet "Mandaryn", przez którego IM3 okazał się jednym z najsłabszych filmów Marvela, miał więcej godności (przynajmniej przez większość czasu). A ponieważ Luthor stanowi motor napędowy głównej osi fabularnej, skaża swoją osobą praktycznie cały film.

Z przedstawieniem pozostałych bohaterów jest różnie. Batman Afflecka jest świetny. Po niektórych histerycznych opiniach myślałem, że zrobili z niego psychopatę na wzór millerowskiego "I'm the goddamn Batman", ale na szczęście to tylko młodsza wersja millerowskiego TDKR. Superman jest OK. Wonder Woman wciśnięta na siłę. W sumie nie irytuje, ale też nie wnosi do filmu niczego poza obligatoryjną zapowiedzią Justice League. Alfred to najlepsza postać drugoplanowa w historii adaptacji komiksów i liczę na to, że ktoś z zarządu WB postrada zmysły i wyłoży kasę na solową produkcję z jego udziałem (film byłby lepszy od samego BvS). Lois bezużyteczna jak zwykle, ale to nic nowego. Po dziś dzień jej najbardziej wartościową rolą była ta z Kingdom Comes (historia dzieje się bodajże 20 lat po jej śmierci).

spoiler start

Jej jedynym zadaniem w BvS jest chapanie dzidy w finale, a nawet to jej nie wychodzi.

spoiler stop


Doomsday... był. Chociaż niektórych scenach ciężko go wypatrzyć, bo zasłania go jakaś burza żółtych wyładowań elektrycznych, a Snyder rzuca w kamerzystę granatami błyskowymi pożyczonymi od JJ Abramsa. Najbardziej szkoda Mercy Graves, bo chociaż prawie nic nie mówi, to aktorkę dobrali po prostu cudowną. Mam nadzieję, że dostanie główną rolę żeńską w filmie o Alfredzie.

Przez szereg takich raz lepszych, raz gorszych, a prawie zawsze wymuszonych zabiegów, BvS przeradza się w papkę. Snydera wciąż nie stać nawet na minimum subtelności. Chociaż to nic zaskakującego po gościu, który z chirurgiczną precyzją spierdolił kluczowe wątki kilku postaci w Watchmenach, a końcówka, którą dopisał do Tales of the Black Freighter pokazuje wyraźnie, że nie zrozumiał niczego z historii Moore'a, bo swój rozwój umysłowy zakończył gdzieś tak w wieku trzynastu lat. I nie, BvT to nie jest "dojrzałe" podejście do ekranizacji komiksów. O dojrzałości nie świadczy przytłumiona palet barw i brak żartów w dialogach (w sumie jest jeden, powiedziany przez matkę Supermana, umieszczony chyba w najgorszym możliwym momencie), tylko traktowanie widza jak osoby dorosłej. Tutaj mamy powtórkę z TDKR, gdzie "mroczną" formą próbuje się rekompensować ewidentne braki treści.

PS: To nie był żart. Ja naprawdę chcę zobaczyć film o Alfredzie i Mercy.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze