Dzień Świstaka Agenta 47 - czy podzielenie gry Hitman na epizody to zło? - DM - 4 maja 2016

Dzień Świstaka Agenta 47 - czy podzielenie gry Hitman na epizody to zło?

Pocięcie najnowszej odsłony Hitmana na odcinki wydawane co miesiąc wydaje się mieć większy wpływ na odbiór i ocenę gry przez graczy, niż jej jakość sama w sobie. Jakie są wady i zalety takiego systemu? Czy w ogóle są tu jakieś jasne strony?


Hitman od zawsze był rozbudowaną grą dla pojedynczego gracza, oferując szereg misji połączonych wątkiem fabularnym. W najnowszej odsłonie wydawca Square Enix, niczym sam Agent 47 zafundował nam iście szokową terapię, udostępniając stopniowo tylko jedną lokację i stosowne dla niej zadanie. Film pełnometrażowy zmienił się w serial, w dodatku poszatkowany w  amerykańskim, sezonowym stylu - część epizodów ukazuje się w miarę regularnie, część po jakieś przerwie. Zamiast podróży po rozsianych na całym świecie miejscach i czekających tam kolejnych zleceniach, dostaliśmy coś, co można określić po prostu Dniem Świstaka.

Bohater tego bądź co bądź rewelacyjnego filmu przeżywał w kółko ten sam dzień i dzięki połączeniu żmudnej metody prób i błędów oraz ciężkiej pracy, z czasem doskonalił siebie i przebieg tamtych wydarzeń, aż do osiągnięcia upragnionego celu - zdobycia wymarzonej kobiety. Agent 47 nie przypomina Billa Murraya ani fizycznie, ani w wykonywanej profesji i wyznaczonym zadaniu, ale łączy ich niewątpliwie utknięcie w czasowej pętli i konieczność powtarzania tego samego schematu, choć zawsze z paroma urozmaiceniami. Uczucie Dnia Świstaka było niezwykle odczuwalne w pierwszym epizodzie, który niemal więził naszego płatnego zabójcę w czterech ścianach paryskiego pałacu, zawsze o tej samej porze (takie wrażenie pojawia się dopiero po zagraniu w drugi epizod). Konieczność uczestniczenia ciągle w tym samym pokazie mody, oglądania ciągle tak samo schodzącego po schodach Viktora Novikova zbyt szybko stawało się nużąca, a wrażenie powtarzalności zniechęcało do powtórnych prób skończenia misji nieco inaczej. Gdyby tylko twórcy zdecydowali się jeszcze, by w ramach małego Easter Egga, Agent 47 zdejmował u bram pałacu słuchawki z lecącą sobie piosenką „I got You, Babe”

Na szczęście w drugim odcinku to uczucie mija. Wakacyjne miasteczko choć nie duże, pozwala wyobrazić sobie, że to po prostu kolejny dzień pobytu w słonecznej Italii, kolejny leniwy poranek, który zaczynamy na ławce przed ulubioną kafejką. Nie ma wielkiej uroczystości mogącej odbywać się tylko raz, a każdy dzień urlopowicza czy pracownika sklepu lub restauracji i tak jest do siebie podobny w takich miejscach. Hitman - Sapienza to taki mini sandbox, małe GTA w pigułce. Mamy miasteczko i szereg czynności do wykonania, dzięki czemu nawet kontrakty, czyli likwidowanie przeróżnych osobników z całej lokacji stają się ciekawsze i pozwalają dopowiedzieć sobie przeróżne historie do takiej misji. Premiera drugiego epizodu Hitmana naprawdę umożliwiła poczucie się jak płatny zabójca - po kilku tygodniach bezrobocia przychodzi długo wyczekiwane zlecenie i tym razem wciąga na o wiele dłużej niż poprzednio. Czy to więc oznacza, że takie przerwy są dobre?

Giro d'Italia fail

Jak zwykle są dwie strony medalu. Zamiast ograć tytuł w parę dni/tygodni i odstawić na półkę - mamy niejako zapewnioną dłuższą zabawę z Agentem 47. Co jakiś czas dostajemy jakby zupełnie nową pozycję w tym klimacie - być może nawet doskonalszą niż miała początkowo być. Autorzy chcieli się też pewnie upewnić, że spróbujemy zaliczyć misję na wszystkie sposoby przy jakich się napracowali, a nie przebiec przez grę po najmniejszej linii oporu, przegapiając te wyjątkowo pomysłowe zabójstwa. Czekanie jest niestety trochę wymuszone odgórnie, ale jeśli tylko nie tracimy nerwów z niecierpliwości w innych sytuacjach - całkiem znośne do przełknięcia. Kiedy mamy jeszcze po drodze jeszcze inne tytuły do ogrania, nie odczujemy za bardzo „niedoboru” Hitmana. Jednym z powodów tłumaczących cykliczne wydanie była również chęć słuchania komentarzy społeczności graczy i możliwość szybkiej reakcji - wprowadzania pożądanych udoskonaleń w kolejnych odcinkach. Sapienza jest niewątpliwie lepsza od misji w Paryżu, ale nie wiadomo ile zmian wprowadzono rzeczywiście dzięki uwagom odbiorców, a ile było już od dawna gotowych. W maju dostaniemy Maroko i będzie to ostatnia część z tych przewidzianych w pakiecie startowym - pierwotna koncepcja zakładała bowiem wydanie trzech misji jednocześnie. Czy przywitanie z Afryką Agenta 47 będzie równie dobre co włoska robota? Zobaczymy!

Na tym chyba kończy się liczba plusów. Według strony producenta, cykliczne, miesięczne wydawanie nowych map i epizodów dotyczy tylko zapowiedzianego kiedyś pakietu startowego, czyli Paryża, Włoch i Maroka. Tajlandia, Stany Zjednoczone i Japonia mają być wydane „later in 2016”, a jeśli weźmiemy pod uwagę, że cała kompilacja ukaże się najwcześniej w styczniu 2017 roku - czas oczekiwania na dalsze odcinki może się wydłużyć. Przypomina to pierwszy sezon The Walking Dead i brak wiedzy kiedy w ogóle dostaniemy dalszy ciąg opowieści. Wprawdzie autorzy przetestowali już naszą cierpliwość, wypuszczając bieżący odcinek  w kwietniu, ale po prawie 50 dniach oczekiwania, tak teraz nie mamy żadnej pewności czy Tajlandia pojawi się w czerwcu, czy może później - w wakacje. Udostępniana co jakiś czas zawartość sieciowa nie jest chyba jeszcze na tyle atrakcyjna, by zapewnić dodatkowe godziny rozgrywki w oczekiwaniu na kolejną część.

Osobną kwestią pozostaje cena i możliwości zakupu - na razie tylko w formie cyfrowej. W najlepszej sytuacji są użytkownicy konsol chcący zdecydować się od razu na pełen pakiet. Ten obecnie kosztuje w Playstation Store 224zł (ze zniżką PS Plus; normalnie 249zł), czyli nawet nieco mniej niż standardowa, pudełkowa gra AAA w dniu premiery. Podobną kwotę muszą niestety wysupłać przyzwyczajeni do trochę tańszych gier użytkownicy komputerów osobistych, skazani na zakup albo w serwisie Steam, albo w sklepiku Square Enix. Gry na PC stają się jednak coraz droższe i powoli taka kwota nie będzie nas dziwić. Problem pojawia się w momencie, gdy nie chcemy nabywać gry w ciemno. Wtedy pozostaje nam jedynie bardzo cierpliwie czekać na opinie o całości, albo kupować Hitmana w pewnym sensie na raty - osobno każdy epizod lub tylko wybrane, płacąc trochę więcej. Intro Pack - zestaw startowy z misją w Paryżu kosztuje około 60zł, a później kolejne odcinki po ok. 30-40zł Upgrade do pełnej wersji to koszt 209zł (PS4) i ok. 172zł (Steam).

Miłość, szmaragd i krokodyl

Gdyby autorzy trzymali się regularnych, z góry ustalonych premier w każdym miesiącu, kończąc sezon w sierpniu - epizodyczna forma Hitmana byłaby nawet ciekawym rozwiązaniem, ale przy tylu niewiadomych i prawdopodobieństwie czekania do Gwiazdki - zainteresowanie całkiem dobrą grą może gdzieś w jakimś momencie po prostu zniknąć, nie wspominając nawet o tym, że wiele osób nie dostrzeże zalet i świetnego klimatu gry samej w sobie, przez panujący szum negatywnych opinii tylko o samym sposobie wydania. Ucierpieć może też fabuła spinająca odcinki w całość. Czy parę kilkudziesięciosekundowych dialogów na przestrzeni 9? miesięcy może w ogóle opowiedzieć jakąś historię? Przerywniki filmowe wydają się na razie trochę enigmatyczne i wyjęte z kontekstu, przez co w kolejnym odcinku czekamy jedynie na to nowe, konkretne zadanie Hitmana, na zwiedzanie kolejnej lokacji, a nie na dalszy ciąg całej historii, a to jednak czyni grę trochę uboższą w porównaniu do wcześniejszych odsłon.

Square Enix zdecydowało się na dość odważny eksperyment, chyba pierwszy raz testując tak długo naszą cierpliwość. Nie sądzę, by właściwe były tu porównania do wersji early access i beta, bowiem autorzy nie wprowadzają zmian do struktur i przebiegu już wydanych misji. Patrząc jednak na wymienione wyżej wady oraz dość subiektywne zalety epizodycznej struktury gry, długi czas między premierami służy niewątpliwie bardziej deweloperom do „polerowania” swojego dzieła, niż graczom. Czy warto dać im kredyt zaufania już teraz? Największych fanów nie trzeba raczej przekonywać do kupna pełnego pakietu, zwłaszcza po drugim epizodzie, a ci umiarkowani mogą albo ze spokojem poczekać, albo zaufać rosnącej jakości udostępnionych misji i poznać zlecenia Agenta 47 jeszcze w tym roku.

DM
4 maja 2016 - 19:29
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
05.05.2016 16:47
Persecuted
101
Legend

Trochę to zabawne, jak wielkie znaczenie w tej branży ma marketing. Moim zdaniem to właśnie on (i tylko on!) zawiódł w przypadku nowego Hitmana.

Zastanówmy się, jak obecnie wygląda klasyczny mechanizm pre-orderowy? Ano tak, że wydawca zapowiada datę premiery gry (przynajmniej przybliżoną) i mniej więcej w tym czasie zaczyna przyjmować zamówienia przedpremierowe, kusząc jednocześnie różnymi dodatkami (steelbook, artbook, skórki, dodatkowe tryby itd).

Efekt jest taki, że nabywca przelewa 100% ceny produktu na konto wydawcy np. w styczniu 2016 roku, mając pełną świadomość, że zagra np. dopiero w lutym 2017. Przez cały ten czas oczekiwania... zazwyczaj nie dzieje się nic. W okresie między wpłatą kasy a premierą gry, w 90% przypadków nie ma już właściwie żadnych interakcji wydawcy z nabywcą, jest tylko oczekiwanie i nadzieja na dobry produkt.

Jak to wygląda w przypadku Hitmana? Bardzo podobnie, z tą różnicą, że ci którzy za grę zapłacili (i to nawet niekoniecznie za całość!), mogą sobie pograć dużo wcześniej w pewien (nieustannie powiększający się) wycinek produktu, bez spełniania dodatkowych warunków (np. konieczności bycia wylosowanym, jak często ma to miejsce w przypadku zamkniętych beta testów różnych gier).

Co więcej, w Hitmanie jest to coś znacznie lepszego od klasycznej bety czy early acces. Użytkownicy dostają co prawda fragment produktu, ale generalnie całkowicie ukończony i dopracowany, stanowiący swoistą mini-całość. Nie trzeba się tam specjalnie użerać z bugami, placeholderami czy brakującymi mechanikami (na zasadzie jeszcze nie ma, ale kiedyś tam będzie). Wszystko jest na swoim miejscu i do dyspozycji graczy.

Wychodzi więc na to, że Square Enix zrobiło graczom przysługę! Mogło zdecydować się na klasyczny model pre-orderowy, ale zamiast tego pozwoliło graczom pograć (i to na dosyć wysokim poziomie) grubo przed ukończeniem gry. Gdyby właściwie rozegrali to PRowo i marketingowo, zamiast gniewu graczy, zyskaliby ich szacunek. Zamiast ogłaszać oficjalną premierę w chwili debiutu pierwszego epizodu, wystarczyło wskazać, że właściwa premiera nastąpi w 2017 roku, a wszyscy Ci, którzy zamówią pre-order, będą mogli do tego czasu, grać sobie w nielimitowaną, systematycznie rozrastającą się (pod względem zawartości) betę.

Co by to zmieniło od strony faktycznej? NIC!(*) Tyle, że wydawca zamiast -50 do wizerunku, miałby +20...

Square strzeliło sobie w stopę. Nawet nie sposobem dystrybucji nowego Hitmana, ale kompletnym brakiem umiejętności "sprzedania" swojej koncepcji graczom (która przecież koniec końców, nie jest taka straszna).

======

(*) Do głowy przychodzi mi tylko to, że taki pre-order można by anulować, czego obecnie się zrobić nie da. Tylko czy anulowanie pre-orderów to faktyczny i realny problem w tej branży, który trzeba w ogóle zwalczać?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-05-05 16:48:03