Dwie świnie wszamiają żarcie podane przez gospdarza. Niestety, za każdym razem, gdy zbliżają sie do końca posiłku, jednej z nich się robi niedobrze i zawartość żołądka ląduje ponownie w korycie. Po kilku godzinach zmagań jej sąsiadka nie wytrzymuje i z wyrzutem kwiczy:
- Jak będziesz tak dolewać, nigdy tego nie skończymy.
Święta Inkwizycja - średniowieczny potwór, pożeracz milionów istnień ludzkich. Taka obiegowa opinia panuje wśród szarego ludu. Opinia podsycana przez literaturę, film, a także gry. Dla Fulko takimi "sztandarówkami", pokazującymi, że kościół wieki temu nawracał zarówno krzyżem, jak i pałą, są dwa kultowe filmy: "Misja" i "Imię róży". Szczególnie ten drugi, nakręcony na podstawie powieści Umberto Eco, jest bardzo przekonujący. Pojawia się w nim bowiem okrutny inkwizytor, krwiożercza bestia, morderca niewinnych - Bernard Gui. Ten łysy mnich z czarną brodą dobrze zapadł w pamięci waszego mistrz pióra. Jakież było zdziwienie Fulko, gdy jakiś czas temu dostał od znajomych w prezencie książkę, której autorem był... Bernard Gui!
Synek Fulko coś ostatnio słabo śpi. Budzi się w nocy z płaczem, jest roztrzęsiony, ciężko go uspokoić i ułożyć z powrotem do snu. Rano natomiast wstaje jakby nigdy nic, twierdzi, że nic mu się złego nie śniło i nic nie pamięta. Po którejś nocnej akcji z kolei wasz mistrz pióra zaniepokoił się już nie na żarty! Może mały jest chory? Może się czegoś boi? Może coś wącha? Fulko postanowił przeprowadzić małe śledztwo. Zmarszczył brwi, zaczął krążyć po pokoju. Po chwili jeszcze bardziej pogłębił zmarszczanie brwi. Jego wzrok spoczął bowiem na konsoli.
Wczoraj minęła 30 rocznica podpisania porozumień sierpniowych. Pewnie niewielu z graczy, którzy jak wiadomo, są gatunkiem stosunkowo młodym, pamięta tamte czasy. A Fulko się pochwali - pamięta. Co więcej, jest kombatantem tamtych czasów, bo brał czynny udział w obalaniu komunizmu. Nie, nie podpisywał porozumień sierpniowych i to nie dlatego, że nie mieszka w Gdańsku. Za młody był. Ale do polityki się mieszał.
Fajny, lekko pikantny, ale nie wulgarny:
Wchodzi chłop do obory, patrzy - leży krowa pęknięta. "Jedyna żywicielka rodziny stracona!" pomyślał z rozpaczą, wziął się i powiesił pod sufitem.
Wchodzi żona chłopa do obory. Patrzy - leży krowa pęknięta, chłop wisi nieżywy pod sufitem. Pod wpływem szoku bez wahania przerzuca powróz przez belkę i nuże - powiesiła się obok chłopa.
Wchodzi starszy syn do obory. Patrzy - leży krowa pęknięta, a nad nią dyndają jego rodzice. Zrozpaczony bez chwili zwłoki dołącza do grona wisielców.
Masa oglądniętych filmów i przeczytanych książek pozwoliła Fulko ukształtować sobie wizerunek klasycznego rewolwerowca. Opowiedział wam o nim w pierwszej części tego niezwykle interesującego cyklu. Dzisiaj postaramy odpowiedzieć na pytanie, jakim rewolwerowcem jest John Marston, główny bohater gry Red Dead Redemption.
Jaki powinien być prawdziwy rewolwerowiec? Fulko oczywiście wie: taki jak Clint Eastwood, John Wayne, Gary Cooper i Lee Van Cleef razem wzięci. Wasz bard się zna, bo oglądał bodaj wszystkie westerny na świecie (tak, Lemoniadowego Joe też) i przeczytał wszystkie książki o Dzikim Zachodzie, że zużytych na pióropusze babcinych kurach nie wspomni. Piękne to czasy były. Ale mimo, iż latka lecą, Fulczana miłość do coltów nie zardzewiała. Dlatego wasz mistrz pióra Red Dead Redemption kupić musiał. Kupił więc, zagrał i... odrobinkę się zdziwił. Bo główny bohater gry niespecjalnie przypomina słynnych rewolwerowców, których autor tego ciekawego tekstu przechowuje w pamięci. A jakich przechowuje?
Synek Fulko od jakiegoś roku stał się maniakiem gier. Wasz ulubiony felietonista początkowo cieszył się z tego stanu rzeczy - "geny taty, niedaleko pada jabłko od jabłoni" - myślał z dumą. Zadowolenie przerodziło się jednak dość szybko w lekkie zniecierpliwienie, a potem już poważne wkur..zenie, bo co sobie Fulko chciał zagrać, to nie mógł. Smarkacz wisiał co rusz na konsoli. Co było cholera robić, wyrwać z rąk pada i sprać gówniarza? Nie, prawdziwy gracz tak nie robi. Tata kupił synkowi przenośną konsolę.
Fajny, śmieszny, zasłyszany niedawno:
Siedzi baca przed chatą i się waho. Do tyłu, do przodu, do tyłu, do przodu... Przechodzi sąsiad i się pyta: - Co sie tak baco wahocie?
- Ano bo byłem z babą na weselu. Babe zgwałcili, mnie mordę obili i teroz się wahom, cy iść na poprawiny.
Swego czasu na GOL-ach pojawiał się komiks pt. "Królewska 57". Był to niezwykły twór, generował bowiem całe mnóstwo komentarzy. Fulko dyplomatycznie powie, że komentarze były bardzo zróżnicowane. Eeeech... no dobra, nie ma co wciskać kitu. Większość z was uważała komiks za straszne quano, totalną porażkę, żenadę, zero stylu, artystyczne dno itd. Jedynie niektórzy rechotali z zaserwowanego humoru, chwalili pomysł i wykonanie. W dyskusję o jakości "Krolewskiej 57" włączył się nawet profesjonalny autor komiksów, niejaki Śledziu. Kto z was urodził się na tyle dawno, by w latach 90-tych nie wchodzić na stojąco pod szafę, może go pamiętać ze Świata Gier Komputerowych. Fulko uważa, że Śledziowe przygody Mela i Fido ani kreską, ani fabułą nie rzucały na kolana. Co by nie powiedzieć, Janusz Christa to nie był.