Miecze świetlne, mroczni Sithowie, blastery i inne bajery. To tym stoi całe, przeogromne uniwersum Star Wars, które zapoczątkowane przez Georga Lucasa, dzisiaj jest praktycznie wszędzie. A zaczęło się dość niewinnie od hitu kinowego. Popularyzacja motywów znanych z SW stała się podstawową przyczyną ukazania się na rynku różnego rodzaju gadżetów, czy to z głową Dartha Vadera, czy R2D2. Tam X-Wing, a tam Sokół Millenium. Nieważne jednak jak było wcześniej, ponieważ aktualnie przeżywamy jeszcze większe BUM na rzeczy sygnowane popularnym znaczkiem. W tym artykule postaram się przybliżyć Wam skalę tego zjawiska, nie zapominając z jak ogromnym czynnikiem finansowym to się wiąże.
W zdecydowanej większości gier video wcielamy się w postać walczącą ze złem. Mamy zamiar uratować świat, krainę, czy chociażby miasto. W innych produkcjach skupiamy się na zemście, odkryciu tajemnicy, czy przeżyciu przygody. Można powiedzieć, iż ogólnikowo prawie wszystkie dzieła opierają się na wspomnianych wcześniej modelach, pomijając oczywiście MMO, gdzie barykady nie są zawsze jasno postawione. W moim artykule przedstawię Wam kilka świetnych gier, w których to my wcielamy się w „tego złego”.
Moja historia związana z grami video jest dość krótka, nudna i prawdopodobnie tylko w drobnych szczegółach różni się od Waszej. Wszystko zaczęło się od sławnego PlayStation, czy jak kto woli PSX'a. Sprawy potoczyły się w ten sposób, iż dzisiaj, będąc o wiele starszym nadal wiążę gamingowy świat z konsolami. Głównie, ale nie wyłącznie, ponieważ w niektóre produkcje również lubię pograć na komputerze. Oczywiście tylko wtedy, kiedy wymagania produkcji odpowiadają mojemu niezbyt rozgarniętemu przenośnemu komputerowi osobistemu.
Agent 007 to jeden ze współczesnych ikon popkultury. Każdy z nas, nieważne, ile ma lat, kojarzy brytyjskiego szpiega Jej Królewskiej Mości. Po raz kolejny zaszczyt odegrania głównej roli przypada niewzruszonemu panu Danielowi Craigowi. Podobnie stało się z reżyserem Samem Mendesem. Pomimo jednak wszystkich czynników, które miałyby wskazywać na to, iż nowy film Spectre będzie kontynuacją Skyfall, tak się nie stało. W nowej produkcji scenarzyści chcą nas odrobinę zmusić do refleksji nad czynami samego agenta Double – O – Seven, ale do tego przejdziemy za chwilę. Początek to istnie hitchcockowska scena, zaczynająca się od trzęsienia ziemi. Odnoszę jednak wrażenie, że twórcy nie doczytali do końca słów mistrza suspensu, gdyż napięcie powinno nieprzerwanie rosnąć, a właśnie tego ostatecznie zabrakło.