A ile Ty zapłaciłbyś za grę? - Kono - 8 sierpnia 2011

A ile Ty zapłaciłbyś za grę?

Każda dziedzina szeroko pojętego zbieractwa i kolekcjonerstwa ma swoje białe kruki – mityczne okazy, które nie dość, że niezwykle rzadkie, to jeszcze zazwyczaj kosztujące małe fortunki. Spore sumy trzeba zapłacić za pierwsze numery komiksów o superbohaterach, karty do Magic: The Gathering (sławny Black Lotus), ale również i za gry wideo, które zostały wyprodukowane w bardzo ograniczonych nakładach i są smakowitym kąskiem dla kolekcjonerów z zasobniejszymi portfelami. To, ile pieniędzy trzeba wysupłać na najbardziej pożądane tytuły, czasami wręcz szokuje. Dlatego też postanowiłem przybliżyć Wam krótką listę najbardziej pożądanych okazów z dziedziny kolekcjonowania gier wideo.

 

Stadium Events (wersja NTSC) – Nintendo Entertainment System (cena: od 13 do 22 tysięcy dolarów)

Pierwotnie Stadium Events zostało wydane w USA przez firmę Bandai, jako jedna z niewielu gier, które wykorzystywały Family Fun Fitness (znany również pod nazwą Power Pad). Była to specjalna mata, która miała służyć jako kontroler w grach „fitnesowych”. Nintendo szybko zwietrzyło pomysł na świetny biznes i postanowiło wykupić od Bandai prawa do gry, a następnie wydać ją pod nazwą World Class Track Meet. Japoński koncern (w obawie przed dezorientacją klientów) zadecydował o wycofaniu i zniszczeniu wszystkich egzemplarzy Stadium Events. Okazało się jednak, że 200 kartridżów z grą zostało sprzedanych. Według szacunków specjalistów, obecnie w rękach kolekcjonerów znajduje się kilkanaście sztuk tej gry.

O Stadium Events zrobiło się szczególnie głośno dzięki akucjom na serwisie eBay. Pierwsza z nich została założona przez kobietę z Karoliny Północnej, która podczas porządków w garażu znalazła (wśród kilku innych gier) jeden z istniejących egzemplarzy. Wrzuciła więc wszystko na aukcje i (ku jej zaskoczeniu) zwycięzca zapłacił aż 13 100 dolarów! To jednak nie była najwyższa cena, którą przyszło komuś zapłacić za legendarną grę. Pewien mężczyzna z Kansas znalazł fabrycznie zapakowany egzemplarz Stadium Events i w lutym 2010 postanowił sprzedać go na najsłynniejszym serwisie aukcyjnym. W tym miejscu muszę wspomnieć, że kolekcjonerzy bardzo wysoko cenią sobie oryginalne kartonowe pudełka gier na NESa (same opakowania Stadium Events osiągają na eBay’u wyniki rzędu 10 tysięcy dolarów). Tym samym, niezwykle rzadki okaz zostal sprzedany cenę aż 41 300 dolarów! Zwycięzca niestety nie zgłosił się po odbiór białego kruka. Jednakże, niecały rok po tym zdarzeniu na serwisie aukcyjnym gra w pudełku pojawiła się ponownie. Tym razem, osiągnięta przez nią cena nie była aż tak zawrotna (tylko 22 800 dolarów), ale transakcja doszła do skutku.

Nintendo World Championship – Nintendo Entertainment System (cena: wersja szara – 5000 dolarów; wersja złota – 18 000 dolarów)

Kartridże z tą grą (a raczej składanką trzech gier) zostały wyprodukowane specjalnie na potrzeby konkursu zorganizowanego przez Nintendo mającego na celu wyłonić najlepszego gracza w USA. Japońska firma przeprowadziła turnieje w trzydziestu miastach Ameryki i podzieliła zawodników na trzy kategorie wiekowe. Zwycięzcy poszczególnych grup otrzymali szare kartridże, na których były specjalne wersje Super Mario Brothers, Rad Racer oraz Tetris. Jak łatwo policzyć w sumie rozdano 90 takich kartów. Złote kartridże (w liczbie 26) z tym samym zestawem gier zostały rozlosowane wśród osób, które brały udział w konkursie zorganizowanym przez magazyn Nintendo Power.

Ceny szarych wersji kształtują się na poziomie od 5 do 10 tysięcy dolarów. Największą sumą jaką zapłacono za jeden z 90 kartridżów było 21 400 dolarów. Jednak w tym przypadku kolekcjonerzy uważają, że transakcja nie doszła do skutku. Z 26 sztuk złotej edycji uchowało się tylko 12, a ich ceny na aukcjach wahają się od 12 do 18 tysięcy dolarów za sztukę.

Nintendo Campus Challenge – NES oraz SNES (cena: od 10 do 20 tysięcy dolarów)

Kolejna składanka od Big N, która tym razem została użyta podczas konkursów odbywających się na kampusach uczelnianych w USA. Edycja z 1991 roku zawierała trzy gry (Super Mario Bros. 3, PinBot oraz Dr. Mario) i działała na Nintendo Entertainment System. Wersja z 1992 roku została stworzona z myślą o konsoli SNES i w jej skład wchodziły F-Zero, Pilotwings oraz Super Mario World.  Obydwa turnieje przypominały nieco ten, w którym główną rolę pełniła gra Nintendo World Championship. Niemniej jednak same kartridże były mocno niestandardowe i ich wygląd z pewnością nie można nazwać zwyczajnym. 

Jeśli chodzi o dostępność i ceny obydwu składanek to są one jeszcze rzadsze, niż te z Nintendo World Championship. Aktualnie wiemy, że jest jeden kartridż edycji z 1991. Szczęśliwiec imieniem Rob Walters znalazł go na wyprzedaży w Nowym Jorku w 2006 roku. Trzy lata później znalazł kupca, który wysupłał 14 tysięcy dolarów i odkupił od Roba Nintendo Campus Challenge. Kupiec miał jednak łeb na karku i trzy miesiące później wystawił karrtridża na eBay’u. Zgarnął 20 1000 dolarów. W sprawie wersji z 1992 roku zdania są podzielone. Niektórzy twierdzą, że dwa egzemplarze są w obiegu, inni, że tylko jeden. Z całą pewnością możemy powiedzieć, że jeden znajduje się w rękach Ricka Burnsa, który legendarną składankę zdobył na wyprzedaży w Nowym Jorku (tej samej, na której pojawiła się wersja z 1991 roku).

Air Raid – Atari 2600 (cena: 31 tysięcy dolarów)

Okaz bardzo ciekawy, bo jest to jedna z niewielu gier na poczciwą Atarynke 2600, która znajduje się na radarze kolekcjonerów. Air Raid był jedynym tytułem wydanym przez firmę Men-A-Vision (lub MenAVision). Z pozoru jest to zwykły shooter, jakich pełno w tamtych czasach powstawało. Air Raid wyróżniał się oryginalnym kartridżem (ze zgrabnym „trzymadełkiem”), ładnym obrazkiem go zdobiącym oraz bardzo skąpym nakładem.

Ostatni raz Air Raid widziano na eBay’u w kwietniu 2010 roku. Sprzedawca oferował nie tylko grę, ale i oryginalne pudełko!  Zwycięzca musiał (a raczej chciał) za ten niezwykle rzadki zestaw zapłacić 31 600 dolarów. Aktualnie mówi się, że od 5 do 12 kartridżów jest w posiadaniu kolekcjonerów (głównie w Stanach Zjednoczonych).

Kizuna Encounter – Neo Geo (cena: 13 tysięcy dolarów)

Po pierwsze: system. Neo Geo ciężko uznać za mainstreamową konsolę. Już sama maszynka, uważana za domowy automat arcade, jest pożądanym okazem. Kwestia unikalności samej gry również jest interesująca. Kizuna Encounter to wyprodukowana przez SNK bijatyka. Niby nic interesującego, bo przecież japońskie studio zrobiło podobnych gier mnóstwo. Kluczową sprawą jest tutaj ilość wydanych kopii tej gry w Europie. Obserwatorzy zanotowali pięć aukcji tego tytułu, a ceny kształtowały się na poziomie 12-13 tysięcy dolarów. Najśmieszniejsze w całej tej historii jest to, że japońska wersja Kizuna Encounter (różniąca się tylko opakowaniem) jest bardzo pospolitym towarem. Co ciekawe, edycja arcade tego tytułu kosztuje na aukcjach… 50 dolarów. Ehh kolekcjonerzy.

To chyba tyle. Oczywiście jest jeszcze kilka mniej popularnych i nieco tańszych kolekcjonerskich perełek, ale o nich może kiedy indziej. 

PS. W świetle tego zestawienia EK Skyrima nie wydaje się już taka droga.

Kono
8 sierpnia 2011 - 12:57
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
08.08.2011 21:21
x173o
35
Pretorianin

dla mnie to trochę za drogie ale szanuje ludzi którzy to zbierają

08.08.2011 21:33
odpowiedz
Hawkeye_75
5
Pretorianin

I pomyśleć że cena Starcrafta 2 wydawała nam się wysoka xD.

08.08.2011 21:36
Strider.
odpowiedz
Strider.
47
Pretorianin

I pomyśleć, że wymiana PC wydawała mi się droga. :)

08.08.2011 21:38
gnoll
odpowiedz
gnoll
139
Simple Man

Kwestia tego że my tu mówimy o kolekcjonerach, a jak wiadomo - tam gdzie się zaczyna hobby, tam się kończy oszczędzanie. Co prawda ja przy nich jestem kolekcjonerski szaraczek, ale jednak i swoje perełki mam, choć takie gry jak oni kupują to nie mój... styl? Tak samo, wybajerowanych kolekcjonerek ala' CoJ The Cartel średnio trawię. Wolę steel boxy, albo coś w stylu Obliviona (czyli takie wielkości standardowego pudełka na gry).

A do tego nieco irytują mnie zdania typu "hahahaha, jak można wydać (xxx) kasy na grę <yyy>". Ja też kręcę głową na kolekcjonerów drogich alkoholi, ale jako hobbysta wielu rzeczy, rozumiem ich tok myślenia. Zresztą, większość tak gadających woli wypieprzyć kasę na trawę, wódkę czy inne "doczesne" dobra, śmiejąc się z tego czy innego hobby, mówiąc że to marnowanie kasy. Co już pod hipokryzję podpada...

08.08.2011 21:40
😃
odpowiedz
Valem
74
Legend

i pomyslec ze gralem w gre warta 20 tysiecy na moim pegazusie z plytki 1000 w 1 od ruskich

08.08.2011 23:11
👍
odpowiedz
DEFEDos
135
Generał

Parę miesięcy temu koleś kupił na allegro gumy Donald całe opakowanie (bodajże 10 sztuk) orginalnie zapakowane za 810 zł.

09.08.2011 11:36
Harry M
odpowiedz
Harry M
145
Master czaszka

No nieźle ;P

12.08.2011 16:15
👍
odpowiedz
zanonimizowany777435
34
Senator

Kwestia tego że my tu mówimy o kolekcjonerach, a jak wiadomo - tam gdzie się zaczyna hobby, tam się kończy oszczędzanie.

Ty Gnoll poznałeś ten temat zgoła dogłębnie , nieprawdaż ? ;)

Podziwiam takich ludzi ( pojemność ich portfela lub wysokość debetu również ). Dla nich nie liczą się pieniądze , tylko to co kochają i dla czego oddać by byli w stanie wszystko , co posiadają... Hobbystyka jest bardzo skomplikowaną sferą... Zawsze znajdzie się ktoś , dla kogo coś będzie miało nieocenioną wartość niezależnie od tego , czy mówimy tu o komiksach , klockach lego , czy właśnie grach wideo. Wtedy nie liczy się nic poza tym , co kochamy. Ale ma to swoje złe strony , gdyż czasem człowiek może się nieźle w tych sprawach zagalopować i dziwnym trafem zostać w pustym pokoju sam na sam ze swoją kolekcją i komornikiem nad głową. Lecz nie o to chodzi :) Ważne jest to , że jednak gry mogą być czymś w rodzaju drogocennego dzieła klasyfikowanego już nawet pod sztukę , a nie tylko i wyłącznie dziecinną zabaweczką Franka z przeciwległej ulicy. Mogą stać się czymś ważnym. Mogę być obiektem kolekcjonerskim o przeogromnej wartości , tylko to zależy od samych , jaką wartość im nadamy ;)

Odpowiadając na pytanie : Nie byłbym w stanie zapłacić takiej sumy na grę , tak samo jak inni ludzie nie są w stanie zapłacić tych stu złotych za oryginalną wersję gamingowego produktu , ani też 100 tys dolarów za dziewiczy rejs po Karaibach... Ale jestem w stanie robić tyle , na ile wymaga to moje hobby - zbierać gry :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze