Wake up (Alan)! - eJay - 24 lutego 2012

Wake up (Alan)!

eJay ocenia: Alan Wake
78

Chciałbym przy okazji recenzowania Alana Wake'a błysnąć jakimś humorem, ale zadowolę się sympatycznym wspomnieniem. O grze studia Remedy wspomniałem po raz pierwszy pod koniec 2005 roku, z nadzieją, że tytuł będzie konkretnym hitem następnych 12 miesięcy. Nazwałem go wówczas pozornie „przygodówką”, co trochę tłumaczyło jakiego kształtu mógł pierwotnie ten horror psychologiczny (?) nabrać. I choćby z tego względu muszę Wam przekazać jedno – od dawna nie miałem do czynienia z równie wypełnioną sprzecznościami produkcją z półeczki A-A-A. Alan Wake zaczyna się wybitnie dobrze, a kończy..może nie wybitnie źle, ale czułem przy napisach końcowych to samo co przy okazji Fahrenheita autorstwa Davida Cage'a. Oba tytuły mają sporo cech wspólnych, mimo że koncepcyjnie znajdują się na przeciwległych biegunach.

Kwestię jakości wersji PeCetowej skrócę do stwierdzenia „ładnie wyszlifowany i wizualnie dopieszczony diament”. Alanem sterowało mi się niezwykle miło (wreszcie trzy przyciski myszki mają sensowne użycie), a oprawa graficzna spełnia swoje zadanie – fantastycznie przyklepuje klimat i tworzy wiarygodną atmosferę izolacji na amerykańskim zadupiu. Miasteczko Bright Falls wraz z jego okolicami tworzy jedyny w swoim rodzaju wirtualny krajobraz wyssany z twórczości Stephena Kinga, filmów Lyncha, a także dzieł Hitchcocka. Było to już wałkowane tysiące razy, więc Ameryki nie odkryję pisząc, iż Alan Wake to mocno kingowska gra. Osoby siedzące w książkach tego Pana poczują się w Bright Falls niczym kolejna ofiara paranormalnego terroru i wielkiej tajemnicy.

Wraz z opadającym na postać pisarza mrokiem ładnie zgrała się także warstwa fabularna. Na Gry-OnLine fsm podkreślił, że główna siła tej historii osadzona jest w pierwszych czterech epizodach. Jest w tym sporo racji, bo właśnie przez te etapy twórcy bawią się z nami w kotka i myszkę. Sugerują, ale rzucają fałszywe tropy, dzięki którym nie jesteśmy do końca pewni czy-to-sen-czy-to-jawa. Balonik pęka w odcinkach 5 i 6, kiedy to rozgrywka ostatecznie zbacza na tor rzeźni i strzelaniny (poziom żenady osiąga przy rozjeżdżaniu wrogów samochodem), zupełnie jakby Remedy przypomniało sobie o swoim rodowodzie i zapomniało, że mamy do czynienia z pisarzem, któremu zaginęła żona, a nie z Serious Samem.

To właśnie strzelanie do Opętanych wydaje mi się najsłabszym elementem Alana Wake'a. Pomijając już fakt, że bohater w jednej cutscence mówi, że w Bright Falls po raz pierwszy sięgnął po broń (facepalm w tym momencie gwarantowany), urządzanie sobie strzeleckich popisów przez protagonistę nie wpłynęło za dobrze na ogólny obraz rozgrywki. Przede wszystkim taktyka walki ogranicza się do manewru świeć latarką-załaduj baterię-pozbaw wroga mroku-strzel w niego 3 razy. Na początku jeszcze robi to wrażenie, ale z czasem odczuwałem monotonię zabijania za pomocą combosa latarka+strzelba. Sytuację ratowały jeszcze moje próby wyjścia z krytycznych sytuacji w sposób kreatywny (np. poprzez użycie rac), aczkolwiek nie trwało to długo. Alan Wake jest więc cholernie prostacką grą, ale z genialnym klimatem.

Wspomniałem wyżej o Fahrenheicie nie bez powodu. Jak dla mnie ludzie z Remedy i Quantic Dream borykali się z zakończeniami swoich gier. Alan po wstępnej wiwisekcji miasteczka i nakreślaniu historii prowadzi gracza do nadprzyrodzonego banału rodem z serialu Tajemnice Smallville. Robi to jednak płynnie i w sumie rozwiązanie przygód pisarza traktuję bardziej jako rozczarowanie niż porażkę, bo spodziewałem się bardziej realistycznej intrygi. I tak mu daleko do wybryków rodem z Dragon Balla, które Cage przemycił do Fahrenheita.

Alan Wake nie jest bez wad, ale to bardzo wciągająca i na swój sposób unikalna produkcja. Miło, że wreszcie zawitała na PeCety (choć jeśli wierzyć plotkom – była gotowa od dawna). Nie żałuję czasu spędzonego przy... no właśnie. Strzelaniu do Opętanych czy zwiedzaniu Bright Falls po zmroku? Na pewno jedno i drugie. Dlatego uważam, że odbiór tytułu może być różny. Ja wypatruję już na horyzoncie sequela. Jeśli wierzyć napisom w creditsach – Alan wróci. Oby był bardziej przygodowy i straszny.

eJay
24 lutego 2012 - 21:40
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
24.02.2012 23:41
g40st
g40st
146
Three headed monkey

GRY-Online.plAdmin forum

Zakończenie jest jakie jest, bo dzięki niemu DLC i American Nightmare nie zakłócają fabuły i mogą stanowić fajne rozwinięcie uniwersum.
Właśnie skończyłem AN na 360 i w creditsach jest potwierdzenie, że to jeszcze nie koniec przygód Alana (o kontynuacji było też kilkanaście dni temu na GOL-u - https://www.gry-online.pl/newsroom/remedy-stworzy-kolejna-odslone-serii-alan-wake/z9101a6

25.02.2012 00:00
odpowiedz
zanonimizowany315478
93
Legend

jak bedzie okazja, polecam zagrac w american nightmare, cholernie klimatyczne, mimo ze wydaje się być głupią naparzanką

25.02.2012 00:02
Scott P.
👍
odpowiedz
Scott P.
99
Generał

Zgadzam się w 99%. Gra zasługuje na ocen 70 i warto ją kupić dopiero jak zleci do 50 złotych. A to wszystko, dlatego że panowie z Remedy nie mieli pomysłu na gameplay.
PS. nie chce nic mówić, ale Max Payne też miał powrócić według zakończenia drugiej części.

25.02.2012 00:29
Azerath
😜
odpowiedz
Azerath
143
Senator

Plotki "kłamiom".

25.02.2012 00:54
AntaresHellscream
odpowiedz
AntaresHellscream
44
Pretorianin

gameplay.pl

"zasługuje na ocen 70 i warto ją kupić dopiero jak zleci do 50 złotych." - niestety przez takie podejście, obecny rynek gier wygląda, jak wygląda. Dlaczego powszechnie wybacza się fabularny debilizm w strzelankach i nastawienie na pozbawioną jakiejkolwiek głębi sieciową wyrzynkę, a gdy wychodzi jakaś fajna ambitna gierka, która nie do końca spełnia pokładane w niej olbrzymie oczekiwania, od razu sprowadzana jest do poziomu gry słabej? To trochę tak, jakby znany developer zapowiedział "moja kolejna gra, to będzie wielkie gówno - obiecuję to Wam!" i później recenzenci przyklasnęliby wesoło wystawiając wysokie noty - "bo nie kłamał i spełnił oczekiwania" ;)

25.02.2012 04:56
odpowiedz
Benek0
16
Legionista

Alan Wake to właśnie tego typu gra - sam gameplay kuleje bardzo w niektórych momentach i zwłaszcza pod sam koniec to już bardzo czuć, kiedy gracz jest dosłownie skazany na eksterminowanie kolejnych fal przeciwników, ale sama historia, to jest właśnie kwintesencja tej gry. Dodać do tego masę smaczków, jak nawiązanie do dzieł współczesnej popkultury czy chociażby pokazanie końca historii samego Max Payne'a - dla mnie to właśnie były elementy, przez które w ogóle mi się chciało dokończyć historię Alana.

25.02.2012 15:52
SlowedGiant041
odpowiedz
SlowedGiant041
22
Pretorianin

hmm muszę się kiedyś w alana zaopatrzyć :)

25.02.2012 18:22
The Puchacz
👍
odpowiedz
The Puchacz
52
Generał

jak dla mnie zakończenie jest super

26.02.2012 21:49
odpowiedz
zanonimizowany398029
124
Konsul

Miałem poczekać na Alana w pudełku ale jakoś tak niespodziewanie się nakręciłem i odwiedziłem Steam niedawno. Gram od kilku godzin i jak na razie to gra mi sie bardzo podoba, fajna opowieść, klimat etc. No i nigdy wcześniej nie mogłem w grach poświecić wrogowi latarką po oczach a potem go zastrzelić :D

20.05.2012 00:10
odpowiedz
Flaw
49
Centurion

Fajna gierka, ale zakończenie jest beznadziejne kompletnie się zwiodłem :// Gra miejscami monotonna tzn. wciąż lejemy to samo, latarka + spluwa i tak w koło, ale fabuła jak dobra książka!, ze zjebanym zakończeniem ;P dla mnie 85/100

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze