Kickstarter – wykop kota w worku! - K. Skuza - 26 marca 2012

Kickstarter – wykop kota w worku!

Mam pewne wątpliwości co do działalności serwisu Kickstarter. Owszem, idea przyświecająca temu przedsięwzięciu jest szczytna, ale sposób w jaki fani/gracze/hobbyści są nakłaniani do inwestowania swoich pieniędzy… cóż, odrobinę kontrowersyjny. Czy warto wyłożyć kasę na stół po kilku obietnicach, szkicowi prototypu gry i kilku zabawnych filmikach?

Warto na wstępie zaznaczyć, że serwis Kickstarter działa już od około czterech lat. Zajmuje się oczywiście promowaniem artystów i ich dzieł, a konkretniej – finansowaniem projektów, prototypów, czy występów. W rachubę wchodzą nie tylko gry wideo, ale również: wernisaże fotograficzne, wydanie komiksu, zorganizowanie występu tanecznego, sztuki teatralnej, nakręcenie filmu, skonstruowanie zabawki dla dzieci i nie tylko! Widać po zdjęciach, filmikach i opisach, że artyści są naprawdę płodni, kreatywni i – co jest poniekąd domeną Kickstartera – zabawni.

Dlatego zwykle bez problemów, nie tylko Timowi Schaferowi, przychodzi twórcom nakłonienie szerszej publiczności do sfinansowania ich przeróżnych wizji. I gdybyśmy pod lupą przyglądali się po kolei każdemu projektowi, moglibyśmy stronniczo, subiektywnie stwierdzić, które są super, a które do kosza. Nie to jednak budzi moje „ale”. Przecież nie ma żadnego obowiązku wykładania w ciemno pieniędzy na dane przedsięwzięcie. Kto chce – płaci, kto nie – niczego nie musi. I to jest fair.

Osobiście nie mam problemu z finansowaniem np. wernisaży fotografów czy malarzy. Zanim przeleję dowolną kwotę pieniędzy na konto artysty – najpierw mogę przeglądnąć jego dzieła w formie .jpg. Jeśli mi się spodobają, albo przynajmniej uznam, że delikwent ma potencjał/talent, który mógłby się zmarnować – wtedy wystukuję kwotę, przelewam, jestem rad, że pomogłem. Z muzyką podobnie – przesłucham część utworów (lub nawet wszystkie, jeśli autor je udostępni), ocenię, zadecyduję. Przyczepiłbym się jednak do gier wideo, bo one nas-graczy najbardziej interesują i intrygują.

To ile ciasteczek możesz przeznaczyć na moje fantasmagorie?

Choć wciąż podkreślam, że idea Kickstartera jest oryginalna i niewątpliwie służy wielu domorosłym twórcom, to obawiam się „przefinansowania” niektórych projektów, albo powodzi nowych prototypów, niekoniecznie wartych uwagi i pieniędzy. My, jako potencjalni inwestorzy-gracze dostajemy do rąk m.in.: szkic fabuły i/lub rozgrywki gry, trailer (czasem z żywymi aktorami, nie pokazujący ani jednej sceny z gry[!]), kilka gadżetów na zachętę (plakat z autografami twórców, łał) i filmików prezentujących zespół (np. oprowadzenie po małym studiu deweloperów), a wreszcie – lista płac, tzn. gdzie Cię umieścimy, gdy nam zapłacisz od 1$ do 10000$?. I to ostatnie chyba kusi najbardziej – któż nie chciałby zawiesić własnego portretu w studiu twórców, albo widnieć w napisach końcowych świetnej gry? Ale zaraz, zaraz… a co, jeśli gra okaże się kompletną klapą? I dlaczego można przekroczyć założony limit finansowania projektu? Jaki wpływ (poza dyskusją, niekoniecznie konstruktywną) będzie miał mój głos podczas tworzenia gry? Co jeśli ostateczny wygląd gry kompletnie nie będzie przypominać początkowej fazy projektu?

Pytań jest sporo, odpowiedzi są, ale raczej niekompletne. Jeśli zbierzemy więcej pieniędzy niż potrzebujemy na zrealizowanie projektu – gra będzie miała więcej kontentu. Acha, fajnie. Więc przelaliśmy wam dziesięć razy więcej pieniędzy niż potrzebowaliście. To co? Mamy się spodziewać dziesięciokrotności założonego kontentu? Wydacie grę za xx lat, niczym Diablo III? Z ciut innej beczki: stacja dokująca do iPhone’a zebrała prawie 1500000$, a potrzebowała DWADZIEŚCIA razy mniej gotówki – co zrobić z zielonymi? Tu akurat konstruktorzy sobie poradzili – po prostu im więcej kasy włożyliśmy w inwestycję, tym więcej sztuk produktu dostaniemy. OK, ale co z grami? Czy naprawdę potrzebuję super dużego pudełka retro? Do tego 30-godzinnego filmu zza kulis powstawania gry, breloczki, naklejki, i „czynione honory”, czyli np. podpis na ścianie w studiu deweloperów? Nie wiem, czy ta gra jest warta świeczki, w przenośni i rzeczywistości. Poza tym już boję się bojkotów na forach twórców – przecież gracze uwielbiają prześcigać się (czego za przykład macie wpis, który właśnie czytacie) w swoich „racjach”, kto ma większą, lepszą, prawdziwszą, etc. Może dojść do jednej wielkiej kłótni, która prawdopodobnie i tak odbiegnie od powstającego projektu – czyli tego, na co sami zainteresowani wyłożyli pieniądze. W skrócie? Płaćmy za kłótnie!!! E, to już chyba lepiej obejrzeć pamiętniki z wakacji lub inne trudne sprawy – to jest za darmo, równie śmieszne. Wyobraźmy sobie, że zgodziliśmy się dorzucić cegiełkę do szkicu teoretycznie fajnej gry, a wyszła – klapa. Popatrzcie teraz na otwarte batalie w imię „lepszego” (cokolwiek to znaczy) zakończenia Mass Effect 3. I co? Chyba się gracze-inwestorzy pozabijają, albo przynajmniej ruszą z pochodniami na studio deweloperów, którzy wypuszczą jakąś kaszankę. Ewentualnie narobią tyle czarnego PRu i hype’u w sieci, że… o grze będzie się mówiło więcej niż o Dodzie, co ostatecznie wyjdzie jej na dobre (grze oczywiście, nie blondynce).

Wracając raz jeszcze do pieniędzy – wiem, to drażliwy temat, ale muszę coś jeszcze dopowiedzieć. Wydaje mi się, że skoro idea jest szczytna, a cel uświęca środki, i chodzi nam cały czas o finansowanie niszowych artystów, którzy niekoniecznie chcą porwać się z motyką na słońce i nie chcą wypuścić produkcji AAA – to może zostańmy przy minimalnej kwocie dofinansowania? Potrzebujecie 50000$? OK, ale jak uzbieracie, zamykamy drzwi do waszego konta, dajmy innym szansę. A nuż nadwyżka tej kwoty mogłaby uratować inny zespół, mniej rozpoznawalny, a z ambicjami równie wielkimi, o ile nie przerastającymi pomysły znanych twarzy?

Powtarzam: chcesz płacić – puść przelew. Nie masz ochoty – niczego nie musisz. Tak czy siak – proszę, miej wątpliwość.

stay hungry, stay foolish

K. Skuza
26 marca 2012 - 09:49
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
26.03.2012 12:09
SpecShadow
odpowiedz
SpecShadow
83
Silence of the LAMs

Kocham ludzi którzy tak się troszczą o nasze pieniązki. A g*wno wam do tego!
Artykuł bzdurny, zbędny i niedodający nic nowego. Pisałem w ramach komentarza w podobnych tematach i mam już serdecznie dość.

Dajcie tym grom wyjść, potem będziemy sądzić.

26.03.2012 12:16
PatriciusG.
odpowiedz
PatriciusG.
63
BASS

Dokładnie - jak już gra wyjdzie to możemy ocenić czy była warta tych pieniędzy. A na razie to jest gdybanie na zasadzie "Pomysł jest dobry, ekipa jest dobra, pieniędzy zebrali sporo, ale to się może nie udać." To po co się zamartwiać teraz?

26.03.2012 13:28
odpowiedz
keeveek
76
Konsul

co za brednie. Każdy biznes polega na ryzyku. Inwestowanie w cokolwiek to ryzyko. Kickstartet to świetna inicjatywa, tak samo jak polakpotrafi.pl

jakoś nie widzę mas narzekających.

26.03.2012 13:55
Amo
odpowiedz
Amo
102
Pro-vocator

No ten wpis czy jak to tam nazwać to faktycznie niepotrzebne biadolenie na styl "a gdyby ..." inicjatywa ks jest zacna, a ryzyko istnieje zawsze w takich sytuacjach, niemniej jednak nie tak łatwo nakłonić kogoś do przesyłania swojej kasy na byle co ... jeżeli Schaferowi to wyszło to tylko gratulować, a nadwyżki jak wyżej ktoś wspomniał przeznaczyć na lepsze udźwiękowienie na przykład ... a tak poza tym, to faktycznie, tak sie zamartwiasz naszymi "zielonymi" ? :O

imho fail wpis ...

btw "Popatrzcie teraz na otwarte batalie w imię „lepszego” (cokolwiek to znaczy) zakończenia Mass Effect 3."

Właśnie, cokolwiek to znaczy. Bo jeżeli jesteś jedną z tych osób, które uważają, że zakończenie jest wystarczająco satysfakcjonujące, lub stajesz w obronie partaczy z Bioware to już totalnie brak mi słów ... sprawdź sobie fora i przeczytaj dlaczego BW zasługują na wielkiego kopa w zad, jeżeli nie jest to dla Ciebie oczywiste po zakończeniu tej gry ...

26.03.2012 14:14
nagytow
odpowiedz
nagytow
146
Firestarter

Ten tekst to porazka. Jak juz kilka osob wczesniej wspomnialo, jest mnostwo sposobow na dodanie contentu do gry. Nie mowie tu o wiekszych lokacjach czy wiekszej ilosci przedmiotow, ale na przyklad o wynajeciu aktorow do profesjonalnego dubbinu zamiast uzywania napisow.
Autor poddaje w watpliwosc dzialanie calego systemu bo nie podobaja mu sie dodatki i bonusy typu mapa, plakat czy make-of video. Nikt nikogo nie zmusza do placenia, zwlaszcza jesli zawartosc pakietu nie odpowiada.

26.03.2012 15:04
👍
odpowiedz
Ogarniacz
8
Generał

Ale autor tekstu nie ma zamiaru pokazywac "EJ TO SMIERDZI NIE WRZUCAJCIE PIENIEDZY".

Wy moze jestescie swiadomi wydawanej kasy a masa ludzi nie jest swiadoma i wrzuca na tak zwany "hype" pt.

"Dajcie nam kase a my zrobimy wam nowa gre, kolejna czesc etc."

Ten tekst mam wrazenie nie jest do tych "uswiadomionych" ktorzy sie oburzaja "nie patrz na co wydaje"...

W pelni popieram autora, ze zwrocil na to uwage ( jak ktos przesledzi moje posty to zauwazy moj wpis o tym pod innym tematem). Po prostu jako taki niby "akcjonariusz" projektu powinienes miec wiekszy wglad na co spolka wydaje TWOJA kase. Nie kupujesz gotowego produktu Ty INWESTUJESZ wiec warto by sie zastanowic NA CO TWOJA INWESTYCJA dokladnie poszla.

Zaden analityk zarzadzajacy aktywami nie zainwestuje zlotowki zanim nie przebada jakie sa ryzyka, na co potrzebna jest kasa, jakie beda tego efekty.

Oczywiscie nikt tutaj nie chce "zarabiac" na grze jako akcjonariusz ale nie wiem jak Wy ja nie chcialbym sie dowiedziec ze moja "cegielka" poszla np. na bonusowe wyjazdy dla zarzadu spolki.

Pomys KS jest bardzo fajny, ale jest w fazie "beta" wiec warto dokladnie doczytac i sie dwa razy zastanowic zanim wydasz nawet 50 zł.

26.03.2012 15:38
odpowiedz
keeveek
76
Konsul

Ogarniacz, ale o co chodzi? warunki udzielania wsparcia finansowego są znane z góry. Nikt nie obiecuje wielkiego wpływu na treść gry.

26.03.2012 15:51
odpowiedz
Ogarniacz
8
Generał

nie mowie o tresci, mowie o kosztach finanoswych ciekaw jestem czy po zakonczeniu projektu Tim zrobi po zakonczeniu Bilans dostepny dla kazdego zainteresowanego - to byloby dobre rozwiazanie zebys wiedzial dokladnie na co twoja kasa poszla ;)

26.03.2012 16:13
Azerath
odpowiedz
Azerath
143
Senator

Widzę, że autor należy do szczytnego grona blogerów, gdzie nie ważne co napiszesz, bylebyś tylko coś napisał. I jeśli już się zabrałeś za pisanie i niemalże ferowanie wyroków, to mogłeś poświęcić jakieś pół godziny na przeczytanie zasad Kickstartera na ich stronie. To nie jest strona dla inwestorów, ale dla ludzi gotowych wesprzeć pomysł, który im się podoba. Gdy płacisz np. za leczenie jakiejś chorej dziewczynki, to domagasz się wpływów z jej przyszłego życia, dywidendy z przyszłych zarobków, he? Cała strona opiera się na zaufaniu. Jedni mają go więcej (Schafer, Fargo), a inni mniej. Ludzie im ufają i są gotowi wyłożyć kasę na stół, dużo kasy. Masz stronę projektu, gdzie masz rozpisane czym projekt ma być, czym może być, co dostaniesz za wpłatę x$, a co z y$. Nikt nikomu nie każe płacić, gdy cel został już osiągnięty i potrzebna kasa została zebrana. Nie trzeba doszukiwać się tutaj spisków na siłę. Zresztą czy to nie jest lekko głupie nazywać się wielkim panem inwestorem (przypominam - to NIE jest strona dla inwestorów), bo wpłaciło się 15 dolarów, za które i tak jest przewidziana nagroda (u Schafera kopia skończonej gry), lub nawet mniej?

26.03.2012 16:57
Amo
odpowiedz
Amo
102
Pro-vocator

Ogarniacz -> patrz post wyżej Azeratha, ujął to dosyć zwięźle i poprawnie, ja nie musze wiedzieć na co moja kasa idzie, wspieram projekt finansowo, wierze w tych ludzi i ufam im, nie jestem dusigroszem ani "inwestorem" i nie domagam się rozliczeń z ich strony, po prostu oczekuje dobrej gry.

26.03.2012 19:06
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Munchhausen - nikomu nie mówię co ma zrobić ze swoimi pieniędzmi. Nie zaglądam do Waszych portfeli, ani serc, ani głów. Tylko namawiam, żebyście się dwa razy dobrze zastanowili, zanim w coś włożycie pieniądze. Też lubię & szanuję tego gościa, też czekam na kolejne jego gry, jednocześnie zachowując zdrowy rozsądek, dystans (głównie wobec hype'u, a nie jego osoby) i wciąż pamiętam, że jego ostatnia gra na Kinecta: Double Fine Happy Action Theater to gra kiepska nawet dla dzieci, niestety. ;
@sekret_mnicha - wiem i naprawdę rozumiem, że to nie działa tak skrajnie jak poniekąd przedstawiłem. Tzn. że kasy w pewnym sensie nigdy nie zabraknie. ;) Apeluję tylko o zdrowy rozsądek w wydawaniu dużej ilości kasy i/albo o przeznaczanie gotówki także na inne projekty, nie mniej ciekawe, ale mniej znane.
@Amo - o końcówce Mass Effect 3 nie będę tu polemizował, bo "dyskusja" zeszłaby na zupełnie inny tor. I nie martwię się o Wasze pieniądze, nic mi do tego. Po prostu polecam zastanowić się dwa razy nad decyzją, i tyle.
@nagytow - nie wiem skąd ten szum, skoro w kilku miejscach podkreśliłem NA ZIELONO, że Kickstartet to fajna inicjatywa, że twórcy są fajni, ich pomysły są fajne, etc. Uważam też, że łatwiej jest osądzić, np. na podstawie zdjęć fotografa, czy jego wernisaż będzie wspaniałą wystawą, niż małe studia deweloperskie, które mają skromny dorobek (nie mówię teraz o Double Fine) - "oszacować", czy są w stanie zrobić świetną, a przynajmniej dobrą grę.
@Ogarniacz - dziękuję za czytanie ze zrozumieniem, serio. :) Właśnie o to chodzi - na razie wszystko mieni się w kolorowych barwach, ale jak jakiś projekt/studio upadnie, albo gra będzie beznadziejna, to gracze-darczyńcy (czy jak kto woli - inwestorzy) mocno się wkurzą, mogę się o to założyć. Dlatego lepiej jest przelać ostrożniej, mniejszą kwotę, na kilka różnych pomysłów, które nam się podobają, niż 100$ na "pewniaka". Przecież "niezbadane są wyroki boskie"... ;)
@Azerath - mylisz pojęcia. Kickstarter zbiera kasę na fajne pomysły. Zadaniem artystów/twórców jest przekonanie nas do przelania paru dolarów na ich produkt, by mogli go wykonać. Jednocześnie oni przedstawiają nam ten prototyp jako twór naprawdę warty wydania grosza, jako rzecz naprawdę wartą świeczki. A instytucje charytatywne niczego nie obiecują - nie obiecują nawet (co jest oczywiste!), że dzieci, na które przelejemy pieniądze, wyzdrowieją. A tutaj mówi się, że powstanie np. dobra gra. To chyba mogę być niezadowolony, gdy gra okaże się słabą summa sumarum? Poza tym na wielu ofertach growych Kickstartera jako jeden z głównych (ale niestety niesprecyzowanych) punktów deweloperzy zaznaczają: "możliwość udziału w zamkniętej dyskusji podczas produkcji". Czyli mogę sobie tylko pogadać, czy też mogę pomóc? Chciałbym wierzyć, że jedno i drugie. Jak jest naprawdę - nie wiem, dlatego mogę, a nawet muszę (bo nie mam odpowiednio zweryfikowanych informacji, tak jak my tutaj wszyscy, póki co) pozostawać w niektórych kwestiach w sferze "gdybania".
@Amo - OK, rozumiem i popieram takie stanowisko. Tzn. "przelewam Wam kasę, bo Wam ufam, nie muszę zaglądać w Wasze rachunki". Tylko to może się odwrócić w zupełnie przeciwnym kierunku, kiedy okaże się, że gra Ci/Wam się nie spodoba, albo w ogóle nie wyjdzie, lub będzie po prostu kiepska (czego nikomu nie życzę).

26.03.2012 22:20
Azerath
odpowiedz
Azerath
143
Senator

Akurat Double Fine Happy Action Theater to jedna z lepszych gier dla Kinecta. Rozumiem, że Ty jesteś młody, fajny i piękny, ale na świecie istnieją też inne grupy docelowe. Dzieci jest mnóstwo, tak samo jak rodziców, którzy z chęcią spędzają przy tej grze czas ze swoimi pociechami i to dla nich - dzieci i ich rodziców - powstała ta gra, bardzo dobra gra - ponownie proponuję poświęcić odrobinę czasu na zrobienie niewielkiego researchu. To, że mnie nigdy nie potrafiły zainteresować żadne gry sportowe nie oznacza, że Fifa jest kiepską grą dla dresów.

Wracając do tematu... Idąc dalej za poprzednią analogią: instytucje charytatywne obiecują, że będą leczyć dane dziecko i nigdzie nie jest powiedziane, że leczenie będzie skuteczne. Tak samo na stronach kickstarterowych projektów nigdzie nie jest napisane, że po zebraniu wyznaczonej sumy twórca stworzy coś niesamowitego ze średnią ocen na poziomie minimum 9/10. Wspierający nie płaci nawet za dostęp do skończonego produktu. To, że większość twórców daje taką nagrodę przy wyborze wielkości donacji, nie oznacza, że taki jest obowiązek. Tu chodzi o możliwość spełnienia swojej wizji dzięki ludziom, którzy są chętni "wesprzeć" człowieka i rzucić mu parę dolców za co ewentualnie dostaną nagrodę (część ludzi przy donacjach wybiera opcję "bez nagrody") w jakiś sposób związaną z projektem. Wszystko opiera się na zaufaniu między wspierającymi a twórcami. Ten drugi ma stworzyć to, co tam przedstawi czy nawet wypunktuje, do tego się zobowiązuje.

Jojczyłeś we wpisie, że po co komu filmiki z produkcji na Blu-Rayu. Ano dlatego, że do stworzenia takiego czegoś zobowiązał się Schafer (rozumiany tu jako Double Fine) wystawiając projekt na Kickstartera i zrobić go musi. Dostał więcej kasy, to film będzie dłuższy i lepszy, czego można się dowiedzieć z update'ów, które Schafer na stronie projektu umieszcza (co przypomnę nie należy do jego obowiązków). Żaden twórca nie jest rozliczany w jakikolwiek sposób z wykorzystania tej dodatkowej kasy w przypadku, gdy zbierze więcej niż potrzebował, tak jak nie jest rozliczany z wykorzystania tej wymaganej do rozpoczęcia projektu kwoty. Nie jest nawet powiedziane, że przy zebraniu większej ilości dolców twórca jest zobowiązany do rozbudowania projektu w jakikolwiek sposób. Ma dostarczyć to, do czego zobowiązał się wystawiając projekt na Kickstartera. Te wszystkie update'y, kontakt z wspierającymi itp. są tylko po to, żeby wzbudzić większe zaufanie co może skutkować większą liczbą donacji. Jak wcześniej mówiłem: zaufanie (hej, podoba mi się wizja projektu i twórca wzbudza u mnie zaufanie, wierzę w gościa, emanuje z niego pasja, chcę mu pomóc, zrobię donację, już zebrał wystarczającą kwotę? - na pewno nie zaszkodzi jak dostanie jeszcze trochę).

26.03.2012 22:47
Adrian Werner
odpowiedz
Adrian Werner
173
Generał

GRYOnline.plTeam

Jak by każdy wykładał minimum to większość z tych projektów nigdy nie osiągnęłaby potrzebnego minimum. Spójrz na Wasteland 2. Drugi największy sukces w historii Kickstartera, a gdyby każdy z wspierających wyłożył tylko 15$ to obecnie projekt były sfinansowany w połowie i nie miałby praktycznie żadnych szans na ruszenie z miejsca. Innymi słowy, twój pomysł spowodowałby, że cała inicjatywa Kickstartera okazała by się kompletną klapą dla zespołów większych niż 2-3 osoby.

Poza tym ludzie traktują kickstartera jako taniego pre-ordera. Jeśli maja zaufanie do twórców to się opłaca, bo gotowa gra zazwyczaj kosztuje dwa razy tyle co na kickstarterze.

27.03.2012 08:41
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Azerath - mój 'research' Double Fine Happy Action Theater polegał na - uwaga, nie zgadniesz - graniu w tę grę! Kto by pomyślał?! Tak, poświęciłem co najmniej godzinę, wraz z rodzinką zresztą, na przetestowanie tych mini-gierek, i w każdym wieku (młodszym/starszym) gra wypada blado. Ja nie prowadzę 'researchu' na podstawie ocen w Metacritic, nigdy nie piszę o grach dobrze/źle, jeśli w ogóle w nie nie grałem. A poza tym mam dobre tło - skoro nawet dzieci przy tym wymiękają, bo gra jest po prostu nudna, plansze podobne, zabawa bardzo krótka, system punktowy (którego w zasadzie nie ma) do niczego nie mobilizuje, nawet dzieci. Powinni to dodawać gratis do Kinect Labs, a nie brać kasę. Podkreślam, że nie tylko ja, jak i cała rodzinka bawimy się o niebo lepiej choćby w Dr Kawashima, o Kinect Adventures, Sports i Dance Central nie wspominając!
Myślę, że jak ktoś rzuca teksty pokroju (OK, podobne) "ZROBIMY WAM PRAWDZIWEGO FALLOUT'A 3!" to naprawdę obiecuje coś wielkiego. Skoro pozyskuje sobie kasę takimi obietnicami to mam prawo wymagać, żeby je spełnił - proste. Tak samo jak zawodzą politycy po wyborach, tak samo mogą (ale NIE muszą) zawieźć deweloperzy.
@Adrian Werner - może źle to ująłem i się nie zrozumieliśmy. Nie chodzi mi o to, żeby każdy fan przelewał jednego dolara i ani centa więcej, tylko żeby po osiągnięciu zamierzonej kwoty, np. 30000$ zamknąć zbiórkę. Obawiam się, że małe studia deweloperskie wcześniej nawet nie śniły o budżecie (nie mówię teraz o Double Fine) przekraczającym milion zielonych, dlatego mogą nie podołać ze swoją - teoretycznie - ambitną, ale jednak małą grą (tzn. nie AAA, choć gracze mogą zacząć od nich tego wymagać). OK, tani pre-order to dobra rzecz, tylko mam wrażenie, że na razie ludzie masowo przelewają kasę na różne projekty, bo o tym się mówi, bo to w dobrym tonie, etc. No, chyba że się mylę, i wszyscy dookoła znają od lat Stoic Studio. Nie? No właśnie, i to z jednej strony jest urok Kickstartera, że rzeczywiście może dąć wiatr w żagle małym studiom deweloperskim. A z drugiej strony to małe przekleństwo - bo łatwiej jest mi ocenić, czy np. pre-order Gears of War 4 mi się opłaci, czy jakaś mała-niezależna, fajnie wyglądająca koncepcyjnie gra. W tym drugim wypadku węszę większe ryzyko. Oczywiście, co podkreślam enty raz - nikogo nie zniechęcam, nikogo nie namawiam.
Po prostu ten wpis zaczął się od zdziwienia, a później było zwątpienie. Już Sokrates mówił, że to dwie solidne podstawy filozofii, więc to chyba nie głupie, że się z Wami dzielę takimi spostrzeżeniami, hm? ;)

27.03.2012 09:22
Adrian Werner
odpowiedz
Adrian Werner
173
Generał

GRYOnline.plTeam

@K_Skuza
Większość studiów podaje na kickstarterze minimum do zebrania. Więcej kasy = lepsza gra i większość projektów wyszczególnia co zostanie dodane, jeśli zbiorą więcej. Poza tym, nimi z jakiej racji ktoś miałby zostać pozbawiony okazji do wsparcia projektu przed ogłoszonym terminem zamknięcia zbiórki?

I pewnie, że jest to ryzyko. Ale co z tego? Gry to hobby. Jeśli komuś czegoś brakuje na współczesnym rynku, do dlaczego miałby nie zaryzykować małą sumą w zamian za szansę, że jego projekt marzeń zostanie zrealizowany?

Przecież temu systemowi nie jest daleko do płacenia za alphe. Tam też kupujesz kota w worku, tyle że możesz ocenić jego kształt przed zakupem, ale nikt nie da ci gwarancji, że projekt nie padnie. Po prostu w obu przypadkach wspierasz to co lubisz i dodatkowo poza dobrą grą możesz zyskać ją w cenie znacznie tańszej.

Kickstarter to po prostu inicjatywa dla bardzo oddanych fanów gier, takich którzy chcą "głosować portfelami". Większość uczestniczących w tym osób doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka (a jeśli nie to oznacza, że nie potrafią czytać, wiec w ogóle nie powinni być dopuszczani do kart kredytowych), ale uważają że warto. Wydaje mi się, że po prostu nie potrafisz zrozumieć entuzjazmu tych ludzi i szukasz wyjaśnienia, które albo pozwoliłoby ci poczuć to samo, albo byłoby w stanie odciągnąć od serwisu innych.

27.03.2012 10:02
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@Adrian Werner - tak, wiele rzeczy jest z góry opisanych w punktach, niestety dość ogólnikowych. Mam nadzieję, że większa pula zebranych pieniędzy rzeczywiście spowoduje dodanie większej zawartości do gry, a nie samych fizycznych bonusów (od tego są kolekcjonerki, a podejrzewam, że fani twórców kibicują ich projektom, a nie gadżetom [co nie zmienia faktu, że jest to fajny dodatek]).
Jasne, nie pozbawiajmy nikogo możliwości sfinansowania czyichś marzeń. Przecież podkreśliłem x razy, że Kickstarter jest w dechę. Ale tak jak piszesz, "dlaczego miałby nie zaryzykować małą sumą" - myślę, że dopóki nie wyjdzie choć jedna gra z tej inicjatywy, warto przelewać małe/średnie kwoty. Dopiero jak się taki model biznesowy sprawdzi, wtedy można poszaleć. Ale to przecież moje zdanie i mój portfel. Ty i wszyscy inni fani/gracze mogą przecież wydać i 1000$ na jakiś projekt, mnie to nie przeszkadza, nic mi do tego.
Co do "klasycznych" pre-orderów, wiesz przecież, że można je składać nawet i tydzień przed premierą gry, czyli po beta-testach, po obszernych zapowiedziach, czasem nawet po demach gry - to jest wykładanie kasy bardziej na betę, niż alphę. Mniejsze ryzyko (ale nie mówię, że ten model "inwestycji" jest lepszy, po prostu bezpieczniejszy, co chyba nikogo nie dziwi?).
Rozumiem entuzjazm fanów np. Tima. Sam trzymam za niego kciuki. Może po prostu nie do końca wierzę, że on ma tylu oddanych fanów (chociażby w naszym kraju), którzy grali we wszystkie jego produkcje. Bo żeby zagrać w niektóre gry tego Pana, to albo trzeba mieć prawie 30 lat, albo ew. szukać klasyków na serwisach a'la GOG, lub remake'ów chociażby na iPadzie. A ponieważ, jak sobie przed chwilą sprawdziłem (gemiusExplorer/Megapanel), największa grupa czytelników na GOLu to 15-24-latkowie, mam nieodparte wrażenie, że ci "najbardziej oddani fani" Tima to jak fanatycy FC Barcelony - od zawsze kibicują, chociaż jeszcze wyrastają im mleczaki. Oczywiście uogólnienie i uproszczenie, bez obrazy. ;) [W ogóle ten akapit to taka mała odskocznia od tekstu/dyskusji, proszę nie skupiajmy się na tych dywagacjach.]
Poza tym dobrze wiemy, że zazwyczaj artykuły/zapki/recki przygodówek mają niskie statystyki oglądalności, niestety. Wydaje mi się, że hype pochodzi między innymi z pustych gardeł - mam nadzieję, że nie jest to wyszukana metafora i wszyscy wiedzą, o co mi chodzi.

27.03.2012 10:57
nagytow
odpowiedz
nagytow
146
Firestarter

Czytam sobie te twoje posty i zaczynam sie gubic. Ciagle powtarzasz jak to podkresliles (na zielono!), ze Kickstarter to swietna sprawa, a jednak wydzwiek calego tekstu jest dosc negatywny. O co wiec chodzi w tym tekscie, jaki jest jego sens?

Sam fakt, ze mozesz nie dostac tego, czego oczekujesz, jest chyba oczywisty. Nawet czytajac recenzje, ogladajac screenshoty i gameplaye w sieci dalej nie bedziesz na 100% pewien, ze dana gra jest dla ciebie. Zreszta juz dostales dowod: Azerathowi DFHAT sie podobala i dla niego jest to jedna z lepszych gier na Kinnecta.

Skoro pozyskuje sobie kasę takimi obietnicami to mam prawo wymagać, żeby je spełnił - proste.
Domagasz sie jakichs rozliczen i bilansow? Ty nie inwestujesz w gre, a jedynie wspierasz tworcow. Dostaniesz gre + ewentualne bonusy i tyle.

Po prostu ten wpis zaczął się od zdziwienia, a później było zwątpienie.
Zabraklo chyba przemyslenia ;)

27.03.2012 11:05
Raistand
odpowiedz
Raistand
131
Legend

Jeżeli wpłacam jakimś twórcom pieniądze na zrobienie gry, to liczę się z tym że być może akurat moja kasa zostanie zużytkowana na piwo.
I niech im pójdzie na zdrowie!

27.03.2012 11:18
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@nagytow - może to uproszczę, wyrzucę "żarty" i ewentualne słodzenie i/lub złośliwości. To po prostu kilka luźnych pytań, pozostających chyba nadal bez odpowiedzi, ale wartych dyskusji, dlatego je rzuciłem, żeby się z Wami nimi podzielić, nic prostszego.
* Czy duży budżet dla małych studiów deweloperskich ich nie przytłoczy? Najpierw chcieli zrobić małą, niezależną, ale ambitną grę, a potem po "przefinansowaniu" projektu poprzeczka sama podnosi się do poziomu grubszych ryb / poważniejszych graczy. Czy udźwigną ten ciężar?
* Jaka jest pewność, że gra w ogóle zostanie wydana? A jeśli (nie daj Boże!) nie, to czy dostaniemy kasę z powrotem? Zastanawiam się nad tym głośno nie dlatego, że martwię się Waszą kasą, tylko swoją, bo sam zastanawiam się nad takimi "inwestycjami".
* Czy grupa zagorzałych fanów nie zacznie się kłócić i przekrzykiwać nawzajem, razem z twórcami, których cenią i wspierają finansowo? Z powodu np. wygórowanych wymagań/oczekiwań?
* Może lepsze (a może nie - nie wiem, przecież nie jestem Bogiem :)) byłyby zbiórki "zamknięte", tzn. takie, w których po uzyskaniu kwoty, jaką zasugerował deweloper, kończyłyby się?
Nie ma co kruszyć kopii - to tylko pytania, luźne rozmyślania. Nie rozumiem ile w tym tekście "biadolenia" i "bredni", ale może patrzę na to po prostu z innego punktu widzenia - tj. swojego. :P

27.03.2012 16:46
odpowiedz
Ogarniacz
8
Generał

@Raistand oby na paliwo a nie wycieczki dla Prezesa :)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze