3 filmy które zniszczyły moją psychikę - K. Skuza - 5 września 2012

3 filmy, które zniszczyły moją psychikę

Wydawałoby się, że filmy mogą wzbudzać tylko te najprostsze emocje – komedie śmiech, horrory strach, a bajki bawią i uczą. Owszem, tak jest, są jednak dzieła, które potrafią zmienić sposób myślenia i postrzegania świata przez widza. Potrafią zaintrygować, przerazić i pozostawić człowieka z większą ilością znaków zapytania w głowie niż przed seansem. Potrafią też zniszczyć wyznawane wartości, wiarę w ludzi i optymistyczne podejście do życia. Nie wiem, czy powinienem im za to dziękować, czy je przeklinać do końca moich dni. W każdym razie odcisnęły na mojej psychice piętno, którego nie da się „zagoić”, o którym nie da się zapomnieć.

Uwaga! Tekst zawiera „spojlery”!

Miejsce 3. – Wyspa tajemnic

Ten film najbardziej przeraża – jak to zwykle bywa w dobrych książkach i obrazach – tym, czego nie widać na ekranie. Tym, o czym się do końca nie mówi. O czym mówi się niejasno, a wszystkie poszlaki, które wskazują na okrucieństwa, są na tyle widoczne i oczywiste, by bać się tego, co nieodkryte, i na tyle niepewne, by oglądać film do końca i poznać tajemnicę wyspy. Ostatecznie nie poznajemy jej i to jest paradoksalnie największa zaleta filmu Martina Scorsese. Możemy tylko się domyślać, czy główny bohater jest chory psychicznie, czy raczej całe jego otoczenie. Czy tamtejsi ludzie są lekarzami, czy też sadystami odizolowanymi od świata zewnętrznego. Choć zakończenie filmu jest otwarte, pozostawia raczej przekonanie, że happy end w tym przypadku nie jest możliwy. Domysły sugerują, że główny bohater nie „kończy” dobrze i nie żyje „długo i szczęśliwie”. Ponadto specyficzny zakład psychiatryczny na wyspie, w zasadzie karny pod zaostrzonym rygorem, i zachowanie „lekarzy” oraz nadzorującej całość ochrony nasuwa skojarzenia z… tzw. „efektem Lucyfera”, niestety. Piszę „niestety”, bo film (pod)świadomie zadaje pytania, jak daleko mogą posunąć się ludzie, co mogą zrobić, gdy mają władzę nad drugim, bezbronnym człowiekiem, a nikt nie jest w stanie doglądać i kontrolować przebiegów tamtejszych dializ i „leczenia”…

Miejsce 2. – Reqiuem dla snu

Ten film powinien być biblią dla każdego chojraka, który ćpa lub zamierza ćpać. I mowa tu nie tylko o miękkich i twardych narkotykach, ale także o dopalaczach, innych środkach odurzających, silnych lekach, czy choćby… uzależnienia od oglądania telewizji. Przedawkować można sporo rzeczy, o których do tej pory nie mieliście pojęcia, lub wydawały się wam błahe. Bohaterowie filmu szybko ulegają pokusom, jakie tymczasowo dostarczają im aplikowane środki – iluzji życia w lepszym świecie, iluzji bycia popularnym, doskonałym, wolnym, piękniejszym, i tak dalej… Ostatecznie wszystko źle się kończy – do niedawna wierna i uczciwa kobieta zostaje prostytutką tylko dlatego, że chce uratować finansowo swojego chłopaka i wyciągnąć go jednocześnie z niemałych długów i kłopotów. Ten zaś traci rękę (została amputowana bo zaczęła gnić po nadmiernym aplikowaniu różnych świństw, niekoniecznie czystą strzykawką) i trafia do więzienia. Jego matka natomiast kończy w zakładzie dla chorych psychicznie, bo nabrała się i uległa „magii” telewizji, która ostatecznie nigdy nie zapukała do jej drzwi. Motyw muzyczny na długo pozostaje w głowie. Jest cholernie dobry, bo przejmujący i dramatyczny, jak cały film. I prawdziwy, co jest niestety najgorsze…

Miejsce 1. – The Wicker Man

Niezależnie, czy obejrzycie oryginał z 1973 roku, czy remake z Nicolasem Cagem, z 2006 (u nas znany jako „Kult”, oczywiście cudowne tłumaczenie), czy tylko poczytacie o celtyckim rytuale o tym samym tytule. Wszystko to przeraża. W filmie nastrój budowany jest stopniowo, genialnie. Sytuacja głównego bohatera jest coraz gorsza, sprawa, którą bada jest coraz bardziej skomplikowana, a mieszańcy odległej od świata zewnętrznego wyspy coraz bardziej tajemniczy i… dziwni. Jednak w momencie, gdy pojawiają się napisy końcowe, siedzimy nieruchomo przerażeni. Nie wiemy co myśleć, ale wiemy, że rozwiązanie zagadki czaiło się na nas już od początku filmu, z chwilą pierwszych, stawianych kroków na tajemniczym lądzie przez głównego bohatera. Ale czasu nie da się już zawrócić, nie możemy już pomóc człowiekowi, który miał zostać bohaterem, a stał się ofiarą śledztwa, które prowadził. Najgorsze są jednak w filmie puste spojrzenia mieszkańców wioski, którzy nie wahają się mordować i składać w ofierze w imię „bóstwa”. Wierzą w staroświeckie brednie, dopełniają starodawnych rytuałów i – co najgorsze – robią to wszystko z pieśnią i uśmiechem na ustach. Przerażenie – to najlepsze słowo, jakim można opisać ten film. Przeraziło mnie to, że taka ludzka „ciemnota” funkcjonowała, lub wciąż gdzieś na świecie funkcjonuje. I ludzie posuwają się do karygodnych, pozbawionych krzty człowieczeństwa czynów, a wszystko po to, by zyskać w oczach boga, który nigdy nie istniał i nie istnieje. Przerażenie…

PS Przy publikacji tekstu pomyślałem, że dopisałbym jeszcze Lokatora Polańskiego. Dlaczego? Najlepiej obejrzyjcie sami...

K. Skuza
5 września 2012 - 12:30

Komentarze Czytelników (44)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
06.09.2012 10:16
zmudix
odpowiedz
zmudix
157
Professor Fate

domzz, nie bądź małą dziewczynką, oglądaj. ;)

06.09.2012 11:47
odpowiedz
zanonimizowany224855
21
Centurion

@K_Skuza
W sumie wszystkie te trzy filmy (Requiem, Trainspottiong, Human Traffic) też oglądałem już dawno temu. Być może nieco zmieniłbym zdanie po ponownym obejrzeniu, nie wiem jakie wrażenie byłoby tym razem, chociaż myślę to raczej normalne. Zwłaszcza, że w requiem duże wrażenie robi montaż, i zdjęcia w połączeniu z muzyką. Przy drugim seansie wiadomo czego się spodziewać, więc nie ma takiego szoku. Ale w każdym razie, póki co Requiem uważam za najlepszy z nich.

W Trainspotting motyw z dzieckiem robi wrażenie też w książce - to fakt. Niestety jest to jeden z niewielu tego typu elementów.

Co do zdania w wyspie - szczerze mówiąc nie pamiętam. Dlatego, że nie chodzi o jego treść, a raczej o sam fakt, że zostało wypowiedziane, a nie powinno.

spoiler start


Wypowiada je doktor, który nie mógłby go słyszeć wcześniej, gdyby bohater był zdrowy. Zatem moja interpretacja - główny bohater jest psychicznie chory i leczony na wyspie.
Oczywiście można podważyć i próbować znaleźć wyjaśnienia tej wypowiedzi ale to tym lepiej - w tym siła Wyspy, że pozostawia otwarte pole widzowi. :)

spoiler stop

06.09.2012 12:13
Scott P.
😁
odpowiedz
Scott P.
96
Generał
Wideo

A co powiecie na film który zniszczy wam nie tylko psychikę, ale i szare komórki.

http://www.youtube.com/watch?v=Z2zgHbFE4lg

06.09.2012 14:22
claudespeed18
odpowiedz
claudespeed18
151
Liberty City Finest

równiż polecam Donnie Darko - daje do myślenia, niby dołujący ale ostatecznie budujący coś w człowieku

no może nie w każdym ;)

08.09.2012 02:58
odpowiedz
JayL
46
Centurion

Hah, dosłownie przed chwilą skończyłem oglądać Wyspę - świetny film. Ogólnie mam nastrój na takie ryjące, trochę pokręcone filmy, wcześniej obejrzałem Donnie Darko, Requiem, mam jeszcze Trainspotting i Mr. Nobody. Dobry jest też American Psycho.

08.09.2012 09:02
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@TNR - Kurczę, zaintrygował mnie ten motyw z Wyspy. Muszę to kiedyś jeszcze raz obejrzeć i się wsłuchać w film, albo po prostu zobaczyć bez napisów. :)
@Scott P. - Czy to pełnometrażowe teletubisie? XD Mózg roz...!
@claudespeed18 - W zasadzie ten film pozostawia w człowieku wiele myśli i uczuć nie do opisania. Nie wiadomo do końca co o nim myśleć. W tym siła psychologii piorącej mózgi! ;)
@JayL - Ja powoli zabieram się za Begotten. Trudno, raz się żyje. :D

08.09.2012 09:56
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Co wy kochani wiecie o ryciu mózgu filmami.... Reqiuem dla snu... pfff... To taki Lynch kładzie na łopatki każdy z tych filmów wymienionych w tekście. W artykule zatytułowanym "filmy, które zniszczyły moją psychikę" brak choćby jednego filmu stricte surrealistycznego zakrawa o kpinę z kinematografii. Ja rozumiem, że to czysto subiektywny wpis, ale podchodząc do jakiegoś tematu wypadałoby mieć dobre rozeznanie.

Ktoś mi wyjaśni dlaczego Begotten nagle taki popularny się stał? Jakiś gimserwis wstawił notkę o nim czy coś? Film ten ma swoje lata, a dopiero stosunkowo niedawno widzę dużą popularność tego dzieła.

08.09.2012 21:27
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@ppaatt1 - Spokojnie. :) Tak jak napisałem wyżej - np. Requiem widziałem mając ok. 12 lat, więc tak, to mi "zryło banie" i zdołowało, miało prawo, szczególnie wtedy. Lyncha znam, ale nie podziwiam. Podobnie np. Kinga, ale to temat-rzeka na inny tekst. ;) PS Ja, być może w odróżnieniu od innych blogerów i vlogerów, nie udaję wszystkowiedzącego speca w każdej dziedzinie. Więc, być może, masz rację. Tak jak każdy/każda z nas w komentarzach. Fajnie, nie? ;)

08.09.2012 22:27
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Tak jak napisałem wyżej - np. Requiem widziałem mając ok. 12 lat, więc tak, to mi "zryło banie" i zdołowało, miało prawo, szczególnie wtedy.
Jak najbardziej miałeś prawo. :) Sęk w tym, że filmów ryjących psychikę są setki, Requiem do nich raczej się nie zalicza. Widząc artykuł o takim tytule liczyłem na jakieś ciekawe filmy, których być może sam nie widziałem.

Ja, być może w odróżnieniu od innych blogerów i vlogerów, nie udaję wszystkowiedzącego speca w każdej dziedzinie.
I dobrze. Uwierz, cenię to bardzo, bo mam dość wszechobecnych w Ineternethach pseudofilozofów. Mój problem polega na tym, że spodziewałem się czegoś znacznie innego od tego artykułu. Mimo wszystko obeznanie, nie znaczy wszechwiedza. Nie popadajmy w skrajności. :) Ja np. nie zrobiłbym zestawienia komedii romantycznych, gdyż zbyt mało takich znam i taki artykuł nikomu nic nie dałby. Fani byliby zażenowani płytkością (tak jak ja ww. artykułem), a szarzy kinomaniacy przeczytaliby prawdopodobnie o filmach, które sami dobrze znają. Ale co komu odpowiada, ja tylko krytykuję, nie atakuję. :)

Więc, być może, masz rację. Tak jak każdy/każda z nas w komentarzach. Fajnie, nie? ;)
Wystarczy, że założymy istnienie prawdy jedynej obiektywnej i mamy problem. :P

Lyncha znam, ale nie podziwiam.
Możesz powiedzieć coś więcej? Swoją drogą (nie kieruję tego do Ciebie) zauważyłem, że dużo ludzi nie za bardzo rozumie jego twórczość przez nierozumienie założeń filozoficznych surrealizmu. (co ciekawe duża część tych ludzi to... fani. Tworzenie racjonalnych/logicznych teorii do fabuły jest strasznie ignoranckie). Rzeczywiście temat rzeka. Chociaż sam nie jestem jakimś wielkim fanem, znam lepszych. :D Kingiem też się szczególnie nie zachwycam, bardziej mnie denerwuje hype na niego, bo pisze on całkiem znośnie.

08.09.2012 23:07
odpowiedz
maciek_ssi
132
false nine

Jeśli dobrze zrozumiałem autora: http://www.classreal.com/

08.09.2012 23:25
Bullzeye_NEO
odpowiedz
Bullzeye_NEO
172
1977

OLDBOY

10.09.2012 10:50
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@ppaatt1 - Widzę i wiem, że krytykujesz, a nie atakujesz. To jest ważna, subtelna i pożądana różnica. :) Nie możemy założyć istnienia prawdy obiektywnej w stosunku do jakości filmów. Do koloru trawy - owszem. Chociaż pies np. widzi monochromatycznie, dlatego nie można powiedzieć na pewno, że trawa jest zielona. Co dopiero, że film jest dobry/zły? ;) Jedni bali się Buki z Muminków, inni się z niej śmiali. Nie można odmówić Buce uroku jak i ponurej atmosfery, którą wprowadzała do bajki. Jednocześnie, dzisiaj możemy się z tego śmiać. Więc znajdź mi tu jedyną, obiektywną prawdę? ;)
Prostuję, po przejrzeniu dorobku Lyncha wnioskuję, że widziałem tylko Twin Peaks i Człowieka słonia. Może gdybym zobaczył większą ilość jego obrazów, porwałaby mnie fala na "jaranie się" tym reżyserem. Jednak póki co, istotnej roli w moim życiu nie odgrywa. ;) Co polecasz?
Właśnie, tak jak hype na Kinga, tak samo wkurza mnie hype na Tarantino, Lyncha i paru innych gostków, którzy teraz wylecieli mi z głowy. Z tym że nie będę oceniał Lyncha, bo zbyt mało jego dzieł widziałem, natomiast o Tarantino mogę się negatywnie wypowiedzieć, ale to nie czas i nie miejsce. :)
Co do wpisu - jest luźny, tak jak moje przemyślenia. Po prostu naszedł mnie taki nastrój, a zaraz potem chęć opisania czegoś dołującego. Padło na filmy. I, choć widziałem w na ekranach kin gorsze rzeczy, to te jakoś z perspektywy czasu oddziaływały na mnie najbardziej intensywnie, najmocniej. Mimo, że np. z Wicker Mana śmieje się pół świata. Mnie to przejęło. Koniec filozofii. ;)
@maciek_ssi - Dobrze zrozumiałeś autora, o to chodziło, dzięki za listę! :) Znam część filmów wymienionych tam i co prawda niektóre nie "ryją bani", to potrafią fajnie zaskoczyć rozwojem wydarzeń, skomplikowaną fabułą, etc. Ten link do naprawdę dobra rzecz!
@Bullzeye_NEO - Nie widziałem, sprawdzę. Jest też na powyższej liście. :)

10.09.2012 12:35
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Nie możemy założyć istnienia prawdy obiektywnej w stosunku do jakości filmów.
Przywołanie prawdy obiektywnej w tym wypadku traktuj bardziej jako żart. :) Wszystko tak naprawdę zależy jakie mamy podstawy filozoficzne i na czym stoi nasz świat. Jeśli uznamy istnienie jakiegoś absolutu, który uznaje co jest dobre, a co złe na poziomie zero-jedynkowym to teoretycznie ustala on prawdę obiektywną. Oczywiście, tylko jeśli tak założymy. :) A jak wiesz (dobrze pamiętam, żeś studiował filozofię?) zakładać można wiele rzeczy.

Tak bardziej serio: Ludzie tworzą terminy i to ludzie ustalają jaki jest ich zakres. Ludzie = większość ludzi zajmujących się tematem. Potrzebna jest akceptacja środowiska. "Filmy ryjące psychikę" to filmy ryjące psychikę. Myślę, że można do pewnego stopnia zmierzyć co uznamy za "ryjące psychikę", a co nie. Oczywiście, wiem już jakie założenia miałeś przy tworzeniu tego artykułu, więc chyba problemu nie ma. :)

To tak Lyncha w sumie od dwóch różnych stron poznałeś. Twin Peaks raczej określa z czym się je resztę jego twórczości. Ja zaczynałem od Mulholland Drive i w sumie ten film najbardziej lubię. Nie ze względu na elementy mojego kochanego surrealizmu (ale nie przesadzajmy), ale ze względu na ciekawy typ gęstego klimatu. Tylko pamiętaj, jak mówiłem, sam nie jestem jego wielkim fanem. Ot, dobry charakterystyczny reżyser.

Właśnie, tak jak hype na Kinga, tak samo wkurza mnie hype na Tarantino, Lyncha i paru innych gostków, którzy teraz wylecieli mi z głowy.
Rzeczywiście przesadny hype to irytująca rzecz bez względu jakiej dziedziny dotyczy. Gry, filmy, muzyka, książki - zawsze znajdzie się jakiś przeceniany "artysta". Nie znaczy to, ze jest gówniany, po prostu jest dobry, a nie najlepszy. Mnie np. strasznie nosi jak widzę ludzi podniecających się Coelho. (w tym wypadku akurat mogę powiedzieć: Jego twórczość jest gówniana).

10.09.2012 12:59
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@ppaatt1 - Dobrze pamiętasz, że studiowałem filozofię. Prawdę mówiąc nawet ja nie pamiętam, kiedy o tym wspominałem, więc albo masz super pamięć, albo ja amnezję, albo jedno i drugie. ;) W takim razie obejrzę Mulholland Drive, po takiej rekomendacji wypadałoby bliżej poznać Lyncha. :) Super, że nie ulegasz ani hype'owi, ani powszechnemu "hejtowi" czegoś/kogoś. Ostatnio skrajności rządzą internetem, ale chyba żadne z tych opcji/stanowisk nie są dobre. OK, ale muszę przyznać, też nie przepadam za Coelho. Delikatnie rzecz ujmując. :p

EDIT: Oczywiście masz/macie prawo wymagać więcej od tego bloga (i róbcie to! mówcie, piszcie, sugerujcie, itp.!). W sensie, merytorycznej treści, zaangażowania w poszukiwaniach ciekawych materiałów, robienia tzw. "researchu" (nie lubię tego słowa, ale użyję, niech będzie), itp. Z jednej strony staram się pisać o tym, o czym akurat pomyślę, co wpadnie mi do głowy, co skłoni do refleksji, albo... nawet wzruszy. Cokolwiek, co wydaje mi się godne uwagi/polecenia. Z drugiej strony, nie ukrywajmy, to tylko blog, a ja jestem niewykształconym, domorosłym "pismakiem". Większość tekstów powstaje w czasie krótszym niż godzina, ale nie dzieje się tak dlatego, że robię coś "na odwal się", tylko dlatego, że nie mam czasu, albo po prostu bloga traktuje jak bloga, a nie internetową wyrocznię "ą, ę". Dobra, ale koniec z tym usprawiedliwianiem się, czas napisać coś dłuższego/lepszego/mądrzejszego. :D

10.09.2012 13:39
aope
👍
odpowiedz
aope
140
Corporate Occult

Mulholland Drive piękna sprawa, człowiek już sobie wszystko elegancko układa w głowie, już rozgryzł, a tu na koniec... :]

12.09.2012 13:35
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Prawdę mówiąc nawet ja nie pamiętam, kiedy o tym wspominałem, więc albo masz super pamięć, albo ja amnezję, albo jedno i drugie.
Stosuję mnemotechniki, ale to raczej nie w celu pamiętania blogerów. :D Rzuciłeś mi się w oczy, bo jestem zainteresowany - nazwijmy to - hobbystycznie filozofią. Urzekł mnie Twój tekst nt. Demiurga, który zamieściłeś w jakimś artykule. Ciężko znaleźć osoby ogarniające podstawy filozofii (chociaż ludzie często mają ją na studiach to traktują niestety jako "wykuć i puścić w niepamięć te głupie głupoty".), więc szczególnie wbiłeś mi się w pamięć. :)

Super, że nie ulegasz ani hype'owi, ani powszechnemu "hejtowi" czegoś/kogoś. Ostatnio skrajności rządzą internetem, ale chyba żadne z tych opcji/stanowisk nie są dobre.
Coś w stylu Arystotelesowskiej teorii środka. :D Skrajnościami to rządzi się nasz świat od niepamiętnych czasów, nie wydaje mi się, aby Internet miał w tym jakiś szczególny udział. Ja tam lubię szukać i widzieć dwie strony medalu. Takie jakieś zboczenie intelektualne. :P

13.09.2012 13:11
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@aope - Skoro tak polecacie ten film, obejrzę go. :)
@ppaatt1 - Mnemotechnika? To działa? Przydałyby mi się jakieś tricki, bo mam postępującą sklerozę. ;) Ja też jestem domorosłym, hobbystycznym filozofem, który na własne życzenie przerwał studia filozofii i do dziś tego żałuje (i nie żałuje, z drugiej strony :)). Moim skromnym zdaniem filozofia powinna być już wykładana w podstawówce, ale nie jak historia, tylko w postacie wolnomyślicielskich dialogów. Wtedy dzieci, a przyszli dorośli, wiedzieliby, że nic w świecie nie jest pewne, że nie można nawet raz wejść do tej samej rzeki, że trawa niekoniecznie jest zielona, i tak dalej. :) Przydałby się taki przedmiot dla ogłady społeczeństwa. Co do skrajności - owszem, światem rządzą od lat, ale mnie chodziło o internetowe albo "trollowanie" albo "fanbojowanie". Ja np. lubię iPady, mam jednego, ale nie kłócę się, że to najlepszy produkt na świecie, nie podniecam się logiem Apple (choć jest przemyślane i całkiem zgrabne :D), itd., itp. Nie wiem, czy to złoty środek, ale na pewno cząstka normalności w tym dziwnym świecie. ;)

13.09.2012 13:44
ppaatt1
odpowiedz
ppaatt1
95
Obieżyświat

Mnemotechnika? To działa?
Działa, ale
1. częste jest myślenie, że będąc przeciętniakiem po 5 minutach stanie się mistrzem zapamiętywania i będzie wzbudzał podziw wśród znajomych. Nie. To tak nie działa, aby zostać mistrzem i się wyróżniać trzeba naprawdę dużo czasu poświęcić. Nie zmienia to faktu, że mnemotechniki mogą pomóc to tu, to tam. No i - przynajmniej dla mnie - mnemotechniki z nudnego przedmiotu robią rzeczy interesujące i zabawne.
2. trzeba ich używać. Początki są ciężkie, ale z biegiem czasu człowiek coraz szybciej pracuje.
3. mnemotechniki to nie wymysł współczesnych. Starożytni Grecy stworzyli większość technik zapamiętywania.

Bez zbędnego wciskania kitu (jak to niestety robią promotorzy mnemotechnik, dzięki czemu wciskają rzeczywistą naukę na półkę pseudonauki i efektu placebo): Aktywne notatki i tworzenie map myśli to podstawa. Robisz mapę myśli, rysujesz obrazki, przywołujesz jak najwięcej skojarzeń, analogii, przeciwieństw, ograniczasz liczbę słów to czystych haseł. Jaka jest tego zaleta? Zabawne obrazy w głowie łatwiej zapamiętać, do tego taka mapa myśli jest doskonała do szybkich powtórek. 5 minut oglądania takiej i już masz powtórzony materiał z paru godzin nauki. Świetna sprawa. Druga rzecz to zapamiętywanie liczb i dat. Naucz się Głównego Systemu Pamięciowego (jesteś polonistą, więc tym bardziej powinno to Ci się spodobać). Potrzeba co prawda sporo nauki do dobrego się nim posługiwania, ale efekty są naprawdę niezłe. Szczególnie dla mnie, osoby która dużo czasu spędza z historią. (ach te moje jeszcze niezrealizowane marzenia o archeologii. :) Trzeba maturę poprawić. :) ).
Parę linków dla Ciebie:
http://wwww.100dia.pl/files/pamiec_na_zawolanie_-_tony%27ego_buzana.pdf
http://upload.wikimedia.org/wikibooks/pl/1/18/Palac_Pamieci.pdf
http://upload.wikimedia.org/wikibooks/pl/4/40/Organiczna.pdf
http://mnemotechnik-mnemonika.blogspot.com/

Myślałem o napisaniu artykułu nt. mnemotechnik tutaj na gp. Niestety prokrastynacja i czasem brak czasu dają się mocno we znaki. :(

Moim skromnym zdaniem filozofia powinna być już wykładana w podstawówce, ale nie jak historia, tylko w postacie wolnomyślicielskich dialogów.
I tak i nie. Filozofia i psychologia (jako dwa odrębne przedmioty) powinny być w szkołach, aczkolwiek wszystko zależy od nauczycieli. Niektórzy skutecznie mogą zniechęcić do danej dziedziny ucznia i wtedy już ten nigdy nie sięgnie po literaturę filozoficzną. Tak miałem np. z matematyką, której nienawidziłem z powodu paru durnych nauczycieli. Ostatni nauczyciel jakiego miałem w liceum odmienił moje spojrzenie na tą piękną dziedzinę.

18.09.2012 08:59
K_Skuza
odpowiedz
K_Skuza
10
Pretorianin

@ppaatt1 - Dzięki za linki i zainteresowanie tematem. :) Chyba skuszę się na lekturę i naukę tego systemu, bo muszę przyznać, że mam problemy z pamięcią. ;\ Co do nauczycieli - oczywiście, wiele od nich zależy. Można pokochać i znienawidzić dany przedmiot właśnie z powodu wykładającej go osoby. O filozofii można na szczęście "lekko" opowiadać, szczególnie o podstawach. Pytanie tylko, czy dzieciaki, które biegają za dziewczynami i rwą im włosy, chodzą na dyskoteki i zbierają artefakty z chipsów - czy ich zainteresują podstawy... życia? Wszechświata? Wszystkiego? :)

04.02.2013 21:10
😍
odpowiedz
causal/hardcore
41
Pretorianin

Nie wiem czy w ogóle ktoś to przeczyta, ale film, który mi najbardziej zrył psyche to ekranizacja "Władcy much" z 1990.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze