Latanie byle jak - Gawełko - 10 sierpnia 2012

Latanie byle jak

Mówi się, że liczba czynności, które można zasymulować w grze jest mocno ograniczona, dlatego wciąż tylko walka, zagadki logiczno-przestrzenne i pompowanie cyferek w statystyki. Pewnych rzeczy z pewnością mamy przesyt, ale jest coś czego wciąż mi mało. Latanie, moi drodzy, latania w grach nigdy za wiele. Nawet chwilowa możliwość doświadczenia lotu zawsze sprawia, że moja sympatia do tytułu natychmiast rośnie. W tej generacji dostałem porządną porcję, zdrowej latanej zabawy (Dark Void! Just Cause 2! Zelda SS!), ale głód takiej rozrywki rozbudził się dużo wcześniej. Przedstawiam pięć tytułów, które sprawiły, że pokochałem każdą kolejną możliwość latania w grach.

Człowiek-szop – Super Mario Bros 3

Oddam wszystkie magiczne grzyby i ogniste kwiatki, za jeden wyjątkowy listek pozwalający oderwać ten włoski tyłek z ziemi. Wystarczy wziąć odpowiednio długi rozbieg i bez problemu można było przelecieć nad całym poziomem. Oszustwo? Gdzie tam, tak to już jest z lataniem, wszędzie szybciej. Bez miejsca na rozbieg ogon też się przydawał, zawsze można było slapnąć gumbę z półobrotu.

Dzieciak w piżamie – Cloud

FlOw to nie jedyny studencki projekt nad którym pracował Jenova Chen zanim łowcy głów z Sony porwali go do swoich pluszowych podziemi, zmuszając do pracy nad najbardziej emocjonalnie naładowanymi grami w historii... Zanim do tego doszło, zdążył zrobić jeszcze Cloud.  Pojawiasz się w piżamie nad nieskończonym archipelagiem, z fryzurą wyjętą wprost z generycznego anime. Co możesz robić? Oczywiście że latać.  A latając zostawiać za sobą smugę pary wodnej. Zabawa jak przy bezmyślnym bazgraniu na kartce, albo malowaniu farbami, tyle że tutaj płótnem jest błękitne niebo, a farbą chmury. Spędziłem z tą grą zdecydowanie więcej czasu, niż na to zasługiwała, ale trzeba przyznać, że trafiła w moje słabości – lubię latać, lubię też i bazgrać.

Smoki – I of the dragon

Jaki klon Magic Carpet może być fajniejszy od oryginału? Taki, w którym główną rolę grają smoki, rzecz jasna! Po pierwsze zieją ogniem/lodem/kwasem, po drugie niebo nalży do nich, a każdy rozsądny mag w turbanie od razu będzie wiedział kto tu jest szefem (w grze naprawdę są tacy magowie, jak coś zżynać to przecież z klasą). Czasami w grach można przyzwać smoka do pomocy, czasem można latać na smoku, jednak nie często zdarza mi się być smokiem-gubernatorem, zarządzającym swoją prowincją z powietrza.

Swobodna lewitacja – Morrowind

Gdzie są te przeklęte drzwi?

Jeżeli zamierzasz robić interesy z szalonymi czarnoksiężnikami domu Telvanni, pamiętaj o jednym, musisz umieć latać. Ta banda długowiecznych grzybiarzy, postanowiła budować swoje powykręcane posiadłości, według jednej wspólnej reguły: „Absolutnie żadnych schodów. Nigdzie!”. Przebywając na Morrowind zawsze trzeba mieć przy sobie odpowiednią miksturkę czy zwój lotu. A najlepiej od razu przejść krótki korespondencyjny kurs lewitacji.

Pływanie w powietrzu – Dreams: to Reality

Ta ściana najpierw była podłogą.

To było takie dziwne. Na początku nawet nie wiedziałem, że mogę latać. Moja kanciasta, sztywno animowana postać – wyglądająca jak przeciwnik Van Damme’a w pierwszym Kickboxerze – biegała tylko w kółko po wyspie w chmurach, zbierając błękitne płatki many. Potem niechcący coś nacisnąłem, a zabawnie animowany bohater próbował, dosłownie, kłaść się na powietrzu.  Przytrzymałem klawisz dłużej i powoli uczyłem się prawidłowego pływania w powietrzu – takie przynajmniej sensoryczne wspomnienie mi zostało. Nieporadne sterowanie, sprawiające, że na początku wciąż ryłem twarzą o ziemię, dodawało tej czynności trochę mistycznej powagi (latanie przecież nie może być łatwe). Z czasem nauczyłem się bezbłędnie  lądować na małych wysepkach i latać-pływać z boskimi wielorybami. Dreams to w ogóle świetna rzecz, trochę niesprawiedliwe skazana na zapomnienie. Jeżeli ktoś ma ochotę spróbować, to mówię: warto. Tylko proszę, nie w wersji na PSX. Tylko nie w tej okropnej wersji

Gawełko
10 sierpnia 2012 - 14:27

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.08.2012 09:02
komenty
66
Senator

Fajnie sie latalo w Morrowindzie, szkoda ze z tego potem zrezygnowali w Oblivionie i Skyrimie. Z drugiej strony, strasznie naruszalo to rownowage rozgrywki, jesli potrafiles latac, to stwory, ktore latac ani strzelac nie umialy mialy przechlapane.

11.08.2012 10:32
smn
😊
odpowiedz
smn
37
Centurion

A nawet nie poczułem tej nierównowagi - czary brałem tylko wspomagające, a łuki i kusze były tak skopane, że nigdy nie przyszła ochota ich używać. No ale potencjalnie na pewno było pole do nadużycia.

Naprawdę doceniam to co im tam wyszło: "Hej, skoro mamy świat fantasy, w którym latanie nie jest takie trudne, to może czasem architektura powinna to odzwierciedlać?" I dostaliśmy grzybne dwory oraz więzienie wydrążone w meteorycie zawieszonym nad miastem... Przestrzeń gry tworzona bardziej jako zbiór miejsc z historią, niż poziomów do dobrej rozgrywki. Love it!