Fenomen The Office cz. III - Hubert Taler - 3 października 2012

Fenomen The Office cz. III

Produkcji amerykańskiej wersji The Office podjęła się telewizja NBC. Adaptacją istniejących scenariuszy do amerykańskich realiów zajął się Greg Daniels, doświadczony scenarzysta, pracujący przedtem również nad King Of The Hill (Billy kontra wapniaki) czy Saturday Night Live

Amerykańska ekipa biurowa

Amerykańskim odpowiednikiem Slough został Scranton w stanie Pennsylvania. Jest to równie prowincjonalne miasto. Tutaj mamy również oddział firmy sprzedającej papier, o nazwie Dunder Mufflin. Postanowiono kręcić z jednej kamery, bez ścieżki ze śmiechem ze studia, po to aby podobnie jak w wersji brytyjskiej, zasymulować wygląd programu dokumentalnego.

Droga do niezależności

Początkowo na ekranie pojawiały się wyłącznie odpowiedniki postaci z wersji brytyjskiej. Amerykańskim menadżerem został Michael Scott, kreowany przez znanego komediowego aktora Steve'a Carella. Odpowiednikiem Tima jest Jim Halpert, grany przez Jona Krasinskiego. Wkurzającym współpracownikiem Jima tym razem jest Dwight Schrut, brawurowo sportretowany przez Rainna Wilsona.

Jim, Michael, Angela, Pam i Dwight

Początkowo serial był adaptacją. Fabuły pierwszych odcinków były oparte o treść odcinków serialu BBC. Pilot był napisany przez Gervaisa i Merchanta i był w całości oparty o fabułę pierwszego odcinka pierwszej serii wersji brytyjskiej. W czasie filmowania dużą uwagę poświęcano paradokumentalnemu charakterowi serialu. Na przykład słynne się stały tzw. Pam's looks of horror: zakłopotane spojrzenia w kamerę gdy Pam była szczególnie zawstydzona zachowaniem nieświadomego niczego Michaela. Każda scena była filmowana tak aby było możliwa realizacja tego ujęcia przez ekipę dokumentalną - postacie często starały się ukryć to co mówią przed mikrofonami czy kamerami.

Gdy serial okazał się być sukcesem, coraz bardziej stawał się samodzielnym bytem. Zaczęły powstawać oryginalne scenariusze, oddające na przykład problemy typowe dla Ameryki (np. pracowników - imigrantów z Meksyku). Zaczęły pojawiać się również oryginalne postaci (np. postać Jen - szefowej i kochanki Michaela, czy Ryana - pracownika który przeszedł drogę od praktykanta do wiceprezesa, by potem odejść w niełasce po ujawnieniu przekrętów). W moim odczuciu w pewnym momencie amerykańska wersja stała się lepsza i bogatsza w wątki i poruszane problemy od wersji oryginalnej. Bardzo mocną stroną amerykańskiego Biura są oryginalne i dobrze przedstawione postaci - o wielu z nich wiemy praktycznie wszystko.

Najlepszy szef na świecie?

W trakcie wielu sezonów tego serialu (w tej chwili trwa oficjalnie ostatni - dziewiąty sezon) przez serial przewinęło się wielu gościnnych aktorów. Amy Ryan, Kathy Bates, Will Ferrel, Jim Carrey, sam Ricky Gervais, Amy Adams, Timothy Olyphant, Jack Black - to tylko niektórzy ze świetnych aktorów którzy zapragnęli pojawić się w epizodzie serialu.

Upadek

Po siódmym sezonie odszedł Steve Carell, odbierając serialowi oś wokół której zazwyczaj toczyła się fabuła. To właśnie megalomania i głupi upór Michaela Scotta był motorem wszystkich wydarzeń. Gdy jego zabrakło, to już wyraźnie było nie to samo. Ósmy sezon był moim zdaniem najsłabszym ze wszystkich swoich poprzedników.

Kilka tygodni temu rozpoczął się sezon dziewiąty i szczerze mówiąc uważam że dobrze że będzie ostatni.

Co dalej?

W styczniu 2012 roku pojawiły się doniesienia o planowanym przez NBC spin-offie, dziejącym się na... buraczanej farmie Dwighta Schrute'a (to długa historia: Dwight jest potomkiem dziwnie konserwatywnej grupy imigrantów z Niemiec, od wieków uprawiających buraki). Mówcie co chcecie, ale ja chętnie obejrzę Dwighta w swoim żywiole.

Jeśli chcecie obejrzeć The Office, polecam zacząć od wersji brytyjskiej, jest dostępna na DVD w polskiej wersji. Jeśli się wam spodoba ten specyficzny klimat, zacznijcie oglądać wersję US od pierwszego sezonu.

Hubert Taler
3 października 2012 - 20:25

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.10.2012 23:34
Munchhausen
26
Centurion

Jestem fanem amerykańskiej wersji, ale od paru sezonów oglądam ją raczej z przyzwyczajenia, bo poziom ostro spadł. Pierwsze sezony były realistyczne, ale z czasem postaci stały się karykaturami samych siebie, a gorzki humor zastąpiono bardziej amerykańskim - w złym tego słowa znaczeniu. I wszystko stało się zbyt optymistyczne, tak od momentu związku Pam I Jima (wolałem ich nieszczęśliwie zakochanych): ich oddział z najgorszego stał się nagle najlepszy, Michael przestał być dupkiem i znalazł idealną wybrankę etc.

04.10.2012 07:33
HubertT
odpowiedz
HubertT
45
Łowca Androidów

Mam takie samo wrażenie, że poziom od mniej więcej tego momentu. Sam ślub Jima i Pam to typowy fan service - prezent dla fanów który po prostu musiał się wydarzyć. Najlepsze momenty przypadły w sumie chyba przed i w piątym sezonie - potem już było gorzej. Nie było już takich odcinków jak np. Dinner Party, moim zdaniem najlepszy odcinek ever :)

04.10.2012 14:41
odpowiedz
Kazioo
86
Senator

Ja się nie zgadzam z teorią, że po odejściu Carella serial się skopał. On już wcześniej miał tendencję mocno spadkową i po jego odejściu nie wyczułem nagłej zapaści. Carell był genialny w tej roli, ale po paru sezonach się przejadł. Nawet Dwight się znudził i dziwi mnie, że jego spin-off na farmie będzie dopiero teraz kręcony, kiedy kult tej postaci przemija.

05.10.2012 09:47
HubertT
odpowiedz
HubertT
45
Łowca Androidów

No właśnie tak mówię, szczytem moim zdaniem był sezon 4, kiedy Michael borykał się z Jen.
Później już był najpierw powolny, potem coraz szybszy upadek.

05.10.2012 12:11
odpowiedz
koobon
82
Legend

ale otwarcie nowego odcinka jest jednym z najlepszych w serii

05.10.2012 14:49
HubertT
odpowiedz
HubertT
45
Łowca Androidów

Jim-Azjata? Też tak pomyślałem :)

05.10.2012 14:52
Soulcatcher
odpowiedz
Soulcatcher
222
Borderlands 3

Naprawdę zabawny serial, strasznie się uśmiałem swojego czasu :)

I często niesamowicie dobrze oddaje realia korporacji.

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze