Pan Lodowego Ogrodu t. 4 - Kati - 2 stycznia 2013

Pan Lodowego Ogrodu t. 4

Mieszkanie nieposprzątane, ubrania niewprasowane, obiad nieugotowany, koty niewygłaskane, wszystko rzucone w kąt, bo oto jest: czwarty, finałowy tom „Pana Lodowego Ogrodu”. W końcu po trzech latach czekania i powtarzania pytania „Kiedy?” poznamy zakończenie historii Vuko Drakkainena. Czy będzie to satysfakcjonujący finał?

Premiera pechowo zbiegła się z nawałem pracy (eh, czemu zawczasu nie wzięłam urlopu?), co było źródłem mojej wyjątkowej frustracji. Nic to, czytałam w komunikacji miejskiej (a czytanie 900-stronicowej cegły w miękkiej oprawie na stojąco w tramwaju do wygodnych nie należy) i po raz pierwszy żałowałam, że do pracy jadę niecałe 40 minut – tak bardzo nie mogłam się doczekać zakończenia.

Tom trzeci skończył się, czy może raczej urwał – cliffhanger trudno nazwać prawdziwym zakończeniem – w Dolinie Bolesnej Pani, kiedy drużyna Vuko szykuje się do starcia z Wężami, a Passionaria Callo zaczyna się budzić. Tom czwarty zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu i od razu akcja zaczyna pędzić na złamanie karku. Konieczność odbicia Passionarii i Filara to dopiero rozgrzewka. Nieuchronnie zbliża się ostateczna konfrontacja między szalonymi naukowcami a naszymi bohaterami. Fjollsfinn, Vuko i jego Nocni Wędrowcy przygotowują się do największej i najdziwniejszej wojny w dziejach Midgaardu. Nadszedł czas sięgnąć po wszystkie możliwe środki, które mogą zapewnić zwycięstwo…

Tak jak w poprzednich tomach historię poznajemy z punktu widzenia Vuko i Filara. Ten ostatni na szczęście przestaje marudzić i narzekać, jaki to on nieszczęśliwy. W końcu dojrzewa i staje się prawdziwym Nosicielem Losu, chociaż i tak jego wątek pozostaje w cieniu wyczynów Drakkainena.

W ostatnim tomie cyklu dużo się dzieje, akcja trzyma w napięciu, ale nie brakuje też humoru. Czyli podobnie jak we wcześniejszych częściach. Są też minusy: trochę mało samych van Dykena i Freihoff – owszem, mamy Ludzi Węży i Amitrajów, ale samych głównych antagonistów spotykamy dopiero na samym końcu i tak naprawdę niewiele o nich wiemy. Lekko skróciłabym też opisy niektórych misji Nocnych Wędrowców (szukanie Szkarłata przez 50 stron to lekka przesada).

I wreszcie dotarłam do końca. Z jednej strony cieszę się, że cała historia kończy się w odpowiednim momencie, a nie ciągnie w nieskończoność, a z drugiej trochę żal, że to już koniec tej fascynującej przygody. Finał jest bardzo wyważony i sensownie rozwiązuje wszystkie wątki, chociaż na pewno nie usatysfakcjonuje wszystkich. I trochę zabrakło mi jakiegoś fajerwerku. Mimo pewnych zastrzeżeń czwarty tom „Pana Lodowego Ogrodu” to godne zwieńczenie całego cyklu.

Na stronie Polskiego Radia można posłuchać wywiadu z Jarosławem Grzędowiczem: http://www.polskieradio.pl/9/501/Artykul/745832,Jaroslaw-Grzedowicz-Fabula-powiesci-ma-swoje-przeznaczenie

Kati
2 stycznia 2013 - 22:39

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
03.01.2013 20:34
Strider.
😊
Strider.
47
Pretorianin

Przez tom III przejechałem błyskawicznie, ten jakoś mi się tak rozwlekł na ponad dwa tygodnie... Trudno stwierdzić dlaczego, ale dużo może mieć tu do gadania pasjonujący jak zwykle wątek Filara. :) I jakoś tak wydaje mi się ten tom jednak ciut za bardzo przekombinowany... Ale mimo wszystko to "Pan Lodowego Ogrodu", więc narzekać nie wypada... Szczególnie, że premiera zbiegła się jak należy z jedynymi mroźnymi dniami tej zimy. :D